Madoka Magica – anime które (niemal) zabiło magiczne dziewczynki

Gatunek biorący na tapet motyw magicznych dziewczynek jest już doskonale wryty w zbiorową świadomość każdego fana anime. Ba, pierwsze historie, które dały mu właściwie początek powstawały już w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Na przestrzeni dekad mahou shoujo nabierało kształtów i dorobiło się kilku(nastu) wyraźnych tropów, jakie stały się matrycą dla kolejnych produkcji tego typu. Do tego stopnia, że następujące po sobie animacje niewiele różniły się w praktyce między sobą – powielając wszystko, co zdążyli dodać wielcy poprzednicy. Przełamania formuły zdarzały się (np. Princess Tutu), choć były raczej rzadkie i nie miały tak wyraźnego wpływu na magical girls, jak bohaterka tego tekstu. Nie pomagał też fakt, że większość z nich wprowadzała zmiany mało konsekwentne i raczej dotyczące kosmetyki oraz estetyki niż sięgające ku gruntowej gatunkowej wiwisekcji.

Aż przyszedł styczeń roku dwa tysiące jedenastego, a studio SHAFT postanowiło sprawić magicznym dziewczynkom psikusa. Biorąc wszystkie rzeczy, które kojarzymy z tego typu produkcji, by następnie je zdekonstruować i złożyć na nowo, wprowadzając do całości jeden sekretny składnik. I tak też zrodziła się Puella Magi Madoka Magica, ale zanim wyjaśnię, co sprawia, że to anime jest tak wyjątkowe – muszę nakreślić pewien kontekst.

Mahou shoujo na tropie

O co mi chodzi? Otóż najpierw musimy przyjrzeć się temu, co składa się na elementy tworzące standardowe anime w tym gatunku. Jaką funkcję spełniają i jak zazwyczaj utylizowane są przez autorów. Pozwoli to nam lepiej zrozumieć, dlaczego Madoka Magica jest tak wyjątkowa na tym tle. Będą one również stanowić wyjście do następnych punktów w analizie. 

Aby odpowiednio do tego podejść, pozwólcie, że posłużę się przykładami. Najlepiej takimi, jakie większość z Was będzie kojarzyć. I chyba nie ma tutaj lepszego anime, do którego mogę się zwrócić, niż Sailor Moon, w polskiej wersji językowej znane jako Czarodziejki z Księżyca. Nie bierzcie tego jednak jako krytykę czy wyżywanie się na tej serii – reprezentując swój gatunek, nawet w podstawowej formie, wciąż robi masę rzeczy świetnie. W końcu popularność tej serii nie wzięła się znikąd. Poprzez zastosowaną formułę stanowi jednak idealną podstawę dla dalszej części tekstu.

Super sentai w wersji dla kobiet

Co ma wspólnego Sailor Moon z Power Rangers? Okazuje się, że całkiem sporo – szczególnie w sposobie prowadzenia historii i tego, jak wyglądają kolejne odcinki. Piję oczywiście do ogranego motywu “potwora tygodnia”, którym kierują się dość wyraźnie obie serie. Główny złoczyńca wysyła potwora, który ma pozbyć się raz na zawsze bohatera, protagonista ostatecznie zwycięża, a villain grozi mu pięścią z oddali. Każdy z nas zna to bardzo dobrze. Tym motywem posługuje się zdecydowanie większość tych serii. Pozwala on oczywiście ciągnąć je jak najdłużej, a bardziej wymagających antagonistów wprowadzać do finału sezonu. Zazwyczaj sprawdza się to całkiem nieźle, ale gdy już przywyknie się do tego schematu i zacznie zwracać na niego uwagę – może zacząć mocno przeszkadzać.

Słodka maskotka

Żadna seria mahou shoujo nie może się oczywiście obyć bez tego elementu. W końcu coś musi sprzedawać zabawki. Najczęściej jest to bardzo urocze stworzonko, które (zazwyczaj) posiada intelekt i jest nośnikiem Starożytnej Mocy ™, którą przekazuje bohaterce. Głównie po to, by ta walczyła w imieniu dobra, sprawiedliwości i miłości czy tego, co tam scenarzyści zdecydowali się wrzucić. Rola futrzaka bywa raczej symboliczna i po pierwszych epizodach, gdzie uczy bohaterkę, jak używać mocy, później kręci się w pobliżu w ramach przypominania, że istnieje.

Motywacje

Kolejną rzeczą jest częsty kompletny brak motywacji, celów i siły pchającej bohaterów do walki. Musimy przyjąć po prostu, że tak ma być – ot trafiło na ciebie, moja droga bohaterko, a teraz jedynym wyjściem jest posłuszna eliminacja monstrów. Choć moment otrzymania mocy bywa związany z jakimś zagrożeniem dla samej protagonistki / kogoś jej bliskiego, zazwyczaj ostatecznie nie niesie to żadnych konsekwencji lub pytań o implikacje tej decyzji. Bohaterki nie mają w zwyczaju jej kwestionować ani poddawać w wątpliwość swojej krucjaty przeciwko siłom zła. Obowiązki, niedogodności i życie magicznych dziewczynek nie zmieniają się w żaden sposób na gorsze. Ich codzienność nie wywraca się do góry nogami, a jeżeli już podejmowano ten temat,  to traktowano go w sposób humorystyczny.

Coś jeszcze?

Pomijając przytoczone wyżej fabularne motywy, które zazwyczaj stanowią rdzeń serii mahou shoujo, pozostaje mi jeszcze tylko napomknąć o dwóch rzeczach. Przede wszystkim o warstwie estetycznej, a głównie “przemianach” bohaterek w magiczne dziewczynki. Specjalne stroje oraz cała sekwencja przeistaczania jest jednym z bardziej charakterystycznych momentów każdego anime z tego gatunku. Jest z nim tak mocno skojarzony, że chyba nie istnieje seria, która by z niego całkowicie zrezygnowała. 

Drugą kwestią jest obecność wątków romantycznych. Do wyboru, do koloru – dosłownie. Zwykle bardzo, bardzo mocno zakorzenione w nurcie shoujo z trójkątami romansowymi czy próbami zagadania “do tego jedynego chłopaka”. Nieco rzadziej możemy spotkać wątki LGBT, ale te jeżeli ju, dotyczą głównie postaci drugoplanowych. Magiczne dziewczynki nierozerwalnie złączono z historiami miłosnymi. W końcu przeznaczone są głównie dla widowni, na którą składają się przede wszystkim nastoletnie, dorastające dziewczęta. Bohaterki mahou shoujo mają być dla nich jak najmocniejszym odbiciem ich własnego, wstrząsanego zmianami hormonalnymi i psychologicznymi dojrzewania.

Magiczny składnik: konsekwencje

Myślę, że nakreślenie kontekstu mamy tym samym z głowy i możemy przejść do sedna, czyli do serii będącej bohaterem tego tekstu. Madoka Magica, jak już pewnie zauważyliście w nagłówku tego fragmentu, dodaje do skostniałej fabuły pewną przyprawę. Coś, co zazwyczaj nadaje głębi smaku każdej dobrej historii, która próbuje zrobić nieco więcej niż być tylko kolejnym odtwórczym dziełem. Jeżeli pamiętacie finał pierwszej odsłony sagi “Pieśni Lodu i Ognia” G.R.R. Martina, a także niesławne Krwawe Gody – będziecie rozumieć dokładnie o czym mówię. Decyzje bohaterów, działania przez nich podejmowane, a przede wszystkim wynik, będący składową tych dwóch. Wiarygodne prowadzenie historii w pigułce.

Madoka: robisz to dobrze!

I śpieszę z radosną nowiną, że scenarzyści omawianego tutaj anime odrobili swoją lekcję. Choć podejmując pewne decyzje, bohaterki kierują się głównie jak najlepszymi chęciami,  zapominają o ich możliwych konsekwencjach. Te jednak zawsze czekają je na końcu ich drogi i wynikają z jasnego, przyczynowo-skutkowego rozwoju akcji. Każdy wybór ma swoją wagę oraz cenę. Już samo zdecydowanie się na walkę w ramach przyjęcia mocy mahou shoujo związane jest z pewnymi wyrzeczeniami. Młodociany entuzjazm i idealistyczne podejście przesłaniają protagonistkom pewne oczywiste przesłanki, że może jednak nie wiedzą, na co się piszą. Także emocje nimi targające są zazwyczaj złymi doradcami. Szczególnie gdy przystępuje się do walki na śmierć i życie w stanie upojenia euforią oraz nadmierną pewnością siebie. Wszystko ma swój koszt.

Kyuubei a sprawa Madoki

Wspominałem wcześniej, że słodki zwierzak-maskotka serii również doczekał się własnej dekonstrukcji. W świecie tego anime nic nie jest pozbawione ceny, więc w zamian za spełnienie życzenia nasz Kyuubei (bo tak się on wabi) oczekuje zapłaty. Historia od początku stara się nam zakomunikować, że coś z futrzastym jest zdecydowanie nie tak. Moment pierwszego spotkania, gdzie praktycznie stara się chować za osobami postronnymi, późniejsze subtelne nagabywania, półprawdy, skromne dawkowanie informacji i manipulacje. Przede wszystkim te ostatnie: Kyuubei wchodzi w głowy bohaterek, pociągając za sznurki kolejnych wydarzeń, a także subtelnie nakierowując je na tory, które dla niego są optymalne. Cel? Stworzyć jak najwięcej mahou shoujo. Powód? Ludzkość posiada pewien zasób, który jest dla niego bardzo cenny, a wykorzystanie magicznych dziewczynek umożliwia najlepsze “zbiory”. 

Zamiast maskotki w roli postronnego obserwatora i wyłącznie dodatku estetycznego, dostajemy w Madoce gracza, który zza kurtyny steruje wydarzeniami. Jest proaktywnym uczestnikiem wydarzeń, prowadzącym je do korzystnego dla siebie finału.

Potwór tygodnia

Wiedźmy – to jest właśnie potworność, z którą przychodzi się mierzyć bohaterkom w tym uniwersum. Uosobienie pokręconej strony ludzkiej psyche, kompletnie szalone i pełne gniewu wobec świata. Nie można z nimi wdawać się w żaden dialog, bo kierowane są wyłącznie potrzebą pogrążania ludzi wokół siebie w desperacji oraz poczuciu beznadziei. Czerpią swoją moc z negatywnych uczuć, a przez całą historię widzimy tylko kilka z nich. Każda ukrywa się w rozbudowanym, abstrakcyjnym labiryncie, który jest reprezentacją wykręconego “ja”, którym były przed przemianą. “Przemianą?” zapytacie. Otóż ich pochodzenie jest nierozerwalnie związane z planem Kyuubeia. Można powiedzieć, że magiczne dziewczynki i wiedźmy mają wspólną genezę. W kontekście historii nabiera to tragicznego wydźwięku braku nadziei i nieuchronności pewnych wydarzeń. 

Opowieść snuta w Madoce jest bardzo pesymistyczna i im dalej sięga w psychologię bohaterek, tym mocniej zaznacza tragizm ich sytuacji.

Madoka Magica: altruizm kontra egoizm

Motywem przewijającym się przez całe anime jest konflikt między postawą altruistyczną a egoistyczną. Twórcy zmuszają nas do zastanowienia się, która z nich jest lepsza i czy bezinteresowność musi zawsze oznaczać pozytywny efekt. Kyuubei oferuje bohaterkom jedno życzenie w zamian za przemianę w mahou shoujo. Który to wybór, jaki sen mają możliwość spełnić, jest nam zaprezentowany jako poważny problem etyczny. Protagonistki długo debatują, zastanawiają się i analizują, czy podjęcie brzemienia walki z Wiedźmami jest warte jednego spełnionego snu. A może i przede wszystkim – na co by go przeznaczyły: własne szczęście czy szczęście innych. Seria nie daje nam na to jasnej odpowiedzi, starając się pokazać możliwie  najszerszy punkt widzenia. Motywacje bohaterek są jasno zarysowane i rozumiemy podjęte decyzje, a także ich konsekwencje.

Najciekawszą według mnie kwestią pozostaje fakt, iż gdy spojrzymy na anime jako całość, to każde życzenie (poza jednym)było egoistyczne. Nawet jeżeli z pozoru wydawały się wypowiedziane w dobrej wierze, ostatecznie sprowadzały się do – czasem tylko podświadomie z chęci zapewnienia szczęścia samemu sobie. W najłatwiejszy możliwy sposób, bez dania czegoś od siebie. Proste rozwiązanie, które powierzchownie zakłada brak poświęceń z własnej strony. I co intrygujące: jest nie tyle krytyką bohaterek, co ich uczłowieczeniem i dodaniem kolejnej warstwy do budowy charakteru oraz tła emocjonalnego. Ludzie tak działają – szukają rozwiązań, które mają zapewnić im najlepszy stosunek zysków do strat. W rzeczywistości zaciągasz jednak dług, który przyjdzie prędzej czy później spłacić.

Mahou shoujo po Puella Magi Madoka Magica

Nie da się ukryć, że powstanie tego anime to było prawdziwe uderzenie ciężkim młotem w skostniały gatunek. Dokonał zarówno dekonstrukcji, jak i próby rozliczenia tropów, motywów i całej reszty “tłuszczu”, jaki narósł na nim przez lata. Madoka to tak kompleksowe dzieło, że prawie zabiło mahou shoujo w całości. Przynajmniej w klasycznym rozumieniu, bo po Madoce mieliśmy mały zalew serii, które na jej modłę próbowały być inne. Jest to np. Mahou Shoujo Site. Choć zwykle nie kończyło się to zbyt dobrze, bo niewielu zrozumiało, na czym polegał sukces projektu studia SHAFT. Zamiast tego mieliśmy prawdziwy edge-fest produkcji, które starały się coraz mocniej szokować lub iść w kierunku niemalże torture-porn. Zagoniono tym samym magiczne dziewczynki w róg, skąd jedynym wyjściem okazał się powrót do klasyki, jaki nastąpił w ostatnich latach.

Co dalej?

Finalnie nie da się nie przecenić wpływu Puella Magi Madoka Magica na jej własną niszę. Obecnie możemy mówić przede wszystkim o animacjach spod znaku mahou shoujo przed i po tej produkcji. Zapewniła sobie tym samym status bezdyskusyjnej kultowości. Kolejni twórcy nie mogą tworzyć swoich historii bez uwzględnienia tego, że ktoś w roku 2011 dokonał głębokiej rewizji, a wręcz rewolucji w gatunku. Kończąc, nie mogę zrobić nic innego, jak tylko zachęcić Was do sięgnięcia po Madoka Magica. Sami oceńcie, czy rzeczywiście było tak przełomowe anime.

Zapraszam też do innych artykułów na naszej stronie, do mojego mojego tekstu o anime BEASTARS lub tekstu Kajetana o Tokyo Ghoul! Zajrzycie również na nasz fanpage – Leniwa popkultura. Ostatnio otworzyliśmy też grupę – Popkulturowe Leniwce!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments