Green Class | Tom 1. Czy pandemia może być aż tak piękna?

Obecna sytuacja na świecie nie zachwyca, delikatnie ujmując. W skali makro stajemy oko w oko z niebezpiecznym koronawirusem. Tu jesteśmy niestety tylko pionkami i choć nie możemy go zniszczyć, to warto ułatwić ten pojedynek tym, którzy mogą. Jest jednak jeszcze wymiar mikro, gdzie naszym przeciwnikiem jest nuda. Stan spowodowany uziemieniem, o który nie można mieć pretensji do nikogo. Wiecie, jaka broń świetnie się przeciwko niej sprawdzi?

Komiksy! Obrazkowe historie genialnie sprawdzają się w obecnym okresie, a przy tym pozwalają się doskonale dystansować, poprzez przeniesienie do innego, alternatywnego świata. A te mogą być różne – kończą się tam, gdzie stoi granica kreatywności autorów. Możemy czytać o średniowiecznych krainach fantasy, bohaterskich astronautach, szalonych naukowcach, a nawet pandemii wirusa, jak ma to miejsce w przypadku Green Class. Tak, z tym ostatnim miałem okazję obcować. Niezła rekurencja, prawda? I nie wiem, czy to skala immersji, czy wysoki poziom wydania, ale lektura wypadła niezwykle dobrze!

Świat w obliczu zarazy

Za stworzeniem komiksu stoi dwóch twórców: David Tako (rysunek i kolor) oraz Jerome Hamon (scenariusz). Przyznam, że o obu usłyszałem pierwszy raz właśnie przy okazji tego wydania. Nie żałuję jednak i coś czuję, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie. Panowie doskonale uzupełniają się wzajemnie i odniosłem wrażenie, że warstwa wizualna doskonale zazębia się z treścią komiksu oraz dialogami bohaterów.

Fabuła jest pozornie prosta. Zaczyna się bez większych innowacji i zaskoczeń, a można nawet odnieść wrażenie, że jest bardzo generycznie. Mamy grupkę dzieciaków na kończącym się obozie leśnym. Wypad był czymś na wzór odwyku od Sieci, więc bohaterowie nie mieli żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Gdy mija jego czas, a oni wracają do cywilizacji, okazuje się, że ta wygląda już nieco inaczej, niż wcześniej.

Choć bliższe prawdy jest stwierdzenie, że zmienił się obraz konkretnego rejonu. Okazuje się bowiem, że owo miasto zostaje odgrodzone od reszty świata ogromnym murem niczym z Gry o Tron i Ataku Tytanów. Z tego względu, tytuł pierwszego tomu może być nieco mylący- bliższe wydarzeniom z jego kartek byłoby określenie „epidemia”.

Apokalipsa

Wracając do samej historii, okazuje się, iż jeden z członków załogi wypadowej jest zarażony niebezpiecznym wirusem, który przemienia ludzi w krwiożercze zombie. I choć temat był już wałkowany na wszystkie możliwe sposoby, to tu został przedstawiony tak, że kompletnie mi to nie przeszkadzało. Pomimo świadomości powtarzalności, nie czułem poirytowania tym aspektem. Może powodem był fakt, iż wszystko czyta się niezwykle lekko. I nie chodzi tu bynajmniej o śladowe ilości tekstu, bo nie jest go wcale tak mało.

Wszystko wynika z wieku naszych postaci. Mamy do czynienia z młodymi, nastoletnimi bohaterami, a co za tym idzie- ich język jest niezwykle przystępny. Żaden nie używa zawodowego żargonu ani wymyślnej, regionalnej gwary. Padają słowa, które większość z czytelników zna, a przekaz nie kryje się między wierszami. Ten jest prosty i podawany na tacy. Nie trzeba się domyślać, kluczyć slalomem pomiędzy wypowiedziami i doszukiwać podwójnego dna. Może normalnie byłoby to minusem, jednak ten typ komiksu chyba tylko na tym zyskuje.

Po wspomnianym zakażeniu jeszcze trochę kartkujemy wydeptane schematy, a potem wreszcie dostajemy to, co w Green Class jest najlepsze! Twórcy decydują się przeplatać ze sobą elementy gatunkowe. Od tego momentu całość wręcz połknąłem. Mamy rozbrat bohaterów, wątki miłosne, wątki wojenne, a na koniec… Nie, nie zamierzam zdradzać Wam zakończenia, ale powiedzieć, że jest z przytupem, to nie powiedzieć nic.

Piękno świata w Green Class

Napisałem kilka akapitów temu, że warstwa graficzna doskonale uzupełnia się ze scenariuszem. Podtrzymuję, ale nie tylko to sprawia, że trzeba docenić pracę Davida Tako. Obrazki są po prostu śliczne. Twarze bohaterów doskonale zdradzają ich charakter oraz targające nimi emocje. Genialna  jest także zabawa barwą oraz same zachody i wschody słońca. Nie zliczę momentów, w których zatrzymywałem się na chwilę, aby podziwiać rysunkowy talent autora.

Wszystko tu zostało dopracowane do perfekcji. Każdy detal ma znaczenie i zadbano nawet o takie rzeczy jak proces przemiany w monstra. Wszystkie stadia są różne, a nawet jeśli kwestią są tylko oczy, bez problemu da się zrozumieć, w którym etapie przemiany znajdują się konkretne osoby. Piękny komiks. Dawno nie czytałem czegoś, co opowiadałoby o stanie świata poprzez rysunki. I to w tak dosadny sposób.

Green Class. Pandemia | Tom 1

Przebierając nogami, czekam na kolejną część komiksu. Już teraz wiem, że po nią sięgnę. Jestem pewien, że brodzenie w takiej tematyce może nie być dla wszystkich. Szczególnie jeśli spojrzymy na to, w jakim okresie przyszło nam ostatnio funkcjonować. Green zdaje się w tym wszystkim jednak nieco pokrzepiający. Tamten obraz zarazy jest znacznie brutalniejszy niż nasz, a wielu może zachęcić, aby jednak pozostawać w domu.

I chyba od pierwszych tomów The Walking Dead na żaden inny pandemiczny twór nie czekałem równie mocno, jak na drugą część właśnie tego. Mam nadzieję, że poziom się utrzyma, a nawet wzrośnie. Uważam, że zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję. Doskonale przedstawia trudne tematy poprzez przystępny, wciągający przekaz. Jestem pewien, że trafi on do każdego – zarówno koneserów postapo, jak i osób, które dopiero wchodzą w świat tego typu projektów. Dużo zdrówka, zostawajcie w domach!

A jeżeli doskwiera Wam nuda, koniecznie wpadnijcie na naszą stronę na Facebooku – Leniwa Popkultura. Poczytacie tam między innymi o najnowszych odcinkach seriali!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments