Pierwsze kroki Gordona Ramseya! Shokugeki no Souma – Tomy 1-5

Dzień dobry! Czy mają Państwo rezerwację? Tak? Proszę nazwisko… Rozumiem, już sprawdzam. Oh, rzeczywiście, stolik  numer 5. Pozwolą Państwo, że zaprowadzę. Tak, wszystko się zgadza, zarezerwowane miejsca. Piękny płaszcz madame, pozwoli Pani, że zaniosę go do szatni. Sir, zaopiekuję się także Pańską kamizelką. Dziękuję bardzo. Oto karty dań. Na dzisiejszy wieczór polecam specjalność szefa kuchni, Shokugeki no Souma. Co to takiego? Cieszę się, że Pan spytał, sir. Jest to nasze najznakomitsza pozycja, która składa się z kilku dań. Oczywiście, postaram się scharakteryzować każde z dań wspomnianego zestawu. Więc…

Pierwsze danie

Shokugeki no Suma to manga, która premierę miała aż 6 lat temu, bo w 2012 roku. Swój początek zaznaczyła, jak wiele jej podobnych, na łamach magazynu „Weekly Shonen Jump”. Do tej pory wydano 32 tomy, a kolejne wciąż się ukazują. Trzeba tu zaznaczyć, że ogromną popularność tej marki zbudowało anime, które okazało się wielkim hitem sezonu wiosennego 2015. Do dziś jest to jedna z lepiej ocenianych pozycji. Za dystrybucję mangi w Polsce odpowiada wydawnictwo Waneko, któremu chciałbym z tego miejsca podziękować za możliwość jej zrecenzowania. Do rzeczy…

Souma Yukihira…

…to pozorny 15-latek, którego największą pasją jest gotowanie. Spełnia się, pomagając tacie w prowadzeniu małej, japońskiej restauracji. Wśród znajomych słynie pasją do testowania i wytwarzania nowych potraw. Każda kolejna zdaje się bardziej szalona od poprzedniej. Nie wierzycie? To spróbujcie kiedyś macek ośmiornicy z masłem orzechowym. Co może być nie tak?! Wszystko wywraca się do góry nogami, gdy z dnia na dzień okazuje się, że działalność restauracji zostaje zawieszona. Ojciec wylatuje na drugi koniec świata, zawczasu posyłając syna do najbardziej prestiżowego miejsca szkolenia dla kucharzy – Kulinarnej Akademii Tootsuki. Słynie ona nie tylko ze swoje prestiżu, ale też kolosalnego poziomu. Taki Harvard dla gastronomów. W całej jej historii do końca nauki dotrwało zaledwie 10% wszystkich aspirujących szefów kuchni. Najważniejszą z różnic, względem normalnej placówki, jest sposób rozwiązywania konfliktów. W klasycznej szkole uczniowie zwykli umawiać się na bójki za szkołą, tutaj, w Akademii Tootsuki, rozwiązują je poprzez…

Kulinarne Pojedynki!

Krótko mówiąc – jest to najważniejszy aspekt uczęszczania do tej prestiżowej placówki. Uczniowie spotykają się na przygotowanej arenie, gdzie ustalając wcześniej szczegóły i wymagania toczą pojedynek. Zwycięża ten, którego danie okaże się lepsze dla wyznaczonego jury. Warunkiem przystąpienia do takiego pojedynku jest położenie na szali dwóch równorzędnych wartości. Można poddać pod zakład swoje miejsce w Akademii, a nawet swój honor. Przystępując do pojedynku, przelewki się kończą, a sentymenty są pozostawiane daleko w tyle. To właśnie istota tej „szkolnej dżungli”, w której nasz główny bohater nie tylko musi przetrwać. On musi zostać jej prawdziwym królem.

Drugie danie

Pierwsze pięć tomów to jazda bez trzymanki. Obejmują historię od momentu poznania głównego bohatera, aż po koniec obozu dla pierwszoroczniaków. Tempo jest zawrotne i zdecydowanie bliżej mu do prędkości serwowania dań w fast-foodach niż wyrafinowanej, ekskluzywnej restauracji. Pomimo że jest to zasadniczo wstęp do całej historii, to poznajemy całą masę postaci, które stale się w niej przewijają. Souma, jego ojciec, mieszkańcy Akademika Gwiazdy Polarnej, Erina, Ikumi, Kanichi, Megumi i wiele, wiele więcej! Ma to swoje plusy, bo czytelnik nie ma czasu na nudę. Idą przy tym jednak wady, których nie dało się uniknąć przy takim tempie opowieści.

Bohaterowie są bardzo powierzchowni

Dokładniej rzecz biorąc, są bardzo powierzchownie przedstawieni. Poznaliśmy całą masę postaci, ale ich sylwetki są, jak do tej pory, niezwykle płaskie. Bliżej autor pozwolił nam poznać zaledwie kilka z nich. Nie jest to mało, ale zatapia się gdzieś w morzu całej poznanej gromady. Cóż, istnieje duża szansa, że w kolejnych tomach będziemy coraz bardziej odkopywać genezy konkretnych kandydatów na kucharzy. Osobiście jestem jednak przeciwnikiem takich zagrywek. Wolę poznawać sylwetki „na raz”, a nie epizodycznie. Ten zabieg powoduje, że postać poznana na początku idzie mocno w odstawkę. Nawet jeśli autor zdecyduje się na późniejszy powrót do jednej z nich, to wciąż będzie to: A) Odgrzewanie kotleta. B) Zmuszenie czytelnika do przypominania sobie faktów, które powinny ustąpić miejsca nowym. W obu przypadkach skończy się to irytacją. Kolejne aspekty przyćmiewają te przeszłe i tworzy się z tego ogromna, niestabilna wieża, która prędzej czy później się zawali.

Uczta dla oczu

Wizualnie Shokugeki no Souma  wygląda smakowicie. Sama kompozycja dań jest często nieprzeciętna, a ich przedstawienie wcale od tego nie odbiega. Nawet pomimo charakterystycznego dla mang, czarno-białego ysunku, można poczuć narastający w nas apetyt. Decyzja o podkreśleniu elementów, które wpływają nie tylko na nasze kubki smakowe, ale także pozostałe zmysły, była strzałem w dziesiątkę. Twórca zdecydował się na wizualne pokazanie unoszącej się pary znad gorących dań, ociekających płynów… A nierzadko nawet unaocznienie zapachu, który wydobywa się ze świeżo wytworzonych posiłków! Ślinka ciekła mimowolnie. Nie mogę jednak kontynuować opisywania dokonać autora w tym tytule bez przedstawienia go.

Oddajmy królowi co królewskie

Za rysunki odpowiada Pan Shun Saeki, który swój styl szlifował wcześniej przy takich tytułach jak Hanayome no Shikaku, Harem Time oraz Menkui!. Wszystkie trzy to mangi z gatunku hentai. Myślę, że nie muszę przybliżać specyfiki dzieł tego typu. Nie są więc adresowane do szerszej publiczności. Z tego względu, nigdy nie osiągnęły poziomu Kulinarnych Pojedynków, więc to zdecydowanie największy dotychczasowy projekt mangaki. Jego styl jest na swój sposób poważny i odważny w jednym. Sposób rysowania bohaterów od razu narzuca skojarzenia do wszelkiego rodzaju tworów w rodzaju Ecchi. Jest w tej kresce coś jeszcze. Coś, co w rysowaniu poważnych scen i dosadnych momentów przypomina mi o dziełach Kentaro Miuri. Przez wzgląd na to, chciałbym kiedyś zobaczyć coś z gatunku Dark Fantasy od Pana Saeki’ego.

Takie połączenie może się początkowo wydać mocno niepasujące do typu mangi, jakim są Kulinarne Pojedynki, ale…

Nic bardziej mylnego

Pozwala to na stworzenie swoistej karykatury bitewnych shounenów, a zarazem dokładne podkreślenie doniosłości konkretnych aspektów. Muszę przyznać, że na wstępie mocno mnie to zaskoczyło, ale im dalej w las, tym bardziej byłem pod wrażeniem, jak dobrze obie formuły mogą ze sobą współgrać. Nieprzeciętna robota Shuna Saeki’ego okazuje się mieć niebagatelny wpływ na odbiór mangi jako całości. Chylę czoła!

Deser

Food Wars! to manga, której bez najmniejszych wątpliwości warto poświęcić swój czas. Jednak nie mogę jeszcze stwierdzić, jak wyglądają dalsze przygody młodych adeptów na kucharzy. Może manga utrzyma swoje tempo, może nieco zwolni – nie mam pojęcia. Jedno wiem na pewno: Yuto Tsukuda zaserwował ogromny powiew świeżości swoim pomysłem na ten tytuł i warto samemu się o tym przekonać.

Osobiście nie mogę się doczekać dalszych perypetii Soumy i tego, jak rozwinie się jego historia w Akademii Tootsuki. Jestem pewien, że sięgnę po kolejne tomy i mam cichą nadzieję, że szybkość akcji nieco zwolni. A to wszystko na rzecz dogłębniejszej analizy poszczególnych postaci tudzież sytuacji, które mają miejsce.

Pożegnanie

Oh, bardzo chętnie Państwo spróbują? Wybornie, wybornie! Szykuje się prawdziwa uczta dla podniebień i serc zarazem. W przyszłym miesiącu będą mogli Państwo spróbować kolejnej kompozycji Shokugeki no Souma i głęboko wierzę, że ta również Państwu zasmakuje. Sir, Madame, mój kolega zaraz przyniesie pierwsze danie. Tymczasem życzę Państwu smacznego, najedzcie się do syta! Bon Appetit!

Raz jeszcze chciałbym z tego miejsca podziękować Waneko za możliwość zrecenzowania owego tytułu.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o