Punisher MAX – Tom 1 – Recenzja

Jeśli kiedyś, nie życzę rzecz jasna, znaleźlibyście się w centrum nowojorskiej strzelaniny i ktoś wybiłby wszystkich przestępców bez draśnięcia ani jednego cywila, to możecie śmiało założyć, że właśnie minęliście się z Punisherem – bohaterem Marvela, którego karta ostatnio mocno stoi u entuzjastów uniwersum.

Powinniśmy go w zasadzie nazywać antybohaterem, choć moim zdaniem to określenie kategoryzuje postacie zbyt zero-jedynkowo. Tak czy inaczej, Frank Castle i jego kumple z ciemniejszej strony gwiazdy Marvela (tacy jak Deadpool i Wolverine) cieszą się ostatnimi czasy wielką popularnością – głównie za sprawą filmów i seriali.

Ja sam Punishera poznałem dobrze właśnie dzięki serialowi Netflixa. Skoro postanowiłem zagłębić się w temat kolesia z białą czaszką na klacie, nie muszę chyba mówić, że serial mnie zachwycił. Zacząłem więc szukać dostępnych komiksowych serii o Punisherze i wtedy zobaczyłem, że za jedną z nich odpowiedzialny jest Garth Ennis – jeden z moich ulubionych autorów, twórca wybitnego „Kaznodziei” (wielebnego Custera przedstawię Wam w sierpniu). Nie znam chyba lepszej osoby, która mogłaby przedstawić historię Franka i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że moje oczekiwania nie zostały zawiedzione.

 

Garth Ennis wchodzi do gry

Skąd mój entuzjazm do postaci tego irlandzkiego twórcy?

Garth Ennis jest nie tylko jednym z najbardziej uznanych komiksowych scenarzystów. Gość potrafi oddać ciężki, krwawy klimat przyprawiony często mocnym, ordynarnym humorem, brakiem jakichkolwiek tematów tabu czy świętości (mam nadzieję, że część z Was została zachęcona do przeczytania już tylko tym zdaniem), ale ma też doświadczenie w tworzeniu postaci mścicieli. Wykreował w końcu ze Steve’em Dillonem osobę Świętego od Morderców – pogromcę idealnego.

A kimże jest Punisher, jeśli nie synonimem mściciela właśnie? Muszę jednak ostrzec entuzjastów serialu, że ta komiksowa historia nie jest z nim ściśle połączona – „run” Ennisa rozgrywa się niedługo po zamachach z 11 września 2001 roku i opowiada zupełnie inną historię, niż pokazali nam netflixowi scenarzyści. W zasadzie to każda historia rozgrywa się w innych, alternatywnych światach, które łączy osoba Punishera. Nie martwcie się jednak, bo pomimo tego Frank Castle pozostaje postacią, za którą pokochały go miliony, samym sobą w najlepszym wydaniu!

Punisher

 

Hell’s Kitchen nadal wymaga porządków

Terapeuci zalecają różne formy pomocy pacjentom – terapię krzykiem, samotne wycieczki, szczere rozmowy z bliskimi… A Frank w ramach rozwiązania swoim problemów zalecił sam sobie terapię poprzez zabijanie wszystkich przestępców, gangsterów i mafiosów, którzy choćby przyłożyli palec do zabójstwa jego rodziny.

Komiks rozpoczyna się od kilku kadrów będących retrospekcją z wydarzenia, które zmieniło Castle’a w Punishera. Patrzymy więc na śmierć jego rodziny i widzimy, jaki ton przedstawienia historii przybiera autor. Jak już wspomniałem, Garth Ennis ukazuje wydarzenia takimi, jakimi są, bez żadnych ugrzecznień. Przygotujcie się na rozrywane ciała, fragmenty wnętrzności na wierzchu, masę krwi i różowej brei. Nikt nie dostaje tu taryfy ulgowej – nawet kobiety i dzieci.

Krucjata Franka trwa nadal – tym razem cios wymierza w kierunku Włochów i urządza masakrę gangsterów podczas urodzin jednego z przywódców mafii. Pamiętajmy jednak, że Punisher to nie bezmyślny zabójca, a wyszkolony żołnierz, który wciąga przeciwników w prawdziwą bitwę, ale przewyższa ich geniuszem taktycznym, urządzając krwawą jatkę. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jego poczynania śledzi CIA, a wraz z nimi jego stary przyjaciel Micro. Nie chcą oni jednak powstrzymać morderczych zapędów Punishera, ale ukierunkować je zgodnie ze swoimi celami. Ich plany krzyżują się jednak z planami Nicolasa Cavelli – gangstera, który powraca do Nowego Jorku z wygnania (zostaje wezwany, gdyż Castle swoją ostatnią akcją pozbawił mafiosów praktycznie całej struktury dowódczej) i który wie, że jedynym sposobem na przywrócenie nieprawym mieszkańcom Hell’s Kitchen spokoju jest zabicie Franka.

CIA uprzedza Cavella i dociera do Punishera pierwsze. Rządowy agent składa mu propozycję pracy dla Wuja Sama. Nikt chyba jednak nie powinien mieć złudzić, że nasz bohater to nie Kapitan Ameryka i cele wyznacza sobie sam. Zanim w pełni dociera to do CIA, Franka próbuje „przejąć” Cavella. Strzelanina rozdziela postacie biorące w niej udział. Frank i Micro udają się do dawnej kryjówki, by w niej wydać przeciwnikom bitwę na swoich zasadach – w końcu Punisher nie lubi pozostawiać spraw niedokończonymi.

Punisher jak zwykle udowadnia wszystkim, że nie można go ani kupić, ani zastraszyć. Gdy upewnia się, że podkreślił to wystarczająco, rusza w swoją stronę, a my tuż za nim.

Punisher

 

Mała Irlandia

Kolejna opowieść zawarta w tomie zaczyna się od przerwy, którą musiał uczynić Frank podczas jedzenia burgera z frytkami – przerwy wymuszonej, gdyż spowodowanej wybuchem bomby. Domyślacie się, że tak bulwersujący atak, w którym zginęli cywile, wystarczy, żeby Punisher zajął się tematem i wkroczył do akcji.

Dowiaduje się, że za podłożeniem bomby stoi IRA. Zanim zaczniecie rzucać gromami w Jakuba Płucisza, uspokajam, że mowa tu o Irlandzkiej Armii Republikańskiej. W sumie to chyba nie jest uspokojenie, bo temat zamachów przeprowadzanych przez IRA w Wielkiej Brytanii nadal pozostaje żywy w pamięci wielu ludzi, ale Garth Ennis przedstawia ten konflikt w ciekawym ujęciu – od strony zwykłych ludzi: zarówno młodych idealistów, jak i starych wyjadaczy. Polityka jednak stanowi tu tylko tło dla relacji i celów niektórych postaci. Mimo to irlandzki akcent gra w tej opowieści pierwsze skrzypce – po śmierci Nesbitta, który był szefem irlandzkiego półświatka, młodsi przestępcy rywalizują ze sobą o pozostawioną im przez bossa schedę.

Ścierają się tu cztery grupy – Westies, aspirujący do wątpliwej tradycji i wartości gangsterów z kraju świętego Patryka, Finn Cooley, którego wybuch bomby pozbawił twarzy i wiary w IRA, Szczury Rzeczne zajmujące się rabunkiem łodzi i gang Magnity’ego – murzyna wychowanego w Dublinie. Wszyscy znali starego Nesbitta i każdemu z nich zostawił on część kodu do ukrytego przez siebie majątku. Nie zdziwię chyba nikogo faktem, iż przestępcy nie mają ochoty na wspólne odnalezienie spadku i każdy woli zagarnąć pozostawione kosztowności tylko dla siebie bez patrzenia na bezpieczeństwo osób postronnych.

Frankowi w opanowaniu sytuacji pomaga brytyjski wywiad, podążający tropem Cooley’a. Z pomocą tymczasowych sojuszników Punisher przerzedza szeregi przeciwników, aż zmusza ich do sięgnięcia po odrobinę rozumu i działania dla wspólnej sprawy, i przeciwko naszemu mścicielowi z czaszką.

Kto jednak okaże się dla nich największym koszmarem? Oni sami, Punisher czy jeszcze ktoś inny? Tego już Wam nie zdradzę.

Punisher

 

Walka nigdy się nie kończy

Co by się nie zdarzyło, to i tak walka prowadzona przez Franka nie na końca. Ani teraz, ani nigdy.

Obserwowanie Punishera w tej walce sprawia, że przywiązujemy się do niego – możemy mu kibicować, bo jako jeden z niewielu rozprawia się z przestępcami „raz, a dobrze”. Możemy go potępiać za to, że nie daje złoczyńcom szans na odkupienie. Mnie jednak przy Franku trzyma współczucie.

Jego historia pokazuje, do czego zdolny jest człowiek pozbawiony wszystkiego, co kocha. Człowiek, który jak sam mówi „czuje namiastkę spokoju” tylko wtedy, gdy strzela z karabinu do bandy  przestępców. Nie sposób odcinać się w zupełności od człowieka, który kieruje swój gniew tylko w stronę tych, którzy na to zasłużyli, który potrafi przejąć się losem nieletniej prostytutki i po wybuchu bomby niesie pomoc rannemu człowiekowi, nie patrząc na własne obrażenia i mogącą w każdej chwili przyjechać policję, która nie darzy jego samego miłością.

Punisher

Ennisowi udaje się więc pokazać złożoność postaci Punishera. Dodatkowo scenarzysta robi coś, do czego moim zdaniem ma wyjątkowy talent – mamy tu plejadę postaci stworzonych tylko na potrzeby poszczególnych zeszytów, a mimo to każda z nich jest niepowtarzalna i zapadająca w pamięć. Każda wyróżnia się choć jedną ciekawą cechą, która sprawia, że wydaje nam się ona bardziej prawdziwa i nadaje jej ciekawy rys. Poznajemy na przykład staruszka w dresie a’ la Kill Bill, który okazuje się być niemal niezabijalną maszyną do mordowania, irlandzkiego terrorystę pozbawionego twarzy, gościa uśmiercającego ludzi wiecznym piórem, czy innego staruszka potrafiącego pokroić człowieka tak, że znika on niby Houdini. U Gartha Ennisa nie ma miejsca na wtórność.

Kreska adekwatnie do wydźwięku komiksu pozostaje mocno naturalistyczna. Ukazuje wiele szczegółów twarzy postaci, takich jak zmarszczki, bruzdy czy cienie padające na nie w większości kompozycji. Widzimy tu też charakterystyczne przerysowania postaci, z którymi kojarzone są opowieści Ennisa – Punisher to wielki facet z szeroką szczęką, budzący respekt już samym wyglądem. Młodzi mężczyźni są bardziej „gładcy”, tchórzliwy żołnierze mafii sprawiają wrażenie oślizgłych swoją ciapowatą aparycją, a biust każdej kobiety jest wyraźnie zarysowany.

 

Punisher MAX

Punisher Gartha Ennisa do obowiązkowa pozycja dla fanów największego mściciela Marvela, ale i ciekawa propozycja dla fanów mocnych komiksów tylko dla dorosłych.

Jeśli lubicie podczas lektury słuchać muzyki, to mam dla Was propozycję, która na pewno Was nie zawiedzie. Do zobaczenia w Hell’s Kitchen!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: