Saga Winlandzka Tom 1. Wikingowie z kraju Kwitnącej Wiśni

Saga Winlandzka to wyjątkowo udane, wschodnie spojrzenie na przygody dobrze znanych wikingów. Pozycja obowiązkowa dla fanów toporów oraz mangi!

Nie umiem dokładnie określić, kiedy narodziło się moje zamiłowanie do wikingów. Być może była to jedna z lekcji historii w liceum, a może wszystko miało swój początek przy czytaniu znakomitej sagi „Zwiadowców” autorstwa Johna Flanagana, który wzorował swoją fantastyczną Skandię, wraz z jej mieszkańcami, na dawnych rodach władców mórz.

Jedno jest pewne – wikingowie, którzy mieli w zwyczaju podbijać wszelakie nowe tereny, podbili także moje serce.

Niemały wpływ na to ma fakt, że jest im najbliżej do tych wszystkich wymyślonych bohaterów, których codziennie serwują nam filmy, książki i komiksy. Mówimy przecież o ludziach, którzy za pomocą sekretnych grzybów wchodzili w tryb berserkerów, w którym to pozyskiwali bestialskie wręcz zdolności. Mówimy o ludziach, którzy, jak dziś się utrzymuje, jako pierwsi założyli swoje osady na terenie Ameryki Północnej i to na setki lat przed europejskimi odkrywcami! No, a przede wszystkim, o ludziach, o których krążyły legendy, a w przypadku których, wiele z nich miało przełożenie na realia.

Saga Winlandzka – zderzenie kultur

Zabiegiem niebywale ciekawym, choć nierzadko kontrowersyjnym, jest zderzanie dwóch światów w popkulturze. Te kontrowersje najczęściej objawiają się w przypadku prób ekranizacji japońskich animacji przez studia Hollywood, czego świadkami byliśmy przy filmach jak Dragon Ball: Ewolucja, czy netflixowskiej produkcji Notatnika Śmierci. Tym razem próbę połączenia dwóch kultur podjął Makoto Yukimura. Ten 42-letni mangaka zdecydował się na zaskakujące przedstawienie świata wikingów na łamy japońskiego komiksu. Tak właśnie powstała Saga Winlandzka – manga, która bardzo szybko okazała się być hitem w kraju Kwitnącej Wiśni.

Pierwsze wrażenia

Możecie wyobrazić sobie moje szczęście, gdy tylko udało mi się dorwać pierwszy tom Sagi Winlandzkiej.

W całej tej radości znalazło się miejsce także na nutkę zwątpienia podyktowaną wcześniejszymi niepowodzeniami związanymi ze wspomnianymi fuzjami kultur – jak się później okaże, moje nerwy były całkowicie niesłuszne. Pierwsze co rzuci się w oczy po ujrzeniu mangi to oczywiście jej okładka, a ta może przykuwać wzrok. Na pierwszym planie widzimy Thorfinna, czyli głównego bohatera naszej opowieści, a tuż za nim wielki, majestatyczny drakkar, czyli charakterystyczną łódź wikingów! Sama stylistyka jest godna pochwały, bo bardzo dobrze oddaje mityczny, skandynawski klimat.

Krew, pot i łzy. Fabuła mangi

Już na samym początku Pan Yukimura wrzuca nas na głęboką wodę. W sam środek lądowego starcia dwóch nacji, gdzie nie szczędzi przedstawiania scen drastycznych, które u osób wrażliwych mogą wywołać skręcanie żołądka.

Bardzo szybko przychodzi nam poznać także bohatera z okładki – Thorfinna. Młodzieńca charakteryzuje spojrzenie przepełnione nienawiścią, które sprawia, że czytelnik chciałby poznać jego historię i zgłębić genezę owego, ogarniętego chęcią mordu, wzroku. Ten dostaje od swojego przełożonego, Askeladda, z pozoru niewykonalne zadanie, za które dostanie w zamian swego rodzaju przysługę. Treści nagrody nie chcę Wam zdradzać, ponieważ poniektórym mogłoby to zepsuć zabawę z chłonięcia tej nieprzeciętnej mangi.

Na przestrzeni kilku następnych rozdziałów towarzyszymy młodemu wikingowi na jego drodze do spełnienia żądania przełożonego, a cała akcja dzieje się na tle wspomnianego na początku konfliktu dwóch nacji. Jak nie ciężko odgadnąć, Thorfinn wykonuje zadanie (przy czym możemy go poznać, jako postać o ponadprzeciętnych zdolnościach bitewnych), lecz autor nie daje nam możliwości przekonania się o tym, czy umowa między bohaterami została dotrzymana, ponieważ serwuje nam swego rodzaju retrospekcję, gdzie cofamy się do wczesnego dzieciństwa głównego bohatera.

Przy okazji owej retrospekcji powoli poznajemy całą rodzinę i najbliższych bohatera, na czele z jego ojcem, legendarnym Thorsem. Autor przedstawia młodego wikinga jako bardzo energicznego i dzikiego chłopca, którego największym marzeniem jest zostać sławnym wojownikiem niczym jego tata. Thorfinn marzy o odkrywaniu i podbijaniu odległych lądów, a przede wszystkim o dotarciu do mitycznej krainy, tytułowej Winlandii.

