Kult od zakrystii. Recenzja koreańskiej dramy Save Me 2

W związku z budową zapory wodnej mieszkańcy wioski Woolchuri zostają zmuszeni do przeprowadzki. Z niespodziewaną pomocą przychodzi im Choi Kyung Seok, szanowany senior i profesor prawa, który mimochodem wspomina, że planuje budowę osiedla mieszkaniowego. Wstęp będą mieli jedynie ci, którzy należą do kościelnej społeczności. W tym samym czasie Choi sprowadza do Woolchuri pastora Sunga. Młodego i eleganckiego duchownego, w którym miejscowi zakochują się od pierwszego wrażenia. 

Zapatrzeni w swoich wybawców prości ludzie nie potrafią dojrzeć prawdy: pod przykrywką religijnego kultu Choi Kyung Seok próbuje wyłudzić od nich pieniądze z rekompensaty za przeniesienie.

I wszystko uszłoby mu na sucho, gdyby nie ten nieznośny dzieciak, Kim Min Chul!

Do dwóch (?) razy sztuka

Koreańskie seriale mają to do siebie, że rzadko otrzymują drugie sezony. Jeśli już — są to spin offy. I tak stało się w przypadku Save Me.

W 2017 roku stacja OCN zaprezentowała widowni opowieść o młodej dziewczynie, która zmuszona do członkostwa w pseudo religijnym kulcie oczekiwała na swoich wybawców. Zapowiedzi wydawały się obiecujące. Podobnie interesująca była obsada. Obok jednej z najzdolniejszych aktorek młodego pokolenia, Seo Ye Ji, wystąpili TaecYeon, z popularnego zespołu kpopowego 2PM i nowicjusz Woo Do Hwan. Resztę obsady uzupełnili uznani aktorzy jak Cho Seong Ha, Park Ji Young i Jo Jae Yun. I o ile początek dramy był wciągający, tak z czasem historia kompletnie się rozmyła.

Podejmując temat tak ciekawy, jak kult religijny, warto zgłębić się w psychologię jego działania; sposoby manipulacji jego członków, a także poddać całość jakiemuś komentarzowi. Niestety, odniosłam wrażenie, że Save Me służyło tylko wypromowaniu nowej gwiazdy, w postaci Woo Do Hwana, a obecność popularnego piosenkarza wydawała się stacji wystarczająca, by zatrzymać widzów przy ekranie.

W 2019 ruszyło, Save Me 2. Całość oparta jest na filmie The Fake z 2013 roku. Już od początku promocji było jasne, że drugi sezon z pierwszym będzie miał wspólną jedynie tematykę. Obsada składa się z aktorów weteranów oraz młodych gniewnych, o których nie czyta się w prasie plotkarskiej. Bez blichtru i przepychu, nawet plakat zwiastuje wyjątkowo przytłaczającą historię bez tak częstej w kdramach glamoryzacji przedstawionego świata. 

Centralnymi postaciami są: senior Choi, pastor Sung oraz Kim Min Chul, lokalny recydywista. (Silną reprezentacją kobiecą miała być Esom jako Kim Young Sun, ale panowie kompletnie ją zdominowali). Kiedy senior i pastor wprowadzają się do Woolchuri, Min Chul akurat wychodzi z więzienia, by wrócić w rodzinne strony.

Masz jakiś problem?

Kim Min Chul to nie jest jeden z tych głównych bohaterów, któremu chcesz kibicować. Kim Min Chul to raczej “typowy Seba”. Nawet dresik i przykuc się zgadzają. Jest porywczy i wszystkie sprawy załatwia za pomocą pięści. Czy to bohater, na którego zasługują mieszkańcy Woolchuri?

Obsadzony w roli Min Chula Uhm Tae Gu, nie należy do grona ślicznych chłopców, jakich w kdramach na pęczki. Za to jest fenomenalnym aktorem z bardzo charakterystycznym głosem i przy dobrym wyborze ról czeka go piękna kariera. Zrobił z Min Chula ciekawą postać, której nie da się lubić na samym początku, ale z czasem widz zaczyna się do niego przekonywać. Ciężko wskazać momenty bez spoilerowania, jednak zalążki przytłoczonego i złamanego przez los młodego człowieka pojawiały się dość wyraźnie na jego twarzy. Jako jedyny przejrzał zamiary seniora Choia. Widział jak pod jego nosem, w jego rodzinnej miejscowości rozwija się kult religijny. Musiał więc podjąć decyzję, czy wziąć na swoje barki ratowanie ludzi, którzy uważali go za Szatana?

Ulepieni z tej samej gliny

Po drugiej stronie barykady znajdują się senior Choi i pastor Sung. Wymieniam ich zawsze obok siebie, bo losy obu panów są powiązane. Obaj zaczynają jako przykładni obywatele, o szlachetnych obliczach i operujący pięknymi słowami. Są jak dwie strony tej samej monety. Senior Choi potrzebuje pastora, bo bez niego kult nie mógłby się rozwijać. Pastor natomiast, jako duchowy pasterz potrzebuje oddanych owieczek, a te sprowadza mu Choi. Cheon Ho Jin jako senior bardzo mi zaimponował. Wcześniej widziałam go tylko raz w niewymagającej roli w City Hunterze, gdzie nie dostał wartościowego materiału. W Save Me 2 pokazał swoje aktorskie możliwości, operując resztą postaci niczym najlepszy dyrygent. W ułamku sekundy zmieniał się z dobrotliwego staruszka w wyjątkowego łajdaka i z powrotem. Senior Choi w jego wykonaniu to kryminalista, który wykorzystuje kult do zdobycia pieniędzy… A sama wiara wydaje się latać mu koło ogona. 

Z Kim Young Min’em (pastor Sung) spotkałam się po raz pierwszy. Zrobił na mnie duże wrażenie, a jego postać to największe zaskoczenie dramy. Chcąc napisać więcej, musiałam zdradzać fabułę.

Skaranie boskie z religijnymi fanatykami!

Wśród mieszkańców Woolchuri mamy sołtysa, próbującego zachować twarz na chwilę przed destrukcją jego miasteczka oraz mającego prywatne problemy z dorastającą córką. Dalej są to: małżeństwo prowadzące lokalny sklepik, rybak, hodowca kur, samotna matka wychowująca nastolatka oraz starsza kobieta zajmująca się niepełnosprawnym umysłowo kuzynem i jej syn z ciężarną żoną. Ostatnią rodziną jest matka Min Chula, radząca sobie z niechlubną przeszłością pierworodnego oraz jej córka: Young Sun. Występki brata położyły się cieniem na jej życiowe plany i zamiast studiować medycynę, musi dorabiać w restauracji. 

Każda z tych rodzin stawia czoła życiowym problemom. Pomocą okazuje się kult! Obserwując, jak każdy w innym tempie, poddaje się manipulacjom seniora Choia, zaczęło do mnie docierać, dlaczego ludzie szukają pocieszenia w wierze. Choi, potajemnie zakładając kult, zaczął dawać im szansę na lepszą przyszłość. Znajdował odpowiedzi na gnębiące pytania. Dał nadzieję tam, gdzie jej już nie było. To samo robił pastor Sung, a on naprawdę wierzył, że kult będzie czymś dobrym. Naprawdę chciał pomagać i nieść pocieszenie. 

save me 2 kult

Niebezpieczna gra pozorów

Tym, co mnie najbardziej przyciągało do dramy to relacje, jakie widz zawierał z jej bohaterami. Właściwie z każdym, nie tylko z trójką protagonistów, wybieramy się w podróż, szukając wzajemnego zaufania. A o to nie jest łatwo. Próbując wybrać swojego ulubionego bohatera, możemy wpaść w sidła zastawione przez scenarzystę. Jako widzowie wiemy dużo więcej niż, np. mieszkańcy Woolchuri, a i tak jesteśmy wodzeni za nos. Od sympatii po nienawiść, od niechęci do kibicowania, czy też od poirytowania oraz pogardy do współczucia i na odwrót. Nawet największym draniem (w mojej opinii) okazuje się ktoś zupełnie nieoczywisty.

Kult ci w oko

Kolejną ważną rzeczą jest sam kult i sposób, w jaki został ukazany. Tym razem mamy okazję oglądać manipulacje od samego początku. Choć drama informuje, że zbieżność z prawdziwymi instytucjami jest zupełnie przypadkowa, to nie ma wątpliwości, o którą z religii chodzi. Korea nie jest katolicka. Twórcy mogli z dużo większym spokojem i dystansem podchodzić do tematu, nie bojąc się, że kogoś urażą. Przeczytałam opinię, że Save Me 2 jest w pewien sposób odpowiedzią na rosnące w siłę koreańskie stowarzyszenia katolickie, ale się z tym nie zgodzę. Przez ostatnie parę lat zauważyłam, że tematyka kościelna pojawia się w koreańskiej popkulturze coraz częściej. Film The Priests z 2015, drama The Fiery Priest (2019) czy OCN’owe Priest i The Guest (oba 2018) wszystkie w bardzo pozytywny sposób przedstawiały katolickich księży egzorcystów, robiąc z nich wręcz bohaterów kina akcji.

Dlatego bardzo interesuje mnie, jak Save Me 2 odebraliby widzowie tacy jak ja — wychowani w zupełnie innym społeczeństwie. Jak na dłoni zostało pokazane, ile tak delikatne narzędzie, jakim jest wiara, jest w stanie wyrządzić krzywd. I nawet duchownym, o najszczerszych zamiarach, momentami powinno być strach ufać. Jednak interpretacja historii jest dowolna i chętnie o niej podyskutuję.

Podsumowując

W zalewie bezsensownych, powtarzalnych i źle rozpisanych fabuł, jakimi potrafią raczyć kdramy (szczególnie w tym roku) aż dziwi, że Save Me 2 nie miało wysokiej oglądalności.

Podtytuł The Fake, czyli fałszywy, oszust lub imitacja, to najlepszy podtytuł, jaki można było nadać serialowi. Tutaj nic nie jest takie, za jakie uchodzi. Każdy kłamca uznawany jest za prawdomównego człowieka, a ten, kto stara się wykrzyczeć prawdę, staje się wrogiem.

kult

Podejmując tak drażliwy temat, jak kult religijny Save Me 2 wyróżniło się śmiałością i zmusiło widza do myślenia, a nie tylko podążania z nurtem fabuły. Wachlarz charakterów, a także rozwój, jaki bohaterowie przeszli od pierwszego do ostatniego odcinka poraża i wciąga. Tempo, choć nie goniło, to zdecydowanie nie nudziło. Wiwisekcja manipulacji seniora Choi’a i ludzi z nim związanych, a także reakcje nieświadomych mieszkańców i ich powolne poddawanie się słowom oszusta sprawiało, że momentami rwałam sobie włosy z głowy.

A ta końcówka … Coś pięknego!

Widzieliście już Save Me 2? Co uważacie? A może znacie inne ciekawe filmy lub seriale o tematyce kultu, na które warto zwrócić uwagę? Piszcie w komentarzach na stronie lub na naszym fan page’u na Facebooku.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o