Pojedynek w stylu BDSM. 365 dni vs Pięćdziesiąt twarzy Greya

Witamy państwa bardzo serdecznie z hali Leniwej Popkultury, gdzie już za chwilę rozpocznie się wyczekiwany pojedynek stulecia! Polski młodzian stanie w szranki z Amerykaninem o uznanej pozycji. Pejcze, zastraszanie i namiętne spojrzenia — tego możemy się spodziewać, gdy 365 dniPięćdziesiąt twarzy Greya wreszcie skrzyżują rękawice!

Kiedy w 1895 roku bracia Lumière konstruowali kinematograf, a w Salonie Indyjskim przy bulwarze Kapucynów w Paryżu organizowali swoją pierwszą publiczną projekcję filmu, nawet nie zdawali sobie sprawy, że przeszło 120 lat później będziemy tworzyć tak ważkie dzieła. Tytuły, które zapiszą się w historii kina rozpalając widownię na całym świecie. Dodatkowo, dziś przyjdzie nam poznać ostateczną odpowiedź na pytanie gorączkowo zadawane przez widzów dookoła globu: 

365 dni czy Pięćdziesiąt twarzy Greya?

Przed starciem La Gazetta Dello Sport nic nie pisała, również niczego nie wyliczał Tygodnik Kibica. Prognozy pogody nie konsultowano z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie. Z moich informacji wynika jednak, że nie będzie wiało, więc możemy być spokojni – Walter Hoffer pozwoli na dokończenie pojedynku.

Odliczając ostatnie sekundy przed pierwszym gongiem, przypominamy państwu, że sędzią dzisiejszego spotkania będzie Brak Poszanowania Własnej Godności. Na liniach pomagać mu będą Zbyt Dużo Wolnego Czasu oraz Dlaczego Ja To Sobie Robię? Na VARze — Wy, drodzy państwo!

Bezprecedensowe rozwiązania dodają smaczku i tak rozgrzanym emocjom. Czas przedstawić pretendentów do tytułu! Let’s get ready to rumble!

American Boy

W lewym narożniku adaptowany z przerobionego na książkę fanfiku bestsellerowego ZmierzchuPięćdziesiąt twarzy Greya. Polska Times nazwała go “filmem absurdalnym, śmiesznym i wątpliwej jakości” a wPolityce stwierdziło, że jest “szokująco … głupi.”

Wyreżyserowany przez Sam Taylor-Johnson erotyk (podobno) opowiada o studentce literatury, która wdaje się w romans z domem. Nie drodzy państwo, nie “domem” w znaczeniu mieszkaniem, tylko … dominem? Dominantem? W każdym razie chłopak lubi niekonwencjonalne sposoby spędzania wolnego czasu. W rolach głównych wystąpili Dakota Johnson jako Anastasia Steele oraz Jamie Dornan jako tytułowy Christian Paul. Przepraszam, Christian Grey. Film został wyróżniony pięcioma prestiżowymi Złoty Malinami, w tym za Najgorszy film, Najgorszego aktora i aktorkę, Najgorszy scenariusz i Najgorsze ekranowe dopasowanie. Amerykanin to uznany zawodnik o szerokich dokonaniach. Czy młodzian z Polski da radę urwać mu jakieś punkty? Opinie naszych ekspertów i szanownych gości w studiu są podzielone. Patryk powiedział: “Nie wiem, mam 13 lat.” a Jacek dodał: “Nie zawracaj mi głowy głupotami.”

Z ziemi polskiej do Włoch

W prawym narożniku adaptowany z bestsellerowej powieści Blanki Lipińskiej (w kuluarach mówi się nawet o Noblu oraz przynajmniej wyróżnieniu w Nagrodzie Biedronki) o tym samym tytule – 365 dni!

Reżyserka Barbara Białowąs zabiera nas w świat mafijnych porachunków i polskich pierogów a naszymi przewodnikami Anna Maria Sieklucka oraz Michele Morrone. Ona jako Laura Biel, czyli porwana Polka. On jako don Massimo Torricelli, czyli porywający, w sensie, że ją porwał i uwięził, Włoch. Choć 365 dni nie może pochwalić się takim dorobkiem Złotych Malin jak konkurent, to zdecydowanie jest faworytem widowni. O czym dowodzą na przykład rekordowe wyświetlenia filmu na platformie Netflix. Nasz chłopak, proszę państwa! Powiewają flagi, przedstawiciele narodu zasiadają w pierwszym rzędzie. Z YouTuba poleciały “Oczy zielone”. Antyweb napisało o filmie rozczulające “nudny i przeerotyzowany paździerz”. “Jakieś to jest takie byle jakie, zaściankowe, prowincjonalne, zakompleksione” piał z zachwytu Tomasz Raczek. Przemawia przez nas narodowa duma czy naprawdę młodzian ma szansę w starciu? 

BDSM czy stara dobra włoska mafia? Hamburgery z ćwiekami czy pizza z bigosem? Odpowiedź poznamy już niedługo! Oddajemy głos naszej korespondentce.

Jak państwo widzą, nic nie widać w tej mgle

Osobiście nie mam problemów z fanfikami, sama nawet jeden pisałam. Nie mam również problemów z erotykami. To specyficzny gatunek, ale powstał po coś. I przede wszystkim powstał dla dorosłych. Niektórzy lubią oglądać horrory, by się bać, tak inni lubią oglądać (lub czytać) erotyki. Wszystko, by w bezpiecznym dystansie fikcji przeżyć konkretne emocje. Dobry erotyk musi, albo może, opowiadać o czymś zakazanym, perwersyjnym. Dostarczyć wrażeń, których szukamy. Ale właśnie, wszystko w bezpiecznym dystansie. Tak jak wiele gatunków stanowi pewien rodzaj ucieczki od świata. Jak radzą z tym sobie nasze wspomniane dzieła?

Pięćdziesiąt twarzy Greya

Pierwsze co mogę napisać, to Chrystusie Nazaretański, ten film trwa dwie godziny?! Niech mnie ktoś …

Rozpoczynamy ujęciami na chmury i miasto, oczywiście wszystko w pięćdziesięciu różnych odcieniach szarości. Tutaj już daję jeden punkt za kreatywność i malownicze podejście do tytułu. Normalnie spadłam z krzesła. Montaż poranków Anastasii i Christiana uświadamia widza, w jak różnych światach żyją. Emocje kipiały we mnie od razu: jak te przeciwległe bieguny się zetkną? Czy nastąpi eksplozja, czy implozja? On w końcu jest niezwykle gorący i bogaty, a ona taka kompletnie nijaka i niebogata. Prymusem z fizyki nie byłam, ale coś mi się wydaje, że takiej konfiguracji nie omawialiśmy na lekcjach.

Ana, poza tym, że jest studentką literatury angielskiej, nie reprezentuje sobą nic. A i studia na niewiele jej się zdają, bo ani razu nie ma okazji do zabłyśnięcia wiedzą. O jej niewinności i naiwności, (bądź głupocie, tu decyzję podejmie VAR) świadczy scena, gdy zalewając się rumieńcem pyta Christiana, co to jest butt plug? Oczywiście, nie twierdzę, że każdy z nas biegle włada podstawową wiedzą z nazewnictwa i definicji gadżetów erotycznych. Nie mniej, słowo butt plug nie powinno stanowić enigmy dla studentki literatury angielskiej. Ale może za dużo od Any wymagam.

Jest o tyle niebezpieczny, że nie jest groźny

Grey natomiast? Przyznaję, że liczyłam na jakiś backflip podczas przelotu helikopterem. Albo przynajmniej, że sceny sado maso będą emocjonujące jak walka na śmierć i życie porucznika Scotta z dzikim pustynnym lwem… Najniebezpieczniejsze, co zrobił Christian Grey, to opowiadanie o stylu pierwszej damy. A nie, przepraszam. Znowu pomyliłam go z innym Christianem. Jamie Dornan przez cały czas wyglądał, jakby żałował pieniędzy, które spływały mu na konto i chętniej porobiłby przy łopacie, niż postawił stopę na planie tego filmu jeszcze raz.

W trakcie seansu zgłupiałam kilka razy. Raz, gdy Christian zjadł tosta. Drugi raz, jak załapałam, że na pierwszą scenę seksu trzeba było czekać do 45 minuty (a i tak przycięłam na niej komara). Trzeci raz, kiedy zaraz po seksie nasz Grey grał Nokturn b-moll op. 9 nr 1 Chopina. To znaczy, nie wiem, czy grał właśnie ten utwór, ale tak sobie wmawiam. Zrobię wszystko, by znaleźć jeden pozytyw oglądania owego filmu. Kiedy Ana spytała o butt plug, przestałam liczyć moje spadające IQ, bo straciłam zdolność dodawania i odejmowania w zakresie dziesięciu.

To nie był błąd – to był wielbłąd

O fabule i jej zawiłości oraz o portretach psychologicznych bohaterów nie będę pisać. Nie da się rozwodzić nad czymś, czego nie było. Pięćdziesiąt twarzy Greya to film okropny. Niby erotyk, a tak naprawdę melodramatyczny romans bez romansu, dramatu i erotyki. Jeszcze gdyby braki w sensownych rozwiązaniach fabularnych nadrobiono napięciem seksualnym, ale i to w filmie zdecydowano się pominąć. Tutaj nie ma sensu nic: od bohaterów, ich motywacji, zachowań aż po ton, zdjęcia, scenariusz i reżyserię. Muzyka jest niezła, tyle mogę napisać. Ale to zdecydowanie za mało.

365 dni

365 dni było zapowiadane jako mix między Ojcem ChrzestnymPięćdziesięcioma twarzami Greya. To trochę tak, jakby zapowiedzieć duet Plácido Domingo z Zenkiem Martyniukiem przy akompaniamencie orkiestry dętej Gminnego Domu Kultury w Oszczywilku. Tylko na koniec Plácido Domingo się nie zjawił. Ale doceniam, że film nie zaczyna się od ujęcia na kalendarz. Massimo Catenaccio jest gangsterem i od razu widać, że mafiozo z niego, co się zowie. Nielegalne biznesy robi, jak Pan Bóg przykazał, na dachu budynku w pełnym słońcu. Niestety, ojciec Massimo zostaje zabity dość szybko, a wredna kula trafia też naszego Włocha. Ten, konając, widzi gibającą się nad nim dziewczynę.

Tą dziewczyną okazuje się Laura Biel. Laura przy Anie wypada jak Doda przy Gosi Andrzejewicz. Każda znajdzie swojego amatora, ale jakoś na Dodę lepiej się patrzy. Nasza bohaterka na pewno wie, co to jest butt plug, a już w pierwszych dziesięciu minutach filmu (zgaduję, nie sprawdzałam) zabawia się wibratorem. Więcej nie będę pisać, bo to pojedynek erotyków. 1-0 dla naszej Laury, drodzy państwo.

Jeszcze trzy ruchy i Włoch będzie szczęśliwy

Massimo Straciatella jest, po prostu. Krąży wokół swojej wybranki niczym Włodek Smolarek, który krążył jak elektron koło jądra Zbyszka Bońka. I nikt nie wie, po co i dlaczego. Nawet on sam. W tym momencie trzeba jednak oddać panu Massimo Tortellini, że przynajmniej momentami roztacza wokół siebie aurę niebezpieczeństwa. Nie, żebym liczyła, ale w trakcie trwania filmu zabił chyba nawet ze dwie osoby. Co prawda, jeden był pedofilem, a drugi próbował poderwać Laurę, więc im się należało.

Odtwórca roli Massimo, Michele Morrone przez większość filmu wydaje się zastanawiać, jaki był wynik Atalanty Bergamo z Udinese Calcio. W grę aktorską zaangażowany jest jak aktorki porno w dialogi. Anna Maria Sieklucka natomiast wypada całkiem nieźle, ale głównie ze względu na urodę. Co trzeba filmowi oddać to to, że jest wizualnie ładny. Anna Maria jest ładna, podobnie jak Michele Morone. Ich stroje oraz Italia w tle również cieszą oko. Na tym plusy się kończą.

Jakaś kontuzja zawodnika leży na boisku

Podobnie jak w przypadku Greya, reszta mankamentów 365 dni była już omawiana przez wytrawniejszych recenzentów, więc nie ma sensu się powtarzać. Romantyzowanie syndromu sztokholmskiego, roszczeniowe i bezmózgie wręcz zachowanie głównej bohaterki to coś, na co szkoda strzępić ryja. 365 dni to film, z którego nic nie wynika. Sceny są przypadkowe i brakuje im ciągłości. Tam, gdzie nie wiedziano jak przejść z punktu A do punktu B, wrzucano kolejny shoppingowy montaż. Albo scenę seksu. Też trzeba było trochę na nie poczekać, ale jak już się zaczęły, to końca nie było widać.

Oddajemy głos do studia, bo tam zacznie się walka o złoto

Jak państwo widzicie, walka jest niemal wyrównana, ale mimo to łatwo przyszło mi wybrać zwycięzcę. A nawet zwyciężczynie. Ten pojedynek wygrywają dwie panie: L.A. James i Blanka Lipińska.

Możemy wylewać hektolitry pomyj na filmy, które powstały na podstawie ich prozy. To jednak nie zmienia faktu, że: oglądamy te filmy, płacimy za nie, rozmawiamy o nich i nie pozwalamy im umrzeć śmiercią naturalną. A nasze triumfatorki ewentualne łzy wycierają banknotami.

Ten moment, gdy przegrywający przegrywa

Przegranymi, drodzy państwo, jesteśmy my wszyscy. Wszyscy, którzyśmy stracili czas na omawiane tytuły. Nawet ja, przez pisanie tego artykułu. Ale zrobiłam to, by dać Wam znać, że nie musicie interesować się wszystkim, co jest akurat popularne. Tak długo, jak za coś płacimy lub to coś przewija się przez media i generuje ruch na serwerach, nikogo nie obchodzi, jakie ma recenzje. Co z tego, że widownia obu filmów w większości składa się z osób, które chciały obejrzeć, by móc krytykować, jeśli liczba wejść wykręca rekordy?

Obecnie, nie tylko własnymi pieniędzmi, ale też czasem poświęconym na wątpliwej jakości dzieła, dajemy przyzwolenie, by powstawało ich coraz więcej. Bądźmy mądrzejsi! Pokażmy, że nie damy sobie wciskać byle czego do gardeł i zacznijmy wymagać jakości. Inaczej, naprawdę dożyjemy czasów, gdy Pięćdziesiąt twarzy Greya365 dni będą uznawane za opus magnum.

A w takich czasach nikt z nas, kinomanów, nie chciałby żyć.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments