Klan Na Drzewie – Komiks – Recenzja

Uwaga! Czytasz megatajne akta misji Klanu na Drzewie – drużyny pięciorga wyjątkowych dzieciaków zdeklarowanych zwalczać tyranię dorosłych, gdziekolwiek wciśnie ona swój pomarszczony nos! Czas start! Nadążasz?

Kryptonim: Klan na Drzewie. Operacja: R.E.C.E.N.Z.J.A (Ręczna Eskalacja Człowieczego Entuzjazmu Na Zlecenie Jednego Autora).

Klan Na Drzewie

Dawno temu stworzyłem pewien teksty, dzięki któremu mogłem odpłynąć w swój świat nostalgii. Wspominałem Wam tam moją historię z kanałami „dla dzieci”, ale przede wszystkim skupiałem się na kilku tytułach, które zapadły mi znacząco w pamięć. Nie ma sensu, abym pisał o tym kolejny raz, więc jeżeli również chcecie sobie powspominać – tekst o Cartoon Network, ale też i innych stacjach, będzie idealnym do tego miejscem.

Tym razem jednak moje zakurzone półki wspomnień nie odkopała reklama na specjalną okazję, a… Miejsca biblioteka. Tam oto, zupełnie przypadkiem, trafiłem na wydany dziewięć lat temu komiks, ze znanej większości bajki: Klan Na Drzewie. Lub Kids Next Door – jak kto woli. Mimo że już dawno nie mieszczę się w kryteriach targetu wiekowego, nie mogłem przejść obok niego obojętnie.

 

Fabuła:

Ciężko tutaj pisać o głównej osi fabuły, ponieważ komiks Klan Na Drzewie takowej w ogóle nie posiada.

W zasadzie w tym zeszycie znajdziemy zbór naprawdę wielu krótkich historyjek – dokładnie dwadzieścia jeden – które przybliżą nam tajne operacje gromady pięciorga dzieciaków, znanych nam z bajki. Wrzucono ich tutaj tak wiele, prawdopodobnie przez to, że większość z ukazanych misji, zamykają się w raptem kilku stronach – nie więcej niż w ośmiu.

Klimatycznie świetnie wpisują się to, co serwowało nam sześć sezonów bajki. Dostajemy bardzo wywindowany poziom absurdu, a każdy najmniejszy problem, z którym mierzą się dzieciaki, staje się często zagrożeniem na skalę światową. Przykładem niech będzie gigantyczny klops, który lada moment uderzy w Ziemię lub poważną giełdę do handlowania szkolnymi śniadaniami.

Klan Na Drzewie

Moją ulubioną okazała się zdecydowanie operacja W.E.S.T.E.R.N., w której to Numer 2, wcielił się w nowożytnego kowboja. Jego zadaniem było dostarczać liściki. Nieważne jakie, nieważne od kogo i dla kogo. On je tylko rozwoził. Ale to nigdy nie było poste zadaniem. Jak sam o tym mówił: „To brudna robota dla prawdziwych twardzieli”. Okazuje się, że nie kłamał – już kilka kadrów potem ucieka na swoim rowerowym rumaku po szkolnym korytarzu, przed szajką groźnych rabusiów.

Występują równie jedno lub dwustronicowe historie, głównie skupiające się na żartowaniu sobie z Rozkosznej Gromadki Z Samego Końca Alei.

Klan Na Drzewie

 

Leniwiec o fabule:

Cały komiks jest kierowany do młodszego czytelnika, więc poszukiwanie w nim głębi mijałoby się z celem – nie twierdzę, że takowej w ogóle nie posiada, jednak jego głównym zadaniem jest bawić. I muszę przyznać, że kilkukrotnie niespodziewany zwrot akcji na końcu strony spowodował, że szczerze uniósł mi się kącik ust.

Nie przypominam sobie, aby którakolwiek z mini-historyjek zawarta w tym zeszycie, posiadała swój animowany odpowiednik. Dzięki temu czytelnik może poczuć pewien powiew świeżości, a nie co najwyżej odgrzewanego pomysłu. Byłoby jednak znacznie lepiej, gdyby zamiast tych ponad dwudziestu przygód, zaserwowano nam ich trochę mniej – ale z bardziej rozbudowaną fabułą. Każdy komiks cierpi na niedobór stron, przez co pomysł okazuje się dość banalny, czasami nawet żenująco prosty.

Są tutaj dokładnie dwie operacje, które tak bardzo odstają od reszty, że najchętniej wyrwałbym kartkę – akurat obie zamykają się na jednej stronie. Nie chcę zdradzać które, ponieważ to mogłoby wpłynąć na Wasz odbiór wspomnianych misji, a przecież mam zamiaru pozbawiać Was zabawy – może akurat Wam przypadną do gustu.

Jednak nie czytałem tego komiksu, aby wyciągnąć z niego jakieś ciekawe przemyślenia, a jedynie powspominać i jeszcze raz cofnąć się do czasów, gdy przygody Klanu Na Drzewie stanowiły dla mnie szczyt rozrywki. Osobiście nie miałbym też nic przeciwko, aby moje dziecko – gdybym takowe posiadał – przeczytało ten komiks. Na pewno by go to nie zdemoralizowało.

Klan Na Drzewie

 

Bohaterowie:

Tutaj nie ma żadnych zmian. Wszystkie postacie umieszczone na kartach komiksu, występowały normalnie w bajce. Przyznam szczerze, że nie do końca pamiętam każdego ze złoczyńców, ale ci, z którymi zmierzył się Klan Na Drzewie, wpasowywali się w konwencję fabuły. Raz będą chcieli zniszczyć Ziemię wspomnianym klopsem, innym razem zamrozić jej wschodni i zachodni biegun, – autentyk, uśmiechnąłem się przy tym – aby zrobić z Ziemi wielkie lody. Czasem jednak autorzy rezygnują z pompatycznej fabuły, a przestępca zwyczajnie chce uprzykrzyć życie KND.

Agenci pozostają niezmienni. Pięcioro pierwszych numerów nieustannie w prosty lub bardziej złożony sposób, stara się zwalczać wszystkie oznaki dorosłości. Ich charaktery zostały naprawdę dobrze odzwierciedlone, co chyba nie było specjalnie trudnym wyzwaniem.

Klan Na Drzewie

Mankamentem może być fakt, że najwięcej miejsca dostał Numer 2. Osobiście mi to kompletnie nie przeszkadza: myślę, że to jeden z najbardziej charakterystycznych bohaterów, a także niemal niewyczerpane pole do różnych gagów. Problem w tym, że pozostali członkowie KND już nie byli tacy barwni i nie otrzymali swoich unikalnych historii.

 

Kreska:

Mogłoby się wydawać, że o oprawie graficznej nie będzie można powiedzieć za wiele. Jest to komiks przeznaczony dla młodszych czytelników, przez co rysunki są dość uproszczone. Daleko im do komiksów o superbohaterach czy mangi – chociaż jeden kadr wygląda, jakby coś tam ze wschodu czerpał.

Klan Na Drzewie

Szybko okazuje się jednak, że do stworzenia komiksu Klan Na Drzewie zatrudniono kilku rysowników, dzięki czemu style poszczególnych historii są odmienne i oryginalne. Nie poprzestano jednak na tym: twórcy sami postanowili bawić się kreską, dzięki czemu nawet operacje, które wyszły spod rąk tego samego artysty, mogą różnić się projektem postaci czy ułożeniem kadrów.

Jest nawet jeden kadr, który bardzo zapadł mi w pamięć. Moim zdaniem wygląda on świetnie, a zamysł, który za nim stał, nie jest czymś, co widzimy wszędzie. Zresztą, zobaczcie sami:

Klan Na Drzewie

Dostrzeżemy tutaj kreskę, która towarzyszyła nam przy bajce, ale również style, które aż rażą odmiennością w oczy. Zarówno w pozytywnym tego słowa znaczeniu, jak i negatywnym.

 

Kryptonim: Leniwiec Na Drzewie

Komiks Klan Na Drzewie nie jest pozycją wybitną, ale nie oczekujmy, że na sośnie wyrosną gruszki – przecież nie takie było jego założenie. Miał bawić i to właśnie robił: spędziłem przy nim miło pół godziny. I choć nie planuję powtórnego czytania, to na pewno, ze wzgląd na nostalgię, na długo go zapamiętam.

Chciałbym, aby na stronie pojawiło się więcej pozycji, nawiązujących do starszych bajek. Obiecuję, że poszukam również innych komiksów z popularnych niegdyś animacji – czy to reklamowane na odwrocie komiksu Laboratorium Dextera, czy najbardziej lubiany na fanpejdżu Chojrka, tchórzliwy pies. Może Wy macie jakąś pozycję, o której chcielibyście przeczytać? Śmiało piszcie w komentarzach!

Ah, zapomniałbym. Mimo że to komiks dla dzieci, w jednej z historii, kapitalizm dostaje malutki pstryczek w nos. W której? To już musicie sprawdzić sami!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: