Idee nie umierają, za to ziomki już tak! – Inhumans kontra X-Men – recenzja wydarzenia.

W ostatnim czasie na naszym rodzimym rynku pojawia się coraz więcej eventów. Seria wydawnicza Marvel Now. 2.0 szczególnie obfituje w te ogromne opowieści zrzeszające różnorodnych bohaterów. Było już Avengers: IMPAS. Atak na Pleasant Hill, Civil War II, Death of X, więc czas na Inhumans kontra X-Men 

To wyczekiwane przeze mnie czytadło było obdarzone sporymi oczekiwaniami. Liczyłem na to, że może w końcu trochę ożywi świat mutantów. Seria Extraordinary to dramat. Death of X nieco podniosło poziom i gładko wprowadziło czytelnika w wydarzenia z najnowszego Inhumans kontra X-Men. Jestem już po lekturze. Przybliżę Wam, jak wypadło dzieło Lemire’a na tle innych marvelowych eventów oraz ostatnich komiksów z mutantami w roli głównej.

Wojna mutancko…dziwolągowa?!

Trudno jest w kilku słowach opisać genezę konfliktu Inhumans kontra X-Men, ponieważ jest to dość złożona sprawa. Mogłoby się wydawać, że Marvel ucieka od wielowarstwowych problemów na poczet łatwych i przyjemnych mordobitek. Jednak w przypadku tej pozycji, mamy do czynienia z czymś innym, bo w zasadzie dość skomplikowanym jak na produkcje superhero. Już śpieszę z wytłumaczeniem. Zaprezentowana w komiksie walka między dwiema frakcjami uzdolnionych postaci wybucha niespodziewanie. Kłęby chmur terrigenu błąkają się po ziemi, jednak są tylko potencjalnym zagrożeniem dla mutantów, ponieważ zarówno Inhumans, jak i X-Meni trzymają rękę na pulsie. W końcu wielokrotnie wspierali się i nic nie wskazywało na to, żeby kiedykolwiek mieli prowadzić między sobą wojnę. Tak może myśleć każdy, kto nie przeczytał poprzedzającego owe wydarzenia eventu – Death of X. Właśnie tam dowiecie się, co zachwiało całą równowagę między dwoma obozami superbohaterów. 

Chciałbym przybliżyć najpierw dobre aspekty owej historii, bo to jednak one sprawiły, że całość utkwiła mi w pamięci. Ogromnym plusem jest cała intryga budowana wokół postaci, jaką jest Emma Frost – ukochana Scotta Summersa (hej bomer – Cyclops już nie wzdycha do rudowłosej Jean Grey, teraz przerzucił się na blondynki). Nie będę sypał spilerami. Mogę Wam jednak zagwarantować, że tak skrupulatnie opracowanego i zrealizowanego planu skłócenia dwóch grup społecznych nie powstydziłby się sam Jarosław Kaczyński. 

Diamentowa królowa w ramach zemsty na Inhumans za śmierć swojego ukochanego postanawia iśc na całość. Szerzy wokół wieść o tym, że ta druga rasa obdarzonych mocami osobników jest niebezpieczna dla świata. Oczywiście po części ma racje, bo terrigen rozprzestrzeniający się po Ziemi zabija mutantów, którzy muszą już teraz nie tylko walczyć o swoje dobre imię, ale również o przetrwanie.

Lej te cole! Magneto chce się pić!

Jak na typową paradę spandeksiarzy przystało, musi pojawić się tu cała plejada prawilnych mordeczek, które nie opuszczają swoich ziomali w potrzebie. Zarówno po stronie jednych, jak i drugich poznamy nowe twarze, co stanowi miłą alternatywę od dobrze znanej ekipy. Każdy znajdzie tu dla siebie jednostkę, z którą może się utożsamić, dzięki czemu łatwiej jest obrać stronę konfliktu. Dla mnie zabieg jak najbardziej na plus, bo czasu antenowego wystarczy dla każdego, co sprawia, że poznajemy naprawdę ciekawe postacie. 

Po stronie X-men było zdecydowanie mniej świeżych bohaterów, bo większość już znałem, jednak zapadli mi w pamięć m.in. Fantomex, Psylocke czy Monet, bo o nich wiedziałem najmniej. Cała reszta mutantów to grupa z serii Extraordinary. Pojawi się też ekipa z domu Szkoły imienia Jean Grey. Prócz nich młodzi z przeszłości od Bendisa i niedobitki typu Magneto, Sabretooth, czy X23.

Bardziej zaskoczyli mnie za to Inhumans, po których stronie, jak się okazało, stanęły takie osobistości jak; Human Torch, Moon Girl i jej Zły Dinozaur, Ms Marvel oraz Karnak. Liczyłem się za to z tym, że zobaczę pewnie Meduse, Black Bolta, czy tego wielkiego psa – Lockjaw’a. Całą resztę natomiast widziałem po raz pierwszy w życiu, więc moje grono komikosywch kumpli się mocno poszerzyło. 

O kresce wam szybko napiszę w kilku słowach, bo nie ma się co rozwodzić. Jest tak, jak na tego u nas „współczesnego” Marvela Now 2.0 przystało. Obrazki są dopieszczone, wykolorowane na maksa, Wszystko się świeci, błyszczy i jest pięknie. Wielokrotnie to już powtarzałem na łamach tej strony, ale dla niewtajemniczonych przypomnę – ja kupuje taką stylistykę. Jest kreskówkowo, dla oczu intensywnie, pasuje do zaprezentowanych bohaterów – jest przyjemnie. Chcesz poczytać coś ciężkiego i mrocznego? To nie tutaj. 

Teraz będzie na smutno

Sporo tych pozytywnych elementów Nam wyszło. Najwyższy czas pomarudzić i niestety będzie to poważny ryk agonii. Głównie ze względu na to, że kiedy po przeczytaniu całości zacząłem zastanawiać się nad logiką X-Men konta Inhumans, to doszedłem do wniosku, że zasadniczo ta cała walka nie miała żadnego sensownego wytłumaczenia. Była jedynie chęcią podtrzymania najprawdopodobniej źle zinterpretowanej myśli, traktującej o tym, że ludzie umierają, za to ich ideały mogą żyć wiecznie. Ktoś tu chciał przepchnąć swoje własne wartości, pod przykrywką szerzenia ostatniej woli zmarłego. 

Muszę przyznać, że mam również ból dupska o zakończenie, bo jak przez całą historię bawiłem się całkiem dobrze, to rozwiązanie mnie chyba po prostu ominęło. Jak zwykle w tych marvelowych eventach rozdział zamykający został napisany po łebkach. Jest rozlazły, ale jednocześnie upchany w za ciasne majtki. Kompletnie już nie pamiętam, jak to się skończyło, a jestem świeżo po lekturze. Czuję się  jak ten Adolf Hitler z filmiku Taco, który od 2010 r. szuka pierdolnięcia. Z tą różnicą, że on w electro, natomiast ja w komiksach. I akurat tutaj go nie znalazłem, mimo że trafiłem na historię z potencjałem. 

Inhumans kontra X-Men. Gdy opadły emocje

Kończąc ten przydługi wywód – event oczywiście tylko dla tych, którzy ogarną, dlaczego biega tam banda mutantów z różnych linii czasowych, czy alternatywnych wersji siebie samych z kosmosu. Bez przygotowania, to nawet nie podjeżdżaj.

Natomiast wtajemniczeni w tą niesamowitą wiedzę z innego wymiaru, którzy śledzą przeróżne książki z chmurkami, będą bawić się zdecydowanie lepiej niż przy większości poprzednich marvelowych eventów z serii 2.0. Oczywiście wyłączając zakończenie. W zasadzie, to możecie go nie czytać. 

Może w takim razie mała zabawa w komentarzach pod tekstem lub na naszym fanpejdżu? Podzielcie się waszymi doświadczeniami z produkcjami przeróżnej maści – nie tylko komiksy, w których zakończenie zepsuło cały efekt!

Zapraszam i do zobaczenia w kolejnych tekstach.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments