Gry dla kobiet są głupie, czyli dlaczego tak bardzo kochamy otome – Wywiad z Autorką bloga „Kocham Gry otome”

Gry z Japonii coraz częściej zyskują swoją popularność również na Zachodzie. Nie ma chyba osoby, która miałaby coś wspólnego z gamingiem i nie słyszała, chociażby, o Final Fantasy. Założę się również, że o Wasze uszy nie raz obił się także tytuł Monster Hunter. W Pokemony gra lwia część młodzieży i nie muszę wspominać nawet o takich hitach jak Mario czy Zelda.

Zupełnie czymś innym przyciągają gracza produkcje z kategorii Visual Novel. Najłatwiejszym wytłumaczeniem dla tych, którzy spotykają się z taką nazwą pierwszy raz, będzie: VN to książka zamknięta w grze. Dobrym przykładem jest produkcja pod tytułem Steins;Gate, a bywalcy YouTube mogą kojarzyć również VN Saya no Uta.

Gry otome – z czym się to je?

Gdy spróbujecie wyszukać w Internecie to obco brzmiące hasło, prawdopodobnie znajdziecie całe mnóstwo odpowiedzi. Sam tak zresztą robiłem, ponieważ otome nie jest bliskim mi tematem. Czytając różne wypowiedzi, łatwo popaść w pewne krzywdzące uogólnienia wynikające ze zwykłej niewiedzy: na przykład, że gry Otome to produkcje wyłącznie dla kobiet.

Autorka bloga „Kocham gry otome” za moment rozwieje Wasze wszelkie wątpliwości związane z tym tematem. Serdecznie zapraszam na wywiad!

Gry otome
Hakuoki: Kyoto Winds

Leniwiec: „Gry dla kobiet są głupie, czyli dlaczego kochamy otome”. Dosyć odważne stwierdzenie, szczególnie że pada z ust kobiety.

KGO: Tytuł może wydawać się nieco prowokacyjny, ale tak naprawdę porusza ważną kwestię. Niejednokrotnie miałam okazję przekonać się, że słowo „głupi” jest synonimem słowa „nieznany”, szczególnie w sytuacji, w której mówimy o przechodzeniu niszy do mainstreamu.

Leniwiec: Możemy więc nazywać gry otome niszowymi?

KGO: Niszą do niedawna było jeszcze wszystko, co związane z azjatycką popkulturą. Doskonale pamiętam czasy, w których w Polsce wychodziło parę tytułów anime na krzyż, a jak komuś udało się dorwać „Akirę” na kasecie VHS, to na seans schodziła się połowa miłośników anime w całym mieście. Pod żadnym też pozorem nie można było przyznać się rodzinie do czytania komiksów czy oglądania „bajek”, a o miłości do ulubionego bohatera opowiadało się korespondentom w listach. Teraz jest inaczej i nie znajdziesz w gimnazjum dzieciaka, który nie wie, czym jest anime. Z jednej strony to dobrze, bo popularność znacznie wpłynęła na liczbę wydawanych u nas mang, z drugiej jednak pociągnęło to za sobą stereotypizację całego zjawiska. Dawniej miłośnik mangi był dziwakiem, obecnie jest postrzegany jako życiowy przegryw, który ślini się do narysowanych cycków, nie ma przyjaciół i bunkruje się w domu, nałogowo oglądając jedną serię za drugą.

Niewiele osób wie też, że anime to nie tylko hentaie czy niezbyt ambitne serie dla młodzieży. Że gdzieś poza tym wszystkim są tak świetne tytuły, jak nagrodzone Oscarem „Spirited Away”, ciągle aktualne „Ghots in the Shell” czy utrzymana w jedynym w swoim rodzaju klimacie grozy adaptacja samurajskich legend pod tytułem „Mononoke”. Z grami otome jest podobnie, chociaż nierzadko ich stereotypowy odbiór jest winą samych wydawców. Jeśli produkt jest reklamowany hasłem: „Przeżyj jedyny w swoim rodzaju romans w ramionach aż pięciu przystojnych mężczyzn”, to ciężko oczekiwać, że ludzie będą traktować go poważnie.

Hakuoki: Kyoto Winds

Leniwiec: Ludzie chyba nie traktują romansów poważnie?

KGO: To prawda. Przyznam szczerze, że ze mną przez dłuższy czas było podobnie. Pamiętam, jako nastolatka nie cierpiałam historii o miłości, a jak na złość literatura przeznaczona dla dorastających dziewcząt jest nią napakowana po brzegi. Dla mnie liczyła się przygoda i fabuła, a wątków romantycznych wręcz nienawidziłam. Teraz wiem już, że to przez słabo napisane wątki, jedynie powielające tematy, które przy byle okazji są nam wciskane do porzygu. Kiedy na studiach przeczytałam „Wichrowe Wzgórza”, uświadomiłam sobie, że można jednak napisać dobry romans, który będzie trzymał w napięciu, nie będzie sztucznie przyklejony do fabuły i nie będzie kojarzyć się z harlekinami.

Gry otome to gry przypominające nieco popularne niegdyś opowieści paragrafowe, w których zazwyczaj mamy do czynienia z wątkiem romantycznym, chociaż nie jest to regułą. Główną cechą tego gatunku jest fakt, że jest przeznaczony dla kobiet.

Leniwiec: Na próżno więc szukać tam golizny i wartkiej akcji?

KGO: Znajdzie się tam i jedno, i drugie, bo to wbrew pozorom ogromny rynek. Chodzi raczej o samo nastawienie na budowanie relacji i interakcję między postaciami, a więc lawirowanie w przestrzeni, w której kobiety zazwyczaj czują się lepiej. Mężczyźni kochają adrenalinę, my kochamy emocje. Nie oznacza to oczywiście, że my nie lubimy rywalizacji, a panowie nie płaczą nad NieR: Automatą. Chociaż faktem jest, że zupełnie inaczej patrzy się na kobietę, która gra w gry przeznaczone dla kobiet, a zupełnie inaczej na taką, która preferuje bardziej „męską” rozrywkę. Osobiście lubię tytuły zarówno z jednej, jak i drugiej kategorii, ale nie zmienia to faktu, że takie przyklejanie etykietek potrafi zaboleć.


Dandelion: Wishes brought to you

Leniwiec: Zdarzyło się, że słyszałaś na swój temat głupie uwagi tylko dlatego, że lubisz otome?

KGO: Zwykle ludzie nie wiedzą, czym są tego typu gry, a ja z kolei nie zwykłam się ze swoją miłością obnosić. Kiedy już się dowiedzą, to bywa, że nie pozostawiają na mnie suchej nitki.

Nagle dowiaduję się, że po tego typu tytuły sięgają tylko osoby, które próbują coś sobie zrekompensować lub pocieszyć się brakiem powodzenia w realnym życiu. Jeśli natomiast lubię jakiegoś bohatera, bo podoba mi się jego nakreślona przez twórców kreacja, to oznacza, że kocham się w narysowanych facetach i nie doceniam realnych mężczyzn. W dodatku, ponieważ są to gry przeznaczone dla kobiet, to nie można w nie grać dla fabuły, bo ich fabuła musi być z automatu nudna i głupia, żywcem wyjęta z brazylijskiej telenoweli czy niskich lotów komedii romantycznej. Oczywiście, bywają i takie gry, ale ja zapoznaję się z nimi tylko z recenzenckiego obowiązku i ich bliższe poznawanie nie sprawia mi przyjemności.

Leniwiec: Więc jakie gry sprawiają Ci przyjemność?

KGO: Takie, które czyta się jak dobrą książkę, które mają ciekawą fabułę i świetnie wykreowanych bohaterów. Takie, o których myślę jeszcze na długo po zakończeniu rozgrywki.

Pierwszą grą, która mnie poruszyła, był debiutancki tytuł studia Cheritz, czyli Dandelion: Wishes brought to you. Kupiłam tę grę, licząc na lekką i niezobowiązującą komedię, a otrzymałam miejscami dosyć ciężką opowieść o radzeniu sobie z przemocą ze strony najbliższych. Oczywiście po latach dostrzegam w tej grze wiele niedociągnięć, ale nadal mam do niej ogromny sentyment. Drugim tytułem, który mogłabym polecić każdemu, jest luźno oparta na faktach seria Hakuoki, w której główna bohaterka trafia pod opiekę strzegącej bezpieczeństwa Kioto organizacji Shinsengumi. To brawurowe połączenie samurajskich opowieści ze szczyptą tradycyjnych japońskich wierzeń. Co ciekawe, pierwsza część gry została jakiś czas temu zremasterowana, co zaowocowało wprowadzeniem nowych wątków i kilku nowych postaci. Należy dodać, że nad nową wersją pracował zupełnie inny zespół, ale uważam, że wzorowo poradził sobie z powierzonym mu zadaniem. Cechą szczególną Hakuoki jest fakt, że gra właściwie nie posiada podziału na „tych dobrych” i „tych złych”. Shinsengumi to nie rycerze w lśniących zbrojach i podczas rozgrywki mamy możliwość pomagania im w dokonaniu zabójstwa mężczyzny, który zdradził, czy odkrywamy, że przeprowadzają eksperymenty na własnych ludziach, których skazano na śmierć. Możemy również zawsze przyłączyć się do grupy demonów, które jedynie na pozór sprawiają wrażenie antagonistów. Całość to dosyć mroczna i ciężka historia, przy której można wylać morze łez. Jednak grą, która najbardziej mnie poruszyła, jest dosyć mało znany u nas tytuł The House in Fata Morgana. Jest zbiorem tak wielu wątków i historii, że ciężko nawet streścić jego fabułę, ale to najpiękniejsza, najmocniejsza i najbardziej poruszająca opowieść o miłości, z jaką kiedykolwiek się spotkałam, a wierz mi, że jeśli chodzi o gry visual novel, to wiele widziałam i ciężko jest mnie czymkolwiek zaskoczyć. Keika Hanada jest absolutnym mistrzem opowiadania historii i tego, co stworzył, nie da się ani ocenić, ani racjonalnie zmierzyć. To trzeba przeżyć. Obecnie gram w kolejną jego grę, czyli The House in Fata Morgana: A Requiem for Innocence, i uświadamiam sobie, że wyobraźnia tego człowieka nigdy chyba nie przestanie mnie zaskakiwać.

Otome

Nightshade

Leniwiec: Wspomniałaś o ulubionych bohaterach. Możesz wymienić trzech, którzy skradli twoje serce?

KGO: Na pewno znalazłby się wśród nich Sanan z Hakuoki. Został on tak świetnie wykreowany, że nie wiem, czy bardziej go lubię, czy się go boję – poważnie! Mam też ogromną słabość do Michela z Faty Morgany, bo pomimo całej swojej niezwykłości jest wręcz magicznie naturalny. No i Hanzo Hattori z Nightshade, bo to gość, któremu bez problemu powierzyłabym na bezludnej wyspie własne życie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że podkłada mu głos sam Kenjiro Tsuda, w mojej opinii posiadacz najcudowniejszego męskiego głosu po obu stronach kuli ziemskiej.

Leniwiec: Twoja miłość do otome sprawiła, że stałaś się najpopularniejszą recenzentką tych gier w Polsce. Podejrzewałaś, że twój blog będzie tak popularny?

KGO: W żadnym wypadku. Założyłam go po to, żeby poznać ludzi, z którymi mogłabym wymieniać się opinią na temat poszczególnych gier. Myślę, że moja popularność to efekt tego, że po prostu miałam szczęście, bo tą tematyką zajmowało się niewiele osób, a większość blogów recenzenckich była już nieaktywna. Cieszę się, ponieważ dzięki blogowaniu udało mi się poznać naprawdę wiele świetnych osób i nawiązać współpracę z twórcami i wydawcami gier. Kiedy dowiedziałam się, że moją recenzję Faty Morgany przeczytał sam Keika Hanada, to myślałam, że umrę ze szczęścia.


Dandelion: Wishes brought to you

Leniwiec: Znasz jakichś mężczyzn, którzy lubią otome?

KGO: Tak, chociaż zauważyłam, że panowie wolą dzielić się swoją opinią na temat gier prywatnie i chyba ciężko mi ich za to winić. Kilku moich męskich znajomych twierdziło, że gry otome są nudne i głupie, więc udało mi się namówić ich na zagranie w wersje demo wybranych tytułów. Do tej pory nie przyznają się przed innymi, że tak się wciągnęli, że kupili pełne wersje.

Leniwiec: Myślę, że na tym skończymy. Mam nadzieję, że dzięki Twojej pracy gry otome zyskają większą popularność również w Polsce!

KGO: Dzięki! ~ <3


Dandelion: Wishes Brought To You

Posłowie

Jak widzicie, nie każda produkcja stawia na silny wątek romantyczny, czasem jest on jedynie tłem do wciągającej, emocjonującej przygody. Mam nadzieję, że dzięki temu wywiadowi poznaliście bliżej produkcje otome i bez skrępowania sięgnięcie po którąś z pozycji.

Zachęcam do śledzenia strony autorki!

Kocham gry otome

 

Subscribe
Powiadom o
guest
8 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Marta (anaksamea)
2 lat temu

Dzięki za ten wywiad, visual novel to taki niszowy temat i pewnie ciężko inaczej byłoby mi znaleźć tego bloga 🙂 Sama bardzo lubię gry otome i dobrze widzieć, że się o nich mówi więcej ^^

Marta (anaksamea)
2 lat temu
Reply to  Leniwiec

Już zajrzałam na niego i dodałam do zakładek ^^

Mam nadzieję, że jeszcze coś o visualkach kiedyś u Was przeczytam ^^

Justyna
2 lat temu

@Marta: O, cześć! Nie spodziewałam się Ciebie tutaj, jaki ten świat mały! (pewnie nie kojarzysz, ale znamy się z intagrama, moonxxpower pozdrawia : D). I nie wiedziałam, że czytasz otome!

Marta (anaksamea)
2 lat temu
Reply to  Justyna

Hej, hej, pewnie, że kojarzę, masz pięknego instagrama 🙂 Otome to najczęściej ogrywany przeze mnie gatunek 😀 Na swoim blogu też trochę o nich pisałam 😉

Justyna
2 lat temu

Już od dawna śledzę kocham-gry-otome, więc nawet nie wiesz jak się ucieszyłam, kiedy zobaczyłam powiadomienie mówiące o wywiadzie z autorką bloga. Osobiście zgadzam się ze wszystkim, co zostało już wyżej wspomniane. To dobry tekst dla tych, którzy są ciekawi tego medium, ale z racji na nieciekawe opinie raczej sobie odpuszczają sięganie po nie. Artykuł może otworzyć ludziom oczy oraz może pomóc pozbyć się stereotypów. Niestety, tak jak zauważyliście, blogi o vnach nie są dość popularne w Polsce, na szczęście co raz bardziej się to zmienia, więc możemy się tylko cieszyć : )

Chciałam spytać, czy ktoś z leniwej załogi miał w ogóle jakąkolwiek styczność z vnkami? A jeśli tak, to co to były za tytuły i co myślicie o przekazywaniu historii w ten sposób? c: