Hotel Bertram – Agatha Christie. Czy można zatrzymać czas?

Jednych w świat książek wciągnęła Ania z Zielonego Wzgórze, inni zakochali się w tolkienowskim fantasy, a jeszcze inni chwycili za biografię swojego idola. Z kolei za moje czytelnictwo odpowiadają popełniane z zimną krwią, niemal perfekcyjne morderstwa, które jednak upadały pod genialnym umysłem detektywa.

Agatha Christie, bezsprzecznie genialna, brytyjska autorka powieści kryminalnych i detektywistycznych. Jej książki sprzedawały się w ogromnych nakładach na całym świecie, co jakiś czas zresztą nawet w Polsce można trafić na nowe wydania. W zależności od wybranego detektywa, jej dzieła potrafią mieć zupełnie odmienny klimat, zawsze jednak mają w sobie wciągającą, często poplątaną zagadkę.

Przeczytałem już kilka książek od Pani Christie, jednak do pełnej kolekcji jeszcze trochę mi brakuje… Więc z ogromną chęciom sięgam po kolejne pozycje. Tym razem padło na Hotel Bertram.

Przyjemny, angielski Hotel Bertram

Od pewnego czasu wzrosła liczba napadów na ogromną skalę. Ofiarą padają banki, pocztowe przesyłki biżuterii, czy przewożone pieniędzy. Scotland Yard ma nie lada orzech do zgryzienia, gdyż tożsamość przestępców z szajki rabusiów wciąż pozostaje nieznana. Kradzieże zdarzają się coraz częściej, niedawno podstępem obrabowano irlandzki ekspres. Policja jest prawie bezradna.

Tymczasem gdzieś w londyńskim, spokojnym zaułku stoi hotel Bertram. Miejsce, które przetrwało niemal nienaruszone cała wojnę oraz cieszy się ogromnym poważaniem. Hotel Bertram docenia stara, angielska klientela, która ceni go za konserwatyzm oraz elegancję, Nie brakuje też podróżnych zza granicy, dla których staroświeckość Bertrama to właśnie Anglia, znana im ze stereotypów.

W tym hotelu wakacje spędza również Panna Marple. Wybrała właśnie to miejsce, gdyż kojarzy jej się z dzieciństwem. Jak wielkim więc było dla niej zaskoczeniem, że niemal nic w nim nie zmieniono!

Ale Bertram skrywa też swoje tajemnice… A może to tylko zbiegi okoliczności? Niemniej, zaczynają dziać się dziwne rzeczy, którym Jane Marple będzie się bacznie przyglądać.

Przygody poczciwiej babuni

Panna Marple chyba nie obrazi się za ten nagłówek. Taka jednak pozostała w mojej głowie myśl, gdy skończyłem już lekturę. Warto we wstępie zaznaczyć, że choć jestem fanem Christie, zazwyczaj sięgałem jedynie po przygody Poirota. Hotel Bertram to moje pierwsze spotkanie z innym detektywem tej autorki i…

Było to zupełnie innym doznaniem. Gdy przy sprawach Poirota czuć, że Belg ma wszystko pod kontrolą, że zawsze jest o krok do przodu – tutaj jednakowo czytelnik razem z główną bohaterką na dobrą sprawę byli biernymi obserwatorami. Wydarzenia się po prostu działy. Panna Marple przyjechała na wakacje, a nie zajmować się zagadką, więc jedynie łączyła fakty. Gdyby nikt jej nie poprosił o pomoc, zabrałaby tę wiedzę z powrotem do swojej wioski. Zresztą, nie jest pełnoprawnym detektywem.

Gdzie jest morderstwo?!

Kolejną znaczą różnicą, był fakt, że na dobrą sprawę więcej w tej książce było opowieści o postaciach, niż jakiegoś mrożącego krew w żyłach, zbrodniczego planu. Oczywiście, bohaterowie mają swoje za uszami, to jest pewne, jednak przez inną koncepcję fabuły, nie patrzymy na nich jak na potencjalnych przestępców.

Każda postać dostała w Hotel Bertram miejsce na swoją przygodę, chociaż bardziej by tu pasowało – na swoje sprawy. Żadna z nich nie jest jednak pozostawiona samemu sobie i ich losy koniec końców mocno się zazębiają.

Morderstwo również się pojawia, jednak dopiero jako kulminacja. Do końca śledzimy poczynania Scotland Yardu w postaci nadinspektora Davy’ego (potocznie nazywanego Tatą) i jego dochodzenie, w którym musi połączyć bardzo wiele poszlak. Te, z pozoru kompletnie ze sobą niezwiązane, okazują się łączyć w kilku miejscach. W których? To już zadanie dla ciebie, czytelniku!

Pierwsze spotkanie

Jak wspominałem wcześniej, nie miałem jeszcze styczności z przygodami Jane Marple. W swoim zwyczaju pominąłem pewną chronologię i, jak się okazało później, sięgnąłem po jedną z ostatnich książek Christie. Kolejną lekturą ze wspomnianą bohaterką, będzie na pewno jej „debiut”, lecz już teraz co nieco mogę o niej napisać.

Polubiłem Pannę Marple. Jest to charakter znacznie odmienny od Poirota, o czym jednak wiedziałem już wcześniej. Hotel Bertram pokazał ją w mocno melancholijnym świetle. Starsza kobieta przyjechała powspominać stare czasy: odwiedzić miejsca z dzieciństwa, spotkać dawnych znajomych i podsłuchać kilka zbyt głośnych rozmów. O, i to jest kolejna różnica: Poirot wszystko dedukował, sam dochodził do faktów, z kolei Jane Marple nie widzi nic złego w podsłuchiwaniu i takim zbieraniu informacji.

Im dalej w książkę, tym bardziej dostrzegamy inteligencję tej pani. Gdy słucha się jej wersji, czuć w tym spokój. Jak gdyby takie logiczne łączenie faktów uważała za zupełnie normalne dla każdego człowieka.

Ciekawa odskocznia od najlepszego detektywa na świecie.

Hotel Bertram, matczyna miłość i wielka fortuna

Przedstawiłem wydarzenia z książki bardzo pobieżnie. Wszystko dlatego, aby zostawić przyjemność poznawania losów postaci dla Was. Znajdziemy w niej wątki miłosne, szybkie auta, wybuchy i pieniężna przekręty. Myślicie, że żartuję? W żadnym wypadku.

Hotel Bertram to spokojna opowieść z intrygą w tle. Brak tu atmosfery zaszczucia czy bezradności. To świetna książka na rozruszanie swoich szarych komórek, przed sięgnięciem po bardziej tajemnicze i mrożące krew w żyłach morderstwa. Szczególnie przy tak długim odwyku. Polecam!

Jeżeli spodobał Ci się mój tekst, polub naszą stronę na Facebooku – Leniwa Popkultura. Wtedy na pewno nie przegapisz kolejnych postów!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o