Rita, czyli polski cyberpunk. Ale tym razem w wersji komiksowej

Drugi tom dystopijnej serii spod rąk Dniela Odiji i Wojciecha Stefańca. Czy czytelnicy są gotowi na szaloną podróż, w którą zabierze ich Rita?

Mówi się, by nie oceniać książki po okładce. Czasami elegancko wydany album okazuje się strasznym gniotem, a niepozorna książeczka może skrywać genialną powieść. Bywają jednak pozycje, które już samą swoją oprawą obiecują interesującą opowieść i dotrzymują danego słowa. Do takich tytułów należy niewątpliwie Rita — druga część polskiej antyutopii Bardo, wydana w tym roku przez Timof Comics.

Zaintrygowana ekspresjonistycznym malunkiem ludzkiego mózgu na froncie albumu oraz obietnicą „podróży przez labirynt podświadomości”, postanowiłam dać mu szansę i… nie zawiodłam się. Ta komiksowa opowieść napisana przez Daniela Odiję, a zilustrowana przez Wojciecha Stefańca dostarcza wrażeń estetycznych i literackich na najwyższym poziomie. 

Nowy (i nie taki wspaniały) świat

Cała tetralogia (czyli czteroksiąg) Bardo to futurystyczna dystopia, czego konsekwencją jest obecność wielu elementów typowych dla tego gatunku. Podobnie jak u Orwella, mamy tu do czynienia z totalitarnymi rządami, medialną propagandą czy inwigilacją myśli obywateli. Fani komiksu mogą te wątki kojarzyć z serią Transmetropolitan, o której pisał dla Was już kiedyś Michał. To zresztą nie jedyne punkty styczne obu tytułów, o czym przekonacie się w trakcie lektury Rity.

Styl życia mieszkańców Bardo ma też sporo wspólnego z rzeczywistością Nowego wspaniałego świata: wszechobecna chemia zastąpiła jedzenie i rozrywkę, a ludzie oddają się głównie zmysłowym przyjemnościom i bezrefleksyjnej konsumpcji. Jednak w przeciwieństwie do powieści Huxleya, świat Odiji i Stefańca nie jest całkowicie wolny od trosk. Kwestia produkcji potomstwa nie przedstawia się tutaj tak różowo, jak w wizji brytyjskiego pisarza. Bardo, ostatnia ocalała ludzka osada, zmaga się bowiem z problemem bezpłodności. 

By temu zaradzić, decyzją naczelnego (przywódcy miasta) każde żyjące dziecko powinno trafić do eksperymentalnego projektu odrodzenia populacji. Ponieważ dzieci nie zostało zbyt wiele, a rodzice często ukrywają swoje potomstwo, w ich poszukiwaniach pomagają ludzie zwani łowcami. Jednym z nich jest Stolp, którego poznajemy w pierwszym tomie serii. Niestety, mimo wysiłku łowców i naukowców pod wodzą doktora Majnda, dzieci wciąż nie chcą się rodzić. Tak jest przynajmniej do czasu, gdy okazuje się, że odnaleziona przez Stolpa dziewczynka zaszła w ciążę. Właśnie w tym miejscu kończy się pierwszy tom, a zaczyna Rita.

Poszukiwany Stolp, poszukiwana Rita

Pierwsza odsłona cyklu (Stolp) skupiała się głównie na wprowadzeniu do całej historii i przybliżeniu czytelnikowi świata przedstawionego. W tej części natomiast zaczyna się już robić ciekawiej. Ekspozycyjne dialogi i monologi zostają ograniczone na rzecz akcji, która w Ricie wyraźnie nabiera tempa. 

A co się właściwie dzieje? Otóż sfrustrowany brakiem efektów naczelny chce przerwać finansowanie projektu odrodzenia populacji. Jego małżonka i prowadzący projekt doktor nie zamierzają jednak odpuścić. Z kolei Stolp zostaje wrobiony w zbrodnię, której nie popełnił, w związku z czym łowca sam staje się zwierzyną. Choć musi uciekać przed rządową policją, mężczyzna nie przestaje szukać swojej niegdysiejszej ukochanej, Rity. Chce się dowiedzieć, co stało się z matką jego dziecka. Tymczasem w wyniku różnych intryg dochodzi do mordów zmieniających układ sił w mieście, a doktor Majnd dokonuje zaskakującego odkrycia…

„To miejsce jest betonowym cmentarzyskiem megalomanii, która zjadła własny ogon…”

Mimo że w drugiej części tetralogii twórcy skupili się na rozwoju akcji, wciąż jest tutaj miejsce na bardziej refleksyjne treści i oniryczne sekwencje. Możemy też głębiej zanurzyć się w niezwykły świat wykreowany przez Odiję i Stefańca, poznając jego nowe zakamarki i dziwacznych mieszkańców. Jednocześnie Rita jest równie dosadna i krwawa jak jej poprzednik, a miejscami nawet bardziej drastyczna. Seks, wypruwanie wnętrzności czy brutalne bijatyki są na porządku dziennym. W dialogach nie brakuje również swojsko brzmiących wyrazów na literę „k”.

Jednocześnie bywa też Rita (jak i zresztą Stolp) bardzo poetycka i literacko wyrafinowana. Nie powinno to nikogo dziwić, zważywszy na fakt, że Odija jest przecież dwukrotnie nominowanym do Nike pisarzem. Zarówno tę wysublimowaną, jak i naturalistyczną stronę Rity świetnie oddają ekspresyjne ilustracje Wojciecha Stefańca. Obaj panowie odwalili kawał dobrej roboty, czego efektem jest nie tylko wciągający i oryginalny komiks, ale też ciekawe uniwersum. Warto przyjrzeć się temu światu nieco bliżej.

Cyberpunk po polsku

Myślę, że fani sci-fi przyzwyczajeni do metropolii przyszłości znanych z Blade runnera, Transmetropolitan czy Ghost in the shell powinni poczuć się w Bardo jak w domu. Wysokie budynki ostatniego ocalałego miasta pokrywają krzykliwe i kolorowe reklamy, na ulicach roi się od cudacznie wyglądających ludzi z różnymi anatomicznymi „dodatkami”, a w tle widzimy różne technologiczno-chemiczne wynalazki, które stały się częścią ich codzienności.

W ten klasycznie cyberpunkowy świat twórcy komiksu wnieśli własne, autorskie elementy. Na ulicach Bardo spotkamy więc automaty z pastylkami do komunikacji myślowej, afisze reklamujące występy dwupłciowej gwiazdy oraz grupy protestujących klonów. Na obrzeżach miasta natkniemy się z kolei na wydalonych — ludzi z najniższej warstwy społecznej, którzy przestali już przypominać ludzi. Trafimy też do Kościoła Czarnego Słońca, gdzie odbywają się szokujące rytuały mające przywrócić „cud płodności” w osadzie. Natomiast w reklamach telewizyjnych Bardo TV usłyszymy o zastępniakach, holodzieciach, megapindolach czy seksklonach. Nawet z graffiti na murach możemy dowiedzieć się czegoś o miejscu, po którego krętych uliczkach poruszamy się wraz ze Stolpem…

Uniwersum stworzone przez Odiję i Stefańca jest rozbudowane i szalenie ciekawe. Autorom udało się zaprojektować własny, intrygujący i wiarygodny świat, który — mimo swoich odpychających elementów — chce się eksplorować i chłonąć. Cieszę się, że przed nami jeszcze dwa tomy, bo chętnie poznam inne zakamarki tego fascynującego miejskiego labiryntu.

Rita to wizualny majstersztyk

Graficzna strona komiksu budzi wstręt i zachwyt jednocześnie. Świat Stolpa można podsumować w trzech słowach na literę „b”: brzydki, brudny i brutalny. Mieszkańcy slumsów są odrażający i zdeformowani, przemoc i seks pokazuje się bez ogródek, a widok gnijących zwłok nikogo nie dziwi. Z kolei ulice centrum miasta atakują odbiorcę krzykliwymi, kontrastowymi kolorami oraz przesytem wizualnych bodźców. Ten szpetny i przytłaczający krajobraz jest jednak podany w sposób tak dopracowany i tak cudownie malarski, że nad wieloma ilustracjami trzeba się zatrzymać na dłużej, by nacieszyć oko wszystkimi detalami.

Mocne wrażenie robi zwłaszcza sekwencja narkotycznych wizji Stolpa. Tutaj Stefaniec puszcza wodze fantazji i serwuje nam serię jednostronicowych dzieł sztuki. Jego surrealistyczne „tekstobrazy” przywodzą na myśl ilustracje Dave’a McKeana z Sandmana, z tą różnicą, że wizje Stefańca są integralną częścią fabuły, a nie tylko — jak w przypadku brytyjskiego artysty — estetycznym interludium między rozdziałami.

Wspomniany fragment nie jest jedynym oryginalnym zabiegiem, jaki ma do zaoferowania Rita. Oprócz niego znajdziemy w niej kilka innych nowatorskich sposobów graficznej narracji. Należą do nich np. stłoczenie komiksowych dymków wyrażających nastroje mieszkańców Bardo lub charakterystyczne zniekształcenie kadrów oddające efekt działania narkotyku. To wszystko sprawia, że forma opowieści jest równie istotnym narratorem co jej treść, szczególnie tam, gdzie sam przekaz werbalny nie wystarcza. I bardzo dobrze, bo temu właśnie powinien służyć komiks: opowiadaniu historii tak słowem, jak i obrazem.

Ciąg dalszy nastąpi

Rita kończy się małą rewolucją, która może znacząco wpłynąć na dalsze losy Bardo. Jak bohaterowie poradzą sobie w nowej, zmienionej rzeczywistości? Czy uda się znaleźć ostatniego płodnego mieszkańca miasta? I co z tego wszystkiego wyniknie? Osobiście jestem bardzo ciekawa, co przygotowali dla nas twórcy w kolejnych dwóch tomach. Widać, że ta seria ma potencjał i mam nadzieję, że zostanie on dobrze wykorzystany. 

Zwykle w tym miejscu odpowiadam na pytanie: czy warto zapoznać się z recenzowaną pozycją? Cóż, w świetle wszystkich moich zachwytów nad formą i treścią komiksu odpowiedź jest chyba oczywista. Cykl Odiji i Stefańca to niewątpliwie jedna z najbardziej ambitnych i oryginalnych polskich powieści graficznych, jakie dane mi było dotąd poznać. 

Czy każdy czytelnik będzie podzielał mój zachwyt? Tego nie mogę zagwarantować. Na pewno nie jest to lektura dla wszystkich. Wszechobecna przemoc, brzydota i przygnębiająca atmosfera wymierającego miasta mogą odstraszyć co wrażliwszych odbiorców. Nie jest to również rzecz, którą z czystym sumieniem poleciłabym młodszym czytelnikom (choć nie mogę wykluczyć, że wśród nich też znajdą się jacyś fani).

Jeśli jednak jesteście dojrzałymi entuzjastami komiksu, którzy nie boją się eksperymentów i szukają w tym medium czegoś więcej, tetralogia Bardo to dobry adres. Zapraszam zatem wszystkich odważnych i żądnych nowych doznań do świata Stolpa i Rity. Tylko nie łudźcie się, że ten świat przyjmie was z otwartymi ramionami…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o