It (2017), czyli jak zrobić dobry film, ale wyjątkowo STRASZNY horror

W prowincjonalnych miasteczkach zawsze dzieją się najdziwniejsze rzeczy. Widzieliśmy to w Stranger Things, gdzie w tajnym laboratorium eksperyment spalił na panewce, a konsekwencje z tego wynikające okazały się dość krwawe. Pokazał nam to również House of Wax, Jeepers Creepers czy masa innych teen slasherów. Do tego towarzystwa możemy też śmiało dorzucić It na podstawie książki Stephena Kinga.

Film zabierze nas do fikcyjnego miasta Derry w stanie Maine. W tym przytulnym, amerykańskim zakątku od dłuższego czasu bez śladu giną dzieciaki. Policja jest bezsilna, a kolejne zniknięcia zaczynają stawać się już tematem tabu. Aż pewnego dnia trafia na George’a Denbrough. I choć rodzice pogodzili się ze stratą, jego starszy brat – Bill – nie zamierza odpuścić tak łatwo.

Wraz z grupką swoich przyjaciół postanawiają odkryć tajemnicę zniknięć w Derry… Chociaż jeszcze nie wiedzieli, jaki horror sprawi im zamieszkująca miasteczko kreatura. To lub inaczej Tańczący Klaun Pennywise nie ma zamiaru przerywać swojej uczty.


Jeżeli interesują Cię inne filmy dostępne na platformie Netflix – kliknij tutaj.
Sprawdź również nasz tekst o nowościach w październiku.


Kto nie boi się klaunów?

Nie jestem do końca pewien, czy to idea zaszczepiona we mnie przez popkulturę, czy może jednak faktyczne odczucie, ale klauni od dawna w moich oczach są tacy… niepokojący. Może to kwestia pomalowanej twarzy? Lub niefortunnego pijaru uzyskanego dzięki głupkowatym prankom? Pewnie po części z obu powodów. Niemniej, gdy dla małego dziecka spotkanie z klaunem, to ciekawa przygoda, tak dla dojrzałego człowieka, cóż, niekiedy nawet koszmar.

Z takim podłożem nietrudno stworzyć dobry horror. Dobry, czyli taki, który bazuje na naszych prawdziwych lękach, wykorzystując elementy z realnego świata, ale płynnie łącząc je z treściami czysto fantastycznymi (chociaż kto wie). Top listy najstraszniejszych książek Stephena Kinga jasno wskazują, że pierwowzorowi filmowego It udało się w podobne kryteria trafić. W takim wypadku stworzenie strasznej adaptacji nie powinno być problemem, prawda?

Teoretycznie tak, a w praktyce…

It to zdecydowanie STRASZNY horror

Zacznijmy od pozytywów. Design Pennywise’a faktycznie trafia w moje wyobrażenie niepokojącego klauna. Po pierwsze: wygląda jak zwykły klaun. Po drugie: zdarzały się momenty, gdy jego obecność powodowała u mnie małe ciarki na plecach. 

Przechodząc jednak do rzeczy. Jeżeli włączając It, spodziewasz się dobrego horroru, czeka cię rozczarowanie. Problem z To jest taki, że ten film praktycznie w ogóle nie trzyma w napięciu. Oczywiście, w powietrzu wisi niebezpieczeństwo, ale bohaterami są przecież dzieciaki – od razu czujemy, że nie stanie im się żadna/wielka krzywda (niepotrzebne skreślić). Gdyby tego było mało, efekt potęguje to, że nasz klaun ciągle gdzieś nam miga na ekranie. Nie mamy czasu tak naprawdę pomyśleć, co za fabularnym zakrętem przyszykował Pennywise dla bohaterów, bo on WSZĘDZIE jest.

Ratunkiem mogłoby być pójście w ślady The Conuring czy The Ritual (2017), czyli trzymania widza w ciągłej gotowości, w napięciu, że zaraz, już za sekundę coś wyskoczy/krzyknie/będzie rzucać talerzami, ale serwować to małymi dawkami, aż do momentu kulminacyjnego. Wtedy taka dawka klauna mogłaby faktycznie wryć się w pamięć, dopełniając też samo zakończenie It. 

Ale cóż, do ekranizacji przyłożył rękę Gary Dauberman, odpowiedzialny za takie horrorowe perełki jak The Nun czy Annabelle. Czego mogłem się spodziewać?

Na pewno nie…

Wścibskich dzieciaków!

Otóż wyobraźcie sobie film, z perspektywy dziecka – nie Home Alone ani Inside Out. Nakręcony w wyjątkowo realistyczny sposób, nie okiem dorosłego reżysera, który wmawia widzom, że ma dwanaście lat, a prawdziwego nastolatka z krwi i kości. Macie jakieś przykłady? To teraz dodajcie do tego jeszcze It.

Kreacja głównych bohaterów to najlepsza składowa tego filmu. Nie skłamię, gdy powiem, że chętnie obejrzałbym film traktujący po prostu o nich. Chociaż na tacy serwuje się nam jedynie tu i teraz, tak momentami mamy okazję nieco bardziej zagłębić się w ich sytuacje rodzinne. Widzicie, morderczy klaun to nie wszystko, bo gdy on zniknie, to inne potworki ciążące na ich barkach zostaną. Matka kochająca za bardzo? Ojciec kochający zdecydowanie za bardzo? Samotność? Rasizm? To wszystko dostaniemy…

Ale wciąż w formie tła. Tła świetnego, bo budującego wspomniany klimat, przede wszystkim jednak pozwalającego nawiązać jakąś emocjonalną więź z bohaterami. Dzięki tamu Bill, Ben, Beverly czy ktokolwiek inny z tej ferajny nie okazał się jedynie pustą wydmuszką, rzuconą przez scenarzystów do walki z pradawnym złem. 

Chętnie zobaczyłbym dzieło, w którym opisywane tło zostaje wyciągnięte na pierwszy plan. Wtedy śmiało można by było odrzucić ten dyskusyjny element horroru. Moim zdaniem kreacja postaci to najlepsze, co zobaczymy w It.

To koniec końców całkiem udany film

Ale czy dobry horror? W żadnym wypadku. Faktycznie, gdybyście chcieli postraszyć swoje młodsze rodzeństwo, to Pennywise idealnie spełni swoją funkcję, z kolei, gdybyście chcieli urządzić wieczór z horrorami, cóż, to nie najlepszy pomysł. 

Pennywise It To 2017

Gdy jednak wyprzeć z głowy to kryterium, ukaże się film ze świetnymi bohaterami i nie gorszym soundtrackiem, o którym tutaj nie wspomniałem, jednak również zapadł mi pozytywnie w pamięć. Czy warto poświęcić trochę ponad dwie godzina na It? Moim zdaniem tak, z tym że trzeba mieć świadomość, po co się ten film ogląda.

Dlaczego piszę o filmie dwa lata po premierze? Bo, w przeciwieństwie do kontynuacji, pierwszej części It bez wyrzutów sumienia można wystawić pozytywną ocenę.

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o