Kino, polityka i teorie spiskowe. O trylogii paranoicznej Johna Frankenheimera.

Teorie spiskowe – ciężko z nimi żyć. Bez nich? Generalnie trudno. Wszyscy jesteśmy uwikłani w teorie spiskowe, tylko niektórzy podchodzą do nich z większym rozmachem.

Frankenheimer, Kennedy, mafia i … kino

John Frankenheimer urodził się 19 lutego 1930 roku, w Nowym Jorku. Nie jest reżyserem, któremu dziś poświęca się wiele czasu. Lubił jasny i przejrzysty sposób reżyserii. Pasjonował się kinem europejskim i azjatyckim, a preferowanymi gatunkami były dramaty społeczne oraz trzymające w napięciu thrillery.

W latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku John Frankenheimer stworzył kilka klasyków, które odcisnęły piętno na amerykańskich thrillerach. Manchurian Candidate (Przeżyliśmy wojnę), Seven days in May (Siedem dni w maju) i Seconds (Twarze na sprzedaż) nieoficjalnie wchodzą w skład trylogii paranoicznej. Treść filmów wymieszać z ówczesną sytuacją społeczno-polityczną. Dodać łyżkę mafijnych rozgrywek, szczyptę Franka Sinatry, a całość dusić pod nazwiskiem Kennedy i mamy przepis na teorię spiskową!

Dlaczego poszukujemy w życiu teorii spiskowych?

Profesor Mirosław Kofta w wywiadzie dla Polityki w 2011 roku stwierdził, że chętne przyjmowanie teorii spiskowych może brać się z niezadowolenia z własnego życia. Dużo przyjemniej jest myśleć, że za każdym naszym niepowodzeniem stoi grupa ludzi niechcąca dopuścić nas do sukcesu. W taki sposób łatwiej jest zrozumieć świat. Wytłumaczyć samemu sobie kto, za czym stoi. Przywrócić ład i porządek, a co za tym idzie przenieść winę na wyższe zło. Zło, nad którym nie mamy kontroli.

Przyjemnie jest odnajdywać ludzi myślących podobnie, a także tworzyć własne ideologie. Dziś, dzięki mediom społecznościowym każdy z nas może zostać spiskowym guru. Wolny czas wypełniać prowadzeniem śledztw i odkrywaniem nowych informacji. To jak oglądanie serialu, w którym jest się głównym bohaterem i tylko od nas zależy scenariusz.

What if I told you?

Spiskowa paranoja

Niewątpliwie żyznym gruntem teorii spiskowych jest polityka. Prof. Kofta używa określenia „paranoi politycznej”, mówiąc o szczególnym (spiskowym) rozumieniu świata społeczno-politycznego. Po pierwsze, przekonanie, że jedna grupa stara się wyrządzić krzywdę drugiej; szczególnie jeśli mają rozbieżne poglądy. Po drugie, przekonanie, że „jeśli nie jesteś z nami, jesteś przeciw nam” to próba zniekształcania rzeczywistości. To tu pojawia się paranoja.

W 1964 roku Richard Hofsteder, amerykański historyk i publicysta z Uniwersytetu w Kolumbii w stanie Ohio, wydał esej pt. Paranoiczny styl amerykańskiej polityki. Badał w nim wpływ teorii spiskowych na wszelkie ruchy społecznego niezadowolenia w amerykańskiej historii. Porównał paranoika do rzecznika prasowego owych grup. Obaj są agresywni w swoich wypowiedziach. Obaj przemawiaj z pasją i toczą apokaliptyczne wizje. Ten pierwszy wierzy, że złowrogi świat obrał go za jedynego przeciwnika. Ten drugi stara się nabrać więcej dystansu. Zło, w jego mniemaniu, skierowane jest przeciw narodom i kulturom. Dotyczy całych społeczności, a on jest tylko „informatorem”. On, w swojej bezinteresownej i często patriotycznej krucjacie, „tylko” niesie wieść.

Za wszystkim stoją …

Przekonanie, że za wszystkim stoją jezuici, Masoni, Illuminaci, Kościół Katolicki, Żydzi, Komuniści, Karim Benzema i jego taśmy to fenomen przewijający się przez historię wielu krajów.

Hofsteder opisuje początki paniki związanej z tajnymi stowarzyszeniami i szukaniu „złego” poczynając od końcówki XVIII wieku. To wtedy działania bawarskich Illuminatów nawołujące do racjonalizmu spotkały się ze sprzeciwem w umysłach konserwatystów.

Najwyraźniej teoretycy spiskowi XIX wieku byli przekonani, że dmuchają na zimne. Wartości i idee, których bronili, wciąż były zachowane w społeczeństwie. Ich zadaniem było ostrzegać i utrzymać zastany porządek.

Porównawczo, wiek XX to społeczeństwo po upadku moralnym. Mentalnie rozkradzione przez kosmopolitów i intelektualistów. To komunistyczne i socjalistyczne machlojki. A co za tym idzie to bezpieczeństwo narodowe i niepodległość odbierane nam przez zdradzieckie intrygi … Brzmi znajomo?

Futurama

Tak było! W telewizji tak mówili!

Podczas wojny koreańskiej (1950-1953) do uszu amerykańskiej opinii publicznej dotarły wstrząsające informacje. Jeńcy wojenni (rzekomo) mieli być poddawani praniu mózgów przez Koreańczyków z Północy i komunistyczne Chiny. W wyniku czego żołnierz stawał się marionetką w rękach swojego właściciela podatną na „słowa klucze”.

Całkiem przypadkiem, właśnie o tym traktuje Manchurian Candidate (Mandżurski kandydat bądź jak wolą polscy tłumacze Przeżyliśmy wojnę) Frankenheimera z 1962 roku. Majora Bennetta Marco (Frank Sinatra) nękają koszmary. Co noc śni, że cały jego oddział ponosi śmierć z ręki ich przełożonego, sierżanta Raymonda Shaw (Laurence Harvey). Równocześnie, Shaw zostaje odznaczony Orderem Honorowym i od tego czasu jest traktowany jak bohater. Marco nie może pozbyć się wrażenia, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje …

Wkrótce okazuje się, że Shaw padł ofiarą prania mózgu. Ma za zadanie zabić prezydenta Stanów Zjednoczonych. Jego sygnałem jest karta, Dama Karo.

Podsycając sowiecką paranoję, Frankenheimer dorzuca kilka znaków zapytania od siebie. Widzowie zostali poinformowani, że przychodząc do kin pięć minut po rozpoczęciu seansu, nie będą wiedzieć, co się dzieje. W zasadzie, oglądając od samego początku, widz może być równie zmieszany. Wszystko za sprawą jednej ze scen, pojawiającej się już w pierwszym kwadransie filmu. Wojskowe exposé o amerykańskim oddziale, w ich głowach, jest spotkaniem szanownych dam traktującym o podlewaniu hortensji. To genialna scena, podczas której widzimy rzeczywistość oczami „pacjenta” po praniu mózgu oraz to, co dzieje się naprawdę.

Nieznajoma w pociągu

Odtąd, jak major Marco, sami zadajemy sobie pytanie: co w tym filmie jest prawdą, a co fikcją?

Tylko dekadę wcześniej Senator Joseph Raymond „Joe” McCarthy zainicjował kampanię siejącą atmosferę strachu, podejrzeń i infiltracji. W konsekwencji każdy mógł zostać oskarżony na przykład, o pracę z obcym wywiadem. Często nawet bezpodstawnie.

Zaczepiająca majora Marco w pociągu Eugene (Janet Leigh) niewątpliwie budzi podejrzenia. Szczególnie dialog między Sinatrą a Leigh miesza widzowi w głowie jak scena exposé. Czy Eugene to agentka kontrolująca poczynania Marco dzięki słowom kluczom? Czy może najzwyczajniej w świecie samotna kobieta szukająca kompana?

Frank Sinatra i Janet Leigh (Przeżyliśmy wojnę, reż. John Frankenheimer)

(Podobno)

Koniec końców – to tylko film. Na podstawie książki. Akurat modny temat w tamtym czasie, prawda? I tu robi się ciekawiej. Prokurator generalny Stanów Zjednoczonych, Robert F Kennedy w 1961 roku prowadził śledztwo przeciwko gangsterowi imieniem Sam Giancana. Ten, oprócz działalności mafijnej (podobno) wplątany był w romans z ówczesną kochanką Johna F Kennedy’ego. (Podobno) Frank Sinatra, który rozkwit swojej kariery zawdzięczał Giancanie, miał poprosić prezydenta o przytemperowanie zuchwałego brata. Kennedy kręcił nosem, Sinatra (podobno) zasugerował plany wprowadzenia na ekrany kin Mandżurskiego kandydata, adaptację powieści Richarda Condona, o żołnierzu podejmującym próbę zabicia prezydenta Stanów Zjednoczonych. Równocześnie inne źródła podają, że książka Condona należała do ulubionych powieści Kennedy’ego. Prezydent, podobno, miał wyrazić się bardzo ciepło o nadchodzącej premierze, a nawet zorganizować prywatny seans Mandżurskiego kandydata w Białym Domu.

Prawdy nigdy nie poznamy.

Fabuła się zagęszcza… (podobno)

Film wszedł do kin 24 października 1962 roku. Doskonale wiemy, co wydarzyło się trochę ponad rok później, 22 listopada 1963. Podejrzenia padały na: komunistów z Kuby, gangstera Jack’a Ruby’ego, a także CIA we własnej osobie. Oficjalnie winnym zamachu na JFK’a jest jednak Lee Harvey Oswald.

Co więcej, w 1963 roku Robert F Kennedy postanowił wziąć udział w wyścigu po prezydenturę. Zatrudnił Frankenheimera do nakręcenia materiałów promocyjnych. Panowie bardzo zaprzyjaźnili się w trakcie współpracy. Do tego stopnia, że RFK (podobno) zaprosił reżysera do towarzyszenia mu na scenie podczas przemowy w The Ambasador Hotel, 5 czerwca 1968 roku. Frankenheimer grzecznie odmówił. Tego dnia RFK został postrzelony zaraz po skończeniu przemowy. Zmarł następnego dnia, 6 czerwca 1968 roku.

conspiracy Keanu

Jedno wiemy na pewno.

Zbiegi okoliczności na bok. Propaganda czy nie; film Mandżurski kandydat to przede wszystkim świetny thriller. Obrazuje czasy paranoi, a nie polityczne rozgrywki. Pomógł społeczeństwu spojrzeć na nie same, nawet jeśli zaoferował jedynie potłuczone lustro.

Jednak, pół wieku później, wiemy coś na pewno.

CIA w projekcie MK ULTRA robiło dokładnie to samo na amerykańskiej ziemi, o co oskarżano komunistów podczas wojny koreańskiej. Używano takach technik prania mózgu jak: psychodeliki, izolacja zmysłów, hipnoza i psychic driving (czyli bombardowanie pacjenta setkami nagranych uprzednio komunikatów dźwiękowych). Wszystko, by rozbić osobowość pacjenta i wytworzyć nowe, podatne na kontrolę „osoby”.

Kuj żelazo póki gorące

To nie koniec zbiegów okoliczności dotyczących nazwisk Kennedy i Frankenheimer. Mandżurski kandydat nie zdążył ostygnąć, kiedy nowojorski reżyser rozpoczął pracę nad kolejnym filmem. Tym razem adaptował powieść Fletchera Knebela z 1962 roku: Siedem dni w maju. Do napisania powieści zainspirował Knebela wywiad, przeprowadzony z Szefem Sztabu Sił Powietrznych, generałem Curtisem LeMay’em. Generał, nieoficjalnie, miał być wyjątkowo niezadowolony z tchórzliwego zachowania Kennedy’ego dotyczącego kryzysu kubańskiego, będącego następstwem inwazji w Zatoce Świń, w kwietniu 1961 roku. Po nieudanym ataku kubańskich emigrantów wspieranych przez amerykańskie siły stosunki między Kubą a Związkiem Radzieckim mocno się zacieśniły. Na wyspie rozmieszczono radzieckie rakiety balistyczne, co niewątpliwie zaniepokoiło Stany Zjednoczone.

16 października 1962 rozpoczęło się nadzwyczajne posiedzenie członków gabinetu prezydenta Kennedy’ego, zwane ExComm, w którego skład wchodził m.in. generał LeMay. Obradowano nad wieloma scenariuszami. Zwolennikami mniej ofensywnego scenariusza, na który ostatecznie się zdecydowano byli m.in. sam JFK, Ambasador Stanów Zjednoczonych przy ONZ Adlai Stevenson oraz Robert McNamara, Sekretarz Obrony. LaMay oraz Kolegium Szefów Sztabów optowało za dosadną i siłową reakcją.

I tak powstał thriller polityczny o spisku generałów z Pentagonu chcących wyeliminować prezydenta za próbę zmniejszenia napięć między Stanami a Związkiem Radzieckim. Historia poruszyła prezydenta Kennedy’ego do tego stopnia, że generał Sił Powietrznych stacjonujący w Europie, Edwin Walker, stracił pracę. Generał, rzekomo, rozprowadzał wśród swojej załogi literaturę sugerującą bliską współpracę JFK’a a także Dwight’a Eisenhowera z sowieckim wywiadem.

Szczególne wrażenie miała zrobić na Kennedym postać buntowniczego generała Scotta.

Kirk Douglas (Siedem dni w maju
reż. John Frankenheimer )

JFK aprooves!

Frankenheimer podjął się zadania na specjalną prośbę prezydenta. Kennedy chciał filmu będącego ostrzeżeniem dla generałów. Natomiast publika miała usłyszeć: Nie ufajcie wojskowym. Nawet w sprawach wojskowych.

Dzięki nazwisku JFK’a wiszącemu nad produkcją Frankenheimer mógł przebierać w największych gwiazdach okresu. Między innymi dlatego obsada wygląda tak imponująco. Kirk Douglas, Burt Lancaster, Martin Balsam i Fredric March wyrazili zgodę na udział. Siedem dni w maju to jeden z tych filmów, o których można powiedzieć: “takich już nie robią”. Jeśli szukasz pełnego napięcia dramatu, to Siedem dni w maju jest wart uwagi. Frankenheimer zaznacza w nim cienką linię między patriotyzmem a faszyzmem.

Bóg, honor, ojczyzna!

Kluczową rolę odgrywa pułkownik Casey (Douglas), który odkrywa spisek generałów. Casey nie kieruje się nienawiścią ani nie daje ponieść emocjom. On musi wybrać między żołnierskim honorem a krajem. Musi przekonać sam siebie, co jest słuszne. Następnie przekonać innych, że ma rację, by ostatecznie podjąć wszelkie kroki ku wyeliminowaniu zagrożenia. Sam, nie zgadzając się z prezydentem Lymanem (March), wybiera lojalność do Naczelnika Sił Zbrojnych. Jak każdy wielki patriota powinien. W czasach Zimnej Wojny to wspaniałe przesłanie. Przypominające o kruchości demokracji w kraju tak zależnym od wojskowego kompleksu przemysłowego.

Film okazał się proroczy, jeszcze przed premierą. Jesienią 1963 roku wspomniany wcześniej generał Walker wygłosił antyprezydenckie przemówienie. Podczas pobytu wspomnianego wcześniej ambasadora Stanów Zjednoczonych przy ONZ, Adlai’a Stevensona, w Dallas w 1963 roku doszło do zamieszek. Jeden z protestujących miał krzyczeć: Prezydent Kennedy zapłaci za to w piekle! Po raz kolejny, wszyscy wiemy o wydarzeniach z 22 listopada, tego samego roku.

Nie samą polityką żyje człowiek.

Intrygi na najwyższym szczeblu zostawmy politykom. Czas pochylić się nad zwykłym Kowalskim. Człowiekiem, który musi radzić sobie nie tylko z wiszącymi nad głową zagrożeniami, ale również z własną codziennością. Łączenie końca z końcem i próby odnalezienia własnego ja w zmieniającej się rzeczywistości to coś, co wszyscy doskonale znamy.

Zwykły Kowalski znudzony i przytłoczony rutyną własnego życia lubi uciekać w świat fantazji sprzedawany mu w mediach. Wpatrzony w telewizję marzy, by być pięknym, młodym i szczęśliwym jak ludzie na ekranie. W przeciwieństwie do szarej rzeczywistości wizja amerykańskiego snu; przepychu i blichtru życia ludzi z okładek wydaje się być niezwykle pociągająca. A gdyby tak móc wszystko zmienić?

W 1964 po zakończeniu prac nad Pociągiem, przygodowym filmem akcji osadzonym w czasach Drugiej Wojny Światowej, John Frankenheimer uznał, że czas coś zmienić. Będąc fanem japońskiego i europejskiego sposobu robienia filmów, postanowił spróbować swoich sił w podobnej stylistyce. W 1963 roku pisarz David Ely, wydał powieść Seconds (Drudzy, jednak w polskiej wersji są to Twarze na sprzedaż), niepokojącą historię człowieka uciekającego od samego siebie. Prawa do filmu na podstawie Seconds nabyli Kirk Douglas i producent Edward Lewis. Scenariusz trafił na biurko Frankenheimera, który rozpoczął przygotowania.

Być jak Tommy Lee Jones w Ściganym

Arthur Hamilton jest znudzonym życiem biznesmenem. Przypadkowe spotkanie z uznanym za zmarłego przyjacielem sprowadza do jego życia Firmę: wysoko wyspecjalizowaną instytucję, która za drobną opłatą, pomaga ludziom zniknąć i zacząć nowe, ciekawsze życie. W taki sposób Arthur Hamilton przeistacza się w Antiochusa ‚Tony’ego’ Wilsona, malarza tonącego w przepychu. Podczas jednego z przyjęć zaczyna rozumieć, że większość jego nowych znajomych kupiła sobie „twarze”. Dusząc się w udawanym świecie Hamilton/Wilson próbuje uciec z Firmy, co samo w sobie zaczyna być niewiarygodnie przytłaczające.

Arthur jako Tony otrzymuje od życia wszystko, o czym marzył. Hedonistyczna wolność, którą symbolizuje scena orgii, pokazuje, że Tony jest coraz bardziej nieszczęśliwy. W pogoni za amerykańskim snem nigdy nie zastanowił się jednak, co tak naprawdę sprawiało mu radość?

Rock Hudson (Twarze na sprzedaż,
reż. John Frankenheimer)

Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę

Tym razem Frankenheimer do współpracy zaprosił operatora Jamesa Wong Howe’a. Howe lubował się w ekspresjonistycznym oświetleniu, nietypowych ujęciach i głębi ostrości. Artysta jego pokroju gwarantował awangardowy wydźwięk filmu. Do tego stopnia, że odradzano nowojorskiemu reżyserowi współpracę, sugerując, że operatorskie popisy Howe’a przysłonią widzom reżyserię Frankenheimera. Reżyser był niewzruszony. Chciał filmu, który wykrzywi rzeczywistość, budząc grozę i będzie potęgował uczucie przytłoczenia.

Bez wątpienia i tym razem fikcja wyprzedziła rzeczywistość. Początkowo Frankenheimer chciał zatrudnić tego samego aktora do grania Arthura i Tony’ego. Marzył mu się Laurence Olivier. Studio Paramount zdecydowanie zażądało większego nazwiska. Kogoś, kto przyciągnie do kin tłumy. Chcąc nie chcąc, Frankenheimer podzielił rolę na dwie osoby: Arthura zagrał John Randolph, Tonym został Rock Hudson.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło

Podział ról oraz wybór Hudsona wyszedł Frankenheimerowi tylko na dobre. Nadał filmowi smaku oraz, jak się po latach okazało, pewnego podtekstu. Hudson, znany do tej pory głównie z pastelowych komedii romantycznych, o dziwo,  stanął na wysokości zadania. Tony to jego najtrudniejsza i najmroczniejsza rola. Niemniej jednak – najlepsza. On sam pojawia się na ekranie dopiero w drugiej połowie filmu. Pierwszą część spędzamy z leciwym, łysiejącym panem, który nagle zamienia się w hollywoodzkiego macho prosto z filmowych plakatów.

Czy w takim razie, inni są tymi, za których się podają? A co, jeśli cała otaczająca Tony’ego bohema to znudzeni życiem staruszkowie, który dostali nowe twarze?

Tony, odkrywając prawdę o swoim otoczeniu, popada w coraz większą paranoję, a pętla na jego szyi wydaje się zaciskać z każdym kolejnym krokiem. I skąd nagle tak dojrzałe i przejmujące wystąpienie aktora, którego zadaniem do tej pory było głównie “wyglądać”?

Hudson doskonale znał tę procedurę.  Udając kogoś, kim nie jest, manewrował w pewnym środowisku, szukając swojego miejsca. Pod presją Hollywood prężył muskuły, czarującym uśmiechem płynącym prosto z ekranu rozkochując w sobie miliony kobiet. Jako jeden z pierwszych znanych aktorów, 2 października 1985 roku, zmarł na skutek zarażenia wirusem HIV. Swój homoseksualizm ukrywał aż do śmierci.

Tematy gorące jak świeże bułeczki

W trakcie pisania tego tekstu zaczęłam zastanawiać się, dlaczego właśnie te trzy tytuły nieoficjalnie dostały łatkę trylogii paranoicznej? Przecież już wcześniej kręcono filmy poruszające podobne tematy!

Czy Frankenheimer miał po prostu tak dużo szczęścia, że w niedużym odstępie czasu zdecydował się na te trzy historie? Oczywiście, tematyka trylogii paranoicznej zawsze dobrze się sprzeda. Co w kinie ogląda się lepiej niż spiski, zamachy, zdrady i szeroko zakrojone intrygi? Wtedy jednak filmy Frankenheimera były krytyką zastanej rzeczywistości lub też próbą jej uporządkowania. Po latach okazują się tak niesamowicie współczesne. Tony Stark nazywa Zimowego Żołnierza “mandżurskim kandydatem”; X-Meni próbują rozładować kryzys kubański, a tylko ostatnio Jordan Peele w głośnym Get out! (Uciekaj!) wziął na warsztat historię mocną podobną do Seconds. Przykłady pierwsze z brzegu.

Jednocześnie, kino lubi wyprzedzić historię. Na przykład, Wag the Dog (Fakty i Akty), gdzie Dustin Hoffman i Robert De Niro reżyserowali wojnę w Albanii. Ich celem było odwrócenie uwagę opinii publicznej od prezydenta USA romansującego z młodą stażystką. Wszystko pół roku przed wybuchem skandalu Clinton/Lewinsky i zarządzonego przez Clintona bombardowania w Sudanie. Liczne ujęcia i sugestie płonących i zapadających się wież WTC przewijały się w popkulturze przed 2001 rokiem. Podobnie jak prezydentura Trumpa. A Kubrick i wszystko, co z nim związane? Od rzekomego sfilmowania lądowania na Księżycu, przez Lśnienie aż po scenę orgii z Oczu Szeroko Zamkniętych kręconej w posiadłości Rothschildów? Teorie spiskowe i zbiegi okoliczności.

W dużej mierze na pewno.

Podsumowanie

Jednakże, widzowie z 2019 roku mają przewagę nad widzami z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Możemy spojrzeć jakie teorie spiskowe forsowano wtedy i co potwierdziła historia: MK-ULTRA, operacje Northwoods i Paperclip, CIA handlująca narkotykami w latach osiemdziesiątych w Nikaragui czy słynne zeznania dziewczyny imieniem Nayirh. Które z dzisiaj modnych teorii spiskowych historia uzna za fakt?

Mam wrażenie, że żyjemy w jeszcze bardziej paranoicznym świecie niż ludzie z lat sześćdziesiątych. Czasami ciężko jest postawić jasną granicę między reżyserowaną fikcją, polityką i teorią spiskową [jak całkiem na bieżąco dowiódł nam Jussie Smollett ;D]. Komik i aktor, Nick Cannon, komentując niedawną sytuację Kevina Harta i gali Oscarów porównał obecne czasy do ery makkartyzmu. Jedno, wypowiedziane lub napisane dawno temu słowo, nawet wyrwane z kontekstu, może narobić każdemu z nas ogromnych problemów.

Dlatego, warto spojrzeć na teorie spiskowe. Niosą dużo dobrej zabawy, ale przede wszystkim uczą czegoś bardzo ważnego – krytycznego myślenia i samodzielnego wyszukiwania informacji.

Nie wierz nikomu drogi czytelniku i widzu.

Nie wierz nawet w ani jedno moje słowo!

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o
%d bloggers like this: