Jak coś ma być epickie, to właśnie to. Donżon – Recenzja

Donżon to wyjątkowo zakręcona, lekka opowieść fantasy. Nie brakuje w niej odważnych bohaterów, lejącej się krwi, magii i różnych stwożeń nie z tego świata.

Znaleźliście się kiedyś w sytuacji, w której wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły Wam „Ten komiks jest dobry, musisz go przeczytać!”? Sami rozumiecie – wychodzi jakaś nowość, wydaje się interesująca, a podczas czytania opinii okazuje się, że to najprawdziwsze magnum opus jakiegoś artysty. Pozycja zachwalana z każdej strony, jest niesamowita już po samych udostępnionych kadrach. Dobra do tego stopnia, że Wasz kot zaklepuje sobie przeczytanie zaraz po Was. Te cudowne kolory, unikatowa kreska, dowcipne dymki… Tak łatwo obiecać sobie zbyt wiele. Prosto założyć zbyt wysokie wymagania. Ech, całe szczęście, że Donżon to jeden z najwybitniejszych komiksów, jakie czytałem i zauroczył mnie bez końca. Inaczej ten wstęp byłby strasznie smutny, że o niedopasowaniu do tytułu nie wspomnę.

Epicka przygoda! Trzech rycerzy – elf, krasnolud i człowiek…

To chyba jednak drużyna pochodząca z innego kanonu fantastyki. Ta reprezentująca Donżon jednak w niczym jej nie ustępuje. Pierwsze skrzypce gra tutaj kaczor Herbert. Przypadek bądź przeznaczenie – jak wolicie, uczynił z tego początkowo strachliwego ptaka całkiem dobrego wojownika. Przypomina mi trochę Reynevana z Trylogii Husyckiej Andrzeja Sapkowskiego. Śmieszek i lekkoduch, który może i jest trochę tchórzliwy, ale w końcu zaczyna się “wyrabiać”. Poza tym ma więcej szczęścia niż rozumu, a jego tyłek nieustannie ratują przyjaciele. Ma jednak tak duży urok osobisty, że trudno nie darzyć go sympatią. Najlepszym przyjacielem, ale i opiekunem, Herberta staje się Marvin – smok wegetarianin żyjący wedle prawideł swojej skomplikowanej religii.  Groźna aparycja jest złudna tylko dla przyjaciół, dla których ma miękkie serce… Ale wrogowie mogą ją odbierać zupełnie powierzchownie. 

Donżon to nie tylko tych dwóch poszukiwaczy przygód. To cała plejada barwnych postaci drugo- i trzecioplanowych. Nie spotkałem się jeszcze z tworem, w którym praktycznie każda osobistość jest unikatowa. Wszyscy mają jakieś tajemnice, wyjątkowe cechy i styl bycia. Od potwornej żyjącej Cynaderki, przez w pełni rozumny i złośliwy Miecz Przeznaczenia, kotokozacką księżniczkę Izydę po de la Kura – pierwowzór Magicznego Gościa z Pory na Przygodę i przy okazji dalekiego kuzyna Pana Lusterko z Wiedźmina. Jestem zachwycony mnogością i oryginalnością pomysłów Joanna Sfara i Lewisa Trondheima. Takiego bombardowania ciekawostkami nie przeżyliście prawdopodobnie nigdy.

Przepraszam, czy tu biją?

Wypada mi chyba jeszcze powiedzieć, czym właściwie jest Donżon. Najprościej mówiąc: to olbrzymi zamek wypełniony potworami, do którego poszukiwaczy przygód ściągają w zdobywaniu sławy, chwały i złota. W razie swojej śmierci zasilają twierdzę własnymi kosztownościami. I tak to się kręci. Nad tym interesem czuwa Strażnik, który swoim światem biznesu zarządza ze zręcznością lorda Vetinariego. Marvin, Herbert i pozostali słudzy, to jest pracownicy przybytku, czuwają nad jego stabilnością. Wiecie, jak to jest – a to trzeba coś ukraść, coś odzyskać, komuś dać po łbie. Normalka w świecie herosów.

Jeśli chodzi o wydanie samego pierwszego tomu Donżonu, to nie opowiada ono historii bohaterów od samego początku – druga część przybliży nam wcześniejsze przygody. Taką kolejność publikacji nadzorowali sami autorzy i bez problemu można się niej odnaleźć.

Fantastyczny kalejdoskop

Często podkreślam, że moja ulubiona kreska komiksowa to ta w stylu Steve’a Dillona. Jeśli chodzi jednak o heroiczne fantasy, to od Sfara i Trondheima nikt nie sprawdzi się lepiej. Donżon jest przecudnie narysowany. Autorzy idealnie wyważyli ilość umieszczonych szczegółów. Wszystkie postacie wyglądają na starannie dopracowane, światło dobrze współgra z cieniem, ale mimo to cały projekt jest lekki i nieprzytłaczający. Wszystkie strony witają nas nowymi, szalonymi kadrami. Każdy z nich jest pokolorowany w sposób ożywiający cały akcję. Nie zdziwiłbym się, gdyby w pewnym momencie Herbert i spółka wyrwali się z papieru prosto do mojego pokoju. Ostatnie dwa zeszyty z tomu ilustruje Gilles „Boulet” Roussel. Koncepcja graficzna staje się trochę bardziej dojrzała, ale nie zaburza odbioru całej treści Donżonu. Jest świetnym podkreśleniem i zapowiedzią nadchodzących wydarzeń.

Pozorna bajkowość, wynikająca ze stylu, w jakim narysowanym jest Donżon, jest szybko przełamywana przez całkiem pokaźną ilość przemocy. Mieszkańcy Terra Amata się nie patyczkują. Dekapitacja, wypalanie oczu, podrzynanie gardeł w zasadzie nie robią na nikim wrażenia. Trolle jedzą żywe noworodki, niewygodni świadkowie są od razu likwidowania, a krew z przeciętych kończyn można nas ochlapać co kilka stron. W połączeniu z  pikantnym humorem i więcej niż kilkoma podtekstami przedstawia nam się ostateczne wyjaśnienie, że Donżon nie jest komiksem dla dzieci. Błędnie przypisuje mu się też tytuł paszkwilu na heroiczne fantasy. Owszem – jest nim w pewnej mierze, ale kryje się za nim znacznie więcej. To genialnie stworzony świat przedstawiony, który jest dopracowany w każdym calu. Bohaterowie są błyskotliwi, złożeni i nie raz zaskoczą nas swoimi przemyśleniami czy motywami. Tak powinno się kreować uniwersa!

Pora na Donżon!

Donżon jest pozycją obowiązkową nie tylko dla fanów gatunku “magia i miecz”. Świetnie naigrywa się z tej formy fantastyki, ale oferuje też znacznie więcej. To porywająca lektura wzbogacona o piękne rysunki. Opowieść o przyjaźni, odwadze i poświęceniu, ale nie zabraknie w niej odcinania głów, karczemnych awantur i walnych bitew! Na kartkach Donżonu akcja nie zwalnia nawet na chwilę, a przy tym dzieje się mądrze, a także błyskotliwie. Nie mogę się doczekać kolejnych odsłon.

Dodatkowym argumentem do tego, by Donżon znalazł się w Waszej kolekcji, jest epickie wydanie przygotowane przez wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy. Ponad 300 stron wydrukowanych na najwyższej jakości papierze, który zabójczo dobrze oddaje kolory. Poza tym czarna strukturalna okładka z tłoczonymi, jasnozielonymi napisami i obrazkami. Perełka w mojej kolekcji.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o