Miss Marple: Noc w bibliotece. Czy Christie przewróci się w grobie?

Książki Agathy Christie to zupełny klasyk literatury kryminalnej. Jej dziełami czytelnicy zachwycają się od lat i mimo kilku dekad na karku, powieści Pani Christie wcale nie tracą swojej popularności. Cóż, jest to na pewno zasługa warsztatu autorki, ale też wyjątkowo ciekawie wykreowanych postaci. O kryminałach z Herkulesem Poirot czy Panną Marple pisałem już kilkukrotnie i nadszedł najwyższy czas, aby zrobić to ponownie.

Wspomniana już wcześniej popularność twórczości Agathy Christie przyczyniła się oczywiście do szeregu adaptacji – lepszych bądź gorszych, w postaci serialu lub filmu, a nawet gier. Odrobinkę śmietanki spija też świat komiksów. Miesiąc temu na polski rynek za sprawą wydawnictwa Egmont trafiły trzy komiksy opowiadające w obrazkowej formie wybrane dzieła Agathy Christie. Tak się składa, że miałem „przyjemność zapoznać się z jednym z nich”.

Zbrodnia nastąpiła około północy

Miss Marple: Noc w bibliotece adaptuje powieść pod tym samym tytułem. Pewnego dnia w bibliotece pułkownika Bantry’ego i jego żony – Dorothy, służba znajduje ciało nieznanej, młodej kobiety. Policja dysponuje niemal zerowymi informacjami – kim była nieboszczka? Co łączyło ją z właścicielami rezydencji? No i jak znalazła się w tym domu? Na pomoc jednak pani Burthy wzywa swoją przyjaciółkę: pewną pocieszną staruszkę, która hobbistycznie zajmuje się przeprowadzaniem własnych dochodzeń – Jane Marple. Czy pannie Marple i policji uda się rozwiązać zagadkę tajemniczego zgonu? A może jednak wszystko spali na panewce, gdy sprawa zacznie się komplikować?

Brak śladów dobrej fabuły

Na wstępie zaznaczę, że nie zapoznałem się jeszcze z pierwowzorem, to jest książka „Noc w bibliotece”. Nie znajdziecie więc tutaj konkretnego porównania do książki.

Za przełożenie drugiej przygody Jane Marple na wersję komiksową odpowiedzialny jest Dominique Ziegler – nazwisko prawdopodobnie kompletnie nieznane w naszym kraju, prawdopodobnie dlatego, że omawiany komiks jest jedynym dziełem tego pisarza na naszym rynku. I mam też nadzieję, że najgorszą. Miss Marple: Noc w bibliotece, moim zdaniem, kompletnie nie roztacza klimatu, jakie posiadają książki Christie. Dialogi w komiksie wypadają drętwo, lektura nudzi, zdarzyło mi się nawet kompletnie pogubić między kolejnymi stronami – lecz dwie ostatnie cechy nie są wadą jedynie scenariusza. Nie wiem też, co miał w głowie Paweł Łapiński serwując czytelnikom na początku angielskie wstawki, à la „Thank you, pułkowniku” czy reakcje „What the hell!”. Rozumiem, że prawdopodobnie tak było w oryginale, ale później takie angielskie zwroty całkowicie znikają, więc i na początku można by było się ich pozbyć. Pasują jak pięść do nosa.

Miss Marple: Noc w bibliotece komiks

Czego moim zdaniem zupełnie zabrakło w Nocy w bibliotece? Śledzenia poczynań Panny Marple. Niemal cały czas czytelnik jest przyklejony do dwójki policjantów prowadzących śledztwo. Nie trzeba być asem dedukcji, aby zrozumieć, że i tak główne role gra tutaj nasza pani detektyw. Czemu więc widzimy ją przez większość czasu jako postać drugoplanową? Nie mam pojęcia.

Ofiara nawet nie próbowała się bronic

Drugim strzałem w stopę, tudzież w tył głowy, jest oprawa wizualna. Komiks jest zwyczajnie brzydki. Rusinki Oliviera Daugera przypominają mi te, które za czasów szkolnych, przeglądałem w książkach do nauki języków. I choć ma swoje lepsze moment – panele obejmujący większy teren, rzut na pokój a lotu ptaka, tak całościowo jest zwyczajnie nieciekawa dla oka.

Miss Marple: Noc w bibliotece

Czy warto sięgnąć po Miss Marple: Noc w bibliotece?

Podsumowując: nie kupił mnie ten komiks zupełnie. Miss Marple: Noc w bibliotece nie dała mi tego, czego oczekuję po książkach Agathy Christie, a tym samym po ich adaptacjach. Nie było napięcia, nie było zwykłej chęci samodzielnego rozwiązania zagadki. Zamiast tego latamy od postaci, do postaci, pojawia się jakiś pościg, a mordercą jest pewnie lokaj. Nuda.

Egmont, prócz omawianego dzieła, wydał jeszcze adaptacje książek Pan Brown oraz Morderstwo w Orient Expressie (jeez, dajcie coś innego z Poirotem wreszcie). Wydaje mi się, że oba komiksy wypadną lepiej, niż Miss Marple: Noc w bibliotece – a przynajmniej pod względem kreski. Musicie przekonać się sami.

A ja, cóż, pójdę poczytać jakiś dobry kryminał, aby szybko zapomnieć o tym potworku. Jeżeli szukacie też czegoś, co załagodzi smutek po lekturze omawianego komiksu, polecam Donżona – tam przynajmniej się pośmiejecie. Ehh…

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments