Przy wspólnym stole | Każdy posiłek ma znaczenie | Recenzja

Jak często jecie posiłki z bliskimi osobami? Czy są to jedynie obiady, a może również kolacje i śniadania? Pytam, ponieważ sądzę, że jest to wyjątkowo ważny element budowania więzi z ludźmi. W końcu jest to moment wytchnienia, odpoczynku, ładowania baterii, ale też chwila na rozmowę, opowiedzenie o swoim dniu. Czy można nadać posiłkom jeszcze większe znaczenie? Tak. Dzisiaj opowiem Wam nieco o historii dwójki chłopaków, małego brata-berbecia i kulek ryżowych. Rozgośćcie się i usiądźmy Przy wspólnym stole –  świetnym dziele pani Ori Mita.  

Mówi się, że te najbardziej znaczące w życiu spotkania zdarzają się całkowicie przypadkowo i niespodziewanie. I, co zabawne, potrafią  nieodwracalnie namieszać w naszym życiu. Czasem pozytywnie, czasem negatywnie… A najczęściej wszystko razem. 

Przez żołądek do serca

Tak zaczyna się przygoda niepozornego okularnika – Yutaki, “groźnie” wyglądającego Minoru oraz jego uroczego braciszka – Tane. Losowe spotkanie w parku i gigantyczna kulka ryżowa skrzyżowała ich drogi życia. Zaczęło się niewinnie, od wspólnego gotowania oraz jedzenia przygotowanych posiłków. Właśnie tak, z tygodnia na tydzień, nie dość, że wszyscy uczyli się nowych przepisów, to otrzymywali coś jeszcze: wypełnienie pustki pozostawionej w nich przez przeszłość.

Przy wspólnym stole siedziało mi się świetnie!

Opis mangi Przy wspólnym stole wyszedł nieco enigmatyczny, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że jest on też niezwykle trafny. W jakie słowa bowiem ubrać powolny upływ czasu, w którym trójka ludzi powoli zbliża się do siebie? Bo właśnie to obserwujemy w tym komiksie. Miesiącami budująca się relacja – na początku jedynie czysto koleżeńska, ot, ugotujmy coś raz na jakiś czas, aby brat miał radochę – aż w końcu zrozumienie, jak ważnym elementem stała się druga osoba. Tak nieodzownym, jak rosół w niedzielę, a potem pomidorowa. Naturalnie rozwój, docieranie się, a pod koniec miłość. Nie będę oszukiwał, jestem zachwycony tą mangą.

Czuć, że Ori Mita włożyła sporo czasu, aby dopracować swój pomysł. Nie ma tutaj elementów zbędnych, nie ma zapychaczy. Wręcz przeciwnie! Czytając Przy wspólnym stole, czułem, jakby autorka dokładnie przemyślała każdą fabularną niteczkę. Historia tej mangi naprawdę jest  na bardzo wysokim poziomie. 

Jedyne, co musiało zostać niestety naciągnięte, to właśnie to zaproszenie do wspólnego gotowania. Dziwnie się poczułem z faktem, że bohater zaprasza jakiegoś obcego faceta do swojego domu. Jednak rozumiem doskonale, że manga musiała mieć swój początek. I wiecie co? Jest dobrze tak, jak jest. Nie napisałbym tego inaczej.

Jemy również oczami

A jest dobrze nie tylko w kwestiach fabularnych, ale także w kresce. Modele postaci w mandze Przy wspólnym stole przyciągają oko, mają w sobie coś, co sprawiło, że chciałem na nie patrzeć. Prawdopodobnie to przez twardszy styl rysowania niż się to zazwyczaj widuje. Więcej tu kantów, prostych i przerywanych linii. Przy czym czuć od kreski pewną zwiewność. Podoba mi się. 

Poza tym lubię również takie tła, które wyglądają jak  wyciągnięte prosto ze szkicownika. Wygląda to znacznie, znacznie ciekawiej niż nudne i, jakże popularne, przerysowywanie z gotowych obrazków. Nawet nijakie ściany domu zaznały nieco stylu pani Mito – one również przyciągają wzrok. Wyobrażacie to sobie?

Przy wspólnym stole Dango BL

Przykład, jak tworzyć postacie w jednotomówkach

Zbliżając się już do końca tego tekstu, chciałbym wspomnieć jeszcze kilkoma słowami o samych bohaterach. Mamy tutaj do czynienia z jednotomówką, więc mogłoby się wydawać, że rozwój postaci będzie nieco kulał, jak na przykład w recenzowanej niedawno mandze Kwiat i królik. Będzie to jednak przekonanie złudne, gdyż w mandze Przy wspólnym stole postacie są wykonane miodnie. W ogóle nie czułem, że brakuje tu miejsca na rozwój. Obaj panowie – Yutaka oraz Minoru – to bohaterowie z krwi i kości, a towarzyszy im dobrze nakreślona przeszłość. Ja, po tych nieco ponad dwustu stronach, zdążyłem obu polubić, a także, albo: przede wszystkim, zrozumieć, dlaczego są, jacy są. Jakie piętno odcisnęli na nich inni ludzie, co w tym życiu przeszli i co niosą na barkach.

Gdyby to jeszcze nie mówiło samo za siebie, w komiksie znalazło się nieco miejsca dla ojca rodzeństwa oraz dużo, bardzo dużo biegającego wszędzie Tane. A młodszy braciszek Minoru to przeurocza kreatura. Świetne w nim jest to, że aż do końca przekręca imię Yutaki na „Yukata”. No sztos!

Przy wspólnym stole recenzja mangi Tane

O tej mandze nie zapomnę

Mangi, które w ostatnim czasie przewinęły się przez moje ręce, były w większości udanymi komiksami, ale to właśnie Przy wspólnym stole najbardziej mnie wciągnął. Każdy dialog, każdy dymek sprawiał, że chciałem czytać dalej, więcej, dłużej. Fabuła i kreska tworzą udaną synergię, która porywa czytelnika. Ponadto, ta manga rozgrzewa serce. Nie kłamię. 

Ostatnio przy wspomnianym Kwiecie i króliku nieco się zawiodłem, ale jeżeli wydawnictwo Dango ma w swojej ofercie więcej tytułów stojących na równie wysokim poziomie, to ja chętnie oddam im swoje pieniądze. Świetna manga, co jeszcze mogę dodać? Przy wspólnym stole jest jak ulubiony obiad od mamusi. 

Chciałbym też, abyście – jeżeli macie jakąś ważną dla siebie osobę – zjedli z nią w najbliższym czasie wspólny posiłek. Nie gwarantuję, że odmieni to Wasze życie, ale jestem przekonany, że sprawi Wam przyjemność. 

Jeśli macie ochotę, odwiedźcie również nasz fanpage – Leniwa Popkultura. Do usłyszenia!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments