Karty, magia, miłość i słodkie stroje. Card Captor Sakura 1-4. Recenzja.

Card Captor Sakura to znana fandomowi manga skierowana do najmłodszego odbiorcy, ale to nie znaczy, że nie trafi do dorosłego czytelnika. Wręcz przeciwnie!

Bieżący rok jest w pewnym sensie jubileuszowym dla lwiej części polskiego rynku mangowego. Dokładnie dla tej, która nazywa się Wydawnictwo Waneko. Ekipa ta, wespół ze Studiem JG, wydaje aktualnie najwięcej tytułów w perspektywie comiesięcznej. Śmiało można więc wrzucić ją na sam przód wszystkich funkcjonujących w naszym kraju. Do rzeczy. Świętuje ona w tym roku swoje 20 urodziny!

Dwie dekady na rynku, tak w Polsce niepewnym, jak właśnie japońska popkultura, to nie lada wyczyn. Należą się za to ogromne słowa uznania. Waneko nie zamierzało jednak robić sobie z tej okazji wakacji. W ich urodziny postanowili, zamiast zbierać prezenty, rozdawać! Do listy wydawanych przez siebie tytułów, dołączyli całą masę świetnych i znanych szerokim kręgom mang. Wszystko znajdziecie w sklepie Waneko, a jednym z takich jest ten, który recenzuję.

Z której strony ugryźć Card Captor Sakura

Nie wierzę, że znajdzie się wśród czytelników osoba, która o tytule nigdy nie słyszała. Zdaję sobie  jednak sprawę, że przez wzgląd na jej leciwość, wielu ludzi ma o niej zaledwie szczątkowe informacje. Tak więc, w formie małego wprowadzenia, pozwolę sobie nakreślić, z czym właściwie mamy do czynienia i do kogo kierowana jest rzeczona manga. 

Seria debiutowała w 1996 roku i ukazywała przez następne cztery lata. Zamknęła się w 50 rozdziałach, które zmieszczono w 12 tomikach. Za ich stworzeniem stoi grupa CLAMP. Niezwykle popularny i rozpoznawalny kwartet kobiecych autorek, które odpowiadają za całe mnóstwo genialnych dzieł tej gałęzi japońskiej popkultury. Ich portfolio jest iście okazałe i aż dziw bierze, że w Polsce ukazało się dotychczas tak niewiele projektów spod tego sztandaru. Na szczęście Wydawnictwo Waneko postanowiło naprawić błąd rodzimego rynku i przyczynić się do nadrabiania zaległości!

Historia kręci się wokół Sakury Kinomoto…

…uczennicy japońskiej szkoły podstawowej, która z pozoru jest całkiem normalną, wesołą dziewczynką. Nie różni się niczym od swoich rówieśniczek- z wyjątkiem pewnego małego szczegółu. Pewnego dnia, w jej ręce wpadła zaczarowana księga autorstwa Clowa Reeda, w której przechowywane są specjalne, magiczne karty. Dziewczynka nieświadoma ich mocy łamie pieczęć i uwalnia talię, która rozprasza się po kraju, aby siać zamęt. Budzi przy tym tajemniczego strażnika, dumnego Kerberosa, który nakazuje dziesięciolatce ponowne ich zebranie. 

I tak rozpoczyna się przygoda, która wywróci życie dziewczynki do góry nogami! Nie traci ona jednak głowy ani swojego pozytywnego nastawienia. Z pomocą wspomnianego „ochroniarza kart” (który przy okazji zwolnienia pieczęci stracił całą swoją moc) i najlepszej przyjaciółki, mierzy się z różnorakimi przeciwnościami. A nie jest to wcale tak łatwe! Każdy wróg wymaga innego podejścia: jednego można schwytać całkiem łatwo, inny przysporzy niemałych kłopotów, a przy jeszcze kolejnych wymagana będzie ogromna kreatywność. 

Pierwsze cztery tomy

Wydane dotychczas komiksy skupiają się w dużej mierze na przedstawieniu świata, w którym toczy się akcja. Dostajemy całe mnóstwo sytuacji, mających na celu zarysowanie charakteru dziewczynki, jej otoczenia oraz genezy magicznych przyborów. Dość schematycznie wygląda budowa rozdziałów, gdzie prawie w każdym Sakura mierzy się z innymi Kartami Clowa (przy czym uporanie się z niektórymi wymaga nieco więcej chapterów). Czy to przeszkadza? Bynajmniej, bo choć jest w tym wszystkim spora doza przewidywalności, to jednak dokładnie tego spodziewałem się, gdy sięgałem po ten tytuł. 

Card Captor Sakura to seria, której docelową grupą odbiorczą są dziewczynki w wieku szkolnym. Wydaje mi się, że lepiej bawiłyby się przy niej osoby w wieku dziesięciu, aniżeli dwudziestu lat. Nie oznacza to jednak, że nie można czerpać z niej frajdy, będąc nieco starszym. Przez target, seria jest wyjątkowo lekka i cieplutka. Nawet fakt, iż matka dziewczynki nie żyje (co często jest podkreślane), jest zawsze traktowany bardzo przyjemnie i, w pewnym sensie, beztrosko. Dokładnie ten ostatni wyraz najlepiej opisuje cztery pierwsze tomy. 

card captor sakura meme

Wizualny CLAMP

Jeśli chciałbym opisać styl graficzny, bez pokazywania mangi, określiłbym go jako: „typowy dla serii lat 90.”. I jednocześnie charakterystyczny dla tego kwartetu. Wiecie, słodkie tła, duże oczy i lekko nieproporcjonalne ciała. Ah, jeszcze największa oczywistość – wszyscy są piękni! Dziewczynki ładne, kobiety zjawiskowe, a mężczyźni zawsze przystojni i niezwykle mili. To kolejny schemat, który wdziera się na kartki tej mangi. 

Ma to jednak swój urok!

I wpływa nań przyjemny „vibe”, wynikający z obcowania z tą serią. Jest to zwyczajnie miłe. Uświadczymy takie piękno, które nie wywoła depresji w związku z brakiem podobnych ideałów w naszym świecie. To rodzaj, który ociepla i uspokaja. Doskonale byłoby nawet przeglądać ją przed snem. Mając dziecko, które nie umie jeszcze czytać, byłbym w stanie podać mu tomik, aby mogło sobie, przed wpadnięciem w objęcia Morfeusza, poprzerzucać kartki. Wydaje mi się, że świetnie nastroiłoby to na wypoczynek i odpłynięcie do krainy snów. 

Ah, nie mogę zapomnieć o obwolucie polskiego wydania! Ta prezentuje się znakomicie! Jest matowa i zawiera schludnie dodane elementy brokatu. Genialnie prezentuje się w domowej biblioteczce, a na sklepowych półkach od razu przyciąga wzrok. Jeśli działa tak na mnie, to jestem pewien, że na grupę docelową podziała ze zdwojoną siłą. Świetna robota, projektanci z Waneko! 

Card Captor Sakura 20. lecie wydawnictwa Waneko

Reasumując, jest dobrze!

Nie mam pojęcia, co przyniesie przyszłość. Nigdy wcześniej nie czytałem „Card Captor Sakura”, więc każdy kolejny tom to dla mnie pewna niewiadoma. Choć może to za dużo powiedziane… Już przed sięgnięciem, spodziewam się tego, co dostanę. W związku z tym skrajne będzie moje zdziwienie, gdy jeden, z następnych ośmiu tomów, czymś mnie zaskoczy. Nie wierzę, bo to nie ten typ dzieła. 

Jak już jednak kilkukrotnie wspomniałem, bynajmniej nie jest to wada. Wszystko funkcjonuje w tej serii dokładnie tak, jak powinno. Choć nie jestem targetem, to bawię się dobrze i z całą pewnością mogę stwierdzić, że moja młodsza siostra czerpałaby z tego jeszcze więcej frajdy! Dochodząc w ten sposób do konkluzji… Jest to prawdopodobnie najlepsza manga w Polsce, kierowana do dziewczyn w wieku szkolnym. 

Card Captor Sakura idealnie nadaje się, jako pierwszy krok w świat mangi

Taki, który pozwoli na gładkie i bezbolesne wejście w klimaty japońskiej popkultury. Co więcej, rodzic po zakupie tego tytułu nie musi martwić się, że dziecko uświadczy w nim czegoś, co negatywnie nań wpłynie. A jeśli szukacie czegoś, co możnaby puścić swoim pociechom, do dobrą opcją może być Mary and the Witch’s Flower, o którym pisaliśmy dla Was na blogu. 

Wracając, jeśli szukacie tworu dla młodszego rodzeństwa, albo nawet dla siebie, bo potrzebujecie czegoś lekkiego i rozgrzewającego serduszko… Sakura złapie Was i pochłonie dokładnie tak, jak robi to ze wszystkimi kartami na przełomie serii. Ja po kolejne tomy na pewno sięgnę!

Card Captor Sakura manga recenzja Waneko

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o