My Hero Academia – Tomy 3-5 – Recenzja

W zaatakowanym przez złoczyńców U.A. niemal doszło do strasznej tragedii… Na szczęście bohaterowie mają jeszcze pod ręką symbol pokoju! Ale czy na długo? Niemniej, nie ma teraz czasu na gdybanie nad przyszłością, gdyż przed uczniami kolejne wyzwanie – tym razem festiwal sportowy!

Przed przeczytaniem tego posta, poleciłbym najpierw zajrzeć tutaj: My Hero Academia Tomy 1-2 – pozwoli zachować to płynność czytania, ale również spojrzeć, jak przez ten czas zmienił mi się pogląd na temat konkretnej mangi. Ciężko jest również unikać spoilerów, więc nieliczne mogą się pojawić.

My Hero Academia

 

Fabuła:

Uczniowie klasy 1 A wpadli w zasadzkę przygotowaną przez złoczyńców niemal po same uszy. Świetnie przygotowany atak, szybkie rozbrojenie nauczyciela i pozostawienie uczniów, aby radzili sobie sami – co mogło pójść nie tak? Na przykład pojawienie się symbolu pokoju, blond superbohatera – All Mighta!

Atak odcisnął swoje ślady zarówno na umysłach uczniów oraz dobrym imieniu szkoły, jak i motywacji złoczyńców. I choć napaść okazała się klapą, nie można do końca jej tak określić. Bo jaki był prawdziwy cel? Po co Tomura Shigaraki podjął tak ryzykowny krok? Czy aby na pewno bohaterowie mogą świętować swoje zwycięstwo?

My Hero Academia

Na ten moment na pewno. Jednak kompletnie nie ma na to czasu. Wielkimi krokami zbliża się festiwal sportowy, który przyciąga uwagę całej Japonii. Bohaterowie, którzy dobrze się na nim zaprezentują, mają wysokie szanse, aby wpaść w oko renomowanym agencjom – a potem już prosta droga do kariery superbohatera.

Okazuje się, że prócz pokonania toru z trudnymi wyzwaniami, najważniejszą częścią okażą się… Pojedynki jeden na jednego! I mimo że nawzajem klasa 1 A zna już swoje umiejętności, nie wiedzą niemal nic o pozostałych uczestnikach.

Już walki same w sobie są bardzo ekscytujące i nieprzewidywalne – im bliżej do finału, tym emocje rosną, ale autor na tym nie poprzestaje. W międzyczasie, gdy uczniowie testują swoje umiejętności, na scenie pojawia się zupełnie nowa postać… Czy okaże się wrogiem? A może jednak sojusznikiem?

Jedno jest pewne: rozpoczyna się polowanie.

My Hero Academia

 

Leniwiec o fabule:

Ale ta manga pędzi, naprawdę. A może to raczej anime wydłuża niepotrzebnie akcje? Chyba bardziej skłaniałbym się ku drugiej opcji. Komiks wydawany w Polsce już niedługo dogoni swój animowany odpowiednik. I to mnie bardzo cieszy, gdyż anime oglądam głównie dla efektów – a fabułę wolałbym przyswajać w wersji obrazkowej.

My Hero Academia

Tak jak się spodziewałem, nawet mimo faktu, że te wydarzenia dobrze już znam, fabuła wciągnęła mnie w czytanie. My Hero Academia ma to do siebie, że, nawet gdy w akcji dominują walki, Kohei Horikoshi nie rezygnuje z dialogów – zarówno zewnętrznych, jak i tych wewnętrznych. Dzięki temu możemy śledzić burze myśli, które zawsze towarzyszą bohaterom przy takich starciach. Ten dobry fabularnie zabieg odbija się jednak na tempie czytania – chociaż wątpię, aby ktoś przez ilość tekstu miałby My Hero Academie porzucić.

Wydarzenia ukazane w tych tomach kładą duży nacisk na wartką akcję i co ciekawe: manga wywoływała u mnie zupełnie inne odczucia niż anime. Bajka bardziej motywuje do działania: byłem podniecony, niema chłonąłem energię płynącą od postaci. Z kolei komiks sprawił, że na cały ten test popatrzyłem trochę bardziej negatywnym spojrzeniem: jak bardzo takie zawody mogą wpłynąć na psychikę? Czy to nie za duża presja dla pierwszorocznych dzieciaków?

Myślę, że osobom nieobeznanym z anime, My Hero Academia zapewni sporą dawkę ciekawej i często niespodziewanej akcji, a stali widzowie? No cóż: czekajmy, aż manga wyprzedzi adaptację i cieszmy się brakiem przedłużanych scen.

My Hero Academia

 

Bohaterowie:

Recenzowane tomy pod względem postaci wypadają naprawdę solidnie.

Dostajemy grupę nowych superbohaterów z równoległych klas, istną mieszankę nowych spojrzeń, nowych charakterów, ale również nieużywanych wcześniej gagów. Widać, że autor nie tylko bawił się tutaj designem, – bo ten naprawdę spełnia pokładane w nim nadzieje – ale również z zachowaniami nowych uczniów: niektórzy są podstępni, inni mogą wydawać się przemądrzali. Ładnie to kontrastuje z raczej pozytywną klasą 1 A. Wszyscy jednak dzielą te samo marzenie: zostać najlepszym bohaterem i to ich popycha ku dalszemu rozwojowi.

My Hero Academia
Poznajcie Monome. Nikt go nie lubi… A ja wręcz przeciwnie: uwielbiam!

Nietrudno jednak zauważyć, że cały ten arc poświęcony jest Todorokiemu. Autor dał mu tyle czasu antenowego, że czytelnik z łatwością wczuł się w jego sytuację życiową – i mimo sympatii z Deku, na pewno w jakiejś części mocno kibicował również naszemu geniuszowi. Do teraz Todoroki mógłby wydawać się zadufanym w sobie, upartym egoistą, ale gwarantuję Wam, jeśli tylko poznacie jego przeszłość, od razu zmienicie o nim zdanie.

Jedną z nowych postaci jest Hitoshi Shinso, który, niestety, ze swoją specyficzną mocą zawalił egzaminy wstępne i nie dostał się na profil bohaterski. To jednak nie przeszkadza mu w usilnym próbowaniu, marzy, aby kiedyś zostać potężnym superbohaterem – mimo całej drogi pod górkę. Niemniej, jego design zbliżony do profesora Aizawy i apatyczny z pozoru charakter sprawiły, że od razu przypadł mi do gustu. Sądzę jednak, że lepsze wprowadzenie otrzymał w anime, w mandze zajmuje raptem dwie-trzy strony. No i zdradzę Wam, jeżeli nie jesteście na bieżąco z mangą, że Shinso jeszcze do nas powróci!

My Hero Academia
A ten pan na pewno okaże się kimś ciekawym!

 

Kreska:

Kurczę, no w anime całe te zawody wyglądały jednak dużo lepiej. Dzięki animacji mogliśmy dostrzec prawdziwy rozmach mocy dzieciaków, ale również odpowiednio dobrane efekty wpływały na odbiór walk przez widza. Koniec końców, nawet takie proste rzeczy, jak dźwięk wybuchu ułatwiały wczucie się w wydarzenia. Tego w mandze mocno brakuje. 

Ale w zamian otrzymujemy coś innego.

My Hero Academia

Szczegółowość, o której anime mogłoby tylko pomarzyć. Oczywiście, spektakularny atak robi wrażenie, ale czy czasem nie lepiej przyjrzeć się uważnie dopracowanemu panelowi? Czy zamiast dźwięku zamrażanej areny, nie lepszym byłoby zmrożenie czytelnika kadrem z zaplanowaną skrzętnie ekspresją?

Sami musicie zdecydować. Moim zdaniem komiks, jak i animacja oferują dwa odmienne odbiory My Hero Academia.

A do wglądu pod obwolutą czytelnik ma pierwsze szkice postaci. Zaglądajcie więc na okładkę każdego tomu!

My Hero Academia

Leniwiec chciałby być bohaterem

Kolejny raz przyszedł ten moment, gdy chętnie poczytałbym kolejne tomy, a tutaj trzeba już kończyć. A mówią, że praca blogera nie jest taka smutna. 

Niemniej, jako fan mangi My Hero Academia nie mam zbyt wielkiego pola do narzekania. Jak najszybciej chciałbym dotrzeć już do, chociażby, aktualnych wydarzeń z anime, aby pochłaniać tę historię jako coś nowego – a nie w pewnym sensie odgrzewany kotlet. 

Ostatnim razem napisałem:

No i wiem, że dalsze tomy staną się znacznie, znacznie mroczniejsze.

No, może nie zrobiono z tego horroru, ale faktycznie – ciężko nie zauważyć drogi, w którą manga podąża. Wcześniej też dawała popalić bohaterom, jednak w przyszłości świat stanie się jeszcze bardziej okrutny… A przyszli superbohaterowie będą musieli sobie z nim jakoś poradzić. Czekam na to z zapartym tchem.

Muszę również wspomnieć, że świetnym pomysłem było rzucanie ciekawostek o postaciach między rozdziałami. To stanowiło miłą odskocznię od wartkiej akcji tych trzech tomów. 

Dziękuje wydawnictwu Waneko za egzemplarze do recenzji, a Was serdecznie zapraszam na fanpejdż! Miłego dnia i do usłyszenia!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: