Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie. Dobry komiks czy odcinanie kuponów od marki?

Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie to nowa propozycja wydawnictwa Egmont skierowana do młodszych czytelników. Czy okazała się hitem? A może przy czytaniu podśpiewywałem let it go?

Szał na Krainę Lodu trwa nieprzerwanie od premiery pierwszej części przygód Elsy, Anny, Swena i Olafa. Nic w tym dziwnego, w końcu Frozen to całkiem przyzwoita animacja. Niemniej, rynek dosłownie zalała fala różnych gadżetów wykorzystujących wspomnianych bohaterów, samą nazwę oraz inne logotypy. Nie powinno nikogo szokować, że Kraina Lodu wdarła się również do komiksowego światka.

Wydawnictwo Egmont, w swojej ofercie na listopad, przygotowało dwa niezbyt grube tomiki z tego uniwersum. Kuszą ładnymi okładkami, ale czy oferują coś więcej? Cóż, tego dowiecie się z dalszej części tekstu. Zapraszam!


Jeżeli szukasz komiksów skierowanych do dzieci, sprawdź też inne pozycje z tego gatunku, które recenzowaliśmy na stronie!

Frozen w wersji obrazkowej

Fabuła tomiku osadzona jest w wydarzeniach po pierwszej części Frozen. Królowa Elsa sprawuje władzę nad państwem Arendelle, ciesząc się przy tym pozytywną opinią wśród innych krajów, z drugiej strony Anna… Nie do końca potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Zwyczajnie brakuje w jej życiu czegoś, z czym tylko ona potrafiłaby sobie poradzić. Brakuje Annie celu. Zbieg okoliczności sprawia, że na ulicach miasteczka poznaje inną księżniczkę – Mari. Nowa koleżanka także boryka się z podobnym problemem, co Anna. Wspólnie postanawiają stawić czoło problemowi. Jak? Cóż, najprościej – będą próbować wszystkiego po kolei.

W międzyczasie na granicy z królestwem Westerland dochodzi do małych niesnasek, które jednak mogą przerodzić się w poważny konflikt.

Let it go?

Gdy popatrzymy na komiks przez pryzmat dzieła stricte dla najmłodszych, prezentuje się on nie najgorzej. Na przykładzie dwóch księżniczek udowadnia, że każdy z nas ma swoje miejsce na Ziemi. Banał? Owszem, ale dzięki tej prostej historii młodszy czytelnik dostanie jasny sygnał: na pewno masz wyjątkowe cechy i prędzej czy później uda ci się je wykorzystać. Wystarczy szukać i próbować.

Z drugiej strony: Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie popełnia kilka głupot fabularnych. I to takich z typu, że aż chce się wejść między kadry komiksu, a następnie wskazać bohaterom odpowiednie ścieżki. Bo ci dość często zachowują się jak bezmyślne lalki, pchane w kierunku, w którym autorowi scenariusza akurat pasuje. Co swoją drogą jest całkiem dziwne, szczególnie że w dorobku Joego Cramagny widnieją pozycje z serii Duck Tales czy przygody Spider-Mana i innych bohaterów Marvela.

Bohaterowie na plus

Chociaż nazwałem postacie “lalkami”, trzeba przyznać, że pod względem zachowań oraz rozumowania, nie odstają od filmowego pierwowzoru. Gdyby przymknąć oko na wspomniane w poprzednim akapicie głupotki – np. Elsa, która zamiast na ważne spotkanie z królem, udaje się do lasu – postacie podejmują decyzje w sposób, w jaki moglibyśmy tego od nich wymagać.

Nowa księżniczka – Mari – również nie odstaje na ich tle. Szkoda jedynie, że początkowo kreowano ją na zadziorną i charakterną, a koniec końców gdzieś w trakcie fabuły te cechy się delikatnie rozmyły.

Gdzie podziała się mimika?

Za stronę graficzną odpowiedzialne było Kawaii Creatives Studio, które w swoim portfolio poszczycić może się sporą ilością komiksów z różnych dzieł Disneya – między innymi przytaczane już Duck Tales. I tam naprawdę zrobili dobrą robotę.

Z kolei Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie nie prezentuje się już tak wspaniale. Styl graficzny akurat jest kwestią gustu – moim zdaniem omawiany komiks nie wyróżnia się zupełnie niczym pozytywnym. Widzimy w nim kreskę, która mimo swojej przystępności, raczej powoduje wrażenie odgrzewanego kotleta. Nie mogę jednak przeboleć mimiki twarzy postaci. Nierzadko jest zwyczajnie niedopasowana do sytuacji czy dialogów, a równie często wygląda, jak zwykłe kopiuj wklej – między stronami lub nawet różnymi postaciami.

Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie – lub innego prezentu

Czy warto sięgnąć po komiks Kraina Lodu. W poszukiwaniu siebie? Myślę, że nie.

Nie wybija się pozytywnie ani negatywnie między innymi dziełami przeznaczonymi dla młodszych czytelników. Ot, zwykłe czytadło na licencji Frozen. Jeżeli szukacie komisu dla swojej pociechy, już lepiej sięgnąć po Kasia i jej kot.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o