Top 7 Openingów z Jojo’s Bizarre Adventures

Kolejny sezon Jojo’s Bizarre Adventures to również nowy opening, a każdy oglądający wie, że w tej kwestii anime od David Productions jeszcze nas nie zawiodło.

I tak zbliżamy się już do odsłony numer pięć – Vento Aureo, której akcja przeniesie nas do Włoch oraz mafijnego półświatka podlanego gęstym sosem z paranormalnych mocy bohaterów. Szczególnie zainspirowały mnie do napisania tego tekstu informacje o nadchodzącej czołówce: otóż powraca Coda, ten wykonywał już opening w pierwszym sezonie, a dokładniej dla drugiej jego połowy obejmującej odsłonę mangi o podtytule „Battle Tendency”. Jednak najciekawsze jest to, że utwór wyprodukują i napiszą do niego tekst m.in. ludzie odpowiedzialni, uwaga – za kultowe „Cruel Angel Thesis” z Neon Genesis Evangelion. Brzmi to, co najmniej intrygująco, nieprawdaż?

Więc zaczynamy „motherfucking Jojo reference” i lecimy z moim (subiektywnym) rankingiem czołówek dla JJBA!

Numer 7: Batta – „Chase”

Jojo’s Bizarre Adventures Diamond is Unbreakable opening numer 2

Co prawda umieszczam go na szarym końcu listy – nie oznacza to jednak, że uważam go za słabą czołówkę. Wręcz przeciwnie, żaden z openingów do JJBA nie zasługuje na to, aby w ten sposób go określić. Natomiast jest kilka rzeczy w nim, jakie nie do końca mi odpowiadały. Głównie biorąc pod uwagę klimat serii i historię opowiadaną w tej odsłonie. Właściwie z jakiegoś powodu najbardziej mi się on kojarzy z tym, co zwykle prezentował Bleach w swoich czołówkach. Prawdopodobnie przez pewne podobieństwa stylistyczne, które były bardzo charakterystyczne do tamtego anime.

Niemniej jednak, mamy tutaj sporo dobroci. Przede wszystkim odniesienia do głównego antagonisty i jego perwersyjnych upodobań. Znajduje się nawet bardzo subtelne nawiązanie do tego, jaka niefortunna przyszłość czeka jednego z bohaterów pobocznych. Znalazło się także miejsce na prezentacje mocy przygodnych przeciwników, jacy się pojawiali w poszczególnych pomniejszych arcach. Duże wrażenie robi też moment Sakugi, gdy kamera sunie między wąskimi uliczkami – otoczenie jest zaprezentowane, jako nieco niewyraźny szkic, by w końcu minąć jedną z bohaterek i rozpłynąć się w symbolu utożsamianym z naczelnym villainem. Ostatnia scena w czołówce także prezentuje dramatyczne próby odnalezienia złoczyńcy, który od dekad z cienia nęka miasteczko Morioh.

Sam w sobie użyty utwór jest świetny i przyjemnie się go słucha również w oderwaniu openingu.

[/center]

Numer 6: THE DU – „Crazy Noisy Bizarre Town”

Jojo’s Bizarre Adventures Diamond is Unbreakable opening numer 1

Przy okazji tego openingu i tej odsłony Jojo, autorzy anime odeszli od zatrudniania zewnętrznego studia do ich tworzenia. Objawia się to przede wszystkim tym, że nie ma już tego charakterystycznego miksu postaci, czy otoczenia generowanych komputerowo z drobnymi elementami tradycyjnie animowanymi. Teraz dominuje w pełni ten drugi styl… i wyszło naprawdę dobrze. Nie dość, że sama historia odchodzi od mocnego „power fantasy”, jakim były pierwsze trzy odsłony, przechodząc w klimaty bliższe teen-drama. Kompletuje się to z opowieścią, która jest zdecydowanie lżejsza i różniąca się od poprzedników zdecydowanie prezentowanymi realiami. Uderza w nas tym samym kolorowy, pełny pastelowych barw obraz – w rytm tak energicznej disco-funkowej muzyki, że bioderka same się ruszają, niczym w „Gorączce Sobotniej Nocy”.

Pod względem treści w animacji — jest tutaj nieco mniej nieoczywistych zapowiedzi niż w openingu na miejscu siódmym, ale za to mamy więcej prezentacji bohaterów i ich Standów. Dużą zaletą tej czołówki jest montaż i bardzo kreatywne przejścia między kolejnymi scenami, gdzie często wykorzystuje się elementy otoczenia i przedmioty w pobliżu bohaterów. Świetnie także prezentują się typowe dla stylu Jojo pozy, jakie przyjmują postacie. Jednak na pierwsze miejsce wychodzą tutaj przede wszystkim niesamowite kolory, jakie użyto: prezentacja Morioh oraz jego otoczenia w tych kompletnie nieprzystających do rzeczywistości barwach nadaje tej odsłonie Jojo’s Bizarre Adventures bardzo charakterystycznego, miejscami nieco onirycznego klimatu.

Świetne przywitanie w szalonym, głośnym i dziwacznym mieście.

Numer 5: Jin Hashimoto – „Stand Proud”

Jojo’s Bizarre Adventures Stardust Crusaders

Krzyżowcy Gwiezdnego Pyłu, to przede wszystkim powrót kultowego wampira, który lubi robić „Wryyy!”. Dio Brando ponownie staje się głównym złoczyńcą. Na spotkanie z nim wyrusza drużyna, na czele z nowym Jojo, czyli Jotaro Kujo oraz podstarzałym już Josephem Joestarem, protagonistą poprzedniej odsłony, a także dziadkiem obecnego głównego bohatera. Sama seria skupia się na podróży z Japonii do Egiptu i na tym elemencie również mocno bazuje opening. Choć całość zaczyna się od krótkiej prezentacji przeszłości oraz dziedzictwa rodu w zwalczaniu wampirów, czy innych nieśmiertelnych, półboskich istot z prekolumbijskiej Ameryki Południowej i jak to się kumuluje w osobie Jotaro.

Również pierwsza prezentacja Standów w czołówce jest wybuchowa wraz z eksplozją ciosów Star Platinum, które ujawniają ekran z tytułem anime. Następnie od razu oswaja nas się z motywem podróży, gdy kamera przelatuje nad obracającym się globem, aby ostatecznie dotrzeć do Dio. To, co bardzo mi przypadło do gustu, jest sposób jego ukazania, gdzie w tej odsłonie jest jeszcze zagrożeniem przyszłym i odległym, poruszającym się w cieniach i sterującym z niego pionkami. Nieco niewyraźny, spowity mgłą tajemnicy. Centralną osią narracyjną jest pozostaje jednak podróż przez niemałą część globu i kolejne lokacje, jakie ekipa ds. dewampiryzacji musi przebyć, by w ostatecznie dotrzeć do Egiptu. Na końcu mamy lekkie złamanie czwartej ściany, gdzie Star Platinum „przebija” się gradem uderzeń przez ekran.

Muzycznie mamy bardzo charakterystyczne dla pierwszych sezonów Jojo, powermetalowo-rockowe brzmienia. Z mocnym wokalem i wciskające w żyły czysty testosteron.

Numer 4: TOMMY, Coda, Jin – „Sono Chi no Kioku”

Jojo’s Bizarre Adventures Stardust Crusaders – Egypt Hen

Epickie ostateczne rozwiązanie kwestii wampirowskiej musiało otrzymać równie bombastyczną czołówkę. I tak wokaliści trzech wcześniejszych openingów powrócili, aby wspólnie wykonać ten utwór. Przekroczenie granic Kraju Nadnilańskiego i zbliżanie się do Kairu, gdzie rezyduje nasz nieśmiertelny antagonista, powoduje, że perspektywa konfrontacji z nim staje się wyraźniejsza. Jest to odzwierciedlone w samej animacji. Tak jak zresztą i dużo mroczniejszy, budujący napięcie klimat. Niemal czuć atmosferę zbliżającego się finału, a nasi bohaterowie są u progu swojego przeznaczenia. Czy uda im się uniknąć śmierci i zwyciężyć tak potężnego przeciwnika?

