Pokemon: Hoopa and the Clash of Ages – Recenzja

Hoopa

Ash wraz z przyjaciółmi kontynuują swoją podróż po regionie Kalos. Po dotarciu do pustynnego miast Dahary postanowili zrobić sobie krótkie wakacje w niedalekiej oazie. Z nieba leje się żar, woda w basenie jest wspaniała – tak samo zresztą, jak pączki upieczone przez Serene – zupełnie przez przypadek sama Dahara słynie z wypieku pączków – a Clemont montuje kolejny wynalazek. A to wszystko dopełnione widokiem dzikich Hippopotasów, Hippowdonów i Diggletów, zażywających kąpieli piaskowych w pełnym słońcu.

Gdzieś w Daharze, mistyczny pokemon Hoopa postanawia podokuczać naszym bohaterom. Niewinne żarty przyczyniają się jednak do przeniesienia Asha i przyjaciół właśnie do Dahary – wszystko dzięki magicznym pierścieniom Hoopy. Szybko jednak okazuje się, że sam Hoopa przez owe pierścienie przechodzić nie może. Fakt ten spowodowało zapieczętowanie prawdziwej mocy tego Pokemona. A co się stanie, gdy ta siła zostanie uwolniona? To samo co sto lat temu, dokładnie tu, w Daharze?

Leniwiec o fabule:

Więcej z fabuły nie zdradzę, bo odejmę Wam przyjemność z oglądania – co wcale nie byłoby trudne, biorąc pod uwagę, że film trwa lekko ponad godzinę… To jest chyba jakieś nieporozumienie.

A szkoda, bo wyszedł naprawdę fajnie. Powiedziałbym, że trochę rozluźnił napięcie, po wcześniejszym filmie z kokonem destrukcji w tytule, ale i odświeżył postrzeganie mitycznych pokemonów po mieczu sprawiedliwości.

Głupio mi, bo nie umiem konkretnie ubrać w słowa uczuć, jakie wzbudził we mnie 18 film z serii Pokemon. Brakowało czasu, aby dobrze wkręcić się w postacie i fabułę, ale dalej pozwalało dobrze bawić się z taką historią, jaką nam zaserwowano. W „Hoopa and the Clash of Ages” mamy wykorzystany motyw dżina w butelce – nawet nie sądziłem, że takie rzeczy mogłyby znaleźć miejsce w Pokemonach. A tu zong, działa. W ogóle klimat pustynny był fajny. Kropka.

Kreska:

Kreska jest solidna, nie odbiega od normy, do której zostaliśmy przyzwyczajeni – nawet mimo tego, że film wyszedł dwa lata temu. No, a w porównaniu do kreski z Sun i Moon, to jest arcydzieło. Na pewno poprawie uległy tła. Widać to chociażby porównując je do wyglądu postaci, który jest taki… Mehh… Serio, cały czas tak samo, nic w ich wyglądzie nie idzie do przodu.

Ale Leniwcu, przecież postacie wcale nie muszą się zmieniać. Nie dorastają, to czego ty oczekujesz.

A chociażby takiej zmiany jak w One Piece, progresu kreski, bez większej modyfikacji postaci. Jeżeli nie ruszą Asha – jego to powinni już dawno wywalić do kosza – to chociaż inne postacie główne albo te drugoplanowe.
Niemniej, nawet jeżeli nie interesuje Was historia starożytnego miasta Dahary, Hoope i starcie wszech czasów warto obejrzeć choćby dla animacji. Bo, ja przepraszam za nieprofesjonalny zachwyt, ale to, co zafundowało nam studio OLM to miód na oczy – i nie mówię tego z ironią. Momentami nawet wyglądało, jakby się animacjami popisywali.

Muzyka:

Dźwięki również stabilnie, bez znacznego progresu ani regresu. Zabrakło na pewno piosenki na wejście – dziwnie tak, we wszystkich (albo prawie wszystkich, trzech nie obejrzałem) filmach twórcy uraczyli nas jakąś piosenką lub pełną wersją openingu. A tutaj bieda. Taką ciekawostkę rzucę, że w 15 filmie piosenki i ich polskie wykonanie to arcydzieło.

Na koniec jak zwykle smutniejsza piosenka, która tylko podkreśla fakt, że to koniec filmu. Nigdy ich nie lubiłem – kurde, bo jak to tak? Już koniec?

Film obejrzałem w polskiej wersji językowej. Co jak co, ale bajek z napisami oglądać nie będę. To nawet dobrze, bo często te „nasze” piosenki wypadają lepiej niż oryginał. Ale nie o tym. Głos Agaty Paszkowskiej idealnie pasował do Hoopy, do jego psotliwego i dziecinnego charakteru. Brawa.

Hoopa

Hoopa i Starcie Wszechczasów

Nie mogłoby się obejść bez mojego narzekania, prawda?

Pierwszy zarzutem, który już się tutaj przewinął, będzie czas filmu. No bo to nie jest już nawet tragedia, to jest kurwa dramat. Włączając film, zapytałem siebie: jak to, tylko godzina? Czemu nie normalnie półtorej? Victini dostał nawet dwa filmy po półtorej. Strasznie dziwne i na pewno na niekorzyść dla fabuły.
I to wszystko.

A tak poważnie: raz, że nie chce tutaj spoilerować, a dwa, że zamierzam napisać osoby post o nonsensach w Pokemonach. A w Hoopie był jeden, dość ogromny. Więc jeżeli chcecie poznać, co jeszcze nie pasowało mi w tym filmie, wyczekujcie kolejnego posta (teraz na pewno klikniecie z ciekawości hihi).

Zbierając to wszystko do kupy: jeżeli patrząc przez pryzmat marnowania czasu – mogę zapewnić, że godzinka poświęcona na Hoopa and the Clash of Ages nie będzie zmarnowana. Ba, pokuszę się jeszcze, że prawdopodobnie całkiem dobrze Was zrelaksuje.

Leniwiec and the Clash of Ages

A w porównaniu z innymi filmami? Tez całkiem dobrze. Wszystko w normie. Nic nie wybija się poza szereg 18, a nawet 19 już filmów. Chociaż sam motyw idealnie wcelował w moje gusta.

Hoopa to film średni, ale ze skrzywieniem w stronę dobrego. Może zachwycić Was koncepcja nowego Pokemona, jak i jego historia, a nawet jeżeli nie – czasu dużo nie zmarnujecie. Niemniej, warto obejrzeć, chociażby dlatego, że telewizja i tak nie zapewni nic ciekawszego.

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Jarek CieślaRecent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Jarek Cieśla
Gość

Ciekawe co piszesz, chyba powrócę po wielu latach kiedy to były z tv pokemony i zacznę oglądać serial i teraz film.

trackback

[…] Zejdźmy już z Asha. I tak nikt go nie lubi. Dwa miesiące temu napisałem dla Was recenzję filmu Pokemon, który opowiadał o mitycznym Pokemonie-dżinie. Napisałem tam, że pojawił się pewien ogromny […]

trackback

[…] z Asha. I tak nikt go nie lubi. Dwa miesiące temu napisałem dla Was recenzję filmu Pokemon, który opowiadał o mitycznym Pokemonie-dżinie. Napisałem tam, że […]

%d bloggers like this: