Oblubienica czarnoksiężnika – Recenzja

recenzja

recenzja

Magiczne istoty.

One zamieszkują nasz świat! Pewnie nie wierzycie, ale gdzie się nie obrócimy, gdzie nie spojrzymy, latają, chodzą lub pełzają magiczne stworzenia – wróżki, upiory, wilkołaki. Normalni ludzie jednak ich nie widzą. Ukazują się jedynie czarnoksiężnikom, którym użyczają swojej mocy oraz Slay Vegą. Ci drudzy, to ludzie, którzy posiadają wrodzony dar widzenia stworzeń oraz energii – a także kontrolowania ich wedle woli.

Chise Hatori nigdy nie miała łatwego życia. Była dziwolągiem. Mieszkała u rodziny, a raczej była rzucana od krewnych do krewnych. Każdy się jej bał. Tylko ona widziała jakieś dziwaczne twory, jakieś magiczne stworzenia, które przecież nie istnieją. Koniec końców trafiła na aukcje, gdzie była hitem wieczoru. Nikt się jednak nie spodziewał, że pewien czarnoksiężnik zapłaci za nią aż pięć milionów funtów…
W zamian Elias oczekiwał tylko dwóch rzeczy: Chise zostanie uczennicą czarnoksiężnika, a także… Jego oblubienicą! Ale zapewnia nocleg i wyżywienie.

Fantasy? I to jak!

Rok dwa tysiące piętnasty był mangowo bardzo dobrym rokiem, a przynajmniej dla mnie. Wszystko za sprawą jednego niepozornego tytułu „Bestia z ławki obok”. Gdy usłyszałem zapowiedź, byłem w siódmym niebie. Kupując pierwszy tomik, byłem w czternastym. Tylko kilka metrów dzieli mnie od przeoczenia jednej z perełek tegoż roku, o której istnieniu nawet nie wiedziałem.

„Oblubienice czarnoksiężnika” kupiłem przez przypadek. Ot, nie lubię wracać z zakupów z pustymi rękami. A tym bardziej z pełnym portfelem. 

I ten przypadek okazał się jednym z najlepszych, na które wydałem pieniądze. Studio JG ma w swojej kolekcji sporo ciekawych mang: „Toradora”, „Demon Maiden Zakuro”, „Kokoro Connect”. To ciekawe historie, które na pewno warto sobie przybliżyć. Jednak brakowało fantastyki. Hard Fantasy. Fantastyki bliskiej europejczykowi. No a tutaj je dostaliśmy.

Smoki? Są.

Są smoki, to najważniejsze. A tak poważnie – ja nie lubię smoków. Dużo bardziej zainteresowała mnie wioska kotów! Gadających kotów! Pewnie zastanawiacie się, jakim sposobem zostało to wytłumaczone w fabule. Ja Wam go niestety nie zdradzę, musicie przeczytać, ale zapewniam, że wyszło sensownie i prawdziwie. 

recenzja mangi

Zaczęło się niewinnie

Jeżeli chodzi o fabułę pierwszego tomu „Oblubienicy czarnoksiężnika” nie mogę się do niczego przyczepić. Brak tutaj zwalniających momentów: każdy dialog popycha fabułę, nie ma postaci „zapychaczy”. A jeżeli coś nie ma mieć większego wpływu na wspomnianą fabułę, jest pokazywane tak jakby z tyłu. Jest wplątywane między zdaniami w naturalny sposób – na przykład obecność Silke w domu, czyli duch przybierający postać kobiety, który zajmuje się domem (nigdy wcześniej nie spotkałem się z tą legendą, więc było to dla mnie coś świeżego i interesującego, ogromny plus).

Fabuła, prócz dobrego prowadzenia, ma jeszcze coś, co zasługuję na dodatkowe punkty, mianowicie: czasem potrafi stać się przerażająca. Bądźmy szczerzy: Oblubienica od początku ma lekko sielankowy klimat, pomijając czaszkę kozła zamiast głowy Eliasa. Ot dziewczynie w końcu się udaje – kupili ją. Nikt nie chce jej wykorzystać, nikt nie chce jej zranić. Dostaje dom, miejsce do spania, jedzenie, nowe ciuchy. Nigdy nie miała lepszego życia. Na którejś ze stron spotyka wróżkę – słodką, lecz trochę niepokojącą. Obiecuje ona Chice wspaniały świat, w którym będą ją wielbić i traktować prawie jak boga. Wszystko pięknie i ładnie, aż tu nagle pojawia się czarny kadr z napisem „Aż nie będziesz już w stanie znaleźć drogi powrotnej”. I cały czar pryska.

To samo tyczy się końcówki mangi, gdzie klimat zaczyna robić się naprawdę ciężki i wkracza mroczna intryga. Z kotami w roli głównej! 

Japońskie rysunki

Nie bez powodu tak nazwałem tan akapit. Zacznę tym razem od marudzenia: tak, jak autorka radzi sobie świetnie z tłami i dwójką głównych postaci, tak niejapońscy bohaterowie wyglądają źle. Najgorsze w tym wszystkim, że wyglądają tak samo, nieważne czy to kobieta, czy mężczyzna. A te „europejskie” rysy kompletnie nie pasują do tych pierwszych.
Ale przynajmniej Chise jest ładna. 

Bardzo łatwo jednak to wybaczyć, gdy tylko rzucimy okiem na design magicznych istot. Wróżki są wykonane świetnie, chociaż bardziej wyglądają jak małe harpie. Smoki jak to smoki, ale nie te europejskie ani nie podniebne węże. Mają unikatowy wygląd, chociaż na smokach się nie znam. No i koty, a konkretnie ich sierść. Aż czuć tę puszystość!

Kore Yamazaki

O autorce nie mogę powiedzieć wiele… Prócz „Oblubienicy czarnoksiężnika” stworzyła jeszcze trzy mangi, ale nie odniosły jakiejś ogromnej popularności, co potwierdza fakt, że właśnie tylko manga z Chise dostała animacje. 
Na pewno należą jej się słowa uznania za to, że wszystko robiła sama: scenariusz, tła, rysunki. To może się wydawać łatwe, bo przecież ma się nieograniczoną swobodę działań, ale w rzeczywistości jest to cholernie trudne zadanie. Gratulacje.

manga

Oblubienica czarnoksiężnika

Bez owijania: zdecydowanie polecam każdemu. W szczególności, jeżeli lubisz fantasy bliższe naszym stronom. Jest przepełniona magicznymi istotami, magicznymi intrygami, magią. 
Większych wad się nie doszukałem – jeżeli komuś, tak jak mi, będzie przeszkadzał design europejskich postaci, to spokojnie, dużo ich w pierwszym tomie nie ma. A jak będzie w kolejnych? Tego nie wiem, mam jednak nadzieję na ociekającą mrocznym klimatem kontynuacje fabuły z ostatnich stron. Chciałbym, aby wgniotła mnie w ziemie swoją ciężkością. Taki fetysz. Ale liczę również na jakieś luźne, niewymagające ogromnego skupienia wątki. Każdy zaprezentowany miał w sobie pierwiastek dramatu. 

Tyle ode mnie. Żałuję, że zapomniałem o tej mandze i nie kontynuowałem jej kupowania. Ale spokojnie, nic straconego. Jeszcze wszystko nadrobię. 

A no i zajrzyjcie pod obwolutę, bo przegapicie pamiętnik 😉

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
LeniwiecTatą ByćRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Tatą Być
Gość

Jako, że jestem wielkim fanem anime i mangi to będę tutaj często zaglądał 😉 Przeczytałem póki co kim jesteś i czym się zajmujesz 😀 Ja cię kupuję i będę czytał – fajnie tutaj, inaczej niż wszędzie, dla mnie bomba!

Leniwiec
Gość

Dzięki wielkie i zapraszam w piątek na kolejny post, o ile przeczytałeś dzisiejszy ;D

%d bloggers like this: