O dziewczynie skaczącej przez czas. Najlepsza jednotomówka na rynku?

Makoto Konno to najzwyklejsza licealistka. Nauka idzie jej raczej miernie, jest zapominalska, a na drugie ma „spóźnienie”. To jednak dzisiaj wypadł najbardziej pechowy zień nastolatki. Nic nie szło tak, jak powinno – zaspała, w szkole czekała na nią niezapowiedziana kartkówka, a po południu… Wpadła pod pociąg.

Dzisiaj faktycznie nic mi nie idzie – pomyślała.

Nagle czas się cofnął i zamiast pod pociąg, wpadła na przechodnia. Od tego zdarzenia nie było już starej Makoto. W jej miejsce pojawiła się perfekcyjna, zawsze wyrabiająca się na czas uczennica, która ponadto cieszy się wakacjami jak nikt inny.

Wszystko jednak ma swoje konsekwencje, z którymi przyjdzie się zmierzyć głównej bohaterce. Często względnie dobre decyzje, mogą przynosić więcej szkód, niż pożytku. Co zrobi Makoto, gdy jej świetny sposób radzenia sobie z problemami, będzie jedynie przysparzał nowych?

Back to the Past

Yasutaka Tsutsui sięgnął po motyw, który zwyczajnie uwielbiam. Poświęciłem tyle godzin na rozmyślanie, co mógłbym zrobić, gdybym kontrolował czas. Co bym zmienił, co naprawił, jak wykorzystał te dodatkowe godziny. Dokładnie te myśli zostały zamknięte w recenzowanym dziele.

Czytając przygody Makoto, czułem, jak gdyby była to w pewnym sensie opowieść o mnie. No bo co zrobiłby człowiek, gdyby mógł na zawołanie cofnąć się w czasie? Jak bohaterka przeżywałby jeden wieczór na wiele różnych sposobów. Raz karaoke, raz gra do późna czy inne rodzaje spotkań. Poza zabawą oczywiście ułatwianie sobie życia – perfekcyjne testy? Z palcem w nosie, gdy tylko zna się wcześnie pytania. Dobrze, że w tym krótkim tomie znalazło się też miejsce na coś ambitniejszego. Im dalej zagłębiamy się w przygody nastolatki, tym autor daje nam bardziej złożone problemy – na przykład sercowe. Co z nimi zrobić? Cofnąć się w czasie. Jednak szybko się przekonamy, że skok o godzinę czy pół do tyłu, zupełnie nie wpłynie na emocje drugiej osoby, budowane zresztą przez miesiące lub lata.

Warto wspomnieć, że Pan Tsutsui pomysł z cofaniem się w czasie przedstawił bardzo prosto, bez zbędnych filozofii. Nie znajdziecie tutaj teorii wieloświatów czy alternatywnych rzeczywistości rodem z Avengers Endgame. O dziewczynie skaczącej przez czas to prosty motyw – Makoto robi skok w przeszłość, wszystko wraca do danego momentu, a ona zachowuje swoje wspomnienia.

Proste, łatwe, niekomplikujące fabuły i przede wszystkim stanowiące na dobrą sprawę jedynie tło – nawet mimo faktu bycia głównym motywem. Wiem, jak to brzmi, ale tak jest. Nie liczą się skoki, liczą się skutki.

O dziewczynie skaczącej przez czas słów kilka

A Makoto stanowiła świetną kukłę, aby tchnąć w nią opisany wyżej motyw. Zupełnie przeciętną nastolatka, taka, którą każdy zna. Wspomnijcie teraz swoich znajomych – na pewno macie tam kogoś roztrzepanego oraz zwariowanego. Pomyślcie teraz, że ta osoba dostaje moc cofania się w czasie. Czy nie robiłaby właśnie tych samych rzeczy co bohaterka mangi? Nie cofałaby się w czasie, aby po prostu poimprezować?

(Ja mam co najmniej z dziesięć różnych intryg, gdyby jakimś cudem udałoby mi się posiąść taką umiejętność. Wygrywanie w totka to tylko czubek góry lodowej).

Autorowi udało się dobrać proste sposoby wykorzystywania skoków w czasie do równie prostego charakteru. Dodało to Makoto naturalności. Kurde, naprawdę ją polubiłem, to dobrze wykreowana, nieskomplikowana postać.

Ciotka czarownica

Mamy do czynienia z jednotomówką, nie ma więc miejsca na pakowanie i rozwijanie całej gromadki bohaterów pobocznych. Na dobrą sprawę dostajemy ich trójkę. Dwóch kolegów, z którymi Makoto gra w baseball – odgrywają ważną rolę, ale tłumaczenie okazałoby się równie wielkim spoilerem.

A trzecią uwidocznioną bohaterką została ciotka, nazywana przez postaci z mangi „czarownicą”. I muszę przyznać, że nie bez powodu. Ona również kryje w sobie istotne informacje. Tego jednak, przyznam bez bicia i narażę się na wyśmianie, nie zrozumiałem. Możliwe, że nie skupiłem się wystarczająco na rozwoju wydarzeń lub w czasie czytania wydał się zwyczajnie mało interesujący. Niemniej, ciotka czarownica jest źródłem porad na nastoletnie rozterki Makoto – począwszy od dziwnych incydentów ze skokami w czasie aż po sprawy sercowe. Fajnie mieć kogoś takiego.

O dziewczynie skaczącej przez czas recenzja ciotka

Jak wygląda skok przez czas?

Spoglądając na stronę wizualną mangi, trzeba przyznać, że wypadła dość słabo. Nie zrozumcie mnie źle – słabo w porównaniu do fabuł i kreacji postaci. Kreska Ranmaru Kotone dalej cieszy oko, nawet mimo upływu trzynastu lat. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, choć mogę się mylić, że wyprzedza ona swoje czasy. W porównaniu do wydanej rok wcześniej Liberty Liberty! to jak niebo i ziemia. Gdzieniegdzie widać lekkie ślady nadszarpnięcia zębem czasu, ale tak, jak mówiłem, w żaden sposób nie wpływa to na odbiór mangi.

O dziewczynie skaczącej przez czas Waneko

Wydanie od Waneko nie odstaje pod tym względem. Prosty grzbiet prezentuje się ładnie na regale, a żywa, barwna obwoluta przyciąga uwagę. Poza tym, na rewersie znajdziemy część Odry płynącą przez Opole. Nie kłamię. Na samym początku witają nas kolorowe strony, co jest już raczej normą, ale wciąż cieszącą tak samo.

Nie wszystko da się zmienić

Podsumowując, O dziewczynie skaczącej przez czas to świetna manga praktycznie pod każdym względem. Bawiłem się bardzo dobrze, a przy lekturze, jak już pisałem, czułem, jakby pomysły wyciągnięto mi z głowy.

W takich momentach naprawdę żałuję, że historia kończy się na jednym tomie. Chciałbym zobaczyć, jak wykorzystywałaby dar skakania w czasie Makoto, gdyby pozwolić jej bawić się nim odrobinę dłużej. Niemniej, zamknięcie historii nie pozostawia żadnego „ale”.

O dziewczynie skaczącej przez czas manga

Moim zdaniem to jedna z najlepszych jednotomówek dostępnych na rynku. Dziękuję serdecznie wydawnictwu Waneko za możliwość zapoznania się z mangą, a Wam ją równie serdecznie polecam.

Jeżeli mógłbym cofnąć się w czasie, na pewno sięgnąłbym szybciej po ten komiks.

A jeśli Wy nie chcecie żałować, że ominął Was jakiś popkulturowy mem, bądź też nowy tekst, polubcie naszą stronę na Facebooku – Leniwa Popkultura!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o