Meri Kurisumasu! Relacja z konwentu Xmascon 2019

Xmascon był pierwszym większym konwentem, na jaki wybrałam się w swoim dorosłym życiu. Był rok 2014, a ja dopiero co sprowadziłam się do Krakowa i bardzo chciałam poznać lokalny fandom. Z tamtej edycji pamiętam spory tłum na szkolnych korytarzach, cosplayerów w mikołajowych strojach oraz mój własny, prowizoryczny kostium, który co chwilę się rozpadał. Spotkałam tam bardzo sympatycznych i serdecznych ludzi, którzy chętnie pozowali do wspólnych zdjęć i ratowali pożyczeniem telefonu, kiedy okazało się, że zapomniałam własnego. Właśnie wtedy po raz pierwszy poczułam, że konwenty to miejsca, które zdecydowanie warto odwiedzać.

14 grudnia tego roku, a więc po prawie pięciu latach, jakie minęły od tamtej pory, ponownie wybrałam się na tę imprezę – tym razem z misją opisania wszystkiego, co mnie na niej spotkało. Na tegorocznym Xmasie spędziłam dwa dni (bo tylko tyle trwał cały konwent), kręcąc się między stoiskami, zaglądając na panele i korzystając z dostępnych atrakcji. Efektem tej wizyty jest niniejsza relacja. Jeżeli nie byliście w tym czasie w Krakowie, czytajcie dalej i sprawdźcie, co takiego Was ominęło. Tych, którzy wpadli na konwent, również zachęcam do lektury – choćby po to, żeby porównać wrażenia.

Świąteczny klimat

Xmascon jest konwentem świątecznym nie tylko z nazwy. Wieloletnimi tradycjami tej imprezy są konwentowa wigilia, mikołajki i inne elementy, które składają się na jej prawdziwie bożonarodzeniowy nastrój. W tym roku zabrakło wprawdzie śniegu, ale za to cała reszta była taka, jak trzeba.

fot. Por no Foto

Już na wejściu, przy akredytacji, powitała mnie choinka, na której zawisły kartki z życzeniami uczestników. Znalazły się wśród nich m.in. pozdrowienia dla wszystkich fanów JoJo od Brunona Bucciaratiego wraz z podobizną autora. Inni życzyli całej społeczności polskich otaku szerszego (legalnego) dostępu do anime oraz uznania naszych fanowskich pairingów za kanoniczne. Jako reprezentantka fandomu dziękuję serdecznie anonimowemu konwentowiczowi za te życzenia i trzymam kciuki, żeby tak właśnie się stało.

Organizatorzy zadbali też o możliwość przekazania prezentów znajomym. Przygotowane podarunki miały zostać rozdane adresatom w sobotę wieczorem podczas mikołajkowego eventu na mainie (czyli sali gimnastycznej konwentowej szkoły). Niestety, akurat ten punkt programu w tym roku mnie ominął.

Barszcz z andrutem i chrześcijańska wiksa

Nie ominęła mnie za to słynna Xmasowa impreza wigilijna, podczas której polano barszcz i zagrano świąteczne hity. Choć w kolejce do tej ikonicznej atrakcji trzeba było swoje odstać, nikt wokół mnie jakoś nie narzekał. Czas oczekiwania w tłoku umililiśmy sobie podziwianiem stojących w pobliżu cosplayerów i nawiązywaniem nowych znajomości. Wspólnie odśpiewaliśmy też “Sto lat” jednej z uczestniczek, która tego dnia obchodziła urodziny (jak się szybko okazało, nie ona jedna). Ada, kimkolwiek jesteś – wszystkiego dobrego!

Po pochłonięciu swojej racji żywnościowej, tj. miseczki barszczu z uszkami i kawałka andruta (zamiast opłatka), mogliśmy się wreszcie oddać tańcom, hulankom i swawolom przy świątecznych hitach. Konwentowe towarzystwo bujało się m.in. do rytmu japońskiej wersji Jingle Bells czy solidnie zremiksowanego hymnu Światowych Dni Młodzieży. Muszę przyznać, że tłum kolorowych postaci z różnych uniwersów skaczących i wywrzaskujących radośnie refren “Błogosławieni miłosierni…” był naprawdę niezwykłym widokiem. Cóż, magia świąt sprawia, że wszystko jest możliwe…

fot. Por no Foto

Konkurs cosplay – gwóźdź programu

Chyba najbardziej wyczekiwanym punktem sobotniej odsłony konwentu był konkurs cosplay. Świadczą o tym tłumy, jakie około 18:00 przybyły na salę gimnastyczną w naiwnej nadziei, że ta zdoła nas wszystkich pomieścić. Szczęśliwie znalazłam się w gronie tych, którzy dostali się do środka, więc mogłam (czy raczej: byłam zmuszona, ponieważ z sali nie dało się wyjść bez ryzyka podeptania pozostałych uczestników) prześledzić cały pokaz od początku do końca. 

fot. Ivanov photo adventures

Niekwestionowaną gwiazdą konkursu okazała się jego prowadząca, Madlencia, którą znałam dotąd tylko jako cosplayerkę. Tego wieczoru przekonałam się, że dziewczyna równie dobrze radzi sobie w roli konferansjera. Jej suche żarty, cięte riposty i świetny kontakt z publicznością kupiły mnie w stu procentach. Szczególnie zapadł mi w pamięć specjalny występ Madlenci, w którym wspólnie ze swoim pomocnikiem odtworzyła słynną scenę z Titanica, a następnie przetestowała pojemność znanych z filmu drzwi “ratunkowych”. Werdykt: gdyby w tamtej chwili Rose wykazała się odrobiną rozsądku, ta historia nie musiałaby się skończyć tak tragicznie.

„And the winner is…”

Jeśli chodzi o występy konkursowe, panowała spora różnorodność w zakresie reprezentowanych mediów. Przez scenę przewinęło się sporo postaci z rozmaitych serii anime, gier, powieści, musicali, a także jedna własnego projektu. Wielu uczestników nawiązywało w swoich scenkach do motywów świątecznych: Usagi z Sailor Moon zaprezentowała się w stroju Mikołaja, a bohaterka gry Monster Hunter została zaatakowana przez… zmutowaną choinkę. Osobiście największe wrażenie wywarła na mnie pomysłowa personifikacja Korei Południowej oraz olbrzymi lew Aslan z “Opowieści z Narnii”. Z kolei najgłośniejszy pisk na widowni wywołał występ duetu Victor i Yuri z anime Yuri on Ice. Dobrze, że nad uczestnikami konwentu czuwali sanitariusze, bo zgromadzone na sali yaoistki były bliskie omdlenia.

Nagrody przyznano w pięciu kategoriach: występ solo, scenka grupowa, podobieństwo do postaci, najlepszy strój w konwencji oraz najlepsze własnoręczne wykonanie kostiumu. Zgarnęli je kolejno: Aiko (League of Legends), Hi i Yoru (Konosuba), Stefanka (Monster Hunter), Kristill Kolibri (Sailor Moon) i Mokuren (Dororo). Z kolei najważniejsze trofeum, czyli Grand Prix konkursu, zdobył Brother Varcolac jako Pokutnik z gry Blasphemous

fot. Ivanov photo adventures

Werdykt jury uważam za jak najbardziej słuszny, choć prywatnie nagrodziłabym jeszcze dwie osoby, które nie brały udziału w konkursie. Na wyróżnienie zasługuje z pewnością przeuroczy świąteczny Kaonashi (No Face) ze Spirited Away, który bez słowa wręczał napotkanym uczestnikom złote monety. Niestety, jak dowiedziałam się już po konwencie, dusze wszystkich, którzy je przyjęli, zostaną pożarte. Sporo radości sprawiło mi także spotkanie cosplayera Spike’a Spiegela z Cowboy Bebop. Obecność bohatera tej kultowej serii w tłumie Todorokich, Levich i innych aktualnie popularnych postaci była dla mnie miłym zaskoczeniem. Tak więc choć żaden z panów nie został formalnie nagrodzony, w moim prywatnym rankingu obaj zajęli pierwsze miejsce.

Xmascon, czyli japońskie wierzenia i papierowe cuda

Ze wszystkich paneli i warsztatów, jakie odwiedziłam na konwencie, najbardziej przypadły mi do gustu te dotyczące tradycji Japonii. Sporo czasu spędziłam z fajnymi ludźmi z grupy Dorigami, dzięki którym wróciłam do domu ze stadem papierowych żurawi, liskiem oraz miniaturową choinką. Na ich zajęciach każdy mógł do woli składać różne cuda z origami, a w razie kłopotów poprosić o pomoc ekspertów. Było to dla mnie idealne miejsce na chwilę wytchnienia po intensywnym maratonie stoiskowo-panelowym.

fot. Por no Foto

Wpadłam też na prelekcje poświęcone wierzeniom w Kraju Kwitnącej Wiśni. Najpierw odwiedziłam panel o yokai, z którego dowiedziałam się, jak nie stracić życia w razie spotkania Kuchisake-onna oraz na jakich stworzeniach z japońskiego folkloru wzorowano niektóre Pokemony. Z kolei prelekcja o religiach w Japonii pozwoliła mi pogłębić wiedzę z zakresu historii i mentalności Japończyków. Było sporo o wpływach shinto, buddyzmu i chrześcijaństwa oraz związanych z nimi obrzędach i tradycjach, a także o tym, jak współcześnie religia może łączyć się z popkulturą. Wniosek: jeśli chcesz mieć więcej wyznawców, przedstaw główną boginię swojego kultu jako seksowną waifu!

Dodatkowo podczas Xmasu miałam okazję ponownie spotkać ludzi z kanału Gry Karciane Dla Dzieci, których widziałam już na Magnificonie. Twórcy pokazali premierowo kilka zabridżowanych klipów, poopowiadali o pracy nad nimi i zrealizowali dubbingowe życzenia fanów. W odpowiedzi na odwieczne pytanie “Kiedy Tytani?!” usłyszeliśmy, że projekt nie jest jeszcze zamknięty w stu procentach (tylko „tak na 90%”), ale zapał do jego tworzenia niestety się wyczerpał. – Nie możesz robić “Zabaw z tytanami”, jak już nie ma w tym zabawy – stwierdził refleksyjnie Lordthevil. Nie naciskamy więc, ale po cichu liczymy, że seria doczeka się kiedyś ciągu dalszego.

Mnóstwo ludzi, mało miejsca

Chociaż tegoroczny Xmascon generalnie oceniam jako udany, nie oznacza to, że wszystko wyszło absolutnie idealnie. Dlatego w tym miejscu chciałabym poświęcić parę słów na pewne niedociągnięcia organizacyjne, które nieco popsuły zabawę mnie i innym uczestnikom tegorocznej edycji.

Źródłem większości problemów była zmiana miejsca imprezy. Z powodu zakończenia współpracy z dotychczasowym gospodarzem konwent został przeniesiony do Szkoły Podstawowej nr 61 – szkoły, niestety, dużo mniejszej od poprzedniej. Do zmniejszenia ilości dostępnej powierzchni przyczyniła się też duża frekwencja, która zaskoczyła samych organizatorów (według szacunków osoby z obsługi w ciągu tych dwóch dni przez konwent przewinęło się ponad 1000 ludzi). Nic więc dziwnego, że po Xmasie sporo osób narzekało na tłok i ciasnotę na korytarzach. Zostałam jednak zapewniona, że organizatorzy poszukują nowego miejsca, które zapewni uczestnikom większy komfort i swobodę ruchu podczas następnej edycji. Miejmy nadzieję, że tak będzie.

fot. Por no Foto

Kto pierwszy, ten lepszy

Duża liczba uczestników przekłada się nie tylko na większy tłok – generuje też wszelkiego rodzaju braki i niedobory. Przykładowo, podczas akredytacji, którą przechodziłam około dwóch godzin po rozpoczęciu imprezy, wręczono mi sam identyfikator; smycze niestety już się skończyły. Dlatego też taśma z logo Xmasconu nie dołączyła w tym roku do mojej kolekcji konwentowych zdobyczy. Wielka szkoda. Z kolei w informatorze, jaki otrzymałam, zabrakło opisów poszczególnych punktów programu. W związku z czym wizyta na tych bardziej “tajemniczych” przypominała trochę randkę w ciemno. Albo kończyła się miłością od pierwszego wejrzenia, albo rozczarowaniem i szybką ewakuacją. 

Zauważyłam również, że w niektórych salach panelowych krzeseł było znacznie mniej niż przybyłych słuchaczy. Wprawdzie rzadko kiedy na konwentach wystarczy miejsca dla wszystkich, ale dwadzieścia krzeseł dla prawie sześćdziesięciu osób to jednak trochę mało…

Oprócz miejsc siedzących zabrakło też jedzenia. Drugiego dnia konwentu zostałam skazana na placki ziemniaczane, ponieważ wszystkie inne pozycje w menu Xmasowego bufetu już się skończyły. Szkoda, że akurat w porze obiadowej. Mając do wyboru japońskie onigiri lub rodzime placki, zdecydowałam się na tę tańszą i bardziej sycącą opcję. Nie dane mi było niestety skosztować sushi, na które w niedzielne popołudnie nie przyjmowano już więcej zamówień. Cóż, albo następnym razem muszę się pospieszyć, albo wystawcy powinni wziąć poprawkę na wilczy apetyt uczestników.

Z czym wróciłam i czy wracam na Xmascon za rok

Konwent opuściłam w niedzielę zmęczona i trochę głodna, choć w dobrym nastroju. Wyniosłam z niego moje papierowe wytwory, plakaty z fanartami od Catherine M., paczkę pocky oraz wygraną w loterii pocztówkę. Wśród zdobyczy niematerialnych znalazły się z kolei zdjęcia z cosplayerami, uściski wymienione z napotkanymi znajomymi oraz pogłębiona znajomość memów. Ach, no i wreszcie jakaś gra rytmiczna poszła mi dobrze bez wyręczania się trybem auto, co uważam za osobisty sukces! To chyba dlatego, że w playliście znalazła się moja ulubiona evangelionowa czołówka…

fot. Por no Foto

Czy mogło być lepiej? Pewnie, ale to nie przeszkadzało mi się dobrze bawić. Czy wracam za rok? Jak najbardziej – zwłaszcza jeśli impreza faktycznie zyska więcej należnej jej przestrzeni. Już teraz szykuję mikołajową czapkę i uczę się tekstów piosenek z wigilijnej imprezy.

Do zobaczenia w Krakowie za dwanaście miesięcy, moje drogie nerdy i mangoluby! Oby tym razem zimowa aura nas nie zawiodła, a frekwencja nie zaskoczyła już organizatorów.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o