Co kryje w sobie Kolekcja łajdaka? Recenzja mangi

Muszę Wam coś wyznać. Mam dosyć specyficzny gust, jeśli chodzi o bohaterów książek, komiksów czy filmów. Odkąd pamiętam, zawsze podobali mi się odmieńcy, dziwacy i czarne charaktery. Zwłaszcza ci chudzi i białowłosi, ze złowróżbnym uśmiechem na ustach i z obłędem w oczach. Może niekoniecznie atrakcyjni w sposób konwencjonalny, ale mający w sobie coś intrygującego. Kiedy więc zobaczyłam okładkę mangi Kolekcja łajdaka, a na niej człowieka spełniającego wszystkie wymienione warunki, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Decyzję o nawiązaniu bliższej znajomości z tym tytułem przypieczętowała obecność haseł „seinen”, „thriller” i „psychologiczny” w opisie. Streszczenie zapowiadało też skrajne emocje oraz pojawienie się w tej historii postaci płci żeńskiej. Po tym zestawie spodziewałam się zatem porwania, tortur i rozwoju toksycznej relacji między tą dwójką. A co dostałam? Prawdę mówiąc, coś innego niż to, na co się przygotowałam. Co wcale nie znaczy, że się zawiodłam. Ale zacznijmy od początku…

Spotkanie w księgarni

Mangę, o której mowa, napisał i narysował niejaki Motoi Tanaka. W czerwcu tego roku Waneko wydało ją w formie jednotomówki.

Tytułowa Kolekcja łajdaka to nazwa wydawnictwa pewnej kontrowersyjnej książki. Jej autor, Shinri Tobayama, zniknął równie nagle, jak się pojawił. W swojej powieści „Wijąc się” pisał o skomplikowanych ludzkich uczuciach, które pchnęły bohatera do morderstwa. Istnieje podejrzenie, że wydarzenia z książki wcale nie są fikcją. Tego jednak nie sposób zweryfikować, bo nikt nie wie, co stało się z pisarzem.

Fanką Tobayamy jest Kodama Akisato, świeżo upieczona pracownica wydawnictwa Touyou. Za sprawą szczęśliwego zbiegu okoliczności (czy też woli mangaki) dziewczyna trafia do księgarni, w której odnajduje… no, zgadnijcie, kogo? Oczywiście swojego idola we własnej osobie. Zafascynowana twórczością pisarza redaktorka stara się go nakłonić do napisania kolejnej książki. Ten jednak nie wydaje się mieć takiego zamiaru. Akisato postanawia więc odwiedzać autora dopóki Tobayama wreszcie nie chwyci za pióro. Chyba jednak nie do końca zdawała sobie sprawę, z kim ma do czynienia…

Pisarz prawdę ci powie

Choć brzmi to jak wstęp do thrillera, którego głównym tematem jest relacja między psychopatycznym mordercą i naiwną dziewczyną, nie dajcie się zwieść. Owszem, znajdziemy w Kolekcji łajdaka i krew, i próbę zabójstwa, i niezdrowe żądze, ale kierunek, jaki obiera fabuła jest nieco inny niż można by się było spodziewać.

Przede wszystkim to nie główni bohaterowie, lecz ludzie, których spotykają na swojej drodze, są motorem napędowym kolejnych wydarzeń. Każda z postaci skrywa jakiś wstydliwy sekret lub problem, który pod wpływem spotkania z Tobayamą wychodzi na światło dzienne. Pod tym względem treść i konstrukcja mangi przypomina Mushi-shi czy Mononoke. Tu również towarzyszymy tajemniczemu, odrobinę ekscentrycznemu bohaterowi w jego wędrówce przez różne ludzkie dramaty. Bohaterowi, który ma talent do wyciągania z ludzi tego, co woleliby ukryć przed światem.

Kolekcja łajdaka manga online

On – tajemniczy, bystry i okrutny

W przeciwieństwie do Ginko i bezimiennego znachora z przywołanych wcześniej serii Shinri nie jest wędrownym uzdrowicielem ani egzorcystą. Trzymając się religijnych porównań, określiłabym go raczej jako nieuczciwego spowiednika, który zmusza penitenta do wyznania swoich win, ale nie udziela mu rozgrzeszenia. To ktoś, kto wywleka na wierzch cudze brudy tylko po to, by pożywić się ludzką rozpaczą. Dlatego Tobayama nie chce po prostu pisać powieści – on woli ją zobaczyć, a widzi ją właśnie w chwili, gdy drugi człowiek obnaża przed nim swoje głęboko skrywane emocje.

„Gdyby tak zdjąć maskę, to nieupiększona, surowa prawda kryłaby się tuż pod jej powierzchnią, szczerząc kły”. Jeśli zaskoczyły Was te słowa, to przygotujcie się na to, że Kolekcja łajdaka zapewni Wam podobne teksty przez całą lekturę. Główny bohater wypowiada się bowiem w sposób bardzo metaforyczny i nieco przedramatyzowany, jak na pisarza przystało. Jest to jego cecha charakterystyczna, a zarazem maniera, którą niektórzy mogą odebrać jako pretensjonalną i zwyczajnie irytującą. Na szczęście używa jej jedynie wtedy, gdy uruchamia swój creepy mode i konfrontuje ludzi z ich słabościami. W innych okolicznościach Tobayama brzmi całkiem zwyczajnie, a jedną z pierwszych kwestii, jaką słyszymy z jego ust jest… „Nie włazić mi tu w butach”. Przyznam, że nie takich słów spodziewałam się po tym niepokojącym mężczyźnie z okładki.

Nie chcę przez to powiedzieć, że to źle – przeciwnie, uważam, że te momenty normalności i elementy humorystyczne są tutaj potrzebne. Bez nich cała ta mroczna i dramatyczna atmosfera (niekiedy aż przesadnie dramatyczna) stałaby się zbyt przytłaczająca.

Plus dla autora za umiejętność zachowania równowagi w tej sferze.

Ona – dobra, przeciętna i… niepotrzebna?

O Shinrim napisałam już dość, pora zatem na Akisato. Kim jest nowa znajoma ekscentrycznego pisarza? W moich oczach jest uosobieniem przeciętności i prostolinijności. Spontaniczna, szczera Akisato stanowi swoiste przeciwieństwo tajemniczego oraz bezwzględnego Tobayamy. Choć towarzyszymy jej od początku, wiemy o niej tylko tyle, że od niedawna pracuje dla wydawnictwa i że jest wielką fanką powieści „Wijąc się”. To postać wprawdzie dosyć nijaka, ale jak na mangowe standardy całkiem znośna. Nie jest to (na szczęście!) typ wiecznie rozhisteryzowanej i irytującej protagonistki, której jedynym atutem jest wygląd fizyczny. Dziewczyna jest do bólu przeciętna, co tyczy się również jej atrakcyjności – ani z niej seksbomba, ani brzydula. Zwyczajna, sympatyczna młoda kobieta bez żadnych charakterystycznych cech (nie licząc jej uporu w przekonywaniu Tobayamy do napisania książki), z którą chyba każdy mógłby się utożsamić.

Kolekcja łajdaka manga

Nijakość bohaterki wydaje się w tym przypadku jak najbardziej na miejscu, ponieważ to nie Akisato jest w tej opowieści najważniejsza. Przez większą część fabuły pozostaje ona raczej na uboczu, występując w charakterze świadka kolejnych wydarzeń oraz przeciwwagi dla demonicznego pisarza. Momentami odnosiłam wrażenie, że cała historia mogłaby się spokojnie rozegrać bez jej udziału.

Jednak pod koniec Kolekcji łajdaka to właśnie ta niepozorna dziewczyna podejmuje dość odważną decyzję, która znacząco wpływa na bieg wydarzeń. Trochę szkoda, że już wcześniej autor nie dał Akisato większego pola do popisu, tylko zmusił ją do bycia bezradną obserwatorką. Po cichu liczyłam na pojawienie się jakiegoś konfliktu, wewnętrznej przemiany… Niestety, jak się okazało, mangaka nie miał wobec tej bohaterki tak ambitnych planów. A szkoda.

Wizualne perełki i dziwaczne twarze

Ponieważ manga jest medium tekstowo-wizualnym, nie sposób pominąć jej graficznej strony. Jak wspomniałam, Kolekcja łajdaka zwróciła moją uwagę już samą okładką. Choć dużą zasługę miał w tym design głównego bohatera, który idealnie wpasował się w moje prywatny standardy, urzekła mnie również jej czysto estetyczna strona. Intensywne kontrastowe kolory i nietypowy, bo poziomy układ okładkowej ilustracji intrygują i zachęcają do zajrzenia do środka.

Również na kolejnych stronach mangi autor nie daje nam zapomnieć, kto jest prawdziwą gwiazdą Kolekcji: każdy rozdział rozpoczyna inny portret Tobayamy, symbolicznie nawiązujący do tematu danego epizodu. Wszystkie te rysunki są starannie dopracowane i przyjemne dla oka, a sam bohater prezentuje się na nich naprawdę nieźle. Myślę, że gdyby były dostępne w większym formacie, spokojnie mogłyby służyć za plakat reklamowy albo przynajmniej fajną dekorację pokoju.

Wobec pozostałych rysunków mam mieszane uczucia. Ogólnie rzecz biorąc, przez całą mangę poziom kreski jest przynajmniej przyzwoity. Zdarzają się takie panele czy nawet całe strony, które robią duże wrażenie. Jednak obok tych wizualnych perełek tu i ówdzie pojawiają się elementy, które wyraźnie odstają od nich pod względem jakości  – są nie dość staranne albo zwyczajnie wręcz brzydkie.

Tyczy się to szczególnie twarzy. Tanaka rysuje je w dość specyficzny sposób i nie każdemu przypadnie on do gustu. Ich nietypowe kształty, proporcje i rozkład poszczególnych elementów (zwłaszcza oczu) psuły mi momentami przyjemność z lektury. Z drugiej strony, chyba właśnie dzięki tej specyficznej kresce udało się autorowi  wzbudzić niepokój lub wstręt tam, gdzie było to zamierzone. W jego rękach Tobayama potrafi przeistoczyć się z niebrzydkiego faceta w naprawdę niepokojącego i odrzucającego typa.

Nie taki diabeł straszny, ale…

Jeżeli już mowa o aspekcie graficznym, to warto jeszcze wspomnieć o wizualnej brutalności i grozie. Poziom drastyczności mangi jest – jak na mój gust – akceptowalny. Raczej nie znajdziemy tutaj scen, od których co wrażliwsi mogliby zemdleć, ale zdecydowanie nie jest to lektura dla dzieci. Należy być przygotowanym na częsty widok krwi, użycie ostrych narzędzi czy rozkładające się zwłoki. Zdarzają się również sceny rodem z surrealistycznego horroru.

Kolekcja łajdaka to jednak nie komiks z gatunku tych, gdzie wypruwa się postaciom flaki albo miesza ostro w głowach czytelników. Elementy grozy ograniczają się głównie do niepokojącego, nieludzkiego wyrazu twarzy niektórych bohaterów czy groteskowych stworów odzwierciedlających mroczne zakamarki ludzkiej psychiki.

Wydaje mi się, że jeśli zdążyliście już przywyknąć do estetyki wytworów japońskiej popkultury, raczej nic was tutaj nie zaszokuje. Poza tym groza i brutalność nie towarzyszą nam przez cały czas, tylko wkradają się w odpowiednich momentach. Częstsza jest za to przemoc psychiczna, bo Tobayama potrafi być dość bezwzględny wobec swoich ofiar.

Podsumowując, osobiście uważam, że nie ma się czego bać, ale jako że każdy odbiorca jest inny, nie mogę zagwarantować, że to pozycja jednakowo „bezpieczna” dla wszystkich.

Czy warto poznać tego łajdaka?

Szczerze mówiąc, Kolekcja łajdaka nie jest najambitniejszą ani najbardziej wciągającą mangą, jaką w życiu czytałam. To raczej lektura na jeden raz, która nie zostaje z człowiekiem na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Mimo wszystko uważam, że to dobra rozrywka na jeden lub kilka jesiennych wieczorów. Szczególnie dobrze komponuje się ze światłem nocnej lampki w ciemnym pokoju i dźwiękiem deszczu za oknem. Jeśli zatem macie ochotę na nieco mroczniejszą wersję „Mushi-shi” albo podzielacie moją słabość do białowłosych drani, dajcie jej szansę. Ja bawiłam się całkiem nieźle.

Kolekcja łajdaka Waneko

Kolekcja łajdaka jest dostępna do kupienia w sklepie wydawnictwa Waneko!

2
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
IvatomeksytagmailcomSzyszkaRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
tomeksytagmailcomSzyszka
Gość

fajna recenzja