MasterChef na wypasie! Shokugeki no Souma – Tomy 6-8

Oh, dzień dobry! Wiedziałem, że wrócą Państwo do naszego lokalu. Słucham, Sir? To rocznica ślubu?! Wybornie! Pozwolę sobie pogratulować i zaprosić do specjalnie przygotowanego stolika na takie okazje – numer 8. Proszę o Państwa okrycie i udanie się za mną. Oto nasze najnowsze menu. Nie trzeba? Znów „Shokugeki No Souma”? Nie jestem zaskoczony Madame, ale pozwolę sobie zaproponować nieco ulepszoną wersję naszego specjału. Nasi najwybitniejsi kucharze wnieśli ją na zupełnie nowy poziom i wierzę, że zrobi to na Państwu jeszcze lepsze wrażenie. Dobrze, proszę o chwilę cierpliwości… Podano do stołu!

Przystawka

Młodzi, kucharscy adepci wrócili z obozu, który nie był bynajmniej wypadem relaksacyjnym. Z racji charakterystyki akademii, nie dane im będzie odpocząć nawet po ciężkich zmaganiach na wyjeździe. Po deszczu przychodzi tęcza? Nie w tym miejscu! W Tootsuki po deszczu ma miejsce istne oberwanie chmury. Nadszedł czas Jesiennych Wyborów! Niezwykle prestiżowy turniej, w którym wyłoniony zostanie najzdolniejszy kucharz wśród wszystkich pierwszoroczniaków. Jak nie ciężko się domyślić, wszystkim pierwszoplanowym bohaterom udało się na owe wybory zakwalifikować. Założenie eliminacji jest pozornie banalne – temat: „Danie Curry”. Uczestnicy mają całe wakacje (jeden miesiąc) na przygotowanie się i stworzenie potrawy, którą zaprezentują podczas zawodów. Po rzeczonym okresie, wszyscy zjechali się na powrót do Akademii, w gotowości do udziału w Jesiennych Wyborach.

Danie główne

W tomach od szóstego do ósmego autorzy serwują nam początki całego eventu. Mamy więc okres przygotowań, eliminacje oraz część pierwszej rundy fazy pucharowej. Wszystko zachowane jest w znanej konwencji i obraca się wokół tytułowych kulinarnych pojedynków. Niezmienna pozostaje też apetyczność dań, która wciąż robi ogromne wrażenie. Co ciekawe, autor scenariusza, Yuto Tsukada, zdradził fanom, że przed wydaniem każdego z rozdziałów miejsce ma wymyślanie i testowanie wszystkich przepisów! Pozwala to na wykreowanie pewnego realizmu. I zachowania równowagi, którą skutecznie burzą przesadne foodgasmy. Te objawiają się teraz jeszcze liczniej i intensywniej względem początków serii. Taki już urok tego tytułu – w pozytywnym znaczeniu.

A na deser…

…nie obyło się bez wad. W dalszym ciągu mam problem z nikłą ilością czasu, która oddawana jest na przedstawienie konkretnych bohaterów. Jest lepiej, ale wciąż niewystarczająco dobrze. Autorzy dają nam poznać krótkie (objętościowo zaledwie na 2-3 strony) historie wybiórczych bohaterów. To jednak za mało, aby traktować je jak podwaliny dla kreowania głębi bohaterów. Co więcej, każdy tom przynosi nam kilka nowych i, już na pierwszy rzut oka, wyjątkowo ciekawych postaci. Wielka szkoda, że tak ciężko jest się z nimi zżyć, bo mają ogromny potencjał charakterologiczny. Tacy bohaterowie jak bracia Aldini, Ibusaki, a nawet Yuuki Yohsino mogliby być na pierwszym planie swoich własnych serii. Męczy mnie wrażenie, jakoby było to lekko marnowane. Mimo tego poprawa względem początków jest zauważalna, a ja wierzę, że tendencja zwyżkowa się utrzyma. W branży kulinarnej niezwykle ważne jest uczyć się na swoich błędach, oby takie przeświadczenie przyświecało autorom mangi.

Dobre wino

Podtytuł ma w tym przypadku dwa znaczenia. W kontekście całościowym wiadome jest, że prawdziwa, romantyczna randka w restauracji musi zawierać degustację wina ze swoją drugą połówką. W odniesieniu do „Shokugeki no Souma” obrazuje sposób i kierunek rozwoju, który pozwoliłem sobie wywnioskować po pierwszych ośmiu tomach. Seria rozwija się tak, jak starzeje się wino. Im dalej, tym lepiej, smaczniej i bardziej wartościowo. O poprawie pod względem przedstawiania postaci wspominałem już przy okazji poprzedniego akapitu. Zauważalny jest też progres wizualny. Pan Saeki zdaje się jeszcze lepiej oddawać apetyczność konkretnych posiłków. Polepszone zostało przedstawienie foodgasmów, o czym też już wspomniałem, a na dokładkę, emocje bohaterów wydają się dosadniej podkreślane. Grafika na duży plus.

Podano do stołu

Tomy, o których miałem przyjemność dla was napisać, były niezwykle smaczne. Określenie tego „przyjemnością”, nie jest tu bynajmniej na wyrost. Wszystko czyta się bardzo szybko i płynnie, a fabuła wciąż potrafi zaskoczyć. Nie jest to, a raczej nie było, dla mnie oczywiste. Gdy przed laty pierwszy raz usłyszałem o „Kulinarnych Pojedynkach”, szczerze wątpiłem w sukces serii. Błędnie zakładałem, że fabuła kręcąca się wokół jedzenia to nie przepis na sukces. Biję się w pierś chochlą. Cóż, zasłużyłem.

Głód kolejnych przygód

Już teraz nie mogę się doczekać obcowania z nadchodzącymi perypetiami uczniów Akademii Tootsuki. Zastanawiają mnie potencjalne losy bohaterów, a aktualnie, nade wszystko, nurtuje mnie, kto zostanie zwycięzcą Jesiennych Wyborów. Możliwości jest kilka, a ta najbardziej oczywista wcale nie musi okazać się prawidłową. Wierzę, że autorowi uda się mnie zaskoczyć! Wszystko to już w kolejnych tomach i nie omieszkam rozliczyć się ze swoimi przypuszczeniami na łamach ich recenzji. Ta nadejdzie już niebawem. Pamiętajcie, tylko aby podczas lektury mieć pod ręką jakieś przekąski. Mnie zdarzyło się zapomnieć i niezwykle żałowałem, gdy mój żołądek błagał o litość, a ślina sama ciekła z ust.

Bon Appetit!

Sir, Madame, smakowało? Tak? Świetnie, bardzo się cieszę! Nasi kucharze dali z siebie wszystko, aby było Państwu jeszcze milej i pragną przekazać, że zamierzają dalej dbać o Państwa podniebienia. Dostałem także zapewnienie, że nasz specjał będzie wciąż rozwijany i będziemy wspólnie dążyć do tego, aby każda kolejna wizyta była nowym, świeżym i wyjątkowym doznaniem.

Dziękujemy serdecznie wydawnictwu Waneko za przysłanie tomów i możliwość ich zrecenzowania.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o