On gdzieś tam jest! Eden – Recenzja komiksu

Co, jeśli wszystko, co wiesz o otaczającym Cię świecie, zmienia się w ułamku sekundy i staje się nową rzeczywistością?

Tak po prostu. Nic już nie będzie takie samo jak było i całe Twoje dotychczasowe życie miało wpływ na to, co będzie z Tobą teraz. Gdzie wylądujesz, co będziesz robił, kogo poznasz. Takiej jednej, niezwykłej nocy zwierzaki zaczynają mówić. Gadają jak zwykli ludzie o swoich potrzebach, nastrojach czy spostrzeżeniach. Nikt nie wie, jak to się stało, ale się stało i trzeba się z tym pogodzić. Jakoś to zrozumieć… tylko jak? Witam w opowieści o miejscu, gdzie tytułowy Eden naprawdę istnieje i jest potrzebny bohaterom tej historii, jak i pewnie niektórym z nas.

Eden – odpowiednie miejsce dla każdego?

Od tej szczególnej wigilii, podczas której losy ludzkości diametralnie się zmieniły, minęło już trochę czasu. Wszyscy nauczyli się, że to, co było dotychczas, już raczej nie wróci i muszą przyjąć stan rzeczy takim, jaki jest. A był dosyć typowo-nietypowy. Jednak z drugiej strony, często pojawia się motyw nadania zwierzętom cech ludzkich, w różnych dziełach literackich czy popkulturowych (BoJack, Strażnicy Galaktyki, DrDollitle, Folwark Zwierzęcy, Zwierzogród, Łasuch). Warto zwrócić uwagę na to, że tylko w niewielu z nich jest pokazany moment, w którym nadanie zwierzętom świadomości nastaje. W Edenie mamy zaprezentowaną właśnie tę chwilę oraz wszystko to, co się dzieje niedługo po niej. Jak ludzie zostają zdegradowani do drugorzędnej kategorii istot żyjących. Jak dokonywana jest segregacja ze względu na ich wcześniejsze nawyki żywieniowe.

Piękno tkwi w prostocie

Główni bohaterowie to Szymona i jego dziewczyna Majka oraz ich najlepszy przyjaciel – szczur Sylwester. Dzięki powoli rozwijającej się akcji, zapoznajemy się z wykreowanym światem. Autor przy pomocy bardzo surowej, czarno-białej kreski, oprowadza nas po mieście i jego poszczególnych strefach. W niektórych z nich mogą żyć tylko osoby z odpowiednią kategorią nadaną przez zwierzęcy wymiar sprawiedliwości. Rysunki są minimalistyczne. Potrafią jednak pobudzić wyobraźnie czytelnika, przy jednoczesnym zaprezentowaniu mu wszystkiego, co jest niezbędne do zobrazowania kolejnych kadrów. Rzadko spotyka się komiks, który ma tak bardzo zredukowaną, ale również niezwykle ciekawą warstwę wizualną. To znacząco wpływa na odbiór całości – w pozytywnym sensie. Właśnie ta powściągliwa strona rysunków, ich autentyczność wywołana niedoskonałościami, nadaje Edenowi oryginalności i upiększa historię w naturalny, symboliczny sposób.

Bohaterowie

Szymon na początku historii oczekuje na wyrok w sprawie przydzielenia mu miejsca pobytu. Wychowany w tradycyjnej, polskiej rodzinie, w której niedziela bez schabowego i rosołu nie była kompletna, ma swoje obawy co do tego, gdzie przyjdzie mu mieszkać. Przed wydarzeniami z pamiętnej dla wszystkich wigilii, starał się ograniczyć spożywanie mięsa, jednak podczas przebywania z rodzicami był często karmiony daniami z żywych istot. Dlatego właśnie nowo powstały sąd zwierzęcy miał zadecydować o tym, gdzie Szymon ma trafić .

I czekający na nich nowy porządek

Jego rodzice trzymani byli w getcie dla „nieprzystosowanych”, którzy mieli ograniczone prawa obywatelskie, ponieważ dopuszczali się spożywania zwłok czworonożnych. Sceny, w których widzimy rozprawę naszego młodego bohatera, ukazują to, jak bardzo ludzie zostali zepchnięci z drabiny hierarchii społecznej. Podmiot sprawujący władzę w postaci rady orzekającej wyroki, składał się praktycznie z samych istot, które próbowały zaprowadzić nowy porządek. Nie pozwoliły porozmawiać ojcu z synem. Nazywali tego pierwszego „spłodzicielem”, pokazując lekceważący stosunek do niego oraz swoją wyższość.

Na szczęście nie wszyscy nowo rządzący mieli w sobie pierwiastek, który chciał mścić się na ludziach za wyrządzone krzywdy. Pokazane zostały również dobre relacje między oboma gatunkami. Choćby Sylwester, który był współlokatorem Szymona, czy przemytnicy pomagający dostać się naszemu bohaterowi do getta, aby ten mógł spotkać się ze swoimi rodzicami. Przez cały ten czas, miałem wrażenie, że czytam jedynie opis tego, jak wyglądałby świat, w którym ludzie muszą ponieść kare za traktowanie zwierząt. Widzimy nowo powstałą strukturę władzy, stosunek jednych do drugich, pokutę, jaką odbywa człowiek i w tym pewną smutną historię o rozpadzie rodziny. Jednak kiedy dowiadujemy się, czym jest wypisany wielkimi, białymi literami na okładce Eden, wszystko zmienia znaczenie, zarówno dla nas, jak i dla uczestników tej opowieści.

Mityczny Eden? Nie tym razem

Można by się zastanawiać czy tytuł odnosi się jedynie do biblijnego raju. W tym przypadku mógłby bezpośrednio nawiązywać do tego, co ludzie stracili na skutek nagłej zmiany. Jednak oprócz tej metaforycznej nazwy Eden to również nielegalny narkotyk, potocznie nazywany korą lub pleśnią. Jest połączeniem tych dwóch składników. Korą nazywa się go od kawałków drzewa występującego na północy Syberii. Pleśnią natomiast od naskalnych roślin, które zostały znalezione w środkowej Afryce. Nie wiadomo w sumie, kto pierwszy wpadł na pomysł takiego dziwnego przepisu, ponieważ składniki występują daleko od siebie. Istnieją podejrzenia, że mogło być to zwierze, bo pierwsze wzmianki o tej substancji pojawiły się dopiero po wigilii. Co ciekawe, spożywanie ich osobno powoduje silne zatrucie organizmu i w przeciwieństwie do innych psychodelików, jeśli raz zażyjesz, pewnie nigdy więcej już nie będziesz chciał.

Jednorożce? Nie, tym razem zobaczysz Boga

Kiedy nasi bohaterowie wzięli Eden, doświadczyli czegoś niezwykłego. Dowiedzieli się, że świat jeszcze nie był gotowy na to, co się stało. Powiedziała im to personifikacja Boga – starszego mężczyzny nazywanego: „nagim staruszkiem bez pępka i pindola”. To, co miało miejsce tej pechowej dla świata ludzi wigilii, stało się dlatego, że zwierzęta nagle otrzymały wiedzę o otaczającej ich rzeczywistości. Zorientowały się, że człowiek nie traktuje ich z należytym szacunkiem. Podczas bogato opisywanej wizji, jaką miała trójka naszych przyjaciół, dane im było usłyszeć również prawdę o wpływie, jaki sami mają na to, co ich otacza. Ów mędrzec mówił o tym, jak osoby, które go spotykają, nie potrafią skorzystać z możliwości, jakie ich otaczają i o których próbuje im opowiedzieć. Tutaj wszystko zaczyna nabierać tempa i pokazuje nam swoją filozoficzną naturę.

Wydaje mi się, że to w jak szczegółowy sposób opisany jest narkotykowy trip, wpływa również na odbiorcę. Każdy etap, podczas którego substancja działa na zachowanie i percepcję naszych postaci, jest nam dokładnie przedstawiany. Przeżywamy go razem z nimi. Jest to zdecydowanie najbardziej intensywna część komiksu, ponieważ zostaje czytelnikowi wyjaśnionych kilka ważnych elementów świata wykreowanego przez Tomka Woroniaka. W dodatku moment, w którym Szymon, Majka i Sylwester doznają narkotycznej wizji, jest punktem zwrotnym. Mimo że odbiorca jeszcze o tym nie wie, to kilka stron później, wspomnienie tej chwili odwróci bieg całej fabuły.

A gdyby tak to wszystko rzucić?

Szymon zostaje mianowany przez sąd jako „nieprzystosowany” i trafia razem z rodzicami do strefy odosobnienia. Ma ograniczone wizyty do miejsca, gdzie przebywa jego ukochana, ponieważ ona jako wegetarianka z bardzo długim stażem, mogła żyć z innymi „przystosowanymi”. Utknęli więc razem w miejscu, gdzie nie mogą tworzyć lepszego świata dla siebie nawzajem, ponieważ zbuntowane zwierzęta im to uniemożliwiały. Nie jest to wyjątkowa historia, bo w tak wykreowanym świecie, jest ich pewnie znacznie więcej. Autor przybliża nam jeden z przykładów osób, które nie mogą żyć tak, jak chcą, razem, ze sobą i dla siebie. Jednak ten stan rzeczy na szczęście nie trwa długo, ponieważ kochankowie wpadają na pewien pomysł.

Właśnie w trakcie jednej z rzadkich wizyt u Majki, nasz główny bohater dostaje przebłysku świadomości. Przypomina mu się wszystko, czego dowiedział się od starszego mężczyzny z wizji. Uświadamia sobie, że to on sam jest odpowiedzialny za swoje życie i nie może już tak dłużej trwać. Nie chce mieć wyznaczonych dni na to, żeby widzieć się z najbliższą mu osobą, nie chce godzić się na tyranie czworonożnych osobników. Nie umie zaakceptować tego, że odebrana została mu możliwość stworzenia świata, w którym może być szczęśliwy, wraz z wybranką swojego serca. Dlatego właśnie razem z nią postanawiają uciec gdzieś, gdzie nikt ich nie znajdzie i nie odbierze im możliwości bycia razem.

Na drodze do Edenu

No i stało się! Szymon i Majka ruszyli na poszukiwanie swojego własnego Edenu, pozostawiając wszystko za sobą i dając sobie szansę na zbudowanie swojego świata. Bez podziałów, wyroków, nowego czy starego porządku. Duchowe przeżycie, którego doświadczyli przez spożycie kory nieznanego pochodzenia i spotkanie z „nagim staruszkiem bez pępka i pindola” nadało ich życiu innego znaczenia. Czy to, co widzieli i czuli było realne? Czy może jednak było tylko narkotyczną wizją? Ostatecznie nie miało to żadnego znaczenia, ponieważ dało im to odwagę na realne działanie, na wzięcie losu w swoje ręce.

A przecież żyje się tylko raz

W końcu każdy z nas ma wpływ na to dzieje się dookoła niego, potrafi wpływać na rzeczywistość i dostrzegać skutki swoich działań. To, że czworonogi nagle otrzymały zbiorową świadomość, też poniekąd zostało wywołane przez działanie człowieka. Gdyby ten żył zgodnie z naturą, rozumne zwierzęta nie musiałyby stawać w opozycji do tego, co zastały. Eden to historia o tym, jak ludzkość traci swoją idyllę, nie tracąc jednak przy tym możliwości znalezienia szczęścia. Potrzeba do tego dużo odwagi, przychylnego losu, pewnej ilości czasu i cholernej ilości determinacji. Kiedy jednak uświadomimy sobie, tak jak Szymon, że nie możemy się godzić na własne cierpienie, to znajdziemy w sobie to wszystko, co niezbędne do zapewnienia sobie raju. Bo przecież nikt nie przeżyje naszego życia za nas, więc spróbujmy stworzyć w nim swój własny Eden.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Timof

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o