“Johannes Schachmann. Życie i czasy” magicznego dziada

Zwyczajny czarnoksiężnik. Pozornie takie zestawienie można wziąć za oksymoron. Jakim niby cudem ktoś, kto włada tajemnymi mocami i armią fantastycznych sługusów, może być traktowany jak normalny? Z pewnością dla swoich konfratrów będzie on przeciętny, ale dla nas – zwykłych śmiertelników? Ano też. Johannes Schachmann to standardowy staruszek z potężnym talentem do czynności nadprzyrodzonych. W piątkowe wieczory mógłby spotykać się na gry towarzyskie i drinki z innymi starszymi panami, którzy są potężniejsi, niż pozornie się wydaje. Albus Dumbledore (w pierwszych tomach Harry’ego Pottera), Hiruzen Sarutobi (przed walką z Orochimaru) czy magowie z Niewidocznego Uniwersytetu w Ankh-Morpork (ci to akurat zawsze) doskonale wpisują się w gębę takiej osobowości. Czy Johannes Schachmann może popisać się czymś wyjątkowym?

To mówisz, Johannes, że jesteś czarodziejem

Koncepcja postaci Schachmanna opiera się na zestawieniu dwóch skrajności. Potężny, apodyktyczny mag, który przehandlował swoje tęczówki za większą moc, ale też znerwicowany i zagubiony w dzisiejszych czasach kilkusetletni staruszek. Połączenie jest rozczulające i na ogół sprawdza się tak, jak powinno. Całość nie wznosi się jednak ponad poziom bardzo dobrych komiksowych pasków. Wydany tom przypomina rozszerzoną wersję takich właśnie krótkich historyjek. Jednowątkowe przygody maga czyta się szybko i przyjemnie. Dowcip, podobnie jak główny bohater, polega na nieoczywistych pomysłach. Tak oto przeczytamy o Johannesie pracującym w dużej korporacji, spotykającym się z Leninem czy pojedynkującym się ze swoim największym wrogiem za pomocą gry w bierki. Ponownie – jest to dobre w swoim założeniu, ale nie zapada szczególnie w pamięć. Ja sam widziałbym Schachmanna mierzącego się z polskimi realiami, najlepiej w czasach PRL-u. Coś jak „Wampir z MO” Pilipiuka. Połączenie czarnoksięskiej mocy, wybuchowego charakteru czarodzieja i kolejek po mięso na kartki mogłoby świetnie współgrać.

Nieco pikanterii wprowadzają do komiksu towarzysze będący na usługach Johannesa. Zapeklowana głowa Czyngis Chana, wróżka Frumentina i banda krasnoludków z Haroldsonem na czele to ciekawa mieszanka. Szczególnie zauroczyli mnie ci ostatni. Przewijają się w tle większości kadrów, próbując nadążyć ze sprzątaniem po destrukcyjnej naturze swojego pana. Mają śmieszne, sympatyczne buzie, ale potrafią się też połączyć w związki zawodowe oraz być podatnymi na opowieści Lenina. Lubią też bajki… Czyli zasadniczo wspomniane komunistyczne zapewnienia. Sympatycznych ludzików widziałbym nawet w ich własnym tomie!

Dürer? Możesz tu podejść na chwilę?

Warto wspomnieć, że komiks otrzymał odznaczenie „Przyjazny dla daltonistów”. W sensie czarno-biały jest…

Kadry przypominają drzeworyty z zachowaną niewielką ilością szczegółów. Uproszczenia wychodzą opowieści na dobre – sama historia nie jest przecież skomplikowana, więc na co komu byłyby szczegółowe rysunki? Prostota sprawia na przykład, że absurdalne miny bohaterów jeszcze bardziej nas rozśmieszają. Efekt ten zniknąłby, gdyby oczy nie były przedstawione tylko jako białe łezki z czarnymi kropeczkami. Bajkowa kreska dobrze komponuje się też z kolejnym zabiegiem humorystycznym, na jaki postawili twórcy. Obrazki pełne są wyrazów dźwiękonaśladowczych takich jak „grzeb”, „trzask” czy „bęc”.

Johannes Schachmann. Życie i czasy.

Magiczny – czarujący czy przeklęty?

Mówiąc szczerze, spodziewałem się po Johannesie Schachmannie czegoś więcej. Myślałem, że autorzy postawią na bardziej cięty humor i pozwolą sobie na większą jazdę po bandzie, jak w momencie, w którym Lenin opowiada bajki krasnoludkom. Widać jednak, że historyjki zawarte w tomie są testami różnych stylów i tematyk.

Pomimo tego, że nie nasyciłem się komiksem, to moja ciekawość względem pomysłów Mateusza Piątkowskiego i Jacka Kuziemskiego nie osłabła. Wręcz przeciwnie! Uważam, że przy bardziej satyrycznym podejściu perypetie Johannesa Schachmanna mogą przenieść się do najlepszych dzieł ukazujących magiczny crossover z polską rzeczywistością.

Johannes Schachmann. Życie i czasy, dzięki Wydawnictwu 23, miał swoją premierę 28 września. To już drugi komiks tego świetnie zapowiadającego się wydawnictwa! Ich debiut, Brom, został niedawno wyróżniony jako Najlepszy Polski Album podczas 30. edycji MFKiG w Łodzi! Polecamy śledzić razem z nami plany tych obrazkowych wyjadaczy!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o