Hawkeye kontra Deadpool, czyli o dwóch takich, co roznieśli miasto

Żyjąc w Nowym Yorku, trzeba przywyknąć do niecodziennych wydarzeń. Można często być świadkiem takich rzeczy jak kolejny koniec świata, który klasycznie zaczyna się właśnie w tym mieście. Jednak oprócz tego, że czasem jakiś kosmita czy przybysz z innego wymiary odwiedzi nasz zakątek ziemi, zdarzają się również przestępstwa na mniejszą skalę. Ich skutki mogą być jednak równie tragiczne, co te spowodowane przez naprawdę zawziętych i zdesperowanych terrorystów. I właśnie o jednej z takich niepozornych sytuacji wam opowiem, bo o mały włos ci, którzy chronią nasze piękne, potężne miasto, nie skończyli martwi! Na szczęście dwóch takich pajaców uratowało całą organizację S.H.I.E.L.D. i wszystkich jej członków. A ja, tak jakoś przypadkiem, widziałem kilka ich akcji związanych z tą sprawą… Bo tak się składa, że jestem sąsiadem jednego z nich i cała historia zaczęła się na naszym korytarzu.

Są takie dni w roku, których nienawidzi się najbardziej. Jedni nie lubią gwiazdki, inni pałają odrazą do walentynek, a ja gardzę Halloween. Tej jednej nocy, kiedy dzieciaki biegają przebrane za swoich ulubionych bohaterów w tych kolorowych strojach, dostaję szału! Nie mogę się na niczym skupić, a tym bardziej zająć, bo ciągle ktoś puka do moich drzwi i chce cukierki. Ani chwili spokoju. Zawsze staram się jakoś po prostu przeżyć ten wieczór i zapomnieć o nim jak najszybciej. Jednak ta jedna, felerna nocka zapadła mi w pamięć na długo.

Halloween Deadpool

Pod moim blokiem bili się superbohaterowie

Kiedyś taka banda upierdliwych bachorów nie dawała za wygraną. Od dłuższej chwili dobijała się do moich drzwi po słodycze aż w końcu im otworzyłem i rzuciłem garścią batoników do ich koszyków. Kątem oka ujrzałem również swojego sąsiada – Clinta Bartona znanego jako Hawkeye, głośno rozmawiającego z tym szkaradnym Wadem Wilsonem znanym jako Deadpool. Wyglądali razem przekomicznie. Clint w tych swoich lśniących, blond włoskach, z wyprofilowaną szczęką i wyrazem twarzy, który budzi jednocześnie podziw oraz zaufanie. A obok Wade bez maski, wyglądający jak istny Freddy Krueger, tylko z głupkowatym uśmiechem i zazwyczaj w lateksowym, czerwonym wdzianku. Nawet na tle naszej kamienicy, która mimo swoich żywych barw wciąż straszyła, wyglądał paskudnie! Dobrze, że chociaż nadrabiał swoim poczuciem humoru, jednak mój sąsiad nie był fanem jego żartów.

Potem pod jego drzwiami widziałem jeszcze jedną osobę. Pomyślicie, że jestem wścibskim lokatorem, ale jak mieszka się obok Hawkeye’a to ciężko nie interesować się jego życiem. Młody chłopak raczej nie przyszedł po słodycze, bo był już za stary na takie zabawy. Słyszałem tylko, jak Clint trzasnął mu drzwiami przed nosem i tyle. Potem były już tylko strzały… Które oczywiście wezwały moją ciekawską naturę do okna. Stamtąd widziałem jak Deadpool i jego rezerwowy kolega z Avengersów tłuką się z jakimiś osiłkami. Ta dwójka urządziła sobie krwawy sparing z dryblasami, którzy zrobili z nastolatka miazgę – chyba już nie żył. A raczej na pewno. Nie mogłem wtedy pojąć, kim był ten dzieciak i co go łączyło z jednym z Avengersów. Co do Deadpoola, nie miałem wątpliwości, że ten jak zwykle znalazł się po prostu w złym miejscu o złym czasie… Ale miał z tego przy tym mnóstwo zabawy. Ciekawie jest tu mieszkać.

Dzień jak co dzień

Jak na metropolię przystało, miasto tętniło życiem o każdej porze dnia i nocy. Można tu natrafić na przeróżne sytuacje, które fanów wiejskiego spokoju przyprawiają o zawał serca. No bo gdzie, jak nie w Nowym Jorku, w ciągu dnia na jednej z najbardziej zatłoczonych ulic można oberwać płonącym autobusem? Albo zobaczyć jak rudowłosa mutantka podpala wszystko dookoła, a wokół niej skaczą faceci w trykotach. Kilka dni po Halloween widziałem właśnie, jak Hawkeye z Deadpoolem demolują miasto. Szedłem do pracy i nagle ni stąd, ni zowąd, przeleciał mi nad głową jakiś samochód z ludźmi w środku.

Nawet się nie zorientowałem, kiedy jedno z głównych skrzyżowań zamieniło się w pole bitwy. Kocham Nowy Jork. 

Clint walił z łuku gdzieś z jednego z wysokich i kolorowych budynków, które były rozsiane dookoła jak drzewa w lesie. Wade biegał, wymachując łapami, chcąc obezwładnić Krwawą Mary, która to z kolei podpalała i wysadzała dosłownie wszystko w zasięgu swojego wzroku. Panował tam istny chaos. Tłum ludzi przepełnionych strachem rozbiegał się we wszystkich kierunkach, a płomienie pożerały coraz więcej przestrzeni miejskiej. Kiedy udało mi się uciec z tego piekielnego miejsca, zacząłem się zastanawiać czy przypadkiem nie miało to jakiegoś związku z tym zamordowanym chłopakiem sprzed kilku dni. Nie chciałem się bawić w detektywa Pikachu, bo wiedziałem, że to może być poważna sprawa, skoro zaangażowany był w nią jeden z Avengersów. Jednak moja wrodzona ciekawość wciąż nie pozwalała mi przestać o tym myśleć. Kiedyś przez to umrę.

Poważna sprawa!

Dowiedziałem się wielu ważnych szczegółów, kiedy zostałem wezwany do naprawy bezpieczników w jednej z Nowojorskich kamienic. Wszedłem na półpiętro obskurnego, starego bloku z brudnej cegły, ustawiłem drabinę przed pudełkiem z prądem i zabrałem się do pracy. Wtedy, na klatkę schodową wyszły dwie starsze kobiety, oczywiście plotkowały. Nienawidzę jak stare i pomarszczone baby ciągną te swoje gadki o chorobach czy o sąsiadach. Jednak z tej rozmowy zrozumiałem tyle, że jedna z nich opiekowała się biały kotem, którego zostawił jej pod opiekę pewien facet.

Okazało się, że właścicielem tego zwierzaka był niejaki Jeremy Ellsden – młody mężczyzna, informatyk, w okularach z niezadbaną fryzurą. Miał zgłosić się po swojego pupila, jednak tego nie zrobił. Zapytacie dlaczego? A no bo umarł. Niestety. Biedaczyna jakoś znalazł się przed moim cholernym blokiem i został zabity. Przed blokiem, czujecie to? Widmo tego chłopaka prześladowało mnie od samego początku tej historii. Jednak nie tylko dla mnie była to zagadka spędzająca sen z powiek. Usłyszałem też, jak to tego samego popołudnia, po całej kamienicy chodzili Hawkeye razem z Deadpoolem i wypytywali sąsiadów o rzeczy Jeremiego, które ten mógł zostawić u nich na przetrzymanie. Nasi ulubieni zadymiarze wciąż deptali komuś po piętach i byli już bardzo blisko rozwiązania całej zagadki, jednak to, czego dopuścili się kolejnym razem, kiedy miałem do czynienia z ich wybrykami, przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Chłopaki naprawdę rozrabiają!

Wspominałem wam może, że pracuje w elektrowni? Nie? No to wspominam teraz. Kiedy kolejnego dnia szedłem jak codziennie, od 26 lat do pracy, nie miałem pojęcia, że znowu wpadnę na Clinta i Wade’a. Wiecie, co zrobili? Wysadzili całą rozdzielnię elektryczną w pobliskiej dzielnicy z granatnika. Typowy poniedziałek. Ciekawe kto wpadł na tak genialny pomysł… Na pewno nie Deadpool, to nie mógł być on. Ten „wybuchowy” plan poskutkował tym, że musiał przyjechać cały oddział elektryków i przywrócić ludziom prąd. Widziałem przy tym, jak szwadrony policji aresztowały kogoś, chyba kobietę, ale praca wzywała, nie było czasu na oglądanie buźki. Kiedy wracałem tego dnia do domu, przy schodach do naszej kamienicy zobaczyłem Clinta Bartona. Już nie w stroju Hawkeye’a, ale przebranego za mojego sąsiada. Zmywał przed wejściem krew zamordowanego chłopaka. 

Tak było. Sam widziałem!

Przez następne miesiące nie wpadłem już ani razu na żadną akcję Deadpoola oraz Hawkeye’a. Nie docierały również do mnie żadne nowe informacje o młodym chłopaku. Wraz z wysadzeniem rozdzielni elektrycznej sprawa ucichła i tak naprawdę dalej była dla mnie tajemnicą. Jednak do pewnego momentu.

Kilka miesięcy później szedłem do pracy i mijałem kiosk z gazetami, na witrynie ujrzałem komiks pod tytułem „Hawkeye kontra Deadpool”. Pomyślałem sobie, że być może tam znajdę odpowiedzi na nurtujące mnie pytania dotyczące sprawy Jeremiego Ellsdena. I wiecie co? Dawno się tak dobrze nie bawiłem! Odkrywając kolejne, nieznane mi dotąd elementy tej historii, stwierdzam, że dla Wade’a i Clinta to była nie lada łamigłówka. Musieli wykazać się detektywistycznym zmysłem, jednak pozostali wierni swoim ideałom i charakterom. Deadpool jak zwykle zachowuje się bezkompromisowo, przy czym widać, że odkąd ma żonę, to zmieniły mu się priorytety. Hawkeye również potrafi się wygłupiać, ale poza tym zachowuje swój upór i wytrwałość dla sprawy, nawet w jej najtrudniejszych momentach.

Opowieść jak z komiksu

Gerry Duggan jako człowiek odpowiedzialny za opisanie całej tej historii, zrobił to w sposób niesamowicie lekki i przyjemny. Z jednej strony mamy do czynienia z morderstwem oraz intrygą związaną z agentami organizacji S.H.I.E.L.D. Natomiast z drugiej strony okraszone jest to humorystycznym zachowaniem dwójki tytułowych bohaterów, którzy szaleją po mieście. Panowie Matteo Lolli i Jacopo Camagni, którzy odpowiedzialni byli za ilustracje, narysowali całość w odświeżonym stylu. Kreska jest smukła a kadry nasycone żywymi kolorami. Obrazki idealnie współgrają z niedojrzałym zachowaniem dwójki detektywów.

Jeśli więc chcecie poznać sprawę, w której łączy się wątek białego kota, informatyka, Avengersów, szalonego najemnika, pewnej starszej pani i halloweenowych słodyczy, a w dodatku lubicie ten przygodowy charakter niektórych komiksów, to Hawkeye kontra Deadpool jest opowieścią dla Was obowiązkową! 

Dodaj komentarz

Dodaj komentarz

  Subscribe  
Powiadom o