Próba czasu: Bill i Ted czyli stary, gdzie moja piosenka?

Bill & Ted Face the Music to trzecia część filmów o przygodach, cóż, Billa i Teda – dwóch nierozgarniętych licealistów, którzy muszą odrobić pracę domową z historii. Pojawia się w kinach aż 29 lat po premierze “dwójki”. Zastanawiam się tylko: po co i dlaczego? Poza oczywistymi powodami, jakimi są pieniądze (choć wątpię, że Bill i Ted 3 rozbije bank).

Trudno grać na nostalgii za mało znanymi filmami. Tak szczerze, kto z młodych widzów w ogóle słyszał o niszowych produkcjach sprzed 30 lat? Bill i Ted, jakkolwiek bym nie była ich fanką, to propozycje wyjątkowo kameralne, nawet mimo Keanu Reevesa w obsadzie. Wiadomo, wszyscy go lubimy, ale chyba wolimy, gdy zabija ludzi, bo ktoś krzywo spojrzał mu na psa, niż jak filozofuje z Sokratesem. Do tego, humor w obu częściach prawdopodobnie zestarzał się na tyle, że dziś śmieszyć może jedynie boomerów.

Rozmyślając czy w ogóle czekać na polską premierę trzeciego Billa i Teda, zdecydowałam się sprawdzić, czy poprzednie filmy wciąż będą mnie bawić.

O dwóch takich

Oryginalne części są dwie: Wspaniała przygoda Billa i Teda z 1989 roku i Szalona wyprawa Billa i Teda z 1991 roku. W rolach głównych występują Alex Winter oraz Keanu Reeves. Gościnnie pojawiają się George Carlin (oba filmy) oraz William Sadler i Joss Ackland (część druga).

Bill S. Preston, Esquire (Winter) i Theodore „Ted” Logan (Reeves) to licealiści z San Dimas. Ich marzeniem jest odnieść ogromny sukces jako zespół rockowy Wyld Stallyns. Problemów jest kilka: nie potrafią śpiewać, nie potrafią grać na instrumentach, grozi im niezdanie do następnej klasy. Ojciec Teda już każe synowi pakować się i wyjeżdżać do szkoły wojskowej. To oznacza, że przyjaciele będą musieli się rozstać i nici z rockowego życia! A jeśli Wyld Stallyns nie zaczną występować, nie napiszą piosenki, która zmieni świat!

Całe szczęście pojawia się Rufus (Carlin). Przybysz z przyszłości, którego interwencja przywraca losy ludzkości na właściwie tory. Bill i Ted nie tylko dostają piątki za pracę domową, ale też zakochują się w historycznych panienkach, które dołączają do zespołu.

W drugiej części złe roboty zabijają Billa i Teda. Koledzy, jako duchy, grają z Ponurym Żniwiarzem (Sadler) o możliwość powrotu na Ziemię. Według opisu części trzeciej — piosenki wciąż nie napisali.

Głupi i głupszy

Bill i Ted to filmy kiczowate. Trafiłam na nie niechcący, odhaczając tytuły z filmografii Keanu Reevesa. Przyznaję, że początkowo nie bardzo wiedziałam, na co ja tak naprawdę patrzę. Z czasem wciągnęłam się w zalew kampowych żartów i ogólnego chaosu.

Produkcje nie zwalają z nóg budżetem. Co prawda, druga część była droższa niż pierwsza. Ale porównując je do na przykład Terminatora 2 (który wszedł do kin w 1991), wyglądają jak zrobione za kratę piwa, dwa banany i wiadro. Wtedy mi to jednak nie przeszkadzało. Bo Bill i Ted to filmy tak durne, że aż zabawne. Nie próbujące udawać niczego ambitnego. Zamiast klasycznego duetu kompletnie różnych gości, mamy dwóch tak samo niekumatych kolegów, którzy są na tyle sympatyczni, że chcemy wyruszyć z nimi na przygodę. Młodzi, pełni werwy Keanu Reeves i Alex Winter są bardzo radośni i autentyczni w swoich rolach. Odniosłam wrażenie, że Bill i Ted to oryginalni Głupi i Głupszy. To oni przetarli szlaki Careyowi i Danielsowi a później duetowi ze Stary, gdzie moja bryka?

Chodź ze mną, jeśli chcesz zdać historię!

Mimo tego, że filmy opowiadają o nauce historii, historii nie można się z tego filmu uczyć. To raczej niepoważne podejście do fabuły spopularyzowanej przez Terminatora, gdzie zbawiciela ludzkości musi ratować podróżowanie w czasie. George Carlin gra niewielką rolę, sprowadzając chłopakom budkę telefoniczną będącą wehikułem czasu. I dopiero teraz załapałam, że w pierwszej części nosi płaszcz jak Kyle Reese i okulary jak T-800. Nieźle.

Choć “dwójka” Billa i Teda dostarczyła nam najlepszą postać uniwersum (Śmierć), to całościowo nie jest moją ulubioną. Momenty wizji piekielnych i sama końcówka — pamiętam, że przynudzała.

Jedno jest pewne, nawet jeśli nie widzieliście Billa i Teda to znacie kadr z tego filmu.

Conspiracy Keanu to nikt inny jak Theodore “Ted” Logan.

Bill i Ted: Próba czasu

Tak. Zdecydowanie oba filmy o przygodach nierozgarniętych licealistów nabijają się z powrotów w czasie, by ratować ludzkość. Powaga, z jaką Carlin opowiada o idealnym świecie stworzonym przez piosenki Wyld Stallyns od razu pokazuje, że mamy do czynienia z wyjątkowym kampem.

Wszystko jest tu wywrócone do góry nogami, a rozbieżność między idyllą z przyszłości a głupotą jej protoplastów bije widza po twarzy od samego początku. Bo z Billa i Teda dowiecie się, że Joanna d’Arc to żona Noego od arki a Napoleon to martwy, niski koleś. Filmy odhaczają klasyczne motywy z wielu mainstreamowych produkcji. Mamy bójkę w barze jak w prawdziwym westernie przystało. Mamy ukrywanie się w zbroi oraz przebranie się za kata. A pojawienie się Śmierci i gra o duszę to nawiązanie do Siódmej pieczęci Ingmara Bergmana. Jest też dużo odniesień do klasycznych, rockowych zespołów.

Aktorstwo w filmach nie jest z najwyższej półki, ale gwarantuję, że po ewentualnym seansie będziecie w kółko powtarzać Excellent! A skoro już o tym mowa: żałuję, że nie zaczęłam liczyć, ile razy Bill i Ted powtarzają: wow, dude, bogus i właśnie owe excellent.

A powtarzają to w kółko.

Wiem, że nic nie wiem

Wśród postaci historycznych, jakie przewijają się w pierwszej części, są np. Beethoven, Zygmunt Freud, Abraham Lincoln i Dżyngis-chan. Wszyscy przedstawieni bardzo kartonowo, w najbardziej stereotypowy sposób możliwy. Muszę jednak przyznać, że drugoplanowa przyjaźń Billy’ego the Kida z Sokratesem jest bardzo urocza. I wciąż, scena, gdy Napoleon wpycha się przed dzieci na zjeżdżalnię wodną, jest moją ulubioną w pierwszej części. Widzę, że “dwójka”, choć ma większy budżet, już powtarza żarty i motywy z poprzednika. Przyznaję, zaczęłam się bać, że Śmierć nie będzie tak świetny, jak go zapamiętałam. Całe szczęście był.

Niestety, teraz głupota i naiwność głównych bohaterów bawiła mnie dużo mniej, a momentami wręcz denerwowała. Wolałabym, żeby Bill i Ted byli nieco bardziej rozgarnięci, bo to aż zakrawa o skrajny debilizm, że tacy idioci stworzą kiedyś idealny świat. Ale może w tym szaleństwie jest metoda?

Humor filmu się zestarzał. W jednym momencie pada słowo, które dziś obraziłoby cały Internet do tego stopnia, że hasztag #CancellBill&Ted na pewno znalazłby się w trendach na Twitterze. Twórcy powinni uważać na ewentualne, powtórne oglądanie filmów przez nowe pokolenie. Brak wyraźnych postaci kobiecych i ogólne ich traktowanie, też dziś by się nie spodobał.

Werdykt: wcale nie takie excellent

Przykro mi to stwierdzić, ale Bill i Ted nie przetrwali próby czasu. Pomijam już nawet inkluzywne wymagane teraz podejście do wszystkiego — filmy przynudzają i dobijają głupotą głównych bohaterów. Nowi widzowie nie będą w stanie przetrwać tak tępego przedstawienia rzeczywistości. Ci, którzy film znają od dawna, wyrośli już z młodzieńczej głupoty. Filmom brakuje elementu uniwersalności w humorze i walorach technicznych. Tempo w wielu miejscach siada, a żarty są powtarzalne i nie bawią jak kiedyś.

Trailer trzeciej części nie zachęca do oglądania. Jeszcze może gdyby pojawiał się w niej Carlin, ale to niemożliwe. Na pewno wrócił za to William Sadler jako Śmierć, ale boję się ryzykować oglądania.

Z drugiej strony, może się mylę? Może trzeci Bill i Ted udał się twórcom, a ja niepotrzebnie narzekam? Mieliście okazję już zobaczyć najnowszą część przygód, obecnie podstarzałych, głuptaków z San Dimas? Znacie oryginały? Odważycie się je poznać?

Jeśli tak, to koniecznie dajcie znać, czy warto dawać szansę filmowi Bill & Ted Face the Music.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments