Opętani Miłością | Pierwszy hentai w kolekcji! | Recenzja +18

Hentai jest dość specyficzną odnogą japońskiej popkultury. Budzi uczucia niemniej mieszane, co dziwne, telewizyjne teleturnieje, a gdy mowa o pornografii, to również stoi gdzieś na uboczu. Wiecie jak ten dziwny kuzyn. Niemniej, hentaie mają grono swoich wiernych fanów, a kto zetknął się z anime, prędzej czy później zetknie się też z narysowanymi paniami w negliżu. Tam, gdzie japońska animacja, najczęściej występuje też japoński komiks. I choć wydań henati na DVD prawdopodobnie nigdy w Polsce nie ujrzymy tak mangi już prędzej…

A to choćby za sprawą niedawno powstałego wydawnictwa Akuma. Ich debiutancka manga Opętani Miłością trafiła na rynek raptem kilka dni temu i równie szybko zawitała na naszej gałęzi, o czym pisałem zresztą na naszym Facebook’u – Leniwa Popkultura. I muszę przyznać już teraz, że wypadła całkiem przyzwoicie, choć nie bez pewnych wad i potknięć.

Opętani Miłością i seksem

Opętani Miłością to zbiór dwunastu historyjek, z których każda obraca się wokół seksu. Główny bohater, choć zmienia imię, pozostaje mniej więcej ten sam. Zmieniają się z kolei partnerki. Raz zobaczymy stosunek między przyrodnim rodzeństwem, innym razem główną rolę odegra obrażalska dziewczyna, aby na kolejnej stronie rozładowywać już napięcia zaniedbanej sąsiadki.

Wszystkie, mimo pewnych różnic, bazują na podobnym motywie i, jak zwykle, nie kończą się niestety ślubem…

Co znajdziemy w środku?

Fabularnie seks przygody miały naprawdę różny poziom. Jedne okazały się naprawdę bardzo przyjemne, na przykład Oda do kota (mój zdecydowany faworyt). Akcja była płynna, kompletnie niewymuszona i pozbawiona drętwych dialogów. Scenariusz porywał, nawet pomijając aspekty hentaiowe (a i tu trzeba zaznaczyć, że to najbardziej odstająca od reszty historia). W tym konkretnym rozdziale autor – Napata – ograniczył informacje o bohaterach do minimum i to chyba był właśnie strzał w dziesiątkę. Jednak większość chapterów była po prostu ok, a między nimi znalazły się również historie zwyczajnie słabe, drętwe, nudne. Jakby Napata tracił flow w fabule na rzecz, nie wiem, spełnienia swoich artystycznych fantazji. Całe szczęście, że były to jedynie pojedyncze przygody na kilka-kilkanaście stron, a nie cały tomik. 

Czymś, co może przeszkadzać tylko mnie, jest na pewno schematyczność przewijająca się przez ten tomik. Tak, jak pisałem na Facebooku – fetyszyści mogą ziewać. Jednak nie tylko oni, ponieważ część z chapterów nie wyróżnia się zupełnie niczym oprócz zmiany partnerki. Czytając Opętani Miłością ciągiem, ciężko nie zauważyć pewnych podobieństw między rozdziałami. I okej, ktoś powie, że to tylko hentai, ale czy seks sam w sobie jest taki nudny, jak go Napata momentami kreuje? Szczególnie że sam autor raczej nie eksperymentuje, nie ubarwia tych stosunków (poza wspomnianą Odą…).

Dzieło oczywiście jest przeznaczone dla dorosłego czytelnika, (miejmy nadzieję, że sięgnie po nie również czytelnika dojrzały). Stawia to pewne wymogi wobec odbiorcy, jednak nie każdy to rozumie. Muszę napisać więc: seks bez zabezpieczeń to nie najlepszy pomysł. Czemu o tym wspominam? Bo komiks Opętani Miłością raz za razem ukazuje, że to w zasadzie nic złego, wybryk bez konsekwencji. Dosłownie bohaterowie ani razu się nie zabezpieczają. Tak jest fajniej i te sprawy, jednak nie bierzcie z nich przykładu. 

Śliczne kobiety i nudni faceci

A gdy już przy postaciach jesteśmy, to akurat w tej kwestii manga nie kuleje. Autor zrobił piękny, może lekko stereotypowy, przegląd charakteru dziewczyn. Znajdziemy tutaj bohaterki mniej lub bardziej uległe. Wymuszające kontakt fizyczny i kompletnie nieporadne. Takie, dla których seks jest aktem miłości i wręcz przeciwnie – chcące jedynie zaspokoić swoje potrzeby. Jedne z zachciankami, inne praktykujące tylko “po bożemu”. W zasadzie to na nich opiera się cała ta manga.

Z kolei postać męska z tych historii po prostu jest albo bardziej aktywny, albo bardziej bierny. Potrafi rzucić miłe słówko, czasem się drażni, momentami jest nawet zabawny – co oczywiście na plus, jednak koniec końców stanowi jedynie tło dla kolejnych partnerek.

Opętani Miłością leniwa popkultura

Oprawa graficzna mocno na plus!

Co by jednak złego nie mówić, wszyscy prezentują się ładnie. Naprawdę zdziwiłem się, że kreska wypadnie aż tak pozytywnie. Oczywiście, chyba nie muszę tłumaczyć, które elementy są tutaj wyjątkowo akcentowane – w końcu to hentai. Napata bardzo dobrze odwzorowuje dynamikę samego stosunku. Gdy nie okrasza go czasem drętwymi dialogami, to po kadrach można płynąć. Jest to niejako zaleta samych hentaiów, gdyż tematyka wymusza na artystach ciekawsze ułożenie kamery, kąty, których przy innych mangach nie ujrzymy. 

Problem pojawia się przy czytaniu jednej historii za drugą. Bohater-tło wygląda niemal identycznie w każde z nich, a dodając do tego również kilka dziewczyn wyglądających podobnie z rzędy, można się nieco skołować. Zwłaszcza że kolejne historie to już zupełnie coś innego. Prostym rozwiązaniem byłoby na rewersie lub nawet na skrzydełkach obwoluty umieścić krótki opis tomiku.

Jednak samo wydanie mangi przykuwa oko, w tym pozytywnym sensie. Zarówno obwoluta, jak i okładka z obu stron prezentuje się ślicznie. Dużo kolorów, panie w negliżu, czego chcieć więcej? Cóż, napisów, (tytułu, autora), nad którymi graficy spędziliby dłużej, niż pięć minut w Gimpie. Poważnie, to przydałoby się dopracować.

Opętani Miłością manga leniwa popkultura

Rozwój rynku wydawniczego

Muszę przyznać, że wydawnictwo Akuma zrobiło ciekawy krok w stronę rozwoju rynku wydawniczego. Nie jest to pierwsza próba wprowadzenia ero-mangi na półki polskich czytelników, wcześniej nie kończyły się spektakularnym sukcesem, jednak osobiście za Akumę trzymam kciuki. Zarówno ja, jak i cała redakcja, jesteśmy przekonani, że hentai na pewno nie sprzeda się porównywalnie do innych mang – wpływa na to oczywiście tematyka, która z logicznych przyczyn ogranicza w pewnym sensie możliwość promocji oraz zawęża target.

Wydaje mi się, że samymi hentaicami nie zawojują wiele – nawet, jeśli wydadzą naprawdę głośne tytuły (głośne dla niszy w samej niszy, jaką jest japońska popkultura). Jest jednak segment rynku niedopieszczony przez innych wydawców, a dla którego mangi hentai stanowiłyby ładne tło. Chodzi mi tutaj o tytuły z gatunku ecchi, które mają swoich wiernych fanów, a ich sprzedaż utrzymuje się na względnie stałym poziomie.

Opętani Miłością

Manga jak przelotny seks…

Opętani Miłością było ciekawą przygodą, ale tak, jak przelotny seks – raczej na raz. Chciałbym, aby kolejny tytuł od Akumy był bardziej wyrazisty, przede wszystkim z konkretną fabułą i poprawioną lekko oprawą graficzną.

Czy warto sięgnąć po ich pierwszy hentai? Myślę, że tak. Choćby po to, aby wesprzeć startujące wydawnictwo i zdobyć swoistą ciekawostkę do kolekcji komiksów. Jeżeli kupicie mangę Opętani Miłością w celu zgoła innym od zwykłego czytania, na pewno się nie zawiedziecie (ale nie był macek…).

Koniec końców, choć tytuł miał pewne potknięcia, lektura wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Czekam na to, co Akuma przygotowała dla nas dalej i Wam również polecam śledzić nowości!

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
SStefania
10 dni temu

Eeeee, ale mieliśmy już hentai na DVD w Polsce, ja mam całą serię G-Taste, wydali ją z takimi książeczkami z projektami bohaterek, a np. Bible Black miało Tomasza Knapika jako lektora 🙂 To, że teraz nie możemy niczego oczekiwać to raczej specyfika polskiego rynku gdzie anime na DVD przecież żadne regularnie nie wychodzą, niezależnie od gatunku. Mangi od Yumegari były sukcesem, przynajmniej na początku, Witchcraft wyprzedał się błyskawicznie. Nie wiem, jak było z kolejnymi wydaniami, ale to raczej coś innego zabiło wydawnictwo. Zresztą – Pierwsze Polskie Wydawnictwo Yaoi padło dużo szybciej, bo jakoś po dwóch tytułach, a jednak dziś mamy rynek pełen BLi, gdy zabrały się za nie ogarnięte wydawnictwa 🙂 Głośne tytuły? O, to jest prawie niemożliwe, polski rynek opiera się mocno na nowościach powiązanych… Czytaj więcej »

1
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x