Gdy w poprzedniej czołówce, przewodnim motywem była podróż, tak tutaj jesteśmy już u celu, a wraz z nim mamy nowy – czas. Zarówno ten reprezentujący dekady zmagań rodziny Joestarów w ich walce, jak i niezbyt subtelne, aczkolwiek całkiem zmyślne zaprezentowane odniesienia do mocy, jaką dysponuje Dio. Nie bez powodu bohaterowie umieszczani są w otoczeniu przypominające wnętrze zegara, z licznymi zębatkami i mechanizmami go napędzającymi. Także tempo muzyki i wokal jest jakby niecierpliwy, niemal przyśpieszający w kierunku starcia. Nie mogło się obyć bez prezentacji pewnych przesłanek, co do losu poszczególnych bohaterów – uważnie oglądający i znający fabułę szybko je wychwycą. Jednak nie chcę przytaczać tutaj ich w całości, bo musiałbym zagłębiać się w dość poważne spoilery, a zdradzania zbyt wiele wolałbym uniknąć. Prawdziwą wisienką na torcie są jednak dwa elementy: przedstawienie Dio oraz jego Standu, który jest tak silny, że potrafi zatrzymać na moment odtwarzanie czołówki – by po chwili czas znów zaczął płynąć, a opening mógł się z nami pożegnać w prawdziwym ferworze walki i onomatopei będących zewem bitewnym protagonisty oraz antagonisty. Ciężko mi wyobrazić sobie lepszą kropkę nad „i” niż ta scena.

Muzyka nabiera w tym miejscu bardziej pompatycznego, niemal rockowo-operowego wydźwięku. Ale czy mogłoby się coś innego tutaj sprawdzić? Wątpię. W końcu mówimy o walce wieńczącej zmagań kilku pokoleń – zasługiwało to na tyle patosu ile można by zmieścić w kilkuminutowym utworze.

Numer 3: Coda – „Bloody Storm”

Jojo’s Bizarre Adventures (2012) Battle Tendency

I tak oto wylądowaliśmy na najniższym stopniu podium wraz z drugim openingiem do pierwszego sezonu animowanej adaptacji Jojo’s Bizarre Adventures. Już od pierwszych sekund widać, że odchodzimy od mroczniejszego klimatu celującego w klasyczny horror. Zamiast tego mamy pełną kolorów, geometrycznych kształtów czołówkę tętniącą energią i czymś, co można najlepiej określić jednym, krótkim zdaniem: ten opening ma styl przez duże S. Wręcz nim ocieka w każdym aspekcie.

Odpowiada to zresztą także przesunięciu środka dramatycznego samej historii, która również nabrała bardziej oryginalnego posmaku niż tylko bycie bardzo dziwną wariacją na temat First of the North Star. Poznajemy tutaj charyzmatycznego, o szelmowskich usposobieniu Josepha Joestara, który właśnie wraz z babką wylądował w Ameryce lat trzydziestych. Jednak nie jest dane długo mu tutaj pobyć, bo wydarzenia, które zabiły jego dziadka, zaczynają prześladować także jego – pojawia się bowiem zagrożenie, przy którym na wampiry możemy patrzeć z godnym pożałowania politowaniem. Nie wspominając już o tym, że całość zahacza także o całkiem przyjaznego oficera SS i innych kolorowych bohaterów drugiego planu. Od tej pory właśnie seria wcisnęła pedał dziwności do samej podłogi i do dzisiaj mu nie odpuszcza.

Jak wspomniałem już wcześniej, ten opening to w dużej części niemal doświadczenie audiowizualne ze swoimi kolorami, kształtami i operowaniem w wielu momentach barwnymi sylwetkami bohaterów. Robi wszystko, by przedstawić nam w nieco ponad minutę ich charakter i zarysować relacje między nimi: w szczególności od rywalizacji, aż po współpracę i przyjaźń Josepha oraz Cesara. Dużo miejsca poświęcono także MacGuffinowi tej odsłony – czyli pewnej krwistoczerwonej błyskotce. Każdy jednak się zgodzi, że najbardziej efektownym fragmentem nadal pozostaje tutaj prezentacja trójki głównych antagonistów: nieśmiertelnych istot rodem z Ameryki Południowej, półboskich humanoidów, dla których ludzie są na poziomie owada w łańcuchu żywieniowym. Ich prezencja, jako chaotyczna i nieokiełznana siła, górowanie nad bohaterami w każdej scenie – podkreślone jeszcze dodatkowo stylem animacji. No i ostatnia scena, gdzie wokal zgrywający się z Josephem krzyczącym w pustą przestrzeń sugeruje, że walka z nimi nie obędzie się bez poświęceń.

Zwróćcie też uwagę na to, jak sama melodia zgrywa się z prezentacją bohaterów, gdzie początkowo – skupiając się na protagonistach, jest nieco spokojniejsza, a wokal wręcz zrelaksowany. Gdy jednak pojawiają się złoczyńcy, staje się agresywna, głośniejsza i zdecydowanie bardziej dynamiczna.

Antrakt – endingi

Zanim ujawnimy dwie ostatnie pozycje, chcę też powiedzieć dwa słowa o endingach do Jojo, bo to jest bardzo ciekawa sprawa. Dlaczego? Ponieważ David Productions używa w nich zachodnich utworów… i to nie takich całkiem niszowych zespołów. Ciężko powiedzieć, żeby np. YES można było nazwać „mało znanym”. Wygląda na to, że jest to zasługa Warner Bros, które było w komitecie produkcyjnym i zapewniło dostęp do utworów będących w ich bazie licencyjnej.

I tak kolejno są to:

Yes – “Roundabout”

The Bangles – “Walk Like an Egyptian”

Savage garden – „I want you”

Zresztą pierwszy ending, a właściwie użycie go wraz z napisem „To be continued” stało się swego czasu bardzo popularnym memem. Nie da się ukryć, że akurat seria z Jojo’s Bizarre Adventures jest absolutną żyłą złota, jeżeli chodzi o tę formę internetowego humoru. I pamiętajcie – wszystko jest cholernym odniesieniem do Dziwnych Przygód Jojo!

Numer 2: Karen Aoki & Daisuke Hasegawa – “Great Days”

Jojo’s Bizarre Adventures Diamond is Unbreakable opening numer 3

Na drugim stopniu podium w moim osobistym rankingu uplasowała się ostatnia czołówka do Diamond is Unbreakable. Czemu zawdzięcza tak wysokie miejsce? Przede wszystkim temu, że reprezentuje wszystko, czym była ta część. Oto wchodzimy w ostatni element rozgrywki pomiędzy bohaterami a ukrywającym się gdzieś w mieście villainem. Jednocześnie ten opening stanowi pewnego rodzaju podsumowanie wszystkich wydarzeń, które miały miejsce na przestrzeni całego sezonu – wracamy do poznanych bohaterów, gdzie każdy ma swoje parę sekund obecności na ekranie. Niech więc nadejdzie Jaśniejąca Sprawiedliwość!

Już sam początek z napisem Jojo zbudowanym z sylwetek bohaterów, gdzie kolejne litery wchodzą wraz z uderzeniami perkusji, zapowiada masę dobroci. Przy okazji, zwróćcie uwagę na to, jak dobrano tam kolory – odpowiadają tym kojarzonym z poszczególnymi postaciami stanowiącymi naczelną ekipę tej odsłony.

Szybko jednak przechodzimy do antagonisty, który korzystając ze swoich mocy, narusza spokój miasteczka Morioh. Godzina, kiedy nadejdzie po niego sprawiedliwość, jednak się zbliża. Symbolizuje to słoneczna tarcza z napisem JUSTICE i przesuwającą się nieuchronnie naprzód wskazówką. Z tego obrazu wyłania się Josuke – Jojo tej odsłony i choć najpierw jego sylwetka jest zaciemniona, to im bardziej zbliża się do ekranu, tym wyraźniejszy się staje. Za motyw przewodni w tej czołówce robi fakt, jak połączeni więzami przyjaźni są poszczególni bohaterowie i jak przyciągają się do siebie oraz wchodzą w interakcje, często niejako przypadkowo. Odnosi się to poniekąd do tego, że w samej serii ustanowiono, iż użytkownicy Standów w jakiś sposób się przyciągają nawzajem. Dużo miejsca poświęcono również Rohanowi i jego przygodom – szczególnie ze względu na fakt posiadania czegoś na wzór osobistej motywacji do pozbycia się głównego złoczyńcy. Przez całą czołówkę także przewijają się odniesienia do nowej mocy villaina i sposobu jej działania. Ciemność, jaką roztacza, jest ostatecznie rozproszona przez bohaterów, którzy wspólnymi siłami go powstrzymują i uwalniają swoje miasto od zagrożenia, a „strzaskane” serce Jojo zostaje scalone wraz z pomszczeniem zamordowanych przyjaciół.

Co jest jeszcze ciekawe w tym openingu? Ano, że na jeden odcinek przygotowano specjalną wersję, która odtwarza go niejako wstecz. Zgrywa się to wraz ze zdobyciem przez złoczyńcę przewagi nad bohaterami i bycia przez niego bardzo bliskim odniesienia ostatecznego zwycięstwa. Było to naprawdę fantastycznym oraz zaskakującym zabiegiem, a i od strony kreatywnej nie można nic zarzucić.

Jeszcze więcej? Na dodatek w ostatnim odcinku ta czołówka otrzymała specjalnie wykonanie, gdzie kolejne partie wokalu zostały zaśpiewane przez poszczególnych poprzednich artystów. Nie muszę chyba mówić, że to również wypadło świetnie.

Numer 1: Hiroaki „TOMMY” Tominaga – „Sono Chi no Sadame”

Jojo’s Bizarre Adventures (2012) Phantom Blood

Zwycięzca może być oczywiście tylko jeden i w tym przypadku nie może być innego rozwiązania jak oryginalna czołówka z pierwszego sezonu adaptacji od David Productions.

Ten opening, to jeden wielki hołd dla całej serii i właściwie jej pierwsza odsłona w pigułce. Dosłownie. Od pierwszych klatek animacji jesteśmy bombardowani odniesieniami do całej długiej historii Jojo’s Bizarre Adventures. Prezentuje wszystkich kolejnych protagonistów, by w końcu ujawnić tego oryginalnego – Johnatana Joestara. Bohatera, od którego to wszystko się zaczęło. I od tego miejsca leci fenomenalnie zmontowane oraz przedstawione streszczenie wydarzeń z tej odsłony, jak również śledzenie rywalizacji między głównym antagonistą – Dio a protagonistą. Animacja przeplata się z panelami mangi, a całe środowisko wzorowano na posiadłości Joestarów.

Ciężko tutaj cokolwiek powiedzieć więcej bez serwowania spoilerami, bo ta czołówka przekazuje wszystko bardzo bezpośrednio… ale dla tak klasycznej już serii – nie mogę sobie wyobrazić lepszej laurki niż, to co przygotowano tutaj.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: