Czy to lampa z dżinem? Zdobądź labirynt, a się przekonasz. Magi: The Labirynth of Magic – Tomy 1-3

Pewnego dnia z dna oceanu wynurzyła się tajemnicza budowla. Wieża, na której szczycie znajdowała się niezliczona ilość kosztowności, złota, wszystkiego, czego tylko można było sobie wymarzyć… A ponadto metalowe naczynie, które skrywało w sobie potężną moc dżina. Nazwano ją pierwszym labiryntem.

To tajemnicze miejsce od razu przyciągnęło uwagę największych śmiałków, ale również różnych cesarstw. Te, skuszone wizją potęgi, jaką gwarantowało naczynie, wysyłało do podboju labiryntu niezliczone ilości wojsk… Jednak wszystkie próby zdobycia wieży kończyły się fiaskiem. 

Do czasu, gdy zza zamkniętych drzwi wyłonił się samotny chłopiec, a za nim błękitny gigant. 

Mangowa wersja Aladyna. Magi: The Labirynth of Magic

Czternaście lat później, młody chłopiec imieniem Aladyn niemal od razu pakuje się w kłopoty. W poszukiwaniu jedzenie udał się do… Grupy lokalnych bandytów. Pechowo, prawda? Owszem, ale dla tych drugich – na straży życia Aladyna stoi jego przyjaciel, wstydliwy dżin Ugo. 

Para silnych rąk wystarczy, aby wybawić Aladyna z opresji… Ale nie na długo, bo ten znowu wpada w kłopoty – wyjadając towar przypadkowym kupcom. Tutaj jednak pomaga dobra wola obu stron i nasz problematyczny bohater odpracowuje swój dług. Przy okazji ratując jedno czy dwa życia.

Jednak prawdziwe przygody Aladyna zaczynają się, gdy spotyka kolejnego chłopaka skłonnego do tarapatów – Alibabe. Wtedy nie narażają się już jedynie bandzie głupich przestępców, a wrednemu, pucołowatemu handlarzowi wina. Przez serię niefortunnych zdarzeń wpadają w ogromne długi… Ale rozwiązanie wszystkich problemów czeka tuż za rogiem: w jednym z labiryntów. 

Czy dwójka dzieci poradzi sobie z wyzwaniem, które pochłonęło już wiele tysięcy wyszkolonych żołnierzy? Kim dokładnie jest Aladyn? Czym są Magi? Co się stanie, gdy na potędze labiryntu będzie chciał położyć łapy pewien maniakalny władca? I dlaczego Ugo nie ma głowy?!

Leniwiec o fabule

Niezmiernie ciężko było napisać mi jakikolwiek sensowny wstęp do tego posta. Magi: The Labirynth of Magic ma to do siebie, że składa się z wielu pomniejszych przygód, szczególnie tutaj, w pierwszych tomach. Dlatego, żeby w pełny wyjaśnić Wam sytuację, musiałbym na dobrą sprawę streścić pierwsze dwa tomy… A tego chyba nie chcecie, prawda? Miejcie więc świadomość, że to, co przeczytaliście powyżej, to zaledwie czubek góry lodowej.

Pod powierzchnią – czyli na łamach komiksu – kryją się odpowiedzi niemal na wszystkie postawione przeze mnie pytania. No, może z wyjątkiem ostatniego. I powiem Wam, że naprawdę warto zgłębić się w tajniki labiryntów, istniejącej w świecie magii, czy urokliwych kobiet z bliskiego wschodu…

Bowiem akcja Magi: The Labirynth of Magic jest ulokowana właśnie w takich klimatach. Autorka Shinobu Ohataka zabierze nas w okoliczne pustynie, w kultury, które wydają nam się bardzo egzotyczne, a przy tym ciekawe. Oczywiście, nie jest to manga historyczna czy realistyczna, dlatego nie szukajcie tam odwzorowania jeden do jednego. Nie ogranicza się jednak jedynie do bliskiego wschodu – mamy w Magi odpowiednich chin, mongolii, a w przyszłych tomach pewnie i wielu innych krajów. Jest to coś naprawdę oryginalnego… I świetnie przyciąga uwagę!

Leniwiec o fabule v2

Musiałem przygotować taki dłuższy wstęp, wybaczcie. Niemniej, Magi: The Labirynth of Magic, jak już pewnie zdążyliście wywnioskować, jest tytułem, który wzbudził moje zainteresowanie. Te dzieła z gatunku shounenowo-przygodowych mają coś w sobie, co przyciąga mój szósty zmysł ciekawości. Tym razem jednak nie brałem mangi w ciemno – mam za sobą seans adaptacji anime, lecz widziałem ją na tyle dawno, że mało co z niej pamiętam niestety.

Świetnie wspominam z kolei historię poboczną, która dzieje się przed wydarzeniami z Magi: Adventure of Sinbad. I chociaż sama w sobie stanowi uzupełnienie do przygód z komiksu, nic się nie stanie, jeżeli zabierzecie się za nią przed lekturą – a naprawdę warto i to anime jest dostępne na Netflixie!

Wydarzenia w mandze są ciekawie prowadzone, chociaż bardziej od samej osi fabuły, cieszyła mnie kreacja bohaterów. Nie wiem dlaczego, ale historia w Magi: The Labirynth of Magic biegnie dla mnie chyba  trochę za szybko. Przez te trzy tomy, mimo że bawiłem się nieźle, kompletnie nie wczułem się w tworzony dla mnie klimat. Prawdopodobnie to przez moje flashbacki z anime, gdyż trzeci tom połknąłem jednym kęsem, z zapałem przewijając kolejne kartki. 

Myślę, że mocną stroną Magi nie jest ta warstwa shounenowa, a te momenty, w których autorka przechodzi do tematu dyplomacji między państwami – bo i takie się znajdą oraz kwestii handlowych (świetnie obie te rzeczy ukazały wspomniane wcześniej Przygody Sinbada). Mam nadzieję, że w kolejnych tomach zobaczymy więcej takiej tematyki, bo akcja, gdy bohaterowie nie zdobywają labiryntu, jest raczej przeciętna i lekko nużąca. 

Kreska:

Od strony wizualnej jest dobrze. Shonobu Otaka ma talent do tworzenia komizmu sytuacyjnego, przerabiając odpowiednio wygląd czy mimikę bohaterów. Na minus na pewno wpływa fakt, że z łatwością da się rozpoznać, kto jest tym złym, a kto dobrym. Tak naprawdę tylko dwa razy ten schemat dobry to ładny w tych trzech tomach się nie sprawdził.

Co nie znaczy, że ogólny design postaci jest zły. Wręcz przeciwnie! Niemal każdy w Magi: The Labirynth of Magic, jeżeli nie bawi, to w jakiś sposób przyciąga swoim wyglądem. Bardzo lubię oczy, które autorka rysuje. Niby niczym się nie wyróżniają, a jednak oddają emocje. 

Dziwi mnie tylko, że w większości Aladyna widzimy jako dziecko – z aparycji, a czasem zdarzają się kadry, gdy wygląda na znacznie, znacznie starszego. 

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o obwolutach. Głupotą zresztą byłoby o nich nie wspomnieć, bo są prześliczne. Kolorowe i żywe, przyciągające wzrok, zdradzające co nieco o głównym motywie tomiku, a przede wszystkim: z grzbietami, które genialnie prezentują się na półce. Dobra robota Waneko.

Bohaterowie

Z jakiegoś powodu nie mam kompletnie żadnych przemyśleń na temat bohaterów. Prawdopodobnie dlatego, że tutaj każdy jest sztuczny. Ale jak to? Mówisz, że w Magi postacie są źle napisane? Nie, nic z tych rzeczy – po prostu na przełomie tych trzech tomów, wydaje mi się, że żadna z postaci nie pokazała swojej prawdziwej twarzy.

Każdy ma do ukrycia swoje sekrety, swoje prawdziwe cele, a czasem nawet przeszłość. Dlatego tak, jak bohaterowie sami o sobie nie wiedzą wiele, tak i czytelnikowi doskwiera ten brak wiedzy. Czy to dobrze? To już zależy od osobistych preferencji. Moim zdaniem wprowadza to pewną atmosferę tajemnicy, może nawet niepokoju – i to na plus. Z drugiej strony jednak: nie za bardzo mamy jak przywiązać się do tych „masek”.

Wszyscy, poza samym Aladynem, gdyż on jest przeuroczo niewinny, ale posiada wewnętrzny kompas moralny. Dzięki temu podejmowane przez niego decyzje są względnie dobre, ale niestety czasem nieprzemyślane. Gdyby nie poboczni bohaterowie, nasz malutki Magi, nawet z Ugo przy boku, nie pożyłby za długo. 

Leniwiec: The Labirynth of Sloth

Magi: The Labirynth of Magic jest na pewno mangą wartą uwagi. Poczytałem kilka innych recenzji i mam lekkie obawy co do przyszłości serii, ale na ten moment nie jest źle. Na ogromny plus zasługuje naprawdę zabawny, chociaż prosty – czasem i nawet prostacki – humor Magi. Zwyczajnie ciężko się nie uśmiechnąć, chociażby pod nosem.

Zastanawia mnie, jak w mandze zostaną ukazane pojedynki. Na ekranie – robiły wrażenie swoimi efektami, dźwiękami i kolorami. Czarno-biały komiks pod tym względem jest w gorszej pozycji… Liczę jednak, że nie będzie tragedii.

Czekam na kolejne tomy. Magi: The Labirynth of Magic warto zobaczyć nawet dla samych bliskowschodnich klimatów.

Dziękuję Waneko za egzemplarze recenzenckie. 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: