Płaszcz i szpony | Wyśmienity komiks przygodowy | Recenzja

Jeśli na koniec roku będziemy przyznawać jakieś Leniwe Nagrody, to w kategorii komiksu przygodowego wydawnictwo Timof Comics ma gwarantowane miejsca na podium. Po genialnym Donżonie, o którym pisałem tutaj, w tym miesiącu na rynku powieści graficznych ukazał się Płaszcz i szpony autorstwa Alaina Ayrolesa i Jean-Luca Masbou. Publikacja zabiera nas do świata awantur, wypraw po skarby i szermierczych pojedynków. Czy jest warta polecenia? Powiem tak: jednej strony powinienem być na siebie zły. Z drugiej – cieszę się, że nadal jestem w stanie nie docenić komiksu.  To francuskie dzieło jest jednym z najlepszych komiksów, jakie czytałem w tym roku.

Czyj ten płaszcz, czyje szpony?

Głównymi bohaterami komiksu są dwaj szlachcice, których można również określić mianem awanturników i świetnych szermierzy – stąd właśnie u każdego z nich płaszcz niczym u muszkietera. A szpony? Otóż nasi protagoniści – Don Lope i Armand – to wilk i lis. Ich całkowicie uosobiona zwierzęca postać nie wzbudza jednak w ludziach zdziwienia, traktowani są jak zwykłe osoby. Ten element opowieści można porównać ze światem BoJacka Horsemana. Ci futrzaści goście jednak mają zdecydowanie mniej cech humanoidalnych niż bohaterowie serialu Netflixa. Ich profile psychologiczne nie są też tak rozbudowane, jak we wspomnianej produkcji, ale to nigdy nie było priorytetem opowieści przygodowych. Dość powiedzieć, że to naprawdę charakterne postacie, które łączą szlachecki kodeks honorowy z wielkim poczuciem humoru i miłością do przygód.

Właśnie – przygody. Jak się już ma taki płaszcz i takie szpony, nie można wieść spokojnego żywota. Przemierzając Wenecję w poszukiwaniu nowego zajęcia Don Lope i Armand postanawiają pomóc człowiekowi, któremu porwano syna. Seria niefortunnych zdarzeń i wielu intryg szybko jednak wyznacza bohaterom nowy kierunek. Będzie to wyprawa po skarb Wysp Mandarynkowych! Z uwagi na to, że komiks to pełnokrwista przygodówka, cel podróży jest płynny i ewoluuje wraz z postępem fabuły, niejednokrotnie w sposób zaskakujący.  Najważniejsza jest bowiem droga i to, co czeka nas na niej. Mowa o pojedynkach z okrutnikami, odkrywaniu nieznanych lądów i zauroczeniu pięknymi niewiastami. Niezależnie od tego, czy na kartach autorzy dostarczają nam kilka chwil spokoju lub akcji, zawsze bez trudu można zostać wciągniętymi w przedstawiane wydarzenia. Łatwo jest się zaśmiać, zachwycić i trzymać kciuki za udane zmagania bohaterów.

Szpony są fajne, ale myślałeś o puchatych łapkach?

Poza naszymi charakternymi szlachcicami „Płaszcz i szpony” skrywają jeszcze wiele ciekawych bohaterów drugoplanowych. Jest na przykład króliczek Euzebiusz. Biedaczek z niewiadomego powodu zesłany do wiosłowania na galerze (tak słodko mu łapki zwisały z tego wiosła…). Jest Rais Kader – janczar o szorstkiej powierzchowności i złożonym charakterze. Są też inne barwne postacie, między innymi szalony niemiecki naukowiec, urocza cyganka czy niezbyt rozgarnięci, ale niezwykle pocieszni piraci. Plejada postaci nie tylko urozmaica świat przedstawiony, ale i sprawia, że on naprawdę ożywa. Każda osoba, bądź zwierze, jest napisana w odpowiedni sposób co do jej stopnia ważności w trwaniu komiksu. Ani za dużo, ani za mało – odpowiednia dawka szczegółów, kontekstów, ale też wiele tajemnic. Bohaterów chce się lubić i poznawać.

Na „mięsistość” opowieści wpływają też rzecz jasna kreska i kolory. „Płaszcz i szpony” to kadry pełne akcji – dynamicznej i statycznej. Nie ma tu miejsca na pustkę. Drugi i trzeci plan to bogactwo zabawnych smaczków. Na pierwszym królują główne wydarzenia i więcej szczegółów. Jean-Luca Masbou świetnie bawi się swoim stylem rysowania. Nie zmienia go diametralnie, ale dopasowuje go do bieżących wydarzeń, fragmentów epickich bądź absurdalnych. Unikatowość jego rzemiosła pozostaje bez zmian, ale odpowiednio dobrany ton podkreśla charakter wydarzeń.

płaszcz i szpony

Bierz płaszcz i naostrz szpony!

„Płaszcz i szpony” to jedna z najlepszych pozycji, jakie przyszło mi czytać tego roku. Jest niezwykle przemyślaną graficzną powieścią przygodową. Mieści w sobie ogrom niebanalnej akcji – od pojedynków szermierczych po starcia z piratami i poszukiwania skarbów. Ma charakternych bohaterów, a co najważniejsze bardzo wciąga, jak na przygody największych awanturników przystało. Posiada także kolejną piękną cechę. W bardzo wyważony sposób łączy wstawki humorystyczne z epickimi, ale przy tym podśmiewa się z nadmiernego patosu. To wszystko sprawia, że to pozycja obowiązkowa nie tylko dla fanów przygodówek, ale dla wszystkich komiksomaniaków. 

A jak jest z Wami? Lubicie komiksy przygodowy czy raczej w nich nie gustujecie? Uważacie za opowieści spod znaku „płaszcza i szpady” za archaiczne, czy może widzicie w nich wciąż niewyczerpane źródło potencjału? Dajcie nam znać w komentarzach oraz na naszym fanpage’u – Leniwa Popkultura.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments