Kryzys bohaterów | Zmarnowany potencjał na świetny komiks

Każdy czasem przeżywa chwile załamania. Bezsilność tłamsząca nas od środka potrafi być ogromnym ciężarem. Poczucie winy, strach, gniew, nałogi, urazy psychiczne, czy głęboko skrywane traumy, to tylko część negatywnych emocji, przez które zwykli ludzie popadają w obłęd. A co z superbohaterami? Czy oni zawsze są tacy super? Nie straszni im międzygalaktyczni najeźdźcy i kataklizmy, ale jak radzą sobie  z własnymi demonami? Rąbka tejże tajemnicy uchylił nam Tom King w swojej serii Kryzys Bohaterów. Muszę przyznać, że dość trudna lektura, mimo że to komiks o trykociarzach, bo tak bardzo mieszanych uczuć nie pozostawiło u mnie chyba żadne dzieło. 

Autor scenariusza, odpowiedzialny m.in. za takie tytuły jak Vision, czy Mister Miracle jest bez wątpienia jednym z lepszych współczesnych komiksowych pisarzy. Potrafi rozebrać każdego superherosa z wyidealizowanej otoczki, obnażając przy tym jego niedoskonałości. Postacie napisane przez Kinga, mimo że latają albo strzelają laserami z oczu, są bardzo ludzkie. Niestety to, co Tom zaprezentował odbiorcom, tworząc Kryzys bohaterów, jest osadzone w jego stylu, ale pełne niedoskonałości. 

Sanatorium Sanktuarium. 

Na początku poznajemy Sanktuarium, które ma być lecznicą dla superbohaterów. W końcu po tych wszystkich podróżach w czasie, starciach z psychopatami, czy stratach bliskich może być potrzebna pomoc specjalisty. I tutaj autor miał pole do popisu, bo kto jak kto, ale King umie pisać coś na kształt „portretów psychologicznych”. Pomysł brzmi naprawdę ciekawie, jednak w przypadku Kryzysu Bohaterów „uczłowieczenie” herosów sprowadza się jedynie do losowo rozrzuconych kadrów, gdzie ci opowiadają o swoich problemach do kamery. A  cała „terapia” polega na tym, że podopieczni ośrodka przeżywają swoje traumatyczne chwile w specjalnie przeznaczonym do tego pokoju. Tam sztuczna inteligencja wywołuje najtrudniejsze dla nich momenty, dzięki czemu mogą zostawić przeszłość za sobą. Nie jestem specjalistą w dziedzinie psychiki człowieka, ale jak dla mnie to brzmi mało humanitarnie. Wyobraźcie sobie sytuacje, w których nasi bohaterowie w kółko, codziennie, oglądają śmierć swoich przyjaciół. Wątpię, żeby przyniosło to pozytywne rezultaty. 

Detektywi w akcji… bez akcji

Kolejnym kulawym elementem samej historii jest jej kryminalne zabarwienie. Po to, żeby rozruszać akcje, trzeba było wcisnąć jakąś intrygę. Autor wybrał morderstwo jako napęd dla osi fabularnej. I bardzo dobrze! Tylko niestety znów kusi odbiorców czymś ciekawym, żeby na końcu wszystko zepsuć.

W Sanktuarium zostaje zamordowanych kilku herosów. Podejrzenie pada na Harley Quinn oraz Booster Golda, ponieważ ostatni znaleźli się na miejscu zbrodni oraz nie mieli żadnego alibi. Niby z pozoru ma to ręce i nogi, ale po dobrnięciu do samego końca zauważyłem, że tak naprawdę nikt nie wszczął żadnego śledztwa. Batman, Superman i Wonderwoman w paru miejscach wymienili spostrzeżenia, które wyssali z palca, a winowajca ostatecznie sam się przyznał. Dochodzenie zakończone. Następny sukces policji. 

Co do głównych postaci też mam ogromne zastrzeżenia, bo zostały rozpisane irytująco i po łebkach. Rozumiem, że jest popyt na Harley Quinn i komuś się wymarzyło, aby obsadzić ją w pierwszoplanowej roli, ale można to było zrobić lepiej. W efekcie dostajemy rozkapryszoną, wnerwiającą dziewczynę, której zadanie sprowadza się tylko do przebywania w przypadkowych miejscach i pukania wszystkich dookoła swoim młotkiem. Dosłownie. A przecież wiemy, że można wycisnąć z niej coś więcej. 

Booster Gold z kolei został przedstawiony jako ktoś, kto nic nie wie, nic nie pamięta, nic nie zrobił i najchętniej by sobie poszedł gdzieś z dala od wszystkich. Nie umiałem wyczuć, czy taki był zamysł autora i Goldie miał prezentować się jak outsider, czy po prostu zabrakło pomysłu na bohatera.
Lekko i przyjemnie natomiast została napisana relacja pomiędzy Blue Beetle a Boosterem. Niebieski żuczek wspierał swojego przyjaciela i był dla niego oparciem w trudnych chwilach. Nigdy nie zwątpił w niewinność kumpla i pewnie, gdyby było jakieś śledztwo, pomógłby je rozwiązać. 

Przynajmniej jest na czym zawiesić oko…

Do kreski absolutnie się nie mogę przyczepić, bo jest przepiękna. Zarówno okładka, jak i wnętrze cieszą dopracowanymi szczegółami. Kolory są odpowiednio wyważone między intensywnymi a matowymi, nadając całości baśniowy efekt. Nie czułem tego przesytu żywymi barwami, charakterystycznego dla komiksowych trendów ostatnich lat. Pastelowe odcienie momentami wręcz uspokajały. Połacie zbożowych pól potrafiły przywołać na myśl wakacyjne wypady na wieś do babci. Aż miło było patrzeć. 

Przerysowana seksualność bohaterek, o której niechlubnie wypowiadali się niektórzy w internecie,  aż tak bardzo mi nie przeszkadzała. Rozumiem głosy krytyki w tej sprawie, bo jest to kwestia indywidualna. Ktoś mógł poczuć się odrobinę zgorszony, widząc żeńskie postacie powyginane w przeróżne strony tak, aby eksponowały co trzeba. Ja nie miałem z tym większego problemu. Ot poczułem vibe lat dziewięćdziesiątych, gdzie tego typu obrazki były na porządku dziennym.

Kryzys bohaterów ramię w ramię z kryzysem twórczym

Reasumując– zmarnowano ogromny potencjał. Morderstwo w sanatorium dla superbohaterów z problemami brzmi jak pomysł na świetną opowieść. W dodatku został do tego wybrany idealny autor! Dlatego właśnie jest mi niezmiernie przykro, że całość zaczyna się walić już po pierwszym z dziewięciu zeszytów. Dzielnie brnąłem przez historię, mimo jej ciągłych potknięć. Począwszy od wkurzającej Harley, przez brak działań ze strony czołowych postaci w sprawie zbrodni, kończąc na nielogicznych decyzjach tych drugoplanowych. Również główna problematyka traumy została potraktowana po macoszemu. Do samego końca liczyłem na intrygujące rozwiązanie, a dostałem  jedynie ogromne rozczarowanie. No cóż. Przynajmniej pomysł był dobry i za to mogę docenić Kryzys Bohaterów. 

Zapraszam po więcej naszych tekstów o komiksach z DC, bo jest w czym wybierać. Możecie się przekonać, jak oceniliśmy niedawno wydany origin story Harley Quinn. Czy w solowej historii też była tak irytująca jak w Kryzysie Bohaterów? Koleżanka z redakcji wgryzła się w temat, więc wbijajcie pod link. Wypatrujcie też nowych recenzji, bo jeszcze przez jakiś czas zostaniemy przy konkurencji Marvela. I oczywiście lajkujcie Leniwą Popkulturę na Facebook’u, żeby być na bieżąco ze wszystkimi rynkowymi nowościami! Do następnego!  

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
bastek66
bastek66
5 miesięcy temu

Event który zniszczył Wally’ego i wiarygodność Kinga. Rysunki Manna to jedyna zaleta, zwłaszcza strony otwierające.