Koniec świata w Makowicach… Początek świata w Makowicach

Koniec świata – ile Wam udało się ich już przeżyć? Pewnie kilka, jeśli nie kilkanaście. Co trochę straszy się nas zapomnianymi proroctwami, przepowiedniami rychłej zagłady, ale na razie udaje nam się wychodzić z tego cało. Co prawda początek 2020 roku był pokaźną kumulacją globalnych zawieruszeń, ale jakoś poszło. A co, gdyby apokalipsa jednak się wydarzyła? Atomowy kurz zaczyna opadać na świat, nieliczni odtwarzają na zapomnianych MP-3 utwory z Fallouta, preppersi mają pole do popisu… A mieszkańcy podlaskich Makowic niczego nie zauważają. Prawie.

Koniec świata można przeżyć [ZOBACZ JAK]

Ten jeden prosty trick jest do bólu nieskomplikowany – wystarczy odciąć się od świata niemal całkowicie. Mieszańcy Makowic trzymając się na uboczu współczesności, nie dostrzegali wielu zmian. Atomowej wojny też by nie zauważyli, gdyby nie spowodowany przez nią brak dostaw energii elektrycznej. Jak się zachować w sytuacji, w której największe miasta ot tak znikają z map świata? Część Makowiczan wyrusza w stronę zniszczonych terenów w poszukiwaniu bliskich, inni próbują dopasować się do nowej rzeczywistości pracują ciężej niż zazwyczaj.  Świat zaczyna jednak upominać się o nienaruszoną i względnie spokojną wiejską idyllę…

Reakcje mieszkańców Makowic na koniec świata wydają nam się od początku bardzo swojskie. Łatwo jest zrozumieć ich zachowania – niepokój o bliskich, czy w innym przypadku troskę głównie o własne dobre. Jan Mazur przedstawia to wszystko w sposób błyskotliwy i ciekawy. Jego wizja przywodzi mi na myśl serię filmów Święta Polskie. Podobnie jak tam tematyka zahacza tu o treści psychologiczne i moralne znane z naszego rodzimego podwórka. Nie jest to odkrycie przyczyn problemów społeczeństwa, ale wyłożenie ich w sposób przejmująco autentyczny. Takie prawdziwe wypowiedzenie, a raczej wyrysowanie, rozterek męczących wielu z nas jest nie mniejszą sztuką niż znalezienie na nie odpowiedzi.

Świat się kończy, problemy zostają

Koniec świata w Makowicach mierzy się z zagadnieniem emigracji z małych miejscowości i jej konsekwencji w obliczu apokalipsy. Pomyślcie o tym, jak bardzo martwimy się o bliskich za granicą, a przecież w każdej chwili można do nich zadzwonić.  Jak poczulibyśmy się, będąc całkowicie odciętymi od cywilizacji, wiedząc tylko, że prawdopodobnie cała planeta płonie? Gorzkich spostrzeżeń na temat rodzinnych stron i oferowanych przez nie perspektyw dostarczają też rozmowy bohaterów. Myślę, że bardzo dobrze je zrozumiałem, a przez to też doceniłem, bo sam jestem chłopakiem z małego miasteczka, którego prawie wszyscy przyjaciele musieli poszukać szczęścia w „wielkim świecie”. Również za granicą.  Jan Mazur w ciekawy sposób mówi też o relacji rodzic – dziecko. Zmierzenie się z tematem warunków tej bezwarunkowej miłości wypada do bólu prawdziwie i przejmująco. A, no i kolejny raz zobaczymy, jak w praktyce prezentuje się socjalizm. Podpowiem – kończy się jak za każdym razem.

Koniec świata w Makowicach kultura gniewu

Diabeł tkwi w prostocie

Koniec świata… spodobał mi się jeszcze dzięki swojej kresce. Z dwóch powodów: nie ma tu aż tyle do opisywania. I drugi: jest absolutnie obłędna. Prostota podkreśla swojski charakter tła akcji, co pozwala jeszcze bardziej się w nią zaangażować. Patrzymy na strony i po prostu czujemy się blisko związani z całym światem przedstawionym. Muszę też powiedzieć, że nie widziałem jeszcze gościa, który za pomocą kilku kresek (dosłownie) potrafił pokazać wszystkie uczucia targające postaciami. I prawie najważniejsze – rysowanie zwierząt absolutnie trafia w mój gust. Zastanawia mnie tylko, czy trójkątny z profilu piesek jest tak naprawdę figurą płaską a może jednak stożkiem…

Koniec świata w Makowicach

Koniec świata w Makowicach to komiks wart polecenia. Jest refleksyjny, ale przy tym dowcipny i bardzo błyskotliwy. Jednak przede wszystkim ma w sobie to „coś”. Widać, że autor przelał w stworzony przez siebie świat wiele własnych przemyśleń. Łatwo można tu poczuć jego cząstkę. Muszę też wspomnieć o sposobie, w jaki Kultura Gniewu wydała swój komiks. Pozbawienie tomiku grzbietu i sklejenie ze sobą kilkunastu cienkich zeszytów sprawia, że całość czyta się bardzo wygodnie. Przewrócone kartki nie wracają do początkowej pozycji i choć to pozornie mała rzecz, ciężko się potem od niej odzwyczaić.

A jak Wy wyobrażacie sobie koniec świata? Nie w kontekście globalnym, ale w ujęciu swojego najbliższego otoczenia. Próbowalibyście za wszelką cenę przetrwać, a może w pierwszej kolejności odnaleźć najbliższych? I jak zapatrujecie się na takie… Osobiste, niespektakularne przedstawienie apokalipsy? Ciekawa odmiana, czy wolicie jednak dynamiczną akcję rodem z Łasucha? Dajcie znać na naszym profilu facebookowym!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o