SPY x FAMILY, Bungou Stray Dogs – Manga Update #4

Czy można wakacje spędzić w domu i nie zanudzić się na śmierć? Oczywiście, że tak. Na pomoc przychodzą wszelkie platformy streamingowe, gry online, anime no i manga. Sam zresztą lubię raz na jakiś czas przesiedzieć w swojej jaskini… Znaczy w pokoju od rana do wieczora.

Specjalnie dla łóżkowych wylegiwaczy przygotowujemy posty z dziełami, które my sami lubimy czytać i możemy je Wam śmiało polecić! Niedawno pisaliśmy o komiksach ← Klik!

Ale jeżeli wolisz książki, to o nich też mamy co nieco – Hotel Bertram Chirstie, a jeżeli lubisz filmy z dreszczykiem, sprawdź tę listę – Pięć tajemniczych wydarzeń, które zainspirowały filmowców.

A w dzisiejszym odcinku:

Czy w mandze nie ma już miejsca na oryginalność? Tokoy Shinobi Squad zdaje się potwierdzać tę hipotezę… Na przekór jednak wychodzi świetny komiks SPY x Family, który daje nam coś zupełnie nowego! A w Bungou Stray Dogs rozpoczął się i zakończył świetny arc.

Klasycznie: jeżeli jesteście zainteresowani którąś z tych mang, a nie czytaliście jeszcze omawianych wydarzeń, musicie uważać na spoilery!

Jacek aka Leniwiec

Tokyo Shinobi Squad chapters 2-5

Tak, jak obiecałem, nadrobiłem Tokyo Shinobi Squad. I tak jak pisałem wcześniej – fabuła to dalej nie ma w sobie niczego „wow”, niczego zaskakującego. Brakuje mi jakiegoś punktu zaczepienia, czegoś, co sprawi, że do TSS będę wracał z podnieceniem, a na nowe chaptery czekał z niecierpliwością.

Na przełomie tych kilku rozdziałów mieliśmy okazję zapoznać się częściowo z pracą Shinobi. Nasza drużyna otrzymała nowe zlecenie – tym razem muszą odzyskać wykradzione dane, które w przyszłości mają przysłużyć się znacznemu rozwojowi medycyny. Mamy więc grupę, dosłownie, świętych, dobrotliwych naukowców, którym inny – diabelnie zły – doktor wykradł dzieło życia. Oczywiście układając przy tym iście szatańską intrygę. Autor nie pokusił się, aby ukazać choć odrobinę szarości, w tej czarno-białej relacji. Pomysł płytki i wałkowany wiele razy, na przykład w Dimension W (ofc we wspomnianym został lepiej wykonany).

Dostajemy na tacy również wytłumaczenie, dlaczego En i jego zwój jest tak wyjątkowy… Znowu, naprawdę nic ciekawego. Nie chcę Wam spoilerować, ale nie nastawiajcie się na fajerwerki. Prócz backstory Ena, wprowadzono nową postać – kolejnego członka składu. 

I tu przyznam, że podoba mi się charakter Shimizu. Niby poznajemy go jako kolesia od papierkowej roboty, ale szybko pokazuje pazury – dosłownie! Shimizu nie stroni od przemocy, a przy tym nie ukrywa własnego ego. Nie można jednak nie zwrócić uwagi na jego podobieństwo do Roba Lucci z One Piece, nie tylko ze względu na specjalną moc.

Gdzie te fajerwerki?

Jak szybko wybuchnął mój zapał względem Tokyo Shinobi Squad, tak z rozdziału na rozdział gaśnie on coraz mocniej. Najwidoczniej miałem trochę zbyt wygórowane oczekiwania co o tej serii. Planuje śledzić dalej, ale bardziej po to, aby być na bieżąco, niż ze względu na czerpaną przyjemność.

______________________________________________

Tekst był pisany wcześniej, a ja w międzyczasie doczytałem dwa nowe chaptery. Muszę przyznać, że ten wątek z ochroną modelki ma potencjał. Przedstawiono nam ciekawie prezentującego się antagonistę, który wreszcie ukazuje tę szaloną stronę tych czasów. Zobaczymy, zobaczymy… 

SPY X FAMILY

Z kolei czymś bardzo pozytywnym okazała się manga SPY x FAMILY.

Poznajemy międzynarodowego szpiega Lloyda Forgera. To jeden z najlepszych w swoich fachu i mało jest zadań, które sprawiłyby mu trudność. Pojawiają się jednak takie, przy których musi bardziej wysilać swoje szare komórki. Na przykład zlecenie, gdy warunkiem zlecenia niezbędne mu będzie posiadanie… Dziecka. 

Lloyd ma zadanie w jakiś sposób stworzyć chwilowy obraz perfekcyjnego, samotnego ojca. Dziecko nie stanowi problemu, akurat te Forger weźmie z jednego z licznych przytułków. Wpada na uroczą dziewczynkę imieniem Anya. Wyjątkowo inteligentną, umiejącą pisać. Z czytaniem też sobie radzi… Szczególnie tym w myślach. 

Nikt jednak nie wspominał, że zadanie będzie proste. Anya musi dostać się do elitarnej szkoły – gdzie pojawia się też cel Lloyda – a to wymaga ciężkiego zakuwania. Gdy już udało się pokonać wejściowe testy, kolejny strzał pada niespodziewanie. Wymagana jest rozmowa z OBOJGIEM rodziców dziecka. 

Lloyd musi więc, najszybciej jak to możliwe, znaleźć „wybrankę serca” na czas misji. Z kim splotą go losy? Cóż, można powiedzieć, że swój do swego ciągnie, bo Yoru skrywa w sobie profesjonalnego… Tego musicie dowiedzieć się sami!

Czy szpieg może mieć rodzinę?

Ja z kolei dzięki SPY x FAMILY dowiedziałem się, że jest jeszcze miejsce na oryginalność. Ciężko powiedzieć, co konkretnie mnie tu kupiło – czy „czaderskość” wszystkiego związanego ze szpiegami, czy wplątanie romansu w tak dziwną tematyką, a może urok małej Anyi? Nie wiem, naprawdę nie wiem. 

Nie jest to kolejna, głupiutka komedyjka (chociaż i na taką pozwalałaby tematyka). Bohaterowie prezentują się dojrzale, tak, jak zresztą powinni. Planowanie jest tutaj kluczem do działania, a zbiegi okoliczności nie istnieją, bo pomaga im mała Anya. Tatsuya Endo potrafi zbudować odpowiednie napięcie, czasem nawet przestraszyć, ale i rozbawić.

Poza tym: kreska jest bardzo dobra. Autor wie, jak odpowiednio manewrować kadrami. 

Minusem może być jedynie dość spora ilość tekstu, ale hej, to przecież wielka gra psychologiczna. Więcej w kolejnym Manga Update!

Krzysiek

Bezpańscy literaci. Tom 11

Był przez chwile spokój, czas na wzięcie głębokiego oddechu, ale już dość! Członkowie zbrojnej agencji detektywistycznej i mafii portowej nie lubią, jak długo nic się nie dzieje. Poza tym Jokohama to miasto pełne niespodzianek i uzdolnionych mieszkańców, więc tutaj nuda nie doskwiera nikomu. Demon Dostojewski rozpoczął wdrażanie swojego niecnego planu i pewne było, że w końcu wszyscy się o nim dowiedzą. Gotowi? Czas rozpocząć wyścig z czasem!

Po kolei. Następne chaptery Bezpańskich literatów nie zaczynają się od razu z grubej rury. Najpierw autorzy serwują nam trochę historii Kyouki i jej niezwykle potężnej umiejętności. Kolejno, dowiadujemy się, że Fitzgerald (ten obrzydliwie bogaty przywódca Gildii – pamiętacie jeszcze? Jak nie, to odsyłam do recenzji tomów, które opisywały ówczesne wydarzenia), został bezdomnym bez grosza przy duszy. W jego przypadku to poważny problem, ponieważ umiejętność, z której korzystał, czerpała moc z posiadanych przez niego pieniędzy. Jednak wedle przysłowia – „każda potwora znajdzie swojego adoratora”, został odnaleziony przez swoją wierną podwładną, która do ostatnich chwil wierzyła, że jej ukochany szef spróbuje raz jeszcze poprowadzić ogromne imperium, którym niegdyś była Gildia.

Pieniądze to nie wszystko!

Przyznam, że zaprezentowana tu przygoda Fitzgeralda i jego Pani strateg jest nasączona ogromną dawką nietuzinkowego humoru i nieprzewidywalnych zwrotów akcji. Razem próbują uzbierać sumę, pozwalającą na odbudowanie utraconej potęgi. Imponujące zagrywki byłego szefa tejże organizacji wprawiają w osłupienie czytelnika i sprawiają, że zupełnie zmienia się postrzeganie jego postaci. 

Końcówka jedenastego tomu to już bezpośrednie wprowadzenie do dużego wątku, jakim jest zaogniony konflikt między Mafią a Organizacją detektywów. Oczywiście źródłem tejże waśni stają się poczynania Dostojewskiego, który postanawia zmusić członków obu ugrupowań do walki o przetrwanie. Nie chce nikomu sypać spoilerami, ale ze spokojem mogę napisać, że to, w jaki sposób Fiodor zmusił dwie największe watahy uzdolnionych do otwartej wojny, stawia go na pozycji naprawdę niebezpiecznego i nieobliczalnego antagonisty. A to dopiero początek jego wybryków. 

Nikt nie spodziewał się rosyjskiego demona. Tom 12

Jedenasty tom kończymy z sercem w gardle, a dwunasty zaczynamy ze ściśniętym żołądkiem. Mistrzowsko rozpoczęte igrzyska śmierci, zbierają swoje żniwo w kolejnych rozdziałach opowieści o Bezpańskich literatach. I tutaj już nie ma miejsca na wesołe przygody pobocznych bohaterów. Autorzy wyrzucają na pierwszy plan wszystkie najważniejsze postaci, wplątują je w ogromną intrygę i stawiają w ekstremalnych sytuacjach. Takiego zagrożenia w tej mandze, jeszcze nie widzieliśmy.

Zagrajmy w grę!

Na zmianę, detektywi i mafiozi, próbują zaradzić napiętej sytuacji, a czas im niestety nie sprzyja, albowiem wszystko rozgrywa się na narzuconych przez Dostojewskiego zasadach. To jego gra i wszyscy zagrają tak, jak on im każe. I tutaj muszę oddać hołd autorom scenariusza, ponieważ perfekcyjnie prowadzą oni czytelnika przez całą intrygę. Kiedy myślimy, że naszym bohaterom uda się postawić krok naprzód, okazuje się, że rosyjski demon jest o lata świetlne przed nimi i każda ich akcja kończy się fiaskiem. Giną postronni ludzie, łamany jest hart ducha najwytrwalszych, dokonują się wewnątrzgrupowe podziały lub niespodziewane sojusze. Wszystko wywraca się do góry nogami. 

Dochodzi w pewnym momencie do tak ekstremalnej sytuacji, że nawet Dazai nie jest w stanie nic poradzić, a przecież to on zawsze miał asa w rękawie. Ostatecznie, szefowie obu organizacji muszą wziąć sprawy we własne ręce, stawiając na szali własne życia. Dowiadujemy się przy tym, jak wyglądała ich przeszłość, w jakich okolicznościach się poznali i jak zostali przywódcami dwóch największych ugrupowań Jokohamy. A żeby było jeszcze ciekawiej, to sama walka nie przynosi żadnego rezultatu, a jedynie daje tło pod ich background story. 

Na samiutkim końcu, pojawia się postać, której zapewne nikt się nie spodziewał i rzuca odrobinę światła na całą skomplikowaną sytuację. Cień szansy na wygraną przeradza się w kulminację wyżej opisywanych wydarzeń, która w trzynastym tomie osiąga swoje apogeum i zwala z nóg. Nie zatrzymujemy się, bo od razu muszę opowiedzieć Wam o wrażeniach, jakie towarzyszyły mi przy okazji obcowania z kolejnymi chapterami przygód Bezpańskich literatów. 

Grande Finale. Tom 13

Nadszedł czas na wielki finał! Zawiązanie akcji! Rozstrzygnięcie sporu! W końcu dowiemy się, jak, nasi bohaterowie poradzili sobie z, na razie, największym zagrożeniem, z jakim mieli do czynienia. Kiedy już poczuliśmy ogrom i beznadziejność sytuacji, byliśmy w stanie namacalnie stwierdzić, że jej zakończenie może wcale nie być takie oczywiste. 

Co dwie głowy, to nie jedna!

Agenci i mafiozi dowiadują się ostatecznie, gdzie przebywa ich wróg i przy pomocy Dazaia, wpadają na „świetny pomysł”. Dobierają w pary dwóch pałających do siebie nienawiścią gagatków – Atsushiego oraz Akutagawę i wysyłają ich wprost do kryjówki Dostojewskiego. Plan dość ryzykowny, ale wszyscy już widzieliśmy, w jaki sposób ta dwójka potrafi połączyć siły. Dzieją się wtedy naprawdę ciekawe rzeczy i przyznam, że chyba nikt nie chciałby się z nimi mierzyć w bezpośrednim starciu.

Sceny walki z udziałem Tygrysołaka i odzianego w czarny płaszcz ogara są bardzo satysfakcjonujące w odbiorze. Dazai wiedział, co robi, zestawiając tych dwoje ze sobą. Nienawidzą się, ale znają swoje umiejętności na tyle dobrze, że wspaniale uzupełniają je sobie nawzajem. Wpadają w tarapaty, ale wychodzą z nich po mistrzowsku. 

Pomysł na końcówkę autorzy mieli świetny. Prosty i przejrzysty, ale jednocześnie bardzo rozbudowany. Skupili się głównie na wielowymiarowym prowadzeniu głównego wątku, a samo rozwiązanie całego problemu zaprezentowali gładko. Bez zbędnych, niezrozumiałych elementów. Coś z pozoru trudnego okazało się proste w ostatecznym rozrachunku. Jakby sami byli detektywami i przedstawili odbiorcom sprawę, którą udało im się rozwiązać. 

Niby wszystko skończyło się logicznie i bez większych strat. Fiodor zatrzymany, obie organizacje znów w zawieszeniu broni, Dazai wyleczony i wychodzi ze szpitala. Szczęśliwe zakończenie chciałoby się powiedzieć. Jednak podjęte działania mają swoje konsekwencje. Jeden postronny, martwy cywil rzuca cień podejrzeń na członka agencji. Ten trafia do więzienia i okazuje się, że niemożliwe jest oczyszczenie go z zarzutów. Pojawia się również pytanie – Czy Dostojewski dał się aresztować specjalnie? Zamknięta arka z otwartą furtką. Znów z zapartym tchem czekamy na to, co będzie dalej! Bezpańscy literaci potrafią utrzymać czytelnika w napięciu!

SPY x FAMILY, Bungou Stray Dogs – Manga Update #4

Tym pozytywnym akcentem kończymy kolejną odsłonę Manga Update. Jak widzicie, czasem, gdy coś zapowiada się dobrze, wcale nie oznacza, że takie będzie. W dzisiejszym świecie trzeba eksperymentować tak, jak zrobił to autor SPY x FAMILY.

Czekamy teraz na wasze propozycje. Co ciekawego ostatnio czytaliście? Który komiks moglibyście polecić innym czytelnikom? Piszcie śmiało w komentarzach!

Zapraszam również do polubienia naszej strony na Facebooku – Leniwa Popkultura.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: