Nowa epoka mutantów – Extraordinary X–Men: Przystań X – recenzja.

W świecie, gdzie odrzuca się swoich najwybitniejszych przedstawicieli, powstała szkoła im. Jean Gray dla specjalnie uzdolnionych. To miejsce zrzeszające osobliwe jednostki z każdego zakątka planety. Pod przewodnictwem Storm, młodzi ludzie obdarzeni genem X, mogą zostać adeptami tejże instytucji. Nauczają tam m.in tego jak korzystać z mocy, które posiadło się jako mutant. Jednak nie wszyscy akceptują obecną sytuację, w której „odmieńcy” chodzą wolno po ulicy. Wśród zwykłych obywateli coraz głośniej słychać wieści o chorobie przenoszonej przez te wyłączone poza margines społeczny dziwadła. Dodatkowym problemem jest jeszcze mgła terrignenowa osłabiająca ich moce. X–Meni tym razem mają naprawdę sporo problemów na głowie. Najnowsza odsłona Przystań X wprowadza nas w wydarzenia nowej epoki całego uniwersum.

Trudny żywot mutanta

Rewolucja, którą wprowadził kiedyś Scott Summers, wpłynęła negatywnie na wizerunek wszystkich mutantów. Przez jego agresywną politykę ludzie coraz bardziej bali się tego, co nieznane. Żeby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z przepełnionym nienawiścią i strachem motłochem, Ororo Munroe (Storm) postanowiła chronić swoich podopiecznych za wszelką cenę. Aby osiągnąć upragniony spokój, założyła Przystań X będącą jedynym schronieniem dla odmieńców, umieszczonym z dala od świata zewnętrznego.

Był jeszcze problem ze wspomnianą wcześniej mgłą terrigenową. Nagle okazało się, że ta substancja krzywdziła X-Menów. Osłabiała moce oraz w nieznany nikomu sposób sterylizowała ich i nie pozwala się rozmnażać. Mogło to doprowadzić do ich całkowitego wyginięcia. A przecież nie chcielibyśmy sytuacji, w której jedynymi mutantami świata Marvela, zostaliby Inhumans. Dla jednych była szkodliwa i przysparzała im cierpienia, a tym drugim pozwalała odkryć niezwykłe umiejętności. Zaistniały problem jest ciekawym polem do nakreślenia konfliktu między dwoma gatunkami. Jednak na razie dostajemy jedynie kilka scen, gdzie widzimy, jak reagują nasi bohaterowie, będąc blisko terrigenu. Mam nadzieję, że twórcy wykorzystają dalej ten wątek, ponieważ moim zdaniem kryję się w nim potencjał na rozwinięcie opowieści.

Od kogo i dla kogo?

Fabuła, póki co, zorientowana jest wokół zbierania całej ekipy. Najpierw widzimy, jak młoda Jean Grey odrzuca propozycję przyłączenia się do swoich znajomych (później oczywiście zmienia zdanie, spokojnie). Następnie Illyana odnajduje w końcu swojego brata – Colossusa, wiodącego spokojne życie z dala od cywilizacji. Pojawia się kolejna postać: Nightcrawler, który przez cały komiks jest w tarapatach. Za to nowym posiadaczem ostrych szponów i koneserem bezkompromisowych rozwiązań, zostaje starsza wersja Wolverina. Jak na jednego z najtwardszych mutantów przystało, Logan przeżył jakoś to, co stało się z Battleworldem (a o pierwszej części jego przygód na tej powykręcanej planecie możecie przeczytać pod tym linkiem!), po czym wylądował w obecnej rzeczywistości. Świat kolorowych obrazków i chmurek jest pełen zabiegów, w których nikt tak naprawdę nie umiera. Nie licząc oczywiście wujka Bena i rodziców Batmana.

Zdecydowanym plusem komiksu jest lekkość, z jaką są napisane postacie. Każdy bohater prezentuje szereg unikatowych cech. Jeff Lemire zadbał o to, żeby grupa nowych X-Menów zrzeszała różnorodne charaktery. Osobiście podobał mi się również fakt, że drużyna została podzielona na tych, którzy przewijali się już w poprzedniej historii i zupełnie nowych. Nie chcę nikomu psuć frajdy, z poznawania kto jest kim w uniwersum mutantów, ale mogę Was zapewnić, że skład głównej ekipy jest ciekawą mieszanką. Nie musimy znać losów Storm, Icemana, Magik czy Wolverina, żeby dobrze się bawić w ich towarzystwie. Ten łatwy i przyjemny sposób prezentacji protagonistów sprawia, że wtapiamy się w przygody razem z nimi. Będąc jednak zaznajomionym z poszczególnymi członkami i tym, czego dokonywali we wcześniejszych epizodach, możemy spoglądać na nich z dystansem. W związku z tym wydaję mi się, że to jednak fani będą lepiej odnajdywać się w nowym świecie z tytułową Przystanią X.

No tak! Przecież to on!

Za ilustracje odpowiedzialny jest Humberto Ramos, czyli osobnik, który kojarzy mi się z wydawaną za czasów mojego dzieciństwa serią The Spectacular Spider Man, będącą jednym z tytułów spod szyldu Dobry Komiks (DK). Gość ma bardzo oryginalny styl, jeśli chodzi o rysowanie postaci. Gruba kreska, cała paleta wyrazistych kolorów, wyjątkowo kreskówkowy charakter bohaterów. Twarze naprawdę krzyczą! Szczegóły, bogata mimika i te duże oczy, są elementami, po których rozpoznałem autora obrazków zaraz po otwarciu zeszytu.

Dobrze zilustrowane ludziki, to jednak nie wszystko. Ważnym elementem jest moim zdaniem dynamika komiksu. Biorąc pod uwagę charakter produkcji, należy uwzględnić odpowiednie tempo, które jest przelewane na kartki w formie kolejnych scen. I tutaj bardzo dużo się dzieje. Extraordinary X–Men to opowieść naładowana akcją. Od początku, do końca ciągle obserwujemy walki, ucieczki, niespodziewane spotkania czy dramatyczne porwania. A na samym końcu jest mini boss. Nie zdradzę, kto nim jest, ale moim zdaniem ta postać pasuje jak ulał. Jednak niektóre kadry są trochę zbyt chaotyczne. W pogoni za utrzymaniem wszystkiego na wysokich obrotach znalazły się momenty, które wymknęły się spod kontroli. Jest ich mało i nie są jakieś wyjątkowo kluczowe, ale da się je zauważyć.

Zmiany, zmiany, zmiany.

Oczywiście,  że mi się podobało! Tylko ja należę do tej grupy ludzi, która All New X–Men od Bendisa pochłonęła w dosłownie kilka dni. Nowe przygody mutantów po prostu do mnie przemawiają. Najnowsza odsłona z serii Marvel Now 2.0, na razie, wydaje się proponować ciekawą zagadkę. Wątek z Inhumans i mgłą terrigenowową może się łączyć po to, żeby być poprowadzony w stronę jakiegoś konfliktu, czy przymierza między dwoma gatunkami nadludzi.

Oceniając wyłącznie pierwszy tom historii, zwróciłem uwagę na to, że całość skoncentrowana jest wokół zbierania ekipy głównych bohaterów. Dorzućmy do tego wartką akcję, bo przecież do każdego spotkania dochodzi w konkretnych okolicznościach. Kreskówkowa kreska Ramosa ubogaca detale poszczególnych scen. Lekki przeciwnik na koniec w ramach rozgrzewki oraz różnorodność postaci. No i mamy to! Jak na razie siedzi oraz dobrze rokuje na przyszłość. Oby tak dalej!

Pozycję tę proponuję jednak osobom, które zaznajomione są już mniej więcej ze stylistyką późniejszych perypetii posiadaczy genu X. Ci kojarzący tylko starsze wersje, w których szkołą przewodził Charles Xavier, a Wolverine biegał w żółtym trykocie, mogą poczuć się zagubieni. Nastąpiło wiele zmian na przestrzeni lat i lepiej nadrobić przed sięgnięciem po Extraordinary X–Men. Jednak moim zdaniem warto, bo nadchodzą ciekawe czasy dla mutantów.

Za komiks dziękuję wydawnictwu Egmont.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: