Grand Blue | Tom 1 | Bez kres błękitnego morza i gołych fujarek

Wiecie, że już czwarty raz wracam do Grand Blue? Jeszcze trochę i prześcignie Bakumana, którego oglądałem i czytałem łącznie już cztery razy. Jak do tego doszło? Zacytuję: nie wiem. Dzieło jest po prostu wspaniałe, nieważne, jak wiele razy się po nie sięgnie.

Po dwóch latach czekania – oraz rozpoczęcia mojego życia studenckiego – wreszcie manga w polskiej wersji językowej wylądowała u mnie na regale. Wszystko dzięki wydawnictwu Studio JG, które, zapowiadając Grand Blue, mogło już zamykać swój rok wydawniczy. Nie sądzę, aby czymkolwiek tę premierę przebili.

Co jednak sprawiło, że tak bardzo pokochałem Grand Blue? Co ma w sobie ta manga, że zajmuje miejsce w ścisłej czołówce najlepszych komiksów, jakie przeczytałem? Jak wypadło polskie wydanie? I dlaczego pojawia się tak często na leniwcu?!

O tym w tekście!

Grand Blue, czyli marzenia vs rzeczywistość

Iori właśnie rozpoczął swoje nowe, studencie życie w nadmorskim miasteczku Izu. Słońce, bezmiar błękitnego oceanu, piękne kobiety – tak widział swoje następne lata. Zamieszkał u wuja, właściciela jednego ze sklepów ze sprzętem do nurkowania o tytułowej nazwie Grand Blue. Wszystko miało być idealne, aż w końcu… Otworzył drzwi lokalu i trafił na partyjkę rozbieranego kamień-papier-nożyce rozgrywaną przez członków klubu płetwonurków Peek a Boo.  Co jeszcze mogło pójść nie tak?

Cóż, całkiem sporo. Główny bohater szybko dał się porwać w mocno melanżowe tango. Nie odpuszczając przy tym zrzucania z siebie ubrań. Skończyło się, a może dopiero zaczęło, na tym, że obudził się niemal całkiem nagi pod uniwerkiem. W dniu rozpoczęcia roku akademickiego. I już wtedy wiedział, że będzie musiał raz jeszcze ułożyć swoje studenckie marzenia…

Studenckie życie

Na Grand Blue trafiłem w idealnym momencie swojego życia, czyli tuż na początku własnej studenckiej kariery. Mając już co nieco doświadczenia, jak wspomniana rzeczywistość wygląda, połykałem kolejne pokręcone pomysły autora, – Kenjiego Inoue – porównując je z tym, co ja przeszedłem (dalej przechodzę) i… Jakie to jest prawdziwe! Grand Blue to dzieło, któremu udało się przenieść niemal jeden do jednego klimat studiów na kartki papieru. Spontaniczne imprezy, zbyt głupie pomysły, sesja-depresja – jak wyjęte z życia! Młodsi fani mogą jeszcze nie do końca czuć ten vibe, jednak starsi zdecydowanie powinni po tę mangę sięgnąć.

Dzięki tym jasnym odniesienom do prawdziwego życia komiks potrafi nieraz rozbawić do łez. Fakt faktem nie jest to humor wysokich lotów, głównie bazuje na goliźnie i niefortunnych zbiegach okoliczności, ale przecież właśnie przy takich rzeczach nawet największy zgorzknialec unosi kącik ust. 

Niech Was nie zwiedzie jednak wspomniany klub płetwonurków. Choć manga traktuje o nurkowaniu, fabułę można rozbić mniej więcej na takie proporcje: 70% imprezowania, 15% gołych męskich tyłków, 10% cycków (obu płci) i 5% świata podwodnego. I wiecie co? To jest naprawdę super!

Grand Blue Iori

Polskie wydanie

Z mangą zapoznałem się już wcześnie w wydaniu anglojęzycznym, więc bardzo interesowała mnie kwestia tłumaczenia. Grand Blue nie jest przeznaczone dla młodszych czytelników, więc i słownictwo tam używane jest dostosowane do odbiorców. Nie bez powodu na MAL’u znajdziecie ją w kategorii “seinen”.

Niestety, Studio JG nie zdecydowało się nałożyć żadnych ograniczeń wiekowych, co odbiło się oczywiście na tłumaczeniu. Brakuje mi tu dobrze wciśniętych przekleństw, które w żaden sposób by od tej mangi nie odstawały. Ale i bez nich Grand Blue daje radę.

Jednak w zamian za to, wydawnictwo do prenumeraty dorzuca karciane drinking game, które jest, trzeba przyznać: całkiem, całkiem. Liczę, że w przyszłości, gdy zbiorę więcej kart, uda mi się z niego skorzystać!

Piękne jak morze

Trzeba przyznać, że odpowiedzialny za warstwę wizualną Kimitake Yoshika zrobił genialną robotę. Kreska jak najbardziej spełnia dzisiejsze standardy, powiedziałbym nawet, że jak na komedię, jest wyjątkowo dopracowana. Prawdziwe czary jednak pan Kimitake robi, gdy w grę wchodzą wszelkie karykatury naszych bohaterów. Mimika twarzy, ich przemiany w ogry czy demony, to czyste złoto.

Grand Blue manga

Obwoluta jest ładna, żywo ubarwiona. Praktycznie na okładce streszcza cały klimat mangi. Odważni jednak niech spojrzą pod nią… Ale tylko na własną odpowiedzialność!

Grand Blue Studio JG

Studenciaki nad morzem

Celowo pominąłem akapit o bohaterach, gdyż o nich będę Wam opowiadał przy kolejnych tomach, które, na milion procent, pojawią się na naszej gałęzi. 

Przechodząc już jednak do podsumowania tekstu, komu polecę Grand Blue? Zdecydowanie studentom i dojrzałym czytelnikom. Choć manga nie posiada ograniczeń wiekowych, raczej odradzałbym sięganie po nią osobom młodszym. Raz, że niekoniecznie jest to dzieło, w które powinni się zagłębiać (litry alkoholu, nierozważne pomysły), a dwa, że mogę zwyczajnie nie poczuć klimatu. 

Moim zdaniem Grand Blue to jedna z najlepszych mang, jakie można znaleźć aktualnie na polskim rynku. Cieszę się niezmiernie, że Studio JG zdecydowało się na jej wydanie. To była świetna decyzja i liczę, że dzięki temu znacznie więcej osób pozna Grand Blue!

Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
oceniany
najnowszy najstarszy
Inline Feedbacks
View all comments
Anon
Anon
2 miesięcy temu

Manga jest seinen bo jest publikowana w seinen magazynie Good! Afternoon, a nie dlatego że jest ostrzejsze słownictwo i nagość.