Ludzka strona superbohatera. Invincible – Tom 2

Lubimy powtarzać, że rodziny się nie wybiera. Lubimy narzekać na bliskich, którzy są nieodłączną częścią naszego życia i od których niedane jest nam uciec. Mnóstwo kłótni, sporów i problemów, bo z rodziną dobrze wychodzi się przecież tylko na zdjęciach. Jedni chcą, by ich mama była znaną piosenkarką, a nie nauczycielką […] Wszystko to leży w naturze ludzkiej i jest częściowo zrozumiałe, ale co, gdyby wasz ojciec był… superzłoczyńcą!? Właśnie tak, mniej więcej, wyglądał wstęp do recenzji tomu pierwszego. Tu zmieniłem zaledwie ostatni człon w kończącym wyrazie. Dlaczego?

Wciskam się w moje lateksowe wdzianko…

…i spieszę z wyjaśnieniami! W poprzedniej recenzji kilkukrotnie wspominałem o momencie kulminacyjnym, który wzniósł pierwszą część przygód Marka Graysona na wyżyny. Ów zwrot akcji to odkrycie, iż ojciec Invincible nie jest wcale superbohaterem. O ile przedrostek „super” może go definiować (w kontekście siły), o tyle bohaterem bynajmniej nie jest. Okazał się szpiegiem, którego celem było spłodzenie potomka, wybudowanie domu, zasadzenie drzewka i… Wybicie życia na całej planecie. Synkowi pomysł nie pasował i postanowił mu w tym przeszkodzić. Wywiązała się sprzeczka, aby następnie (jak to w takich historiach bywa) przejść do rękoczynów. Mark ledwie przeżył, a ojczulek odleciał w nieznane – choć, co ważne, wybił wcześniej wszystkich ważnych Obrońców Planety. Tyle go widziano, ale życie musi toczyć się dalej. Ziemia się sama nie uratuje.

Świat bez ojca

Fabuła tomu drugiego przedstawia nam sytuację na Ziemi po tym, jak najsilniejszy z super(ekhem)bohaterów ją opuścił. No i tu zaczyna się to, co najlepsze! Autor nie poszedł na łatwiznę, serwując nam odgrzewany kotlet o budowaniu nowej ekipy i treningu tytułowego bohatera. Chwała mu za to! Zamiast tego, dostajemy bardzo dojrzałą treść. Całą przedstawioną historię mógłbym streścić jednym słowem:

Problemy

Oglądamy je, nie tylko z perspektywy superherosa, który ratuje świat, ale też zwykłego dzieciaka, który musi wejść w buty ojca również w domu. To fantastycznie obrazuje nam, że nie trzeba codziennie walczyć ze swoim nemezis, aby mieć ciężkie życie. Marka męczą kłopoty nastoletniej natury – kłótnie z dziewczyną, alkoholizm matki, rozłąka z przyjaciółmi, ból po stracie… Cała masa tych wspomnianych w podtytule roblemów. Starcia jako Invincible zdają się tutaj tylko tłem dla ukazania obrazu rozbitej rodziny i zagubionego chłopaka. Był to bez dwóch zdań świetny ruch. Podobne kroki podejmował Stan Lee przy kreśleniu swoich pierwszych herosów. Dzięki temu łatwiej jest się utożsamiać z…

…bohaterami!

Pod tym względem jest znacznie lepiej niż w przypadku pierwszego zbioru. Tak, jak wspomniałem w poprzednich akapitach, bardzo mocno poruszono aspekty psychologiczne. Nie będę owijał, kupili mnie tym. To, jak dużo uwagi przykuto do problemów Pani Grayson, jest zdecydowanie najlepszą rzeczą, jaką do tej pory spotkała omawiany komiks. Ból po zdradzie, walka z pustoszejącym domem, z samotnością. Skrajne stany, depresyjne poszukiwanie pomocy, a koniec końców – topienie problemów w butelkach alkoholu. Już pierwszy tom zwiastował, że nie jest to komiks, który w pełni zrozumieją młodsi czytelnicy, ale drugi przekazał to wprost.

Jeśli chodzi o postacie drugoplanowe, tutaj również twórcy zaliczyli progres. Bardzo miłym dodatkiem było zamieszczenie na końcu wydania kilku historyjek, które przedstawiały genezę bohaterów jak Atom Eve czy Immortal. Prawdopodobnie rezygnacja z takiego dodatku pozostałaby niezauważona, ale jeśli już jest, to zasługuje na duży plus! Niektóre historie, choć krótkie, to wypadły bardzo interesująco. Na pierwszy rzut oka widać, że wszystko zostało przemyślane, a nie napisane na kolanie i rzucone do druku.

O kresce słów kilka

Dosłownie, bo nie ma potrzeby, aby bardziej się tym aspekcie zanurzać. Ryan Ottley utrzymał swój poziom. Wszystko to, co podobało mi się w pierwszym tomie, mógłbym tutaj przepisać i bliźniaczo wygląda sprawa z tym, co nie przypadło mi do gustu. Dalej dużo kolorów, dalej proste rysunki, dalej zabieg z powielaniem klatek. Cieszy mnie to, że rysownik nie zaliczył potknięcia i dalej utrzymuje się na stałym, stabilnym poziomie.

Czy jest więc idealnie? Bynajmniej.

Istnieje powiedzenie, że komiks jest tak dobry, jak występujący w nim antagonista. A jeśli nie istniało, to właśnie je wymyśliłem! Idąc za jego przekazem, nie mogę wystawić najwyższej noty drugiemu tomowi przygód Invincible. Wrogowie są zwyczajni, bez polotu. Żaden nie zapadł mi w pamięć na dłużej. No, może z wyjątkiem jednego, chociaż dostał on niewiele objętości komiksowej. Pozostaje czekać na kolejne tomy. Wierzę, że następny zbiór komiksów rozwinie nieco historię arcyłotra z tak dużym potencjałem, co więcej, rozjaśni aktualną sytuację ojca głównego bohatera. Niestety, w tym zbiorze zabrakło mocnego tupnięcia.

Reasumując!

Drugi tom utrzymał wysoki poziom premierowej części. Jest stabilnie i za to trzeba autorów pochwalić, albowiem mówimy tu już o sumie 24 zeszytów przygód. Odniosłem wrażenie, że poprawiono nieco aspekty, które zostały zaniedbane przy okazji pierwszego zbioru. Może pamiętacie, ale duży zarzut kierowałem w stronę ogólnie panującej otoczki związanej z supermocami. Tutaj, w omawianym tomie, Kirkman skupił się zdecydowanie bardziej na ludzkiej naturze i to zasługuje na duży plus. Zaniedbano natomiast trochę element, który wtedy chwaliłem – nakreślenie wrogów. Wszystko się wyrównało, jednak ustabilizowanie pewnego, przyzwoitego poziomu jest dobrym pierwszym krokiem. Czas na kolejne!

Czekam mocno na tom trzeci!

Mam zaskakująco pozytywne przeczucie z nim związane. Scenarzysta zbudował sobie tak solidny fundament, że ciężko będzie o niestabilną strukturę tej konstrukcji. Może na nich powstać coś niesamowicie pięknego i wierzę, że kolejne części rozpoczną tę drogę. Na przełomie 24 zeszytów obcowałem ze świetnie wykreowanymi bohaterami oraz genialnym szwarccharakterem. Doświadczyłem, poprzez postać Marka, problemów superbohaterskiej profesji, normalnego nastolatka, a co więcej – konfliktu między obiema rolami. Mocno trzymam kciuki i wyczekuję marca, bo wtedy, nakładem wydawnictwa Egmont, ukaże się trzeci tom, po którym wiele się spodziewam!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o