Piosenka jak z obrazka. 10 utworów z potencjałem na zostanie komiksami

W swoim ostatnim tekście opisałem, w jaki sposób komiksy znalazły się w moim życiu i dlaczego w nim zostały. Rozmyślania na temat rysowanej formy opowiadania historii nie opuszczały mnie do tego stopnia, że zacząłem słyszeć powieści graficzne. Nie jest to jednak oznaka szaleństwa, a zwyczajne przemyślenie, że odtwarzana właśnie na słuchawkach piosenka sprawdziłaby się też jako wizualna forma sztuki. Wszyscy w końcu wiemy, że najważniejsza jest dobra opowieść, a jej sposób przekazania to już kwestia drugorzędna. Podchodząc do muzyki z pewnym dystansem, chciałem pokazać Wam, z pomocą Patryka, jak w naszych głowach piosenka może stać się komiksem. Jesteście gotowi? 

Nick Cave „Red Right Hand”

Fani Peaky Blinders uśmiechnęli się ze zrozumieniem już po przeczytaniu samego tytułu, najdalej po pierwszej nutce. Przerobić jednak piosenkę będącą motywem przewodnim serialu na komiks o nim, byłoby zbyt łatwo. Nie ukrywam jednak, że ujęcie historii rodziny Shelby w powieści graficznej jest ciekawym pomysłem. Sama treść „Red Right Hand” nie nawiązuje bezpośrednio do historii z Birmingham, a piosenka przemyca w sobie przesłanie bardziej fantastyczne i horrorowe.

„They’re whispering his name

through this disappearing land

But hidden in his coat

is a red right hand”

Piosenka opisuje istnienie pewnego nadnaturalnego bytu, który ma wiele wspólnego z diabłem. Żyje na pograniczu snu i jawy, pomaga tym, którzy stracili już wszystko, ale cena za podjęcie z nim paktu jest straszliwa. Myślę, że komiks z „gościem z czerwoną dłonią” byłby przybiciem sobie żółwika Sandmana i Kaznodziei. Historia stylowego jegomościa w płaszczu bawiącego się życiem zagubionych nieszczęśników mogłaby być ciekawa… Ale pewnie nie dla wszystkich biorących w niej udział.  Kto wie, co by się wydarzyło? Główny bohater w końcu zacząłby przejmować się śmiertelnikami, trafił na potężniejszego od siebie, czy może po prostu rozgrywał coraz okrutniejsze i sprytniejsze gierki ku uciesze czytelnika? Myślę, że Garth Ennis poradziłby sobie świetnie z takim pomysłem. Szkoda tylko, że Steve Dillon nie mógłby tego narysować.

Republika „Obcy astronom”

Od dawna powtarzam, że gdybym do końca życia miał słuchać tylko jednego zespołu, wybrałbym Republikę. „Obcy astronom” to absolutna perełka w tekstach Ciechowskiego. Piosenka sama w sobie nie opisuje zbyt długiej historii, ale niesie za sobą cudowny klimat, który od razu krystalizuje się w głowie. Czemu więc nie mógłby z tego postać komiks?

„Wysyłam w kosmos pocałunki swe.

Komety niosą do Niej SOS.

Moje SOS – SOS – SOS.

Niosą Jej.”

Piosenka opisuje losy tytułowego “astronoma”, który podgląda przez teleskop piękną kobietę. Robi to w każdej sytuacji – od rozpuszczania przez nią długich włosów po zasypianie nago.  Nie może jednak się do niej zbliżyć, gdyż dzieli ich odległość całej Drogi Mlecznej. Zdaje sobie sprawę, że to wszystko jest metaforą kształtującej się fascynacji i uwielbienia autora do kolejnej muzy, ale bardzo bawi mnie branie tej sytuacji dosłownie.  Wyobraźcie sobie taki komiks – ot, jakieś małe kudłate stworzonko będące astronomem na stacji kosmicznej podczas codziennej kalibracji teleskopu zauważa na drugim końcu wszechświata najpiękniejszą istotę, jaką kiedykolwiek widziało. Na kolejnych kadrach przeżywa razem z nią wzloty i upadki, cieszy się z jej szczęścia i razem z nią płacze. Przeżywa to tak mocno, że jego bijące serce „myli sejsmografy”! Jak potoczyłaby się taka historia?

Może „astronom” w końcu postanowiłby odwiedzić ukochaną? Może awaria teleskopu wpędziłaby go w depresję? Albo zazdrość wstrząsnęła całym Wszechświatem? Jedno jest pewne – ta piosenka to byłby cholernie ciekawy komiks. Oniryczny, wzruszający z lekko rozmytą kreską. Plejada pastelowych kolorów. Myślę, że sprostałby temu J. H. Williams III.

David Bowie „Space Odity”/”Ashes to Ashes”

Pozostajemy w klimacie kosmosu, ale tym razem porcję gwiazd serwuje nam David Bowie. I to dwa razy! Historia z „Ashes To Ashes” stanowi ciąg dalszy tej ze „Space Odity”. Zdążyła już też na dobre zadomowić się w kategorii kultowej muzyki. Pierwsza piosenka, która była inspirowana filmem Kubricka „2001: Odyseja kosmiczna”, została wykorzystana przez BBC jako podkład dźwiękowy do transmisji z pierwszego lądowania na Księżycu… Dlaczego więc nie miałby z tego powstać tego komiks?

„This is major Tom to ground control;

I’m stepping through the door

And I’m floating in a most peculiar way

And the stars look very different today.”

Znowu dosłownie zabawię się tekstem i powiem, że widzę historię z wersów Bowiego jego cholernie romantycznego Fear Agenta. Piosenka jest opowieścią o majorze Tomie, który wyrusza w kosmiczną misję i wraca z niej w blasku chwały, choć totalnie złamany. Coś się wydarzyło pomiędzy gwiazdami? Spotkanie z pozaziemskim bytem, pojęcie praw wszechświata? A może szukam za daleko i wrażenie kompletnego osamotnienia zamieniłoby się w najwyższych lotów dramat psychologiczny? To drugie rozwiązanie chyba nawet bardziej mi pasuje do rozwinięcia historii, w których były bohater zostaje ćpunem na skutek niewypowiedzianej traumy. Wiele jest ujęć załamania nerwowego, ale lotem w kosmos znacznie mniej. Jestem pewien, że taki brutalny, mocny komiks idealnie rozwinąłby się pod ręką Jeffa Lemire’a.

Jacek Kaczmarski „Epitafium dla Wysockiego”

Napisałem już, że zespołem, którego mógłbym słuchać do końca życia, byłaby Republika. Jeśli zaś chodzi o pojedynczego wykonawcę, to Kaczmarski już wiele lat temu zachwycił moją artystyczną stronę duszy i nadal jego muzyka potrafi to zrobić. „Epitafium dla Wysockiego” to piosenka przez wielu jest uważana za magnum opus poety. Całkiem słusznie zresztą. Jest to utwór o ogromnie bogatej treści, masie wydarzeń i akcji, co aż samo się prosi, żeby całość przekuć w komiks.

„To moja droga z piekła do piekła

Wokół postaci bladych tłok

Koń mnie nad nimi unosi z lekka

I w drugi krąg kieruję krok!”

Piosenka jest inspirowana „Boską komedią” Dantego, a poświęcona została pamięci Włodzimierza Wysockiego – wybitnego rosyjskiego barda. Kręgi piekła, które przemierza podmiot liryczny, obrazują politykę, sztukę, alkohol i inne obszary, w których artyści wiodą swoje życie. A gdyby tak to wszystko po ubraniu w komiks nabrało dosłownej formy? Sami pomyślcie – młodych chłopak wędrujący konno przez piekło tylko po to, żeby z niego wrócić i nie zostać zapomnianym! Wiedźmy, biesy, potępieńcy, ale i totalitaryzm! Stężenie krwistych elementów wypełnionych głębią przekracza tu wszystkie normy. Można by pokusić się o więcej akcji, więcej oniryzmu z innej strony – psychologii. Moim zdaniem to tworzy idealny materiał pod komiks crossoverowy Gaiman & Mignola.

The Doors „Riders of the Storm”

Jeśli myślicie, że to już koniec klimatycznych utworów w tym tekście, to srogo się mylicie. „Riders on the storm” to piosenka będąca esencją klasycznego rocka. Hipnotyzująca, z odrobiną dreszczyku i tajemnicy. Ten kawałek mógłby świetnie się sprawdzić, jako krótki komiks, który pozostawałby w pamięci jak drzazga i przyciągał raz po raz.

„Riders on the storm

Riders on the storm

Into this house we’re born

Into this world we’re thrown”

Opowieści o seryjnych mordercach zawsze przyciągają zainteresowanie. Jeśli dołożymy do tego jeszcze fantastyczną otoczkę, to mamy duże szanse, że utwór narobi zamieszania. Pomyślcie sami – ciężki komiks z nieodłącznym uczuciem niepokoju, zaskakującymi zwrotami akcji. Przytłoczenie widza mieszanką granatu, czerni i niewyraźnych konturów zniekształconych deszczowo-burzową aurą. W tym wszystkim on – „jeździec pośród burzy” czyhający na życie autostopowiczów. Z każdym kadrem zbliżalibyśmy się do oka cyklonu wyjaśniającego naturę zabójcy. Dan Watters, Sebastian i Max Fiumara – ta piosenka patrzy właśnie na Was.

Fisz „Czerwona sukienka”

Nikt nie powiedział, że rapu nie da się przerobić na komiks. Zwłaszcza, jeśli mówimy o utworach tak bogatych w treść jak „Czerwona sukienka” Fisza.

„A co to za klub, co to za miejsce, ja dobrze nie pamiętam

A wiem tylko jedno: Nic nie działa jak czerwona sukienka”

Piosenka jest relacją z przypadkowej bójki w klubie. Każdy wers informuje nas o wydarzeniach, w które podmiot liryczny został wciągnięty wbrew swojej woli. Z każdą sekundą zyskujemy coraz pełniejszy obraz zaistniałej sytuacji – tak samo działoby się ze wszystkimi kolejnymi kadrami. Bogate opisy Fisza zamieniłyby komiks w barwną plejadę scenek, który odwzorował by klimat lat 00’. Jestem pewien, że strony nie pachniały nowością, a różnymi rodzajami skrętów! Cały ten dym papierosowy – i nie tylko – unoszący się w klubie, odgrywałby ważną rolę w rysunkach, nadając całości trochę narkotyczny wydźwięk. Mimo wszystko myśląc o takich klimatach, mam w głowie Jeża Jerzego, więc w wykonaniu tej aranżacji widziałbym panów Skarżyckiego i Leśniaka.

Kazik „Mars napada”

Trochę zejdziemy teraz z tonu. Nie ukrywam, że z wielką przyjemnością zobaczyłbym pełnokrwistą relację z napaści kosmitów na Polskę. W 2020 roku chyba jednak lepiej nie mówić o tym głośno. Istnieje już taka piosenka, a powstała ona z wizji jednego z najwybitniejszych polskich artystów XXI wieku. Swoim zwyczajem Kazik nie szczędził w niej epitetów, co przekłada się na furę materiału, aby stworzyć świetny komiks!

„Radio Marii nadaje, chociaż pod bombardowaniem

Toruń ma już status twierdzy na obrony zawołanie”

Pomyślcie sami – zbiorcze wydanie ilustrujące, jak radziłyby sobie poszczególne regiony Polski w walce z najeźdźcą z kosmosu. Wszystko to rozbite o charakterystyczne polskie realia, świat mediów, polityki, celebrytów. Z przymrużeniem oka i uśmiechem popatrzyłbym, jak jakieś zielony maski zawijają się wokół pomnika Kopernika czy Kolumny Zygmunta i prują do dzielnych wojaków z lasera. W takim uniwersum znalazłoby się miejsce na każdą opowieść. Historie miłosne, bohaterskie i co tylko by się komuś zamarzyło. Taka piosenka musiałaby zostać zaaranżowana przez Bartka Walaszka…

Franek Kimono „King Bruce Lee Karate Mistrz”

Franek Kimono to bezdyskusyjnie postać polskiej popkultury, która zasługuje na własny komiks. Nasz rodzimy superbohater, który zna sztuki walki tak dobrze, jak Iron Fist, ale jest charyzmatyczny bardziej od Tony’ego Starka. Piotr Fronczewski z chyba nie do końca poważnego projektu stworzył postać, którą w dzisiejszych standardach możemy śmiało nazwać „przekotem”. Piosenka “King Bruce Lee Karate Mistrz” wręcz kipi od czystej zajebistości.

„Gdy trzeba będzie ja ciebie obronię

Znam parę chwytów, ciałem zasłonię

Ciosy karate ćwiczyłem z bratem”

Komiks z pierwszym kozakiem PRL-u, który rozwala złolom głowy, rzucając nimi o półkotapczan, pali Camele i pije Żytnią (zapewne bez zagrychy). Brzmi cudownie. Franek Kimono mógłby ratować białogłowy, bić się z milicjantami albo wyruszyć do Tybetu po nauki kung-fu. Po prostu czysta akcja i zero hamulców. Ośmielę się powiedzieć, że  taki bohater w przedbiegach zjada kultowego Kapitana Żbika. Gdyby się tak do tego zabrał Pilipiuk z Jasonem Aaronem, to Marvel byłby pozamiatany. Materiału źródłowego nie brakuje – “King Bruce Lee Karate Mistrz” to w końcu niejedyna piosenka o Franku Kimono, jest przecież cała płyta!

Krzysztof Krawczyk „Parostatek”

Totalnie relaksująca propozycja. Piosenka Krawczyka łączy pokolenia, bo ma w sobie tę magię, która podoba się każdemu. Wobec tego uważam, że ten sam urok równie dobrze odnalazłby się w komiksie.

„Dziadek bosmanem był na tym statku

Wśród majtków wzbudzał wiecznie strach

Krzyczał, aż drżały na brzegach kwiatki

Cała załoga stała we łzach”

Wyobraźcie sobie czillowanie przy czytaniu zeszytów z przygodami dziadka bosmana, przy którym ta piosenka leciałaby z głośników. Niezobowiązujący komiks o przygodach charakternego marynarza, który w formie retrospekcji opowiada o setkach przeżyć wnukowi. Walki z piratami, dzikimi plemionami w najdalszych zakątkach świata, zaginione skarby… No i główny bohater wyglądający jak Krzysztof Krawczyk. Przecież taki Popeye to powinien mu oddać wiarę, spokój, gitarę, samochód, a żonę to by sobie sam wziął. Czuję, jak od tego wymyślonego komiksu pachnie przygodą!

Taco Hemingway „Marmur”

Warszawski raper miewał już flirty z opowiadaniem dłuższych historii za pomocą całych płyt. Z całej jego dyskografii najbardziej komiksowa wydała mi się piosenka „Marmur” z krążka o tej samej nazwie. To klimatyczne preludium wydaje się niesamowicie uniwersalne. Dreszczowiec na wzór dzieł Kinga o dziwnym podróżnym dosiadającym się w pociągu do głównego bohatera. Narkotyczny trip à la Doctor Strange Steve’a Ditko gdzie z każdą stroną wchodzimy w kolejny wymiar. Uber intensywny one shot, po którego przeczytaniu nie zaśniemy kolejne trzy noce. Dłuższy run gdzie w każdym numerze eksplorowalibyśmy inne wspomnienie czy to protagonisty, czy dziwnie znajomego współpasażera, by pod koniec odkryć, że ich nieplanowane spotkanie nie jest do końca przypadkowe. Jedna historia – tyle możliwości!

“Dostrzegam chłodny marmur jego oka

Czarne myśli w jego czaszce już się budzić chcą

Pragnienia ma ukryte, nie na pokaz

Widzę że chce mieć duży dom, pełen cudzych żon”

Ostatecznie komiks „Marmur” widziałbym jako psychodeliczną jazdę bez trzymanki. Momenty „normalności”, kiedy to protagonista sprawdza telefon, czy marzy o leniwym życiu w hotelu, byłyby bezpardonowo przełamywane przez odrealniony wizerunek współpasażera oraz narkotyczno – surrealistyczne imaginacje jego myśli. Ostatecznie czytelnik tak samo, jak bohater, nie wiedziałby, czy niepokojący podróżny istniał naprawdę, czy był tylko majakiem wyobraźni. Ciekawie można byłoby się pobawić również z widokiem zza szyby pociągu. Im dalej od stolicy tym cały krajobraz wydawałby się bardziej schludny, ładniejszy, by nad Bałtykiem wyglądać tak ślicznie, że aż sztucznie. W całym tym pięknie wyróżniałby się trochę podniszczony jakby zatrzymany w czasie, tytułowy hotel. Grant Morrison, polska piosenka i PKP – czemu nie!

Komiks jak z nut

Właśnie w taki sposób piosenka może zmienić się w komiks. Dobra opowieść niesie wraz ze sobą równie wspaniały klimat, który może żyć własnym życiem. Staje się odrębny i namacalny, dzięki czemu da się go zaaranżować na inne formy sztuki. Właśnie na tej zasadzie działają wszystkie adaptacje i ekranizacje. W takim razie może warto byłoby pomyśleć o komiksyfikacji…?

A teraz powiedzcie – czy i Wam jakaś piosenka wydaje się spełnić warunki potrzebna do przemienienia jej w komiks? A może w ogóle nie czujecie tej koncepcji i uważacie, że to zbyt odrębne formy sztuki? Dajcie nam znać w komentarzach i na naszej stronie facebookowej – Leniwa Popkultura!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments