Harleen. Harley Quinn, jakiej nie znacie | Recenzja

Widzieliśmy już Harley u boku Jokera, widzieliśmy Harley po rozstaniu z Jokerem, a jaka była, zanim została jego pomocnicą? Na to pytanie stara się odpowiedzieć Stjepan Šejić w komiksie „Harleen”

Całkiem niedawno mieliśmy okazję podziwiać Margot Robbie jako Harley Quinn w Ptakach nocy. Przebojowa i niezrównoważona antybohaterka była niewątpliwie najjaśniejszą gwiazdą tej produkcji. Niedługo po premierze filmu polscy fani tej postaci dostali kolejny prezent! Pełne wydanie Harleen, komiksu Stjepana Šejicia zagościło u nas dzięki wydawnictwu Egmont.

Muszę przyznać, że sięgnęłam po tę pozycję z pewnym niepokojem. Z Harley spotkałam się po raz pierwszy parę lat temu za sprawą serialu Batman: The Animated Series, gdzie użyczająca jej głosu Arleen Sorkin oraz Mark Hamill jako Joker stworzyli genialny, tragikomiczny duet. Był czas, gdy zachłannie poznawałam wszelkie komiksowe, animowane oraz filmowe wcielenia tej bohaterki, zarówno te z Jokerem u boku, jak i z Harley “wyemancypowaną”. Polubiłam tę zbzikowaną blondynę o dobrym sercu i kiepskim guście w stosunku do facetów, i nie wyobrażałam jej sobie w innym wydaniu.

Tym razem jednak miało być inaczej. Czekało mnie spotkanie z zupełnie nową Harley.

Harleen

Historia pewnej znajomości

Już sam tytuł albumu sygnalizuje, że będziemy mieć do czynienia z innym, mniej znanym wcieleniem Harley Quinn. Harleen opowiada bowiem o losach dr Quinzel, zanim jeszcze została pomocnicą Jokera. Poznajemy ją tutaj przede wszystkim jako ambitną kobietę po trzydziestce, która próbuje robić karierę naukową w dziedzinie psychiatrii. “Próbuje” to tutaj słowo-klucz, bo wiele czynników jej tego nie ułatwia. Los uśmiecha się jednak do Harleen, gdy pewnego dnia w jej instytucie zjawia się Lucius Fox, proponując sfinansowanie planowanych przez nią badań. Dziewczyna dostaje dostęp do więzienia Blackgate oraz Azylu Arhkam i rozpoczyna wywiady z osadzonymi. Wśród nich jest także Joker. Jego zostawia sobie na sam koniec…

Jak to się skończy, wszyscy wiemy: ucieczką Jokera z Arkham i przestępczą karierą Harley u jego boku. Ważniejsze jest jednak to, co dzieje się po drodze. Co sprawiło, że ta racjonalna, twardo stąpająca po ziemi kobieta, znająca przecież dobrze metody psychopatów, straciła głowę dla najniebezpieczniejszego zbrodniarza Gotham…? Odpowiedzi na to pytanie poświęcony jest cały komiks Šejicia.

Harleen comic

Harleen, nie Harley

Jeśli sięgniecie po ten album z nadzieją na ponowne spotkanie zabawnej i zwariowanej blondynki z Birds of Pray, możecie być zawiedzeni. Bohaterka wykreowana przez chorwackiego artystę jest bardzo odległa od tej Harley, którą znamy z innych komiksów, animacji czy filmów. Przede wszystkim jest dużo bardziej “ludzka”. Większość czasu poświęca pracy nad swoją teorią, mało sypia i nadużywa kofeiny. Nie chodzi na spacery z hienami ani nie wita swoich gości młotem. Kiedy życie daje jej w kość, po prostu pije albo klnie, zamiast puszczać z dymem całą fabrykę. Niektórzy stwierdzą pewnie, że w takim wydaniu jest po prostu nudna. No cóż, w porównaniu z typową wersją siebie, ta Harleen rzeczywiście nie dostarcza czytelnikowi zbyt wiele rozrywki. Daje mu za to coś więcej: wgląd w swoje myśli, emocje i motywy. Widzimy też te wydarzenia z jej życia, które ukształtowały ją jako Harley Quinn.

Twórca Harleen skrupulatnie rejestruje cały ten proces, oddając głos samej bohaterce – to ona jest narratorką jego opowieści. Dzięki temu możemy ją lepiej poznać i wspólnie śledzić jej postępującą przemianę, której kulminacyjnym punktem będzie pewne zdarzenie w Arkham. To długa i powolna podróż, ale może właśnie dzięki temu da się w nią uwierzyć. Choć niewykluczone, że momentami wasza cierpliwość będzie wystawiona na ciężką próbę. Zwłaszcza, jeśli jesteście przyzwyczajeni do wartkiej akcji i nagłych twistów fabularnych. Autor więcej miejsca poświęca bowiem introspekcji i budowaniu odpowiedniego tła dla przemiany Harleen niż posuwaniu fabuły naprzód.

Warto dodać, że Šejić nie tylko napisał, ale też zwizualizował metamorfozę głównej bohaterki. I zrobił to w taki sposób, że naprawdę dobrze się ją ogląda. Dopracowane, realistyczne rysunki, przepiękne całostronicowe ilustracje, a wszystko to pod świetną (i wymowną) okładką komiksu. Gdyby komuś było jeszcze mało, polecam zajrzeć na ostatnie strony Harleen. Znajdziecie tam szkice, projekty okładek i niewykorzystane ilustracje, które być może pojawią się w kolejnych dziełach autora.

Król i królowa

Mówiąc o Harley, nie sposób pominąć jej pokręconej relacji z Księciem Zbrodni. Joker w ujęciu Šejicia (na szczęście) nie przypomina Jareda Leto z filmowego Suicide Squad. Nie jest też aż tak odrażający jak ten z Nowego DC Comics (The New 52), choć do klasycznego zielonowłosego klauna w fioletowej marynarce też mu daleko. To wersja uwspółcześniona, może nawet delikatnie odmłodzona i uatrakcyjniona, choć wierna najważniejszym cechom tej postaci. Jest więc zarówno niepokojący, niebezpieczny i odpychający, jak i intrygujący, zabawny i czarujący.

Joker, jak to Joker, jest mistrzem manipulacji i wykorzystywania ludzi do swoich celów. Korzystając z informacji o Harley, udaje idealnego kandydata do jej badań i coraz bardziej się do niej zbliża. Początkowo sceptycznie nastawiona pani doktor łyka zarzuconą przynętę. Ma nadzieję, że Joker pomoże jej znaleźć lekarstwo na szaleństwo panoszące się w Gotham. Wierzy, że wyniki prowadzonych przez nią badań mogą ocalić notorycznych przestępców i zapobiec narodzinom kolejnych. Z czasem jednak odkrywa, że jej pomysł nie wszystkim jest na rękę, a na jednym z pacjentów zaczyna jej szczególnie zależeć. Dodatkowo sytuacja społeczno-polityczna w Gotham, poglądy głoszone przez Jokera i osobiste doświadczenia pani doktor powoli kruszą podstawę, na której do tej pory się opierała. Wszystko to sprawia, że finalnie przeistacza się w Harley Quinn. Wciąż jednak zostaje w niej coś z doktor Quinzel: wiara, że może jeszcze pomóc swojemu pacjentowi.

Why (not) so serious?

Podsumowując, najnowszy komiks o Harley Quinn to całkiem dobre origin story. Mimo powolnego tempa akcji i niewielkiej ilości Harley w Harley rzecz czyta się dobrze, a na rysunki patrzy się z przyjemnością. Próba poważnego spojrzenia na genezę wyjątkowo niepoważnej bohaterki była ryzykownym, ale – przynajmniej moim zdaniem –  udanym przedsięwzięciem. Cieszę się, że ktoś wreszcie pokazał doktor Quinzel jako postać prawdziwie ludzką i tragiczną. I mówię to jako fanka jej klasycznych, bardziej komediowych wcieleń.

Jestem wdzięczna autorowi za przedstawienie wiarygodnej przemiany Harleen w Harley. Bardzo doceniam, że nie próbował tłumaczyć jej postępowania wyłącznie stanem zakochania, który skłania rozsądnych ludzi do nierozsądnych wyborów. Zamiast tego sięgnął nieco głębiej, do przeszłości bohaterki, jej aktualnych doświadczeń oraz szerszego kontekstu. Dzięki temu udało mi się polubić i zrozumieć tę nową-starą Harley, a po skończeniu lektury współczuję jej jeszcze bardziej niż wcześniej. Bo pod maską szalonej morderczyni ciągle jest tamta dobra dziewczyna, która chciała tylko pomagać ludziom. Jest tam i pragnie się w końcu uwolnić.

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments