Mary and the Witch’s Flower – japoński Harry Potter?

Co składa się na film wybitny, zapadający w pamięć? Na pewno będzie to ponadczasowy przekaz, skrzętnie ukryty między wierszami. Dużą rolę odegra obsada aktorów, aczkolwiek w filmach animowanych ich nie uświadczymy… W zamian można wskazać innowacyjny styl graficzny omawianej produkcji, płynność animacji w niej zawartej, czy choćby kolorystykę.

Co definiuje film dobry? Myślę, że byłby to brak pewnej samodzielności. Produkcje czerpią garściami ze znanych motywów, rzadko wprowadzając coś własnego. Któryś z ich aspektów może stać na bardzo wysokim poziome, ale całokształtowi jednak czegoś brakuje.

Czy Mary and the Witch’s Flower w reżyserii Hiromasy Yonebayashi jest filmem wybitnym, a może jedynie dobrym?

You’re a wizard Mary!

Na wstępie warto zaznaczyć, że Mary i kwiat czarownicy nie jest dziełem „samodzielnym”. Nie powstało od zera, ale adaptuje książkę autorstwa Mary Stewart – The Little Broomstick (1971).

Fabuła skupia się na małej, rudowłosej dziewczynce – tytułowej Mary, która, podążając za czarnym kotem imieniem Tib, znajduje w lesie dziwny kwiat. Wyjątkowo piękny, niebieski kwiat. Postanawia zerwać go i zabrać ze sobą do domu. Niedługo potem kot zaciąga dziewczynę po raz kolejny w głąb kniei, lecz tym razem Mary znajduje małą, magiczną miotłę…

I zaczyna się prawdziwa magia! Za sprawą wspomnianego kwiatu zyskuje pokłady mocy, a znaleziona miotła okazuje się magicznym środkiem transportu, który zabierze ją aż do elitarnej szkoły dla wiedźm. Tam zabłyśnie na zajęciach, ale do czasu… Moc ma swoje limity, a placówka sekrety.

Co zrobi Mary, gdy jej przyjaciele wpadną w niemałe tarapaty? Czy zostanie wiedźmą? No i gdzie podziała się kotka Gib?!

I’m a what?

Muszę przyznać, że Mary and the Witch’s Flower, ku mojemu zaskoczeniu, okazał się przyjemnym filmem. Próżno szukać w nim nowości, czy choćby jakiegoś ukrytego przekazu, ale stanowił świetną rozrywkę na weekend.

Historia gnała do przodu jak szalona, przez co nie było miejsca na nudę, – może jedynie na samym początku – ale również zabrakło pogłębienia tematu, rozwinięcia wątków. Większość zawartych w filmie została poruszona jedynie z wierzchu, tak, aby dawały jakąś sensowną całość.

Plusem i minusem zarazem może być fakt, że Mary to Majo no Hana raczej odtwarza motywy, niż kreuje nowe. Wadą, gdyż nikt nie lubi powtarzalności – wystarczy obejrzeć Harry’ego Pottera, Spirited Away oraz Ruchomy zamek Hauru, a Mary and the Witch’s Flower nie zaskoczy nas niczym nowym. Zaletą, ponieważ stanowiło to miłą, nostalgiczną podróż właśnie do wspomnianych przed momentem filmów.

Mary and the Witch’s Flower (2017)

Prostą fabułę rekompensuje na pewno bardzo stabilna kreska, która również sprawiła, że wzdychałem do starszych filmów. Myślę, że nie każdemu taki styl będzie pasował, ale dzieciom na pewno się spodoba. Jednak nie można nie docenić świetnej animacji postaci, ale przede wszystkim czarów – a tych jest sporo na ekranie. Szkoda tylko, że HBO GO nie posiada wersji Full HD.

Na co warto jeszcze zwrócić uwagę? Na świetny soundtrack. Naprawdę, muzyka w Mary i kwiat czarownicy jest… Magiczna!

Harry Potter w wersji anime

Faktycznie, nagłówek ma w sobie sporo racji. Mary and the Witch’s Flower można okrzyknąć takim Potterem pod względem klimatu czy magicznej otoczki – prawdopodobnie przez te brytyjskie korzenie. Czy jednak stanie się tak kultowe, jak chłopiec z blizną? Cóż, raczej nie.

Niemniej, film warty obejrzenia, chociażby dla zwykłej rozrywki. Znajdziemy tam nawet pewien mały, edukacyjny motyw odnośnie „inności”, zaobserwujemy, jak na ludzi mogą działać znaczne pochwały, a koniec końców – zaśmiejemy się kilka razy.

Film jest dostępny na platformie HBO GO i to chyba jeden z niewielu, które warto na niej obejrzeć.

Jeżeli interesują Cię inne filmy animowane, polecamy sprawdzić nasz teksty o Mirai, Kimi no Na wa oraz Hotarubi no Mori e. Zapraszamy również na nasz fanpage – Leniwa Popkultura!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o