Próba czasu. Jak zestarzał się Predator z 1987 roku?

Nie jestem fanką remaków, rebootów ani kina superbohaterskiego, więc mam potworny problem, by znaleźć świeży, amerykański film do oglądania. Z tego powodu zaczęłam wracać do filmów, które widziałam lata temu. I okazało się, że pamięć potrafi płatać niezłe figle! Ukryte pod płaszczem nostalgii niektóre filmy dziś nie wydają się dziełami, jakimi je zapamiętałam. Inne z kolei utwierdzają w przekonaniu, że po prostu musiałam do pewnych tytułów dorosnąć. Dlaczego tak się dzieje?

Za młodu oglądamy filmy dla czystej rozrywki, często niewiele wiedząc o kinie jako sztuce. Z czasem wyrabiamy sobie własny gust. Uczymy się coraz więcej i więcej też zauważamy. Dodatkowo zmienia się nasz sposób patrzenia na rzeczywistość, a także ona sama. Coś, co funkcjonowało kiedyś, dziś może już lekko zalatywać rdzą. Które filmy są w stanie przejść próbę czasu i zachwycić tak samo, jak zachwycały kiedyś?

Jako pierwszy na arenę wezwany zostanie, nikt inny, niż sam Predator. Obok ksenomorfa z serii Alien to najsłynniejszy potwór z kosmosu, jakiego dało nam kino. Wylądował na Ziemi w 1987 roku, a ludzkość wystawiła przeciwko niemu takie nazwiska jak Arnold Schwarzenegger, Carl Weathers, Bill Duke czy Jesse Ventura. Jak ten film pamiętam?


A jeżeli szukasz na wieczór dreszczyku emocji, koniecznie sprawdź nasz wpis o 13 najlepszych horrorach!


Predator: Wspomnienia

Nie jestem w stanie określić, kiedy i w jakich okolicznościach oglądałam oryginalnego Predatora po raz pierwszy. Na pewno dużo słyszałam o tym filmie, zanim udało mi się go obejrzeć. Predator został wyreżyserowany przez Johna McTiernana, twórcę takich tytułów jak: Szklana Pułapka czy Bohater Ostatniej Akcji (oba zasługują na próbę czasu). Kojarzy mi się jako kolos gatunku akcja i sci-fi.

Film rozpoczynamy z oddziałem komandosów, wysłanych do południowoamerykańskiej dżungli, w celu uwolnienia grupy polityków z rąk partyzantów. Na miejscu okazuje się, że uzbrojeni po zęby bojownicy będą najmniejszym zmartwieniem naszych przemiłych komandosów. Testosteron wylewa się z panów hektolitrami, próżno szukać wśród nich koleżanki po fachu, a szowinistyczne żarty towarzyszą równie mocno co upał. Nie czepiam się, tylko stwierdzam fakt (żeby nie było!)

Niestety, nawet oglądając film po raz pierwszy, wiedziałam, że w pewnym momencie nastąpi zwrot akcji, a bohaterowie staną twarzą w twarz z przerażającym kosmitą. Nie wiedziałam jednak, jak ów stwór wygląda, ani jak przebiegnie jego konfrontacja z ludźmi.

Predator

Get to the choppa!

Ostatecznie byłam filmem zachwycona. Predator wbił mi się w pamięć wieloma świetnymi scenami. Uwielbiam np. tę, w której Dutch i ekipa, w myśl zasady “najpierw strzelaj, potem pytaj” dołączają do kolegi w ochoczym karczowaniu dżungli, a dopiero później próbują dowiedzieć się, dlaczego to robili. Cała sekwencja ostatniego pojedynku Dutch’a z kosmicznym przybyszem również sprawiła, że zbierałam szczękę z podłogi i autentycznie obawiałam się o życie przyszłego gubernatora, zupełnie zapominając, że to tylko film.

Oryginalny Predator to też kopalnia cytatów. “Nie mam czasu, by krwawić!”, “Coś tam na nas czeka … ale to nie człowiek”, “Jeśli krwawi, możemy to zabić!” i niezapomniane “You’re one ugly motherfucker”. Oczywiście wisienkami na torcie są memiczne: GET TO THE CHOPPA! Oraz najbardziej męski uścisk dłoni w historii kina — to zna chyba każdy internauta!

W skrócie: prawdziwe, męskie, brutalne kino. Pełne uproszczeń i z praktycznie zerowym zarysem psychologii bohaterów. Za to akcja i rozpierducha pierwsza klasa! 

Zacieram ręce na ponowny seans!

Predator film

Próba czasu:

Od razu mogę wymienić ogromną zaletę filmu — trwa niecałe dwie godziny, co było fantastycznym odkryciem. Jakim cudem nie wiedziałam, ile trwa Predator? Oglądałam go we fragmentach, którymi przerywał bloki reklamowe Polsatu, ot co! Reżyser przechodzi do rzeczy od razu i nie bawi się w kino ekspozycji. Coś przyleciało, zjawiają się komandosi, jest misja do zrobienia — giwery w dłoń! Nie dajcie się jednak zwieść. Predator to film o walce grupy żołnierzy z kosmitą, co mogło zaowocować wykonaniem klasy B. McTiernan potraktował jednak widza z szacunkiem i zaproponował solidny film zamiast kiczowatej wydmuszki. Kolejna rzecz to dialogi. Jak pisałam, Predator to kopalnia genialnych tekstów, ale oglądając ten film z lektorem, nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele zostało nam nieprzetłumaczone. I jak niepoprawnym politycznie językiem bohaterowie ze sobą rozmawiają. Oj, dziś wiele z tych tekstów by nie przeszło. 

Bardzo podobał mi się zastosowany przez twórców podwójny blef. W pierwszych minutach pokazali nam dziwny obiekt lądujący na Ziemi, a za moment oddział komandosów meldował się do wykonania zadania. Oglądając Predatora po raz pierwszy, już w tym momencie widz miał myśleć, że chodzi o walkę z nieznanym przybyszem. Jednak Dutch i jego ludzie zostają poinformowani, że ich misja jest misją ratunkową. Wątek kosmity pojawia się znowu dopiero po jakimś czasie. 

Bohaterowie nie tacy płytcy

A skoro o Dutchu i jego ludziach mowa. Biję się w pierś za to, co napisałam wyżej o zerowym zarysie psychologicznym. Dutch, Mac, Dillion, Billy i cała reszta oddziału są nam przedstawiani każdym gestem, reakcją czy kwestiami, które wypowiadają. Funkcjonują jako pojedynczy bohaterowie oraz jako grupa. Dialogi są krótkie, szybkie i konkretne. Tak, jak rozmawialiby ze sobą żołnierze. A do tego mają w sobie dużo humoru. Przerażenie malujące się na twarzach żołnierzy, kiedy zaczynają zdawać sobie sprawę, że czeka ich starcie z nieludzką siłą, tylko przypomina widzowi, że to nie roboty a żywi ludzie. Dzięki temu naprawdę jesteśmy w stanie wszystkich polubić i jest nam chłopaków autentycznie szkoda, kiedy padają ofiarami Predatora.

Ty mały, śliczny potworku

Praca kamery oraz montaż to coś, na co dopiero po latach zwróciłam uwagę. Szczególnie w scenach pokazujących jak oddział Dutcha porusza się po dżungli. Każdy gest wskazuje na to, że to nie jest ich pierwsza wspólna misja, a dzięki stabilnej kamerze mamy rozeznanie, kto gdzie jest i jaka jest jego rola w grupie.

Na koniec wspomnę o postaci samego Predatora. Jest nam dawkowany. Poznajemy go kawałek po kawałku. Wiemy więcej niż komandosi, ale mimo to, nie wiemy wszystkiego. Jesteśmy raptem tylko krok przed żołnierzami w odkrywaniu, z czym tak naprawdę przyszło im walczyć. Dzięki temu nasza uwaga zostaje automatycznie przyklejona do ekranu.

Takie zabiegi sprawiają, że Predator, mimo niezbyt zawiłej fabuły, potrafi utrzymywać widza w napięciu przez cały czas.

Przyznaję, że, mimo znajomości fabuły, wciągnęło mnie bez reszty. Siedziałam na skraju fotela, zupełnie zapominając, że mam na chłodno notować wrażenia.

Werdykt

Jeśli jeszcze nie widzieliście filmu Predator, to coś na Was czeka … i jest to kawał świetnego kina akcji!

Jakoś tak jest, że po obejrzeniu pewnych filmów odkładamy na półkę i nie przychodzi nam do głowy, by sięgnąć po nie na nowo. Dzięki tej serii wpisów będę mogła bez wyrzutów sumienia odświeżać klasyki mojego dzieciństwa. Przypominać Wam o nich lub z nimi zapoznawać, co również mnie bardzo ucieszy.

To jak, widzieliście już Predatora, ale trochę o nim zapomnieliście? A może jeszcze filmu nie znacie? Jest jakiś film, który chcielibyście, żebym poddała próbie czasu? Piszcie w komentarzach na stronie lub na naszym fanpage’u!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments