Kakegurui: Szał hazardu (i krótkich spódniczek). Recenzja tomów 1 i 2

Zapraszam Was na wycieczkę do Akademii Hyakkao i jej uzależnionych od hazardu uczniów, wśród których nagle pojawia się Yumeko Jabami. Założymy się, że trochę tam namiesza?

Muszę przyznać, że nie jestem na bieżąco z popularnymi obecnie tytułami ze świata mangi i anime. Gdy sięgam po daną serię, zazwyczaj jest to jakiś klasyk z czasów mojego dzieciństwa albo mniej znana animacja sprzed paru lat. 

Kiedy jednak przechadzam się między cosplayerami na imprezach pokroju Xmasconu lub przyglądam się dyskusjom rodzimych japonofilów w Internecie, czuję, że coś mnie omija. Ludzie czekają na kolejny sezon jednego anime, a ja nawet jeszcze nie obejrzałam pierwszego. Ktoś cieszy się na widok gadżetów z ulubioną postacią, a ja nie mam pojęcia, skąd u niego ten entuzjazm. Jestem w stanie rozpoznać daną postać, ale nigdy nie czytałam mangi, z której pochodzi. I tak dalej, i tak dalej…

W końcu uznałam, że czas zmienić ten stan rzeczy. Dlatego tym razem, szukając kolejnej pozycji do recenzji, postanowiłam zapoznać się z mangą bardziej “głównonurtową”. Taką, której bohaterów widuję ostatnio dość często podczas konwentów. Wybór padł na Kakegurui – serię autorstwa Homury Kawamoto (scenariusz) i Toru Noamury (rysunki).

Tytuł ten, który wielu z Was zna już zapewne dzięki produkcji studia MAPPA, trafił do polskich czytelników za sprawą wydawnictwa Waneko. W styczniu ukaże się już trzeci tom tej mangi. Jednak zanim to nastąpi, sprawdźcie, co mają do zaoferowania pierwsze dwie części serii o miłośniczkach ryzyka. Zapraszam Was na wycieczkę do Akademii Hyakkao i jej uzależnionych od hazardu uczniów, wśród których nagle pojawia się Yumeko Jabami. Tylko uważajcie, bo po drodze możecie się natknąć na małe spoilery!

Nie oceniaj książki po okładce

Zacznijmy od samego początku, a więc od okładki właśnie. Pod obwolutami obu tomów kryje się dokładnie ten sam szary, kraciasty deseń. Jak to, żadnych rysunków? Nudne to, nijakie, bez pomysłu…

Tak mniej więcej wyglądała moja pierwsza reakcja. Dopiero po lekturze mangi zrozumiałam (a przynajmniej wydaje mi się, że zrozumiałam), skąd taki zabieg. 

Po pierwsze, wzór z okładki można dostrzec na mundurkach uczniów Akademii Hyakkao. Jeśli dobrze przyjrzycie się spódnicom bohaterek mangi (a zapewniam was, że będziecie mieli ku temu niemało okazji), to znajdziecie na nich właśnie ten okładkowy deseń. Dostrzeżenie tej zależności wymaga przynajmniej elementarnej spostrzegawczości i umiejętności łączenia faktów. A te w świecie Yumeko i jej znajomych mają niebagatelne znaczenie. Samo szczęście nie wystarczy – trzeba też umieć “czytać” przeciwnika i nie dać się mu oszukać. Być może więc za tą pozornie nudną okładką kryje się celowy zamysł twórców lub wydawcy.

Po drugie, tak enigmatyczna okładka doskonale maskuje zawartość komiksu. Niczym niewzruszona twarz pokerzysty chroni ona czytelnika przed odsłonięciem jego kart. Dzięki temu siedzący naprzeciwko pasażerowie autobusu nie będą mieli pojęcia, że oglądacie właśnie długonogie dziewczęta w kusych spódniczkach. Przyznaję, że to bardzo sprytne i praktyczne rozwiązanie, zbawienne dla wszystkich użytkowników komunikacji publicznej. Drodzy wydawcy, tysiące otaku w tym kraju jest wam wdzięcznych!

Dziewczyna z obsesją na punkcie hazardu

Tym, którzy nie znają adaptacji mangi, należy się najpierw kilka słów na temat samej fabuły. Zarówno w komiksie, jak i w anime historia wygląda tak samo. Oto do prestiżowej Akademii Hyakkao dołącza nowa uczennica, Yumeko Jabami. W tej nietypowej placówce, gdzie roi się od bogatych dzieciaków, liczą się przede wszystkim umiejętności hazardowe. Strategiczne myślenie, zdolność czytania intencji przeciwnika i wyczucie odpowiedniego momentu są tutaj cenione wyżej niż osiągnięcia akademickie. Zdolni hazardziści cieszą się wysoką pozycją i przywilejami, zaś pechowcy i słabi stratedzy traktowani są jak zwierzęta.

Na swoje szczęście Yumeko kocha hazard i ma do tego wyjątkowy talent. Już pierwszego dnia staje do walki z silną przeciwniczką i odnosi nad nią miażdżące zwycięstwo, posyłając dziewczynę na samo dno szkolnej hierarchii. Dzięki temu nowa uczennica szybko staje się obiektem zainteresowania całej szkoły. Szczególnie bacznie przygląda jej się szkolny samorząd, którego członkowie mają wobec dziewczyny jakieś tajemnicze plany…  

W pierwszym tomie śledzimy wydarzenia znane z odcinków 1-3 pierwszego sezonu. Towarzyszymy więc Yumeko podczas zmagań z Saotome, a następnie z Sumeragi, by zakończyć na pojedynku z Nishinotoin. Każda z tych potyczek to nie tylko inny przeciwnik, ale też inna gra, inny rodzaj oszustwa i, wreszcie, inny wynik. Wszystkie są jednak z sobą połączone niczym numery wyłonione w drodze bezzwrotnego losowania i silnie wpływają na losy bohaterów. W efekcie tych wydarzeń Yumeko kończy swoje przygody z tomu pierwszego z niemałym długiem na koncie. Gdy więc szkolny samorząd ogłosi możliwość umorzenia swojej należności dzięki wygranej nad innymi dłużnikami, Yumeko i inni uczniowie chętnie z niej skorzystają. Ich pokerowym zmaganiom poświęcony jest cały drugi tom mangi, który fabularnie odpowiada epizodom numer 4-5.

Pierwsze wrażenia bywają mylne… 

Nieprzypadkowo zaczęłam tę recenzję od drobiazgowej analizy okładki. Wszystko, co powiedziałam na jej temat, można odnieść również do mojego ogólnego wrażenia z lektury. A to początkowo wcale nie było pozytywne. Kończąc pierwszy rozdział mangi, poprzedzony seansem odpowiadającego mu odcinka anime, nie miałam zbyt wysokich oczekiwań. Byłam prawie pewna, że czeka mnie festiwal absurdalnych min, niebezpiecznie krótkich spódniczek, schematycznych pojedynków i nic ponadto. Na szczęście myliłam się. 

Choć Kakegurui nie należy do propozycji z najwyższej półki, to ma do zaoferowania coś więcej niż tylko fanserwis i przegląd gier hazardowych. Schemat, którego się spodziewałam (Yumeko trafia na nowego przeciwnika, początkowo przegrywa, ale na koniec i tak odnosi zwycięstwo, po czym odchodzi od stołu podekscytowana i obrzydliwie bogata), nie spełnił się. Podobnie jak w hazardzie, tu także nie zawsze da się przewidzieć wynik kolejnego pojedynku. Karciano-planszowe starcia bohaterów obfitują w nieoczekiwane zwroty akcji. Nagłe zmiany strategii, sojuszy czy pozycji graczy w ciągu jednej rozgrywki to chleb powszedni uczniów Akademii. Mimo iż sama nie jestem entuzjastką hazardu, to podczas niektórych zmagań i mnie zdarzało się odczuć towarzyszącą im ekscytację i napięcie. Cóż, w końcu stawki w Kakegurui są naprawdę wysokie, nie tylko pod względem finansowym.

W miarę rozwoju fabuły coraz więcej dowiadujemy się też o systemie rządzącym szkołą, a nowe elementy tej układanki – choć bywają absurdalne i nierealistyczne – potrafią zaskoczyć i zaciekawić. Interesujące jest też obserwowanie zachowania ludzi, którzy w jednej chwili wspinają się na wyżyny społecznej hierarchii lub tracą wszystko, co mają. Do czego są w stanie się posunąć, by odzyskać utracone przywileje…?

Łyżka dziegciu

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym chociaż trochę nie ponarzekała na to, co w Kakegurui podobało mi się mniej lub nie przemówiło do mnie wcale. Przede wszystkim drażniły mnie wspomniany już fanserwis i wszelkiego rodzaju erotyczne podteksty. Czy naprawdę twórcy musieli iść w kierunku wyznaczonym przez Shokugeki no Souma…? Początkowo czułam nawet silną pokusę, by policzyć wszystkie kadry, w których celowo wyeksponowano bieliznę żeńskich postaci… 

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że spore grono “koneserów” mangowych bohaterek uzna ten aspekt za zaletę Kakegurui, więc być może nie zasłużenie znalazł się on akurat w sekcji krytycznej. Jednak istotą recenzji są subiektywne wrażenia autora, zatem pozwolę sobie pozostawić tę uwagę tu, gdzie jest. Moim skromnym zdaniem ta historia mogłaby się spokojnie obejść bez takich elementów. 

Kontynuując listę zarzutów: fabuła komiksu skupia się wokół pojedynków na karty i żetony, przez co sporo miejsca zajmuje tłumaczenie zasad kolejnych gier. O ile na początku wydawało mi się to ciekawe i pouczające, z czasem czytanie reguł stało się nudne i męczące. Przygotujcie się zatem na to, że przed każdym starciem zostaniecie na jakiś czas oderwani od akcji celem zapoznania się ze stosowną instrukcją. 

Wreszcie, trochę zawiódł mnie deficyt kolorowych ilustracji. W pierwszym tomie nie dostajemy absolutnie żadnego barwnego obrazka. Dopiero druga część wita nas wykolorowanym portretem Mary i Yumeko (fani tych bohaterek powinni być wyjątkowo usatysfakcjonowani). Ta sama ilustracja pojawia się później w rozdziale dziewiątym, w większym formacie i z większą ilością szczegółów, ale niestety już w skali odcieni szarości (cóż, coś za coś). Szkoda, bo po cichu liczyłam na trochę więcej kolorowych artów. 

Daj się zatracić w szale hazardu (albo lepiej nie)

Podsumowując, pierwsze dwie części Kakegurui to całkiem przyjemna i solidna rozrywka. Niegłupia, choć niekoniecznie dla tych, którzy liczą na jakąś głębszą refleksję czy intelektualne wyzwanie. Warto jednak podczas lektury zachować przytomny umysł, bo inaczej możecie pogubić się w wartości stawianych żetonów i intrygach szulerów. Aczkolwiek gwarantuję, że miłośnicy probabilistyki i strategicznego myślenia powinni czuć się tutaj jak u siebie. 

Zadowoleni powinni być również koneserzy dziewczęcych wdzięków i urody. Także ci, którzy poza oczywistymi partiami ciała cenią też mózg. Bowiem u bohaterek Kakegurui atrakcyjność fizyczna idzie w parze z walorami intelektualnymi (i bardzo dobrze, bo przecież jedno nie musi wykluczać drugiego). Dziewczyny z Akademii Hyakkao są dobrze zbudowane, ekspresywne, urocze, a przy tym bystre i wyjątkowo cwane.

Jeśli zatem odpowiada Wam taki zestaw, możecie spokojnie sięgnąć po tę mangę. Tylko najpierw upewnijcie się, że macie skończonych szesnaście lat, bo – jak głosi informacja na obwolucie – to lektura dla nieco starszych nastolatków. Dosadny język, tematyka mangi i wspomniane elementy erotyczne (choć subtelne) nie nadają się dla bardzo młodego czytelnika. Ach, no i pamiętajcie: bez względu na to, jak bardzo atrakcyjne wydają się Wam ukazane w mandze rozgrywki, lepiej nie próbujcie tego w domu! Grę o paznokcie czy pozycję społeczną zostawmy maniaczkom hazardu, a sami przypatrujmy się jej z bezpiecznej odległości…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o