Nie przebaczaj, ale przeczytać możesz. Kresy Wschodnie w stylu Tarantino

Komiksy przyciągają nas do siebie na wiele sposobów. Wyróżniająca się okładka zaprosiła mnie do przeczytania Kłamstwa i jak to robimy (recenzja już we wrześniu!). Renoma autora i zaufanie do niego podpowiadają mi, że warto sięgać po kolejne serie Alana Moore’a. Zapowiedź idealnej, w moim odbiorze, kreski zainteresuje mnie w każdym dziele, jakie zdążył stworzyć Steve Dillon.  Z Nie przebaczaj połączył mnie zapowiadany motyw Kresów Wschodnich. Dlaczego? Powód był bardzo osobisty. To właśnie stamtąd pochodzi część mojej rodziny, więc czuję się zobowiązany do studiowania tematów związanych ze swoim pochodzeniem.

„Potem mnie długo, długo tu nie było”

To właśnie od powrotów zaczyna się historia Nie przebaczaj.  Jako ledwo żywy weteran z Wielkiej Wojny do Warszawy powraca Eustachy – mąż Marii i ojciec Tadeusza, czyli głównego bohatera.  Nie stać ich jednak na życie w stolicy, więc muszą przeprowadzić się do rodzinnej posiadłości położonej na Kresach Wschodnich. Tam ran, które okazały się być cięższe, niż zakładano, byłemu żołnierzowi pozwala wyleczyć się widunja – miejscowa znachorka, której bardzo blisko do wiedźmy. Dzięki jej interwencji rodzina może żyć w spokoju przez kilka lat… Do czasu, aż rodzice Tadeusza zostają zamordowani przez Lazara – przywódcę lokalnej bandy skurwysynów. Od tego czasu życiu chłopaka przyświeca jeden cel – zemsta.

Fabuła „Nie przebaczaj” ma z jednej strony nawiązywać do mrocznych westernów i filmów Tarantino, z drugiej powinna przeplatać wątki magiczności ludowej. Co ja na to? Niby tak, ale nie do końca. Sam klimat na pewno nie należy do najlżejszych ani cukierkowych. Naturalistyczna kreska stanowi podkreślenie prawdziwości zarówno krwawych ran odniesionych w walce, wyludnionych i sprawiających wrażenie martwych części Kresów, jak i scen seksu w zatęchłym burdelu. Rysunki Marianny Strychowskiej zasługują na szczególne wyrazy uznania. Świetnie oddana ludzka anatomia, umiejętność prezentacji emocji i czarno-białe malowanie dopasowują się do koncepcji komiksu. Czuć, że świat, w którym dzieje się akcja, zmaga się z biedą, niestabilnością i okrucieństwem. To wszystko jednak nie przytłacza, z dwóch powodów. Pierwszym jest wykorzystanie groteski w stylu Quentina, pewnego rodzaju czarnego humoru. Musicie przyznać, że przewlekanie zabójstw grą na skrzypcach to naprawdę nietuzinkowy i odpowiednio porąbany pomysł. Do mnie trafia.

komiks o kresach wschodnich

Im dalej w las, tym więcej czego?

Drugi powód jest banalny – nie wszystko działa tu do końca tak, jak powinno. Najciekawsze wątki są często przedwcześnie skracane albo przedstawione zbyt ogólnie. Chętnie zagłębiłbym się dłużej w historię Lazara, jego kamrata przygarniającego małą dziewczynkę czy społeczność prostytutek, z którymi los połączył dzieje Tadeusza i jego rodziny. Były potencjalnie bardzo dobre, ale ich pobieżne przedstawienie nie pozwala na jednoznaczną ocenę. Całość fabuły Nie przebaczaj zdaje się toczyć zdecydowanie za prędko, niedokładnie, przez co trudno nawiązać z bohaterami bliższą więź. Można uznać za ciekawe postrzeganie głównego bohatera tylko przez pryzmat zemsty, ale to przedstawienie nie jest na tyle wyraziste, by cały odbiór był satysfakcjonujący. Reszta bohaterów nie prezentuje się o wiele lepiej i nie zapada w pamięć. Jedynie główny czarny charakter, Lazar, jest najbardziej pełnokrwisty i nadaje pikanterii światu przedstawionemu, ale jest go zwyczajnie za mało.

nie przebaczaj od kultury gniewu

A na czym polega obiecywana w opowieści magiczność ludowa? Na delikatnym rozczarowaniu i całej masie nie wyraźnie wyartykułowanych wypowiedzi… To jest tajemniczym szeptaniu pradawnych czarów. Pomysł, żeby wiedźma widunja prowadziła Tadeusza w jego zemście, uważam za ciekawy. Może i pójściem po linii najmniejszego oporu, czyli sporego banału, byłoby nauczenie chłopaka kilku prostych zaklęć, to znaczy zrobienie z niego czarownika/wiedźmina w wersji demo, ale chyba łatwiej zaakceptowałbym takie rozwiązanie. Zamiast tego przygarbiona, leciwa staruszka uczy posługiwać się chłopaka bronią palną, a także bronią białą. Teoretycznie też brzmi to nie najgorzej, ale wpisuje się daleko od obiecanej „magiczności ludowej”. Poza tym „nauka” to w tym przypadku duże słowo. Główny bohater „Nie przebaczaj” po prostu dostaje od swojej mentorki torbę z ekwipunkiem i kilka razy wpieprz w walce wręcz. Choć udaje mu się to przekuć w śmiercionośne umiejętności, całość wątku nie współgra i kiepsko klei się ze sobą.

Suma sumarum

Nie przebaczaj to dobry komiks, ale o niewykorzystanym w pełni potencjale. Myślę, że autorzy mogliby śmiało pokusić się o dłuższe ujęcie opowieści dla pełnego zobrazowania najciekawszych wątków. Rozumiem, że jest to niejako tytuł debiutancki, a właściwie był, bo wersja obecnie wydana przez Kulturę Gniewu to album złożony ze wszystkich trzech ukazanych tomów. Początki scenariusza Kuby Ryszkiewicza sięgają serwisu crowdfundingowego, więc autor siłą rzeczy nie miał dostatecznie dużego budżetu na przedstawienie historii w założony sposób.

nie przebaczaj komiks polski

Mam nadzieję, że duet tego twórcy z Marianną Strychowską pojawi się na rynku jeszcze nie raz, w pełnej krasie i z nieograniczonymi możliwościami. Ciekawym pomysłem mógłby okazać się zbiór krótkich, indywidualnych historii z akcją osadzoną na Kresach. Dzięki temu w świetnie ujętym klimacie tamtych terenów udałoby się przedstawić opowieści pełniejsze w szczegóły, a przy tym wyrazistsze. Może by tak szepnąć słówko…?

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o