Powrót na właściwe tory! Rick i Morty Tom 4 – Recenzja

Oh shit… Here we go again – chciałoby się zacytować CJ’a, którego kultowa scena przeżywa teraz drugą młodość. I robi kolejne okrążenie wokół internetu. Z takim właśnie przeświadczeniem zaczynałem czwarty zbiór przygód Ricka & Morty’ego w ich komiksowej wersji. Formuła śmieszności zaczęła się wyczerpywać? Nie wiem, możliwe. Główni autorzy poprzednich rozdziałów stracili zapał? Jest taka szansa, bo na tej pozycji zaszła duża zmiana i była to pierwsza (z wielu pozytywnych), o której wspominam.

Zacznijmy od tych elementów, które od razu rzucają się w oczy

Na pierwszy ogień idzie okładka. Dobrze, że doświadczenie nauczyło mnie, aby nigdy nie oceniać zawartości po obwolucie. W innym wypadku mogłoby być średnio już na starcie. Dlaczego? Cóż, okładka Rick i Morty 4 jest nijaka. Kurczę, w moje wdzięczne ręce wpada komiks, który traktuje o takim absurdzie i czarnym komizmie, że powinien o tym krzyczeć całym sobą! Absurd zawsze powinien się wylewać z każdego dzieła choćby nawiązującego do Ricka & Morty’ego. Przy czwartym tomie może i się rozlał, ale ktoś bardzo dobrze zabezpieczył przed tym okładkę.

Rick i Morty koń pistolety wspomnienia

Rick i Morty. Było lepiej, było gorzej

Poprzednie dwie były świetne. Gdy teraz patrzę na nie obok siebie, porównywalnie mały polot miała ta okrywająca premierowy tom. Wtedy jednak wydanie w Polsce komiksowej wersji tej genialnej kreskówki było dla mnie tak wielkim wydarzeniem, że nawet nie zwróciłem na to uwagi. Wydaje mi się, iż pisałem już o tym przy okazji trzeciego tomu, ale, kurde, aby utrzymać się na szczycie, nie wystarczy stagnacja. Trzeba iść do przodu. Jestem jednak dobrej myśli w tej kwestii, kolejne okładki zapowiadają się na niezwykle szalone.

„Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił…”

Wróciły! Oh, jakże ja się cieszę! „Dodatkowe Historyjki” znów znalazły się w zbiorze rozdziałów i jestem bardziej niż ukontentowany tym faktem. O wrażeniach z nich samych napiszę później, ale pozwolę sobie już w tym miejscu zdradzić, że tęsknota była uzasadniona. Co więcej, teraz tym bardziej nie rozumiem wyrzucenia ich z tomu trzeciego. Oprócz tego dostaliśmy trzy historie (jedną główną zbudowaną z trzech mniejszych i dwie oddzielne). W przeciwieństwie do okładki tytuł pierwszej z nich z miejsca podnosi kąciki ust do góry. „Pawik Grozy” brzmi niezwykle uroczo i enigmatycznie. Iście zabójcze połączenie.

Rick i Morty potwór

Zawartość nie jest bynajmniej urocza

Ani wyżej wspomnianego podrozdziału, ani żadnego innego! Jest mnóstwo wymiocin, alkoholu, brudu, smrodu, absurdu, narkotyków i… To jest świetne! Tak pamiętam serial od Railonda i Harmona, właśnie za tym kryje się fenomen tej serii. Głupkowatość Morty’ego i żółte zęby Ricka, a co najważniejsze, przedstawione w przygodach, od których czuć powiew świeżości (prócz swądu mocnych trunków). Na wyróżnienie zasługuje masa nawiązań popkulturowych. Tak, wiem – ta seria tym stoi, ale tym razem to było ogromne nagromadzenie. Mój faworyt? Rick jako Walter White. Świetna gratka, dla kogoś, kto (tak, jak ja) jest wielkim fanem serialu Breaking Bad. Wszelkiej maści odwołań i porównań jest tyle, że każdy znajdzie coś dla siebie. Nie zdziwicie się, jeśli od czasu do czasu zatrzymacie się podczas lektury, tylko po to, aby wysuszyć ząbki do jakiegoś nawiązania.

Dokładnie tego oczekuję po autorach!

Nie będę czarował. Bez znaczenia są dla mnie detale w rysunkach, choć mogą podbudować (ale nie zbudować) klimat. Nie interesuje mnie to, na ile historii podzielą zbiór (dodatkowe jednak muszą zostawić!). Wiecie, czego chcę, prawda? Chcę przygód, które pamiętam z serialu. Liczę na taki poziom absurdu i tyle samo śmiechu. Cieszę się, że autorom udało się to osiągnąć. Jestem niesamowicie szczęśliwy i wierzę, że nie był to jednorazowy wybryk twórców. Proszę, nie zawiedźcie mnie!

Rick i Morty winda

Dodatkowe Historie – czyli deser lepszy niż danie główne

No przepraszam, muszę napisać o nich osobno. Wy-bit-nie! W rzeczonym zbiorze dostaliśmy ich aż 5 (każdy na cztery strony) i wszystkie trzymały poziom. To jest takie skondensowanie humoru na małej objętości, a przez to odczuwa się komizm znacznie intensywniej. Mój faworyt, z tego tomu, to chyba Mecha Morty. A porównanie do Zacka Snydera, które w nim padło – miodzio. Co warte podkreślenia, cały cykl „Dodatkowych Historyjek” tworzy Marc Ellerby (a.k.a. Człowiek Orkiestra). Nie dość, że opracował scenariusz, to jeszcze narysował, a na koniec pokolorował swoje kadry. Co więcej ani razu nie spadła jakość jego prac!

Inny cukierek w tym samym opakowaniu

Chwała temu, który zrozumiał nawiązanie z tego podtytułu. No i wiedz, że jeśli jesteś tą osobą, to cieszę się, że to czytasz! Ale hola, hola – my tu nie po to.

Myślę, że powyższa recenzja dała Wam dość jasny pogląd na to, co sądzę o najnowszym wydaniu komiksu Rick i Morty. Po trzecim tomie byłem w kryzysie, a najlepszym lekarstwem nań okazał się czwarty, który ponownie sprawił, że moje serducho zabiło mocniej. Bałem się, byłem szczerze przerażony wizją tego, że nadchodzące tomy będą już tylko odcinaniem kuponów. I to wyjątkowo niechlujnym za pomocą stępionych nożyczek.

Rick i Morty komiks foki

Reasumując, bardzo podobało mi się to, co dostałem.

Nie jest to jednak poziom zachwytu, jaki towarzyszył mi przy lekturze pierwszego tomu Rick i Morty. Brakowało tego zaskoczenia związanego z obcowaniem z czymś nowym. Niemniej, pod względem moich prywatnych odczuć ta część plasuje się zaraz za premierową. Może istnieje jakaś zależność i stosunkowo do spadku atrakcyjności okładki, rośnie poziom zawartości tomiku? Jeśli tak, to ja chcę tylko miałkich opraw!

Polecam bardzo mocno, bo 4. tom Rick i Morty na to zasługuje. Nawet jeśli nie czytaliście wcześniejszych, nie bójcie się zacząć od niego. Choć numerologia może sugerować coś innego, to nie dajcie się zmylić. Żaden z czterech zbiorów nie jest ze sobą powiązany. Bierzcie i czytajcie, szczególnie że cena (39,99 zł) za tak dużo humoru skupionego w tak cienkim wydaniu jest zdecydowanie atrakcyjna. Polecam z czystym sercem!

Tomik możecie kupić na stronie wydawnictwa Egmont.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o