Krótko o bohaterach

Jeśli musiałbym opisać ich jednym słowem, mój wybór padłbym na określenie: „barwni”. Zdecydowanie każdy z bohaterów ma swego rodzaju głębię, która sprawia, że chce się go bliżej poznać.

Bez znaczenia, czy dane jest nam obcować z Askeladdem, Thorfinnem, czy kimś innym, to zawsze będzie bardzo wciągające doświadczenie. Wielki ukłon należy zrobić w kierunku autora. Na przeszło 450 stronach udało mu się zmieścić i rozbić na czynniki pierwsze tylu bohaterów! Podejście do postaci jako jednostki, a nie grupy robiącej za tło dla jednego bohatera, mógłbym z pełną świadomością przyrównać do dzieł autorstwa George’a R.R. Martina.

Tym, co także zasługuje na uwagę, jest fakt, że autorowi udało się w tak mocny sposób oddać sposób bycia wikingów, że żadnym zdziwieniem nie byłoby, gdyby okazało się, że przedstawieni uczestnicy wydarzeń, to w rzeczywistości postaci historyczne, których historia została przeniesiona na kartki japońskiego dzieła.

Nasz główny bohater to postać, która sprawia wrażenie w pełni przemyślanej. Jest niezwykle zagadkowy i zdecydowanie ponadprzeciętny. Nawet gdy poznamy jego historii i motywy działania, w dalszym ciągu jest masa pytań, które tworzą się w głowie czytelnika w miarę obcowania z Thorfinnem. A każda odpowiedź rodzi kolejne dwa pytania.

Kreska

Była to zdecydowanie ta rzecz, od której bardziej przerażała mnie tylko wizja fuzji dwóch kultur. Również w tym przypadku mój lęk okazał się zupełnie niepotrzebny i bardzo szybko rozwiany przez świetny styl autora. Makoto Yukimura doskonale poradził sobie ze scenami walki, a i uraczył nas przy tym naprawdę dobrym przedstawieniem brutalności i dynamiki owych starć.

Największą zaletą jest to, jak twórcy udało się przedstawić uczucia bohaterów za pomocą ich mimiki oraz całej mowy ciała. Gdyby spróbować przejrzeć mangę bez jej czytania, zaryzykuję stwierdzenie, że dałoby to efekt, który w gruncie rzeczy nie odbiegałby od standardowego odbioru dzieła. Nienawiść w oczach Thorfinna. Przerażenie związane ze stanięciem oko w oko ze śmiercią. Radość, duma, niepewność i wiele, wiele więcej. Wszystkie te odczucia zostały doskonale oddane.

Osoby, które oczekują od mangi zobrazowania psychiki bohaterów, dostaną zdecydowanie to, na czym im zależy. Jestem przekonany, że nie zawiedzie ich poziom i sposób rysunku Pana Yukimury.

Saga Winlandzka to świetna manga!

Jak już zdarzyło mi się kilkukrotnie wspomnieć, moje obawy okazały się całkowicie niesłuszne. Pierwszy tom Sagi Winlandzkiej pokazał mi, że nie każda próba zaplątania się w inną kulturę niż własna, musi okazać się klapą i kompletną pomyłką. Dostajemy więc twór całkowicie przemyślany i doskonale oddający klimat świata wikingów.

Saga Winlandzka trafiła prosto w moje gusta. Z czystym sercem mogę już teraz napisać, że wątpliwe jest, aby jakaś inna mogła wypchnąć ją z podium najlepszych mang, jakie dane mi było (i będzie) przeczytać w roku 2018. Jako miłośnik wszystkiego, co związane z „morskimi wilkami” mogę śmiało powiedzieć, że autor doskonale oddał świat, w którym dane było funkcjonować owym plemionom.

Saga Winlandzka to dzieło z pełną świadomością polecam każdemu. Jeśli jesteś, tak jak ja, ogromnym fanem tych klimatów, to nie odkładaj dłużej tej lektury. Jeżeli natomiast daleko Ci do bycia miłośnikiem dawnych ludów Skandynawii, to po zapoznaniu się z tym komiksem istnieje duże prawdopodobieństwo, że nim zostaniesz.

Jestem pewien, że jak tylko pojawi się możliwość, to zabiorę się za kolejne tomy, których na ten moment w Polsce, dzięki uprzejmości studia Hanami, wydanych zostały trzy. Z pełną świadomością przyznaję, że od dawna żadna manga nie wciągnęła mnie w przedstawiony świat tak bardzo, a żaden bohater nie wywołał u mnie tak przyjemnego dreszczyku emocji co właśnie syn Thorsa.

Zdecydowanie polecam!


A jeśli spodobał Ci się również tekst, koniecznie sprawdź inne recenzje mang i odwiedź nasz fanpage, aby być na bieżąco z newsami!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o