To nie ten Poirot w Orient Expressie

Poirot

Poirot

Morderstwo w Orient Expressie

Widzicie, szedłem na ten film z nastawieniem, że urwie mi dupsko. Jako fan Christie wiedziałem, że mogę spodziewać się porządnego kryminału. Jednak coś się popsuło i tyłek dalej mam na swoim miejscu.

Co wcale nie znaczy, że to jest zły film. Fabuła jest naprawdę ciekawa, a zakończenie – niespodziewane. Do końca tak naprawdę nie wiemy, kto jest mordercą i ciężko by było się tego domyślić, nie będąc Poirotem. Wpadłem jedynie na dwa klocki z całej układanki, więc trochę mi wstyd – ale jeden bardzo celny! Tak oto dostajemy grupę podróżujących w różne miejsca, zupełnie obcych sobie ludzi. Los chciał, że i Poirot musi wsiąść do Orient Expressu. Podróży towarzyszy raczej miła atmosfera, chociaż nikt tam nie jest śnieżnobiały. Są osoby, które mniej lub bardziej rzucają się w oczy, są tajemnice, półsłówka. 

I jest śmierć.

Jeden z pasażerów zostaje zamordowany. Nie ważne, jakie wrażenie zrobił na widzu, sprawiedliwość musi być sprawiedliwością… No właśnie, czy na pewno? A co, gdyby ta osoba była… Zwierzęciem. Jakby dopuściła się takich rzeczy, które odbierają mu człowieczeństwo, a przy okazji niszczą życia ludzi naokoło? Co wtedy byście zrobili? Hercules Poirot, prawdopodobnie pierwszy raz, staje przed takim wyzwaniem: rozum czy serce?

Ładny film

Bardzo podobał mi się zamysł zamknięcia mordercy w pociągu – chociaż i to nijak nie leży po stronie twórców filmu. Ale do nich na pewno należą śliczne widoki, które zapewnili oglądającym. Poważnie, wschodnia architektura, świątynie i miasta, potem fenomenalne ujęcia pociągu jadącego przez zaśnieżone góry. Miód. Nie zapomnijmy też o samym Orient Expressie, który w środku wcale nie odstawał od otoczenia. Przedziały pasażerów nie robiły specjalnego wrażenia, – jak na klasę A, były dość biedne, chociaż ja się nie znam – ale te miejsca wspólne: restauracja, bar nadrabiały, przez co całość wygląda bardzo dobrze.

Mieszane uczucia ma też co do muzyki – bo równie często, jak przygrywały przyjemne dla ucha motywy, które były jedynie tłem, nie wysuwały się na pierwszy plan i najzwyczajniej w świecie dopełniały akcję, tak samo często w kinie rozbrzmiewały utwory strasznie pompatyczne, które nijak nie pasowały do klimatu i wręcz go psuły. Nie wierzycie? Już na samym początku mamy motyw, jakby świat miał lada moment zostać uratowany lub zniszczony. A chłopiec po prostu niesie jajka.

To nie jest Poirot

Pan Poirot. Nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał. Zacznijmy od tego, że Poirota toleruję tylko w wykonaniu Davida Suchet. Chociaż muszę przyznać, że w wykonaniu Kennetha Branagh, wypadł on bardzo… przystojnie. I ten wąs! Ciekawostka: główną rolę zagrał sam reżyser – a jego z kolei możemy znać z takich filmów jak: „Harry Potter i Komnata Tajemnic” czy „Bardzo dziki Zachód”. Ale to nie był do końca Poirot… Mógłbym przeżyć już aktora, ale jednak zachowanie też mi momentami nie pasowało.

Herculesa wyobrażam sobie jako kogoś spokojnego, opanowanego, może nawet zimnego. Oczywiście z ogromnym ego i pewnością siebie – ale w jego przypadku to nie jest naciągane, on naprawdę jest najlepszy. Tutaj bardzo ładnie wypadła końcówka filmu, gdy nasz detektyw mówi: Rozwiązanie znają tylko dwie osoby. Wasz Bóg i… Hercules Poirot. Ale sytuacja, gdy Poirot wali ręką w stół, kompletnie do niego nie pasują. Bo dodało mu to, tak jakby, braku nieomylności, jakby sam nie był pewien, co robi. Tak samo te elementy ckliwego monologu o Katherin. Brakuje mi odniesienia do książki – ale to niedługo nadrobię. Na razie uważam, że to kompletnie do Herculesa nie pasuje.

Poirot Orient Express

Czy leniwiec poleci?

Nie, leniwiec nie lata.

Dobrze się bawiłem przy oglądaniu, ale mam mieszane uczucia. Drugi raz na pewno nie pójdę, bo i nie ma po co. Te moje powątpiewania kieruję w stronę tego, że to właśnie film, a nie książka. Chodzi mi konkretnie o fakt czasu spędzanego z powieścią. Gdy czytam, mam czas, aby spokojnie przeanalizować fabułę, zebrać dowody, spokojnie dedukować – bo często czytam kilka dni. Mam czas przespać się z zagadką i mordercą. A w kinie? Jestem bombardowany kolejnymi etapami śledztwa i koniec końców rozwiązaniem zagadki, w niecałe dwie godziny. Bez chwili wytchnienia i kontemplacji.

Warto iść, bo to dalej konkretny kryminał. Obsada też nie byle jaka. Poirot dalej jest geniuszem, ale może nie takim tajemniczym. Pozostali bohaterowie również nie odstają, są wyraziści. No i genialne widoki, które do dzisiaj mam jeszcze w głowie. Warto też zaznaczyć, że film kończy się cliffhangerem o dziwnej śmierci na Nilu – jeżeli to zapowiedź adaptacji mojej ulubionej książki „Śmierć na Nilu” to dość dziwne. Ale pożyjemy, zobaczymy.

Tyle ode mnie, to nie miała być recenzja filmu – bo na filmach się kompletnie nie znam. Chciałem jedynie sprawdzić nowego Poirota i wcale się nie zawiodłem. Ale tak jak pisałem: dupy mi nie urwał. Nie zapomnijcie zostawić lajka na fanpejdżu, do usłyszenia!

5
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
2 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Patrycja | Zielona MałpaLeniwiecGeek Kocha NajmocniejKarina StankowiczRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Karina Stankowicz
Gość

Hm, a ja się wybierałam. Uwielbiam serię z Poirotem. Uwielbiałam zarówno książki jak i serial, główny aktor był tak świetnie dobrany… No po prostu rewelacja. I teraz się zaczęłam wahać, bo jak obejrzę w wykonaniu innego aktora… to nie wiem czy będę tak zadowolona. 🙁
No nie wiem, skoro piszesz, że źle nie jest, to może z ciekawości jednak zobaczę. 😀

Leniwiec
Gość

Cóż, bohater jest dość przystojny, aż za przystojny jak na Poirota xD

Geek Kocha Najmocniej
Gość

Jeszcze nie oglądałam, ale dlatego, że po zapoznaniu się z wrażeniami innych boję się, że zniszczę w sobie wspomnienie wspaniałych książek 🙁

Leniwiec
Gość

No 2h to zdecydowanie za krótko jak na analizę – jakby nie patrzeć – takiej trudnej zagadki.

Patrycja | Zielona Małpa
Gość

Mnie do Herculesa nie pasowało, że wdepnął celowo w gówno. No kurde! To najbardziej elegancki Belg na świecie. Nigdy nie zrobiłby czegoś takiego dla symetrii! Never!

%d bloggers like this: