Satoshi Kon jako mangaka? Opus – Recenzja

Chyba każdy fan japońskiej animacji słyszał o Satoshim Konie. Ten nieżyjący już reżyser i animator zasłynął przede wszystkim dzięki takim tytułom, jak “Perfect Blue”, “Millennium Actress” czy “Paprika”, a jego twórczością inspirują się m. in. Christopher Nolan i Darren Aronofsky. Okazuje się jednak, że anime nie było jedyną specjalnością Kona. Przekonałam się o tym, gdy podczas mojej ostatniej wizyty w bibliotece natknęłam się na jego nazwisko w dziale z… mangami.

Komiks, który wpadł mi w ręce, ma niezwykłą historię. “Opus”, bo taki właśnie tytuł nosi (nomen omen) dzieło Kona, ukazywał się w latach 1995-1996 na łamach “Comic Guys”. Niestety, w związku z zamknięciem magazynu ówczesnym czytelnikom nie było dane poznać dalszego ciągu tej historii. Dopiero po śmierci autora odnaleziono niepublikowane wcześniej plansze, które miały być finalnym rozdziałem mangi. Dzięki temu w 2011 roku kompletny już “Opus” trafił w końcu do rąk japońskich fanów, a sześć lat później – za sprawą wydawnictwa Studio JG – ukazał się również w Polsce.

Fabuła

“Opus” jest komiksem w komiksie, mangą traktującą o tworzeniu innej mangi. Jego głównym bohaterem jest bowiem Chikara Nagai, autor bestsellerowej serii “Resonance”. W celu urozmaicenia fabuły planuje on uśmiercić jedną ze swoich postaci, zadziornego Rina. Ten jednak nie zamierza podporządkować się wizji autora. Kradnie więc planszę, na której dochodzi do śmiertelnego starcia pomiędzy nim a głównym antagonistą serii, tajemniczym Maską. Będący świadkiem tego zdarzenia Chikara zostaje wciągnięty do własnego dzieła. Tam dowiaduje się, że wskutek interwencji Rina fabuła obrała zupełnie inny kierunek, a całemu światu “Resonance” grozi wielkie niebezpieczeństwo. Co gorsza, bohaterowie komiksu zyskują samoświadomość i bynajmniej nie witają swojego stwórcy z otwartymi ramionami. Żeby ratować sytuację, Chikara będzie musiał dostosować się do reguł nowego świata i z pomocą jego mieszkańców odnaleźć Rina, zanim jego komiksowe uniwersum (a wraz z nim kariera mangaki) legnie w gruzach. Ale nie będzie to takie proste…

Wszystko się może zdarzyć

Pierwszą rzeczą, jaką dostrzegą w “Opusie” fani Kona, to charakterystyczne dla niego zamiłowanie do zacierania granicy między fikcją a rzeczywistością. Wydarzenia ze świata realnego są dla niego równie ważne jak te rozgrywające się w innej, pozamaterialnej przestrzeni (np. w wewnętrznym świecie bohaterów), a obie te płaszczyzny wzajemnie się przenikają. W tym przypadku dzieło wpływa na życie autora – z powodu ingerencji Rina Chikara nie jest w stanie dokończyć rozdziału. Również to, co dzieje się w świecie realnym, nie pozostaje bez wpływu na uniwersum “Resonance”: przykładowo, groźba kasacji serii przez wydawnictwo powoduje stopniowy rozpad komiksowego świata.

Odejście od realizmu i połączenie rzeczywistości twórcy z wykreowanym przez niego uniwersum sprawia, że właściwie wszystko staje się możliwe. Dzięki temu niczym nieskrępowana wyobraźnia Kona zyskuje spore pole do popisu. Przejażdżka na narysowanym przed chwilą smoku, włażenie do świata komiksu przez kartkę papieru, a może podróż pomiędzy tomami mangi? Proszę bardzo, da się zrobić! Cały ten fantastyczny zestaw serwowany nam przez autora przyjmujemy z tym samym dziecięcym entuzjazmem, który towarzyszył nam, gdy lata temu oglądaliśmy w telewizji “Niekończącą się opowieść” albo kolejny odcinek “Zaczarowanego ołówka”. Bo “Opus” to w pewnym sensie mieszanka ich obu, tylko dużo bardziej samoświadoma, napakowana akcją i skierowana do nieco starszych odbiorców.

Nie taka znowu fikcja…

Fantastyczny charakter rozgrywających się zdarzeń nie oznacza jednak, że świat i bohaterowie “Opusu” nie mają nic wspólnego z naszą rzeczywistością. Postać Chikary wypada tutaj bardzo realistycznie – jest on zwyczajnym facetem, który tak jak każdy próbuje zarobić na życie, narzeka na nawał pracy i niezbyt dobrze radzi sobie z kobietami. Zawód mangaki, którym trudni się główny bohater, również został przedstawiony bez zbędnych upiększeń. Brak snu, życie pod presją czasu i konieczność dostosowywania się do wymogów wydawnictwa to codzienność tokijskiego artysty. Z kolei świat wykreowany przez niego w “Resonance”, choć zmyślony, ma jednak wiele cech wspólnych z rzeczywistością Chikary. Tu również ludzie bywają dla siebie okrutni i nie każda historia kończy się happy endem. Trudno nie zauważyć, iż jest to świat nie tak bardzo odległy od naszego. To wszystko sprawia, że Chikara Nagai jest bohaterem, w którego jesteśmy w stanie uwierzyć i któremu chcemy kibicować w walce z przeciwnościami losu.

Kolejną wyróżniającą się cechą mangi jest jej komediowy potencjał. Połączenie, jakie tworzy się pomiędzy światem rysownika i uniwersum “Resonance”, prowadzi do szeregu zabawnych sytuacji. Fajtłapowatemu Chikarze, który nagle staje się bohaterem własnego komiksu, daleko do typowego herosa. Jego główną bronią przeciw czyhającym nań niebezpieczeństwom jest albo ucieczka, albo groźba usunięcia danej postaci z komiksu (zwykle mało skuteczna). Trudno się też nie uśmiechnąć, gdy stając oko w oko z ożywionymi wytworami swojej wyobraźni, mangaka rzuca komentarzem w stylu “Jak ładnie to narysowałem!” czy “Ale ktoś tu odwalił fuszerkę!”. Równie zabawne jest oburzenie jednej z komiksowych postaci, Satoko, która po pojawieniu się w świecie Chikary zostaje uznana za cosplayerkę. Podsumowując – w “Opusie” humoru nie brakuje. Jeśli więc kojarzycie Kona wyłącznie z poważnym klimatem “Perfect Blue”, będziecie zaskoczeni ilością żartów i komicznych sytuacji w jego mandze!

Coś więcej

Mimo tych komediowych akcentów i lekkiego tonu autor nie stroni od trudnych tematów i filozoficznych rozważań. Bohaterowie komiksu Chikary konfrontują się bowiem z przerażającą prawdą: cały ich świat, przeszłość i teraźniejszość, relacje, w które wchodzą oraz wybory, jakich dokonują, są jedynie wymysłem jakiegoś nieogolonego faceta po trzydziestce. Skoro są oni tylko wytworami cudzej wyobraźni, czy ich uczucia i pragnienia są autentyczne? Jeśli o ich życiu decyduje z góry narzucony scenariusz, to co właściwie mogą zrobić? Czy powinni się godzić na to, by ten nieporadny człowiek pozostał bogiem ich świata? A może jego światem też kieruje jakiś inny bóg…?

Przemyślenia bohaterów skłaniają czytelników do refleksji nad wolnością i autentycznością naszych własnych decyzji. Na ile to, co się wydarza, jest efektem naszej woli, a na ile efektem innych czynników? Co, jeśli całe nasze życie jest tak naprawdę z góry zaplanowane, a wolna wola jest jedynie iluzją? Czy mimo tego determinizmu wciąż możemy mieć jakiś wpływ na nasze losy…? Te i podobne pytania zostaną wam w głowie prawdopodobnie na długo po lekturze “Opusu”.

Ostatni rozdział

Na koniec wypadałoby też wspomnieć o finale komiksu, na który czytelnicy musieli czekać te kilkanaście lat. Oczywiście, nie chciałabym tutaj zdradzać szczegółów zakończenia; muszę jednak powiedzieć parę słów o samej formie ostatniego rozdziału, bo to ona nadaje “Opusowi” wyjątkowy charakter. Otóż ze względu na szacunek wobec twórcy wydawnictwo postanowiło opublikować ostatnie plansze mangi tak, jak zostały one pozostawione przez autora. Lekturę rozdziału zaczynamy więc od częściowo wykończonych paneli, by po chwili przejść do tych, które pozostały na etapie szkicu. Choć nie był to zamierzony przez autora zabieg, osobiście uważam go za olbrzymi atut “Opusu”. Jest to wszak historia o tworzeniu komiksu, a ta surowa, niedokończona forma dodaje jej tylko autentyczności.

Dla kogo jest ten komiks? Na pewno dla wszystkich fanów twórczości Kona i miłośników metafikcji, ale nie tylko. Właściwie każdy powinien znaleźć w nim coś dla siebie. Jest tu i wartka akcja, i humor, i sympatyczni bohaterowie, których trudno nie polubić… Zawiedzeni mogą być jedynie ci, którzy oczekują od mangi fanserwisu albo liczą na konkluzywne zakończenie – to zdecydowanie nie ten adres. Odradzałabym też lekturę osobom, które wolą unikać brutalnych scen z udziałem dzieci. Poza tym polecam „Opus” każdemu, kto ma ochotę na szaloną podróż przez bogatą wyobraźnię autora i kilka warstw porządnej fikcji. Mam nadzieję, że świat Kona i Chikary wciągnie was równie mocno, jak mnie!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: