Próba czasu: czy i jak bardzo bluźniercza jest Dogma Kevina Smitha?

Jay, Cichy Bob, trawka i gimbusiarskie żarty to moje pierwsze skojarzenia, gdy myślę o filmach Kevina Smitha. Wśród nich wyróżnia się jednak jeden tytuł: Dogma z 1999 roku. Opowiada o Bethany, pracownicy kliniki aborcyjnej, którą pewnej nocy odwiedza Głos Boga, Metatron. Kobieta dowiaduje się, że musi powstrzymać dwójkę upadłych aniołów przed powrotem do Nieba. Całe szczęście może liczyć na pomoc pary wyjątkowych proroków.

W roli głównej wystąpiła Linda Fiorentino. Obok niej same gwiazdy: Alan Rickman, Matt Damon, Ben Affleck, Chris Rock i Salma Hayek, a gościnnie m.in. Alanis Morissette oraz George Carlin. Kevin Smith jak zawsze wcielił się w Cichego Boba, a wiernie towarzyszył mu Jason Mewes, czyli Jay.

Wiara i kloaczne żarty

Dogma to mój ulubiony film Kevina Smitha i jedyny, do którego chętnie wrócę. Przyznaję, że na chwilę obecną nie jestem w stanie stwierdzić, dlaczego tak lubię ten tytuł. Może dlatego, że podejmował nieco inny temat niż seks, seks i jeszcze więcej seksu? A może dlatego, że Jay i Cichy Bob byli raczej w tle? Na pewno duży wpływ na mój odbiór miały udane role Damona i Afflecka jako dwójki upadłych aniołów oraz rewelacyjny Rickman jako Metatron.

Dogma kojarzy mi się ze słynną statuetką Jezusa, czyli Buddy Christ. Znają go pewnie nawet ci, którzy nie widzieli samego filmu. Grany przez Carlina kardynał w taki właśnie sposób chciał poprawić wizerunek Kościoła w mediach i społeczeństwie. Ach i gówniany (dosłownie) potwór, którego nie sposób zapomnieć.

Niestety, film oglądałam już dość dawno temu i jestem przekonana, że nie wyłapałam w nim wielu symboli, odniesień do innych produkcji, żartów słownych czy sytuacyjnych. Kiedyś zupełnie nie rozumiałam, że obsadzenie George’a Carlina w roli kardynała jest żartem samym w sobie. Dziś, bogatsza o doświadczenie, postaram dowiedzieć się, co jeszcze mi umknęło. Zapraszam do kolejnej odsłony cyklu Próba czasu!

Święte oburzenie

Warto pamiętać, że rok 1999 to czasy, gdy media były mniej wrażliwe niż dziś, a Dogma i tak wywołała wiele kontrowersji. Oburzony był (a to ci zaskoczenie!) Kościół Katolicki, który zarzucił Smithowi lekceważące traktowanie religii. Film został nazwany bluźnierczym, a następnie organizowano protesty, aby zapobiec premierze lub ją opóźnić. Reżyserowi grożono nawet śmiercią. Mimo to Smith dołączył do jednej z pikiet i w telewizji stwierdził, że “protestuje przeciw filmowi, bo powiedziano mu, że nie jest dobry”.

Dogma miała trafić do kin w 1998 roku za sprawą Miramaxu, ale obrońca moralności i wzór cnót wszelakich, niejaki Harvey Weinstein we własnej osobie, wystraszył się reakcji. Prawa do filmu przekazano studiu Lionsgate i w 1999 film wreszcie został pokazany szerokiej publiczności.

Ciekawi mnie, co wkurzało ludzi bardziej: fakt, że potomkiem Jezusa jest kobieta czy że ta kobieta pracuje w klinice aborcyjnej? Chris Rock jako apostoł? Jay i Cichy Bob jako prorocy? Uczciwie trzeba przyznać, że dywagacje o Bogu obok cycków Salmy Hayek w oparach marihuany rzeczywiście mogły parę osób zdenerwować.

Czy naprawdę jest tak bluźnierczo, jak twierdzi Kościół? Sprawdzam!

Uwaga: tekst zawiera spoilery.

Dogma: Próba czasu

Nie jestem fanką filmów Kevina Smitha. Może oglądałam je, będąc zbyt młoda i niewiele z nich zrozumiałam? Nie można jednak odbierać reżyserowi bycia głosem pokolenia Milenialsów. W Dogmie Smith nie krytykuje religii czy wierzeń jako takich. Wręcz przeciwnie. Całość mocno podkreśla, że duchowość i idea Boga oraz wiary jest w życiu bardzo ważna. Obrywa się raczej instytucji Kościoła, archaicznie przywiązanej do pewnych reguł i niechętnej do zmian.

Pierwszą ważną rzeczą, jaka rzuca się w oczy jest disclaimer, do którego Smith został zmuszony. Tłumaczy w nim, że Dogma nie ma zamiaru nikogo atakować i jest tylko komedią oraz artystycznym wyrazem. Na koniec zostaje nam przypomniane, że Bóg ma poczucie humoru, wystarczy spojrzeć na dziobaka australijskiego (oczywiście nie chcemy obrażać dziobaków i przepraszamy, jeśli poczuły się urażone. To tylko żart!). Chwilę później na ekranach pojawia się George Carlin w stroju kardynała.

Joe Pesci to świetny aktor i wygląda na gościa, który wszystko załatwi

George Carlin jest amerykańskim aktorem, komikiem, autorem i komentatorem społecznym. Zasłynął z ostrej krytyki zastanego świata, mrocznego poczucia humoru i braku zahamowań przy naśmiewaniu się ze wszystkiego. Carlin uwielbiał dawać swoim słuchaczom do myślenia, sprawiając, że podczas jego stand-upów czuli się wyjątkowo niekomfortowo. Kilka miesięcy przed premierą Dogmy w jego występie dla HBO pt. You are all diseased (“Wszyscy jesteście chorzy”) oberwało się m.in. religii i wierze. Stwierdził, że nie czci Boga, a słońce, bo przynajmniej może je zobaczyć. Modli się do Joe Pesciego, dodając, że prośby zostają wysłuchane mniej więcej w takim samym stosunku procentowym: raz tak, raz nie. Puentuje, że religia to bez wątpienia najwspanialsze bzdury, jakie wymyślono.

A teraz ten człowiek gra kardynała? Nie dziw, że wszyscy z miejsca będą oburzeni!

Katolicyzm WOW

Prezentowany przez kardynała Glicka nowy, mniej depresyjny (jak cały Kościół) wizerunek Jezusa wydał mi się kolejnym oczkiem puszczonym do widzów. Właśnie w tej scenie Smith pokazał, że to nie wiarę chce krytykować, a raczej Kościół.

Ta narracja trwa przez cały film. Nie raz i nie dwa aniołowie czy trzynasty apostoł, Rufus, krytykują duchownych. Twierdzą, że zorganizowana religia zabija nas, określając nasze zachowania czy decyzje. Rufus stwierdza nawet, że obecnie wierni bardziej “cierpią religię niż ją celebrują.” Loki i Bartleby wyruszają na krucjatę przeciwko fałszywym idolom, których mamy w popkulturze na pęczki.

Z kolei rozmowa Bethany z Metatronem, kiedy kobieta nie chciała przyjąć od Boga misji zbawienia świata, obrazuje wagę i prawdziwe, przerażające znaczenie poświęcenia. To doskonały opis przeżyć Jezusa, który chcąc zbawić, kochać i podnieść nas na duchu, musiał wziąć na siebie brzemię przekazane mu przez Ojca. A był przecież dwunastoletnim chłopcem! Jedna, krótka rozmowa, a uczłowieczyła postać Jezusa bardziej niż niejeden film. Tak samo, jak zobrazowany kryzys wiary Bethany i Bartelby’ego pokazuje, że szukamy w życiu czegoś większego niż my sami.

Film dogma 1999

Wierzchołek góry lodowej

Skupiając się na powierzchowności filmu — wspomnianym Carlinie jako kardynale, Golgothanie, czyli potworze powstałym z ekskrementów ukrzyżowanych na Golgocie złoczyńców, genitalnych żartach Jaya i czarnym trzynastym apostole — mało kto słuchał, o czym Dogma tak naprawdę była. Ale przecież Smith uprzedził nas już na samym początku: to żart, a nawet sam Bóg ma poczucie humoru. Podczas ponownego seansu wiele razy wybuchałam śmiechem na głos. Znajomość amerykańskiej popkultury bardzo pomaga w odebraniu humoru filmu. Kiedyś nie widziałam nic śmiesznego w tłumaczeniu Jaya, dlaczego on i Cichy Bob byli w Illinois. Wiedząc, kim jest John Hughes i znając jego filmy, wszystko stało się jasne. Tak samo, jak tekst Boba o nieposiadaniu biletu był świetnym nawiązaniem od Indiany Jonesa i Ostatniej Krucjaty (wink, wink). A takich żartów jest więcej.

Nawet obsadowo.

Wystąpili…

Matt Damon i Ben Affleck jako Loki i Bartleby, upadli aniołowie z misją powrotu, to moje ulubione role obu aktorów. Ulubioną postacią Dogmy jest z kolei Alan Rickman jako Głos Boga. Niewymuszony humor wiecznie niezadowolonego Metatrona, umiejącego jednak otoczyć troską zagubioną Bethany, był naprawdę ujmujący. Alanis Morissette jako Bóg, którego głosu nie możemy usłyszeć, bo wybuchnie nam głowa, też jest żartem samym w sobie. Wokalistka była wtedy tak popularna, że strach było otworzyć lodówkę.

Świetny jest również Chris Rock jako Rufus. Tyrady na temat nietrafienia do Biblii z powodu koloru skóry to tylko początek jego genialnych tekstów, a najlepszą kwestię filmu … zaimprowizował. Gdy odpowiada Bethany na pytanie, czy znał Jezusa, miał w scenariuszu zupełnie coś innego, ale Smith pozwolił mu na samowolkę. Nie będę przytaczać, co powiedział, obecny klimat nie pozwala. Gwarantuję jednak, że odpowiedź śmieszy dziś tak samo, jak lata temu.

Ciekawostką jest natomiast przygotowanie do roli Jasona Mewesa. Kevin Smith powiedział mu przed zdjęciami, że tym razem zagra w filmie z prawdziwymi aktorami, więc dobrze by było, gdyby nauczył się swoich kwestii. Mewes podobno znał nie tylko własny tekst, ale też wszystkich innych postaci, nawet ze scen, w których nie występował. To się nazywa koleżeńska pomoc!

Dogma film 1999

Werdykt: Zawsze mówcie “na zdrowie”, gdy ktoś kichnie!

Tak naprawdę pisząc o Dogmie, mogłabym głębiej analizować symbolikę poszczególnych scen, jak na przykład wizytę aniołów w zarządzie firmy Mooby, ale to rozważania na inny tekst. Ostatecznie nie chcę wam mówić, jak powinniście odebrać ten film, bo tak naprawdę każdy zobaczy w nim to, co chce.

Dogma to głos pewnego pokolenia i dla niego zawsze będzie świetna. To nie zmieni się nawet po latach. Co więcej, z perspektywy czasu można w nim dostrzec dużo więcej niż wcześniej. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie wrócić do innych filmów Kevina Smitha.

Niestety, Dogmy nie można znaleźć na platformach streamingowych, gdyż dziś prawa do filmu są w prywatnych rękach Boba i Harvey’ego Weinsteinów, a oni, jak wiemy, szybko nie podejmą żadnych filmowych decyzji. Niemniej, jeśli będziecie mieć okazję do seansu, to polecam z całego serca!